Osiem duchów zła - Acedia

(fot. shutterstock.com)
Szymon Hiżycki OSB

W kolejnym odcinku wielkopostnych rekolekcji portalu PSPO przyjrzymy się pojęciu, które od samego początku widnieje na liście złych myśli, a które to dla wielu może pozostawać niejasne. Chodzi oczywiście o acedię, akēdĭa, która, jak stwierdza ojciec Szymon Hiżycki, brzmi dla nas nieco dziwnie, gdyż brak w języku polskim stosownego odpowiednika tego terminu. Czym jest tajemnicza akēdĭa?

Gabriel Bunge, znany autor pism duchowych i pustelnik, mówił o acedii jako o "duchowej depresji". Jednak tak jak wskazuje na to samo określenie "duchowej depresji", jaką jest acedia, jest to problem sięgający poza sferę ludzkiej psychiki, więc w jego rozwiązaniu trzeba odwołać się do szerszego kontekstu wiedzy o człowieku.

Akēdĭa to dosłownie ‘obojętność’ czy wręcz ‘brak troski’. Przejawy takiej postawy obserwujemy wśród przedstawicieli dzisiejszych społeczności, a być może mamy odwagę dostrzec je także w nas samych. Chodzi o zobojętnienie będące skutkiem niezadowolenia z życia, poczucia porażki życiowej, dławiącego nas pragnienia zmiany obranej ścieżki, braku odczucia sensu… - przykłady można mnożyć. Opat Szymon wskazuje na najbardziej jaskrawe przykłady porażenia acedii - rozwody, sprzeniewierzanie się powołaniu, rażący brak życiowego zdecydowania czy chorobliwa niestałość.

Czy wystarczy nam jednak podanie tych kilku przykładów, by uchwycić sedno trudnej kwestii acedii? By lepiej powiązać skutki z przyczynami problemu oraz by poznać metody walki z "demonem południa" obejrzyjcie ten krótki film.

