Oczekiwania rozsypują się w proch. Prosisz o cud, ale Bóg ci go nie daje. Co wtedy może się wydarzyć?
- Jest takie doświadczenie, niekoniecznie związane z fizyczną śmiercią, że coś nam w życiu umiera na naszych oczach. Jest stłuczone, nie do posklejania, na wszystko jest za późno i mamy w sobie taki żal, że Bóg mógł coś z tym zrobić. I to jest bardzo trudne doświadczenie opisane w Ewangelii o śmierci Łazarza - mówi Marta Łysek w podcaście "Ogarnij się przed niedzielą".
To nie jest łatwa scena z Ewangelii: dziewczynom umiera brat. Posłały po przyjaciela, który może uczynić cud, ale nie przyszedł i brat umarł. - Pojawia się pytanie, dlaczego Jezus dopuszcza to cierpienie i to w przypadku ludzi, których kocha? - mówi Piotr Kosiarski.
Co tydzień redaktorzy Deonu dzielą się tym, co znajdują w wielkopostnej, niedzielnej Ewangelii. Prosto, blisko życia, bez skomplikowanych teologicznych komentarzy; w zwykłej rozmowie wyciągają z Ewangelii wątki, które w Wielkim Poście warto zobaczyć w swoim własnym życiu.
- Łazarz umiera, a gdzie jest Jezus? Ewangelia wcześniej nam mówi, że wycofał się z Jerozolimy po zrobieniu tam dużego zamieszania do miejsca, gdzie Jan udzielał chrztu. Mapa mi powiedziała, że to jest 50 km i 1400 metrów przewyższenia, czyli taka bardzo porządna pętelka po Tatrach Zachodnich z powrotem do Zakopca na nogach. To jest wymagające. Droga nie jest prosta. Chcą Go tu zabić - mówi Marta Łysek. jak wyjaśnia, widać w tym tekście różne oczekiwania wobec Boga. Uczniowie spodziewają się po Jezusie, że nie będzie narażał swojego ani ich życia. Marta i Maria spodziewają się, że przyjdzie i uratuje Łazarza.
- Są bardzo różne oczekiwania wobec Boga. I to mnie zachęca do spojrzenia na tę Ewangelię z pytaniem, czego ja się spodziewam po Bogu. Bo wszyscy mamy jakieś wyobrażenie o Nim. I na jego podstawie myślimy: Bóg to dla mnie zrobi, a tamtego nie, Bóg ma do mnie blisko albo Bóg ma do mnie daleko. Cała ta Ewangelia jest o różnych spodziewaniach, które się rozsypują w proch - podkreśla dziennikarka.
Przed czasem trudności jest czas ładowania akumulatorów
Ewangelia o Marii i Marcie, które pochowały Łazarza, bo Jezus "nie zdążył" przyjść i go uzdrowić, nie jest łatwa. Zaprasza do przyjrzenia się swoim kryzysom. - Przypomina mi się tu scena z góry Tabor, a tam mieliśmy taki wniosek, że te dobre chwile są bardzo potrzebne, by ładować akumulatory i mieć zasoby na trudniejsze chwile. Ostatnio przypomniał mi o tym pewien kapucyn, że warto pamiętać o tych dobrych momentach, żeby nie tracić wiary, gdy przyjdą te trudne - mówi Piotr Kosiarski.
- Jan tam notuje najpierw: "A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza". Mam wrażenie, że najpierw dostajemy taki bardzo mocny znak od Pana Boga, że jesteśmy ważni, że nas kocha, że ogarnia nasze życie, że nic Mu się nie wymyka, żebyśmy mieli się czego uczepić, jak się zrobi tak źle, jak tu, w tej Ewangelii. Bo wiemy z niej, że ta trójka to są bardzo bliscy dla Jezusa ludzie - dodaje Marta Łysek.
Czy Bóg może grać w planszówki?
- Zastanawiałem się, jakby dzisiaj ich przyjaźń wyglądała: pomyślałem, że dziś by Jezusa zaprosili na kwadrat, zrobiliby jakieś dobre jedzenie, a potem zagrali w planszówki - dzieli się Piotr Kosiarski.
- To jest bardzo fajny obraz, bo jest taki bliski. A my czasem mamy poczucie, że z czym my do Boga, że On jest taki odległy albo wymagający, albo zdystansowany, jest zimnym obserwatorem naszego życia, że w tej Jego wszechmocy brak bliskości i czułości. A mam wrażenie, że to jest właśnie to, co co Panu Bogu chodzi: żeby być blisko jak przyjaciele, zjeść coś dobrego, niezobowiązująco posiedzieć, opowiedzieć dowcip, że to jest też Jego styl bycia - dodaje dziennikarka.
Mów Bogu: ufam Ci, przeprowadź mnie przez to
- Z jednej chcielibyśmy, żeby Bóg zabierał każde cierpienie. Marta z Marią tak chciały. Wysłały do Jezusa wiadomość: ważny ci człowiek jest na skraju śmierci. Mogły mieć takie oczekiwania, że Jezus natychmiast się zjawi i coś z tym zrobi. że nie dopuści, żeby ktoś dla niego ważny stracił życie. I my czasem mamy taki obraz Boga w sobie, że to jest Bóg, który powinien usuwać wszelkie trudności z naszego życia. Jest przekonanie, że jak już jesteś z Bogiem, to nie spotkają cię żadne trudności. Pan Bóg jest dobry, więc spotka mnie wyłącznie to, co uważam za dobro. Ale z drugiej strony cała historia biblijna i wszyscy ludzie przeżywający w niej swoją przygodę z Bogiem udowadniają, że jest inaczej. Że nie chodzi o to, żeby Bóg zabierał każdy ból, każdą trudna sytuację, tylko że On po prostu w tym z tobą jest - mówi dziennikarka. - Fajną rzecz słyszałam na homilii w niedzielę. Że kluczowe jest powiedzenie Bogu: znam Cię na tyle, że mogę Ci zaufać, że mnie przez to przeprowadzisz. Nie, że ja to przewalczę, nie, że Ty to unicestwisz, ale że mnie przeprowadzisz. I w tym doświadczeniu bycia przeprowadzonym rodzi się głęboka bliskość z Bogiem, której w żadnej inny sposób nie da się uzyskać.
Źródło: DEON TV
Skomentuj artykuł