I Jezus przed sądem
Można też tak zobaczyć to wydarzenie: spotkanie dwóch mężczyzn. Jeden z nich umywa ręce. Jest Namiestnikiem Judei, ma władzę. Nie chce jednak wziąć odpowiedzialności za swoją decyzję. Wydaje mu się, że swoim sprytnym fortelem przerzuci odpowiedzialność na innych. Nie miał takiej szansy, bo ci „inni”, starszyzna żydowska, już podjęli decyzję. Te dwie decyzje były razem ze sobą splecione. Śmierć niewinnemu za cenę kłamstwa. Po drugiej stronie Jezus. Jeszcze niedawno toczył wewnętrzną walkę. Iść, czy nie iść na pewną śmierć. Świadkiem walki był Ogrójec, ogród, nie inni ludzie. Taka walka jest męską tajemnicą. Teraz Jezus pewnie stwierdza: „Tak, jestem Królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie”. Bierze pełną odpowiedzialność za swoje decyzje, jest gotów umrzeć za Prawdę, którą w sobie nosi. Jego wyznanie: „Jestem Królem” – ma znamienny wydźwięk. Król ma władzę absolutną. Jezus czuje się niezależny, choć jest w kajdanach. Wolność ma w sobie. Ma władzę nad sobą. Mam nadzieję, że to nie jest uproszczenie całej sytuacji, ale taka postawa niezależności i panowania nad sobą to jest przejaw największej męskiej siły. Po drugiej stronie Piłat z niepewnym uśmiechem stwierdza: „Cóż to jest prawda?”. Wygląda na to, że nie chce się dowiedzieć. Nie chce poznać Prawdy. Wtedy musiałby podjąć męską decyzję. Jak widać, nie stać go na nią. Nie pomaga nawet histeryczna reakcja jego żony, która natchniona tajemniczym snem, stara się wymóc na nim decyzję. Nie jest w stanie. Piłat ma władzę, ale sam jest nikim.

Skomentuj artykuł