DEON.PL POLECA

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Osiem duchów zła - Acedia
Komentarze (23)
G
gi
4 kwietnia 2015, 20:53
aco wyu komentarze piszecie jakieś elaboraty. Kto to będzie czytał ?
R
RP
24 marca 2015, 15:25
Bardzo ciakawe zagadnienie. Posluchalam i poczytalam na ten temat i chcalalabym dodac cos z wlasnego doswiadczenia, bo chyba doswiadczylam czegos podobnego. Uczucia obojetnosci i apatii pojawily sie w sytuacjach, gdy ugrzezlam w niesatysfaksconujacej, nietworczej sytucji, gdy ludzie (niestety bliscy) z ktorymi mialam do czynienia "podcieli mi skrzydla" i pomimo moich prob porozumienia i zrobienia czegos nie udalo sie rozwiazac sytuacji, bo te osoby po prosu nie chcialy sluchac, zapatrzone we wlasne egoisticzna wizje, wladze, niedojrzalosc. Mysle, ze taki stan jest "trenowany" przez np. pracodawcow, rodzicow i inne autorytety aby podporzadkowac sobie innych przez "zlamanie ich ducha". Mysle, ze warto pamietac, kto jest agresorem a kto ofiara i z pomoca Boza nie dac sie zdominowac zlu i wmowic sobie, ze problem jest w osobie przezywajacej kryzys. Wiem, ze nielatwo z tego wyjsc. Ale powoli trzeba przejac kontrole nad wlasnym zyciem, a chocby malutki sukces to krok tu temu. Praca, bycie aktywnym (czesto wbrew sobie) pomaga. Nuda i zbyt wiele wolnego czasu niezbyt. Trzeba dac sobie pozwolenie na zycie wlasnym zyciem, bycie tworczym i zdac sobie sprawe, ze ludzie sa rozni i czesto nawet najblizsze osoby moga nam wyrzadzic krzywde. Mamy prawo sie bronic, odejsc ze zlej sytaucji i poszukac gdzie indziej.
A
andrzej
24 marca 2015, 00:57
Nawiedzenia duchowe są bardzo trudne do rozeznania. Czasami nie potrafimy rozpoznać u nas zwykłej choroby jak depresja czy borelioza, a co dopiero duchowe stany zniewolenia. Myślę, że dla większości z nas oznacza to tyle, że warto co jakiś czas zbliżyć się maksymalnie do Boga i pozwolić mu oczyścić nasze duchowe wnętrze. Jednak bez rytuałów egzorcystycznych czasem nasze starania mogą nie odnieść żadnego skutku, gdyż zniewolenia duchowe mają wielopłaszczyznowe konstrukcje (praca, dom, rodzina[bliższa i dalsza], zainteresowania pasje, myśli, pragnienia, nasze uczynki i nasza bezczynność). I właśnie dlatego promuję wspólnotę mimj.pl, którą sam miałem okazję poznać oraz ludzi którym ona pomogła. Apeluję tutaj do admina, aby nie usuwał promocji (tej wspólnoty, a być może innych również) gdyż są one zgodne z wolą naszego Pan Jezusa oraz Ducha Bożego, który ma tam ogromny udział. Zwykle problemy w naszym życiu staramy się rozwiązywać sami. Jednak czasem musimy korzystać z porad lekarzy, terapeutów oraz specjalistów choćby takich psychologów. W przypadkach typowo opornych czy to na zabiegi farmakologiczne czy też wszelkie inne, nasze podejrzenia powinny zawsze zwrócić się ku zagrożeniom duchowym. A ponieważ nigdy nie będziemy w stanie właściwie ich rozpoznać (niestety) powinniśmy zasięgać konsultacji nawet u egzorcystów. Cieszy mnie, że nasz Pan Jezus jest otwarty na nasze potrzeby i powołuje wciąż nowe zgromadzenia, w których wierni mogą odnaleźć potrzebną im pomoc i to być może nawet w sposób dla nich zupełnie nieświadomy. Bóg pragnie przenikać nasze dusze i oczyszczać je, aby następnie wzbogacać darami, których nigdy za życia do końca nie pojmiemy.
A
andrzej
24 marca 2015, 00:58
