Panie, kiedy Cię widzieliśmy?

Panie, kiedy Cię widzieliśmy?
fot. depositphotos.com

Królowanie Chrystusa w naszych sercach jest możliwe, jeśli rozpoczniemy od najbardziej podstawowych ludzkich odruchów – one zarówno świadczą o tym, że On już w nas króluje, jak i otwierają nas jeszcze bardziej na miłość, której Pan uczy nas nie z tronu chwały, lecz z wysokości krzyża.

Snujące się po głowie niektórych chrześcijan marzenia o Kościele, który na ziemi jest potęgą, który cieszy się szacunkiem i poważaniem, choć nie dopatrywałbym się w nich koniecznie od razu jakiejś złej woli, to są jednak drogą ze wszech miar błędną, prowadzącą donikąd – a przynajmniej nie w stronę budowania Królestwa Bożego. Ludzkich serc dla Chrystusa nie zdobędziemy zarządzeniami władzy, ustawami i paragrafami, choć demokracja pozwala nam o swoje prawa walczyć. Pozyskamy je pokornym świadectwem naśladowania Pana w Jego miłości uniżonej przed człowiekiem, szczególnie przed tym, który z jakichś powodów jest „jednym z tych braci najmniejszych”.

Jezus nigdy podczas swojego życia na ziemi nie zasiadł na tronie. Choć wielu chciało go obwołać królem, On na to nie pozwolił. Nie przyszedł bowiem budować potęgi religijnej na ziemi, lecz otworzyć ludzkie serca na coś więcej – pokazać szerszą perspektywę Królestwa, które dopiero nadejdzie: „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie, pełnym chwały” (Mt 25,31). Do tego Królestwa wchodzi się przez bramę śmierci. Takie rozumienie przez Chrystusa Jego misji wiązało się z odrzuceniem. Objął tron, którym był krzyż, i przywdział koronę – z cierni. Nie biorąc pod uwagę istnienia nieba, powiedzielibyśmy, że przegrał z kretesem, skończył jak wielu, którzy próbowali zmienić świat na lepsze, ale zderzyli się z establishmentem nie do ruszenia. Pytanie tylko, czy On chciał to ruszyć, czy chciał rewolucji instytucjonalnej i społecznej. Zdaje się, że najbardziej zależało Mu na poruszeniu ludzkich serc, by zaczęły wreszcie widzieć siebie nawzajem i odkryć w ten sposób, że droga do zbawienia wiedzie przez drugiego człowieka, przez miłość okazywaną w czynach miłosierdzia.

Ta miłość ma być „uziemiona”, czyli konkretna, dostosowana do sytuacji i potrzeb: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Choć zapewne nie obędzie się bez trudności, to w tym nie jest w stanie nic nam przeszkodzić, czemu dowodzi ukrzyżowany Chrystus. Jego Ciało stało się pokarmem dla ludzi głodnych Boga, Jego Krew – napojem dla spragnionych łaski, Jego rozpostarte ramiona – znakiem otwartości na każdego, Jego nagość – odzieniem dla ogołoconych z godności, Jego cierpienie – pokrzepieniem dla chorych, a Jego unieruchomione ręce i nogi – wolnością dla uwięzionych w grzechach.

Pozwolić Chrystusowi królować w swoim sercu oznacza podjąć drogę naśladowania Go w Jego miłości do człowieka. A jest to miłość pasterza do owiec. We fragmencie z Księgi Ezechiela i w Psalmie 23 czytamy o tym, na czym ta miłość polega: „Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał. Będę pasł sprawiedliwie” (Ez 34,16) oraz „Pan jest moim pasterzem: niczego mi nie braknie” (Ps 23,1). Natomiast Mateusz w swojej Ewangelii, przedstawiając scenę Sądu Ostatecznego, jasno daje nam znać, że owszem – miłość Pasterza mamy podziwiać i wychwalać, ale przede wszystkim sami ją naśladować: „Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie” (Mt 25,35-36).

To, co bardzo uderza, to zdziwienie zarówno stojących po prawej, jak i po lewej stronie: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? (…) Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?” (Mt 25,37-39.44). Nie trzeba widzieć Chrystusa, nie trzeba mieć pełnej świadomości, że On teraz właśnie przychodzi do mnie w drugim człowieku, żeby móc Go naśladować. Jeśli widzę zło, niesprawiedliwość lub jakikolwiek brak, który rodzi cierpienie, mam odpowiadać dobrem, miłosierdziem, próbując nasycić czyjś głód czy pragnienie, bo spotykam w tej sytuacji i w ludziach w niej się znajdujących samego Boga, który woła o chleb, napój, odzienie i moją uwagę. Tam, gdzie dzieje się jakiekolwiek dobro, tam z pewnością działa Bóg, który jest najwyższym Dobrem i źródłem wszystkiego, co dobre.

Niezwykle budujące było to, co usłyszałem z ust gdańskiego metropolity podczas homilii wygłoszonej wczoraj do przełożonych i alumnów naszego seminarium. Budujące, bo wypływające z tego samego Bożego Serca, które rytmem swego bicia dało natchnienie biblijnym autorom, a dziś popycha wielu chrześcijan czytających Słowo Pana do czynów miłości. Pozwolę sobie przytoczyć te słowa: „«Byłem przybyszem, a przyjęliście mnie». Tyle dyskusji w ostatnich miesiącach i latach – przyjmować czy nie przyjmować obcokrajowców, którzy do nas przychodzą. Tłumaczymy się, że przecież przyjęliśmy już ze Wschodu półtora miliona, czy może jeszcze więcej. Tu nie chodzi wcale o te półtora miliona. Chodzi o to, byśmy zawsze byli otwarci na każdego człowieka, który potrzebuje miejsca odpoczynku, który potrzebuje dobrego słowa, przyjęcia – czy to będzie muzułmanin, czy hinduista, czy ktokolwiek inny. Trzeba mieć serce jak Chrystus”.

I wtedy będę mógł z czystym sumieniem głośno odśpiewać: „Chrystus Wodzem, Chrystus Królem, Chrystus Władcą nam!”. On jest Królem zawsze dla człowieka, nigdy przeciw niemu. „Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg zostanie pokonana śmierć” (1 Kor 15,25-26).

Kierownik redakcji gdańskiego oddziału "Gościa Niedzielnego". Dyrektor Wydziału Kurii Metropolitalnej Gdańskiej ds. Komunikacji Medialnej. Współtwórca kanału "Inny wymiar"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
ks. Józef Tischner, Joanna Podsadecka, Tomasz Ponikło

Trzy wielkie odsłony - Wiara ludzi wolnychMiłość w czasach niepokoju. Niepublikowane wykłady oraz Tischner. Nadzieja na miarę próby. Ostatnie słowa

Głęboka wiara i wielkie pytania ks. Józefa Tischnera

Jak wierzyć w świecie, który żongluje...

Skomentuj artykuł

Panie, kiedy Cię widzieliśmy?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.