c.d. Powinniśmy zaakceptować świadomość, że nasze ciało i mózg kształtują  jedynie jedną z kilku płaszczyzn naszej świadomości. Obok materialnej płaszczyzny istnieje również płaszczyzna duchowa, którą choć trudno zrozumieć to korzystamy z niej prawie na co dzień. Jej podstawowymi elementami są np. nasza intuicja i miłość.  Płaszczyzn naszej duchowości jest kilka i ujawniają się one dopiero wraz z naszym zbliżaniem się do Boga żywego. Dopiero "zatopieni" w Bogu odkrywamy w nas warstwy naszej duchowości dziwiąc, się że takie istnieją i dziękując Bogu, że poprzez swoje dary w nas je zrodził. Mam świadomość, że nie wszyscy z nas doświadczają swojej duchowości w stopniu jednakowym, bo wiara przypomina trochę drabinę, po której musimy się wciąż wspinać, aby dostrzegać nowe perspektywy życia. Dopiero wraz z wiekiem zyskujemy przestrzeń do poważnych rozważań na płaszczyźnie wiary i zgłębiania jej poprzez różne formy kontaktu z Bogiem. Takie otrzymaliśmy powołanie jeszcze w Ziemi w której powstaliśmy i jest ono wciąż aktualne dla nas obecnie żyjących. Po naszej śmierci zwykle zastajemy stan, który nazwę "musztardy po obiedzie". Na nic już nie mamy wpływu, chyba że za życia wspięliśmy się na szczeble wiary odpowiadające poziomowi naszej świętości, bo każdy z nas może mieć przeznaczony nieco inny ten poziom. Nie oglądajmy się wiec na innych, bo oni mogą kroczyć nico innymi ścieżkami niż my. Pilnujmy swoich ścieżek życia, na których chce przebywać wraz z nami Bóg.
I
Iza
23 marca 2015, 22:27
Hmmm wiem, ze ludzie w dzisiejszych czasach bardzo latwo moga wpasc w szpony acedii czy depresji. Ten ciagly wyscig o lepszy byt, strach przed utrata pracy czy niemoznosc jej znalezienia, problemy rodzinne, etc. Wszystkie czynniki sie ladnie mieszaja i wplywaja na czlowieka. Daleka jestem od oceniania ludzi, bo kazdy z nas jest inny. I nie kazdy jest silny. Wielu z nas ma w sobie duzo empatii i otaczajac sie ludzmi, ktorzy wciaz narzekaja latwo od nich przejac humorki. Powinnismy spojrzec szerzej na ten problem. Tak jak ktos slusznie napisal w komentarzach nikt nie chce byc obojetny czy doswiadczyc depresji. To tak podstepna choroba, ze nawet nie widzimy kiedy nas dopada. Poza tym osoby znerwicowane sa latwym kaskiem dla tej przypadlosci. Takze sklanialabym sie do szukania pomocy na wielu plaszczyznach i duchowej i terapeutycznej. Psycholog moze pomoc, ale terapeuta jest bardziej konretny. Wiem z doswiadczenia, ze modlitwa tez jest wazna. Poza tym szukanie dodatkowych sposobow na rozladowanie stresow dnia codziennego jest bardzo wazne. Moze to byc sport, jesli ktos woli forme spokojniejsza moge polecic podstawowe cwiczenia oddechowe jogi a takze muzyke relaksacyjna. Kazdy cos dla siebie znajdzie i jesli bedziemy systematyczni moze uda sie zwalczyc te paskude - depresje, nerwice, stres czy jak to nazywa ojciec Szymon acedie. A propos odradzam leki na depresje. Mozecie wierzyc lub nie ale przynosza one wiecej skutkow ubocznych, pogarszaja samopoczucie...obawiam sie, ze zamiast pomagac pograzaja czlowieka jeszcze bardziej. Oczywiscie tak jak napisalam, kazdy ma inne doswiadczenia i musi sam podjac walke o lepsze samopoczucie czy szczesliwe zycie. Odnajdywanie w kazdym dniu choc jednej dobrej rzeczy to wielki sukces. Usmiechanie sie do siebie tez pomaga. Zycze sobie i wszystkim, ktorzy maja problemy lepszego jutra. Nie martwcie sie jutro bedzie lepszy dzien i zaswieci piekne slonce. 
S
sedba
23 marca 2015, 22:36
Jasne joga i muzyka relaksacyjna. Moja znajoma po takich właśnie praktykach wpadła w depresję. A przed była całkiem zdrowa. No i bzdury piszesz o tych lekach, jak lekarz przepisze to trzeba brać. Zbyt dużo osób znam chorych na depresję i wiem, że bez leków i modlitwy byłoby ciężko.
I
Iza
23 marca 2015, 22:49
Cwiczenia oddechowe o ktorych napisalam to cos od czego nikt nie wpada w depresje. Jesli mowisz, ze ktos w depresje wpadl po jodze to zapewne masz na mysli duzo wyzsze stopnie wtajemniczenia, do ktorych nie zamierzam namawiac. Wiem, ze akurat to moze rzeczywiscie zaszkodzic ludziom wplywowym, ktorzy sami nie wiedza czego w zyciu szukaja i wydaje im sie, ze to sposob na zycie. A propos lekow na depresje to ja rowniez znam ludzi, ktorzy brali leki latami i niestety w zaden sposob im to nie pomoglo.
K
Kira
23 marca 2015, 22:59
Bo lek na depresje musi byc odpowiedni dobrany. Czasem lekarz trafia za 5 czy 10 razem. Mnie pomogła akupunktura i joga oraz techniki oddychania. Warto spróbować. 
CP
Czterej pancernych i pies
23 marca 2015, 23:08
Czegóż się jeszcze tu można dowiedzieć na Deonie. Samych wspaniałych rzeczy na temat leczenia depresji. Ćwiczenia oddechowe, joga i akupunktura mogą...no pomyslmy, mogą być niezłym zagrożeniem duchowym dla Was. Szczerze odradzam. 
L
laurka
23 marca 2015, 22:12
Takie podejście jest rodem ze średniowiecza. To nie jest żadna acedia tylko depresja - choroba, którą leczy się farmakologicznie u psychiatry. Wiem co mówię, bo miałam "przyjemność" zachorować na depresję i dopiero odpowiednie antydepresanty przywróciły mnie do życia. 
V
Veto
23 marca 2015, 22:52
Tez uważam, ze podejście Kosciola w tym względzie jest rodem ze średniowiecza.
E
Eres
23 marca 2015, 18:21
Nikt nie chce byc obojętny tak jak nikt nie chce chorować na raka. Acedia to psychiczne rozregulowanie a nie grzech. To choroba. Niech KK wreszcie weźmie sie poważnie za studiowanie nowoczesnej medycyny.
O
Owoc
23 marca 2015, 23:00
Trafione w 10.
DR
Dobra rada
23 marca 2015, 18:17
W naukowej terminologii Acedia to depresja. Nie do Kosciola z nią ale do psychiatry i psychologa. Sam sobie z tym nie poradzisz. Mowię z doświadczenia. Sama modlitwa nie pomoże. Moze tylko procesowi leczenia towarzyszyć.
S
sofia
23 marca 2015, 19:05
Trafnie sformułowana rada. 
M
Marlena
23 marca 2015, 09:47
O. Szymonie a jak poradzić sobie z acedią? Już od kilku lat czyje takie zrezygnowanie. Kika razy poddałam się już w swoim życiu, bo nie podejmowałam walki, aby coś zmienić. Czuję się słaba. Wpadłam w pulapkę bulimii, nie mogę zapanować nad obżarstwem. Kiedy tylko pojawiają się jakieś problemy to uciekam w jedzenie...  Bardzo proszę o pomoc, radę...
Bolesław Zawal
23 marca 2015, 13:11
Marleno rozważ kontakt z psychologiem, bo sama sobie diagnozy nie powinnaś stawiać.
K
Katarzyna
23 marca 2015, 18:50
Pomyśl nad Mszą o uzdrowienie i uwolnienie :)
M
Marlena
23 marca 2015, 19:05
Dziękuję za radę!
M
Marlena
23 marca 2015, 19:09
Poszukam psychologa. Szczerze mówiąc, wcześniej bałam się kontaktu z psychologiem i jedynie miałam kontakt z lekarzem pierwszego kontaktu, który dał mi leki na uspokojenie, abym się nie denerwowała i nie atakowała lodówki... Dziękuję za odpisanie.
K
Katarzyna
23 marca 2015, 20:04
Masz tu poruszony temat medycyny, faszerowania się lekami itd http://www.ipla.tv/Program-muzyczny-tau-i-besiu/vod-5958089#/page_container Polecam obejrzeć cały wywiad :) Pozdrawiam
Bolesław Zawal
27 marca 2015, 16:19
Katrzyno co ty za szamanizm tutaj uprawiasz? Po co dał nam Pan Bóg lekarzy? Dlaczego zniechęcasz ludzi do kontaktu z lekarzem? Dlaczego odrzucasz działanie leków? Zaznaczam, że nikt tutaj nie mówi o lekomanii a o kontrolowanym przyjmowaniu leków. Jeszcze nie widziałem nikogo co poradził sobie z problemami psychologicznymi sam bez niczyjej pomocy.
M
Maris
30 marca 2015, 12:29
Ostatnia rzeczą jaką powinnaś robić, to szukać pomocy przez internet.