Dlaczego spowiadamy się przed księdzem, a nie przed Bogiem w sercu? Dariusz Piórkowski SJ odpowiada

Dlaczego spowiadamy się przed księdzem, a nie przed Bogiem w sercu? Dariusz Piórkowski SJ odpowiada
Fot. Steffen Lemmerzahl / unsplash.com

Jeśli prawdziwa skrucha uwalnia nas od grzechów, to po co jeszcze spowiedź? Skoro „tylko Bóg przebacza grzechy” (KKK 1442), dlaczego musimy je wypowiedzieć przed człowiekiem, w dodatku nierzadko nam nieznanym? Czy nie wystarczy pojednanie z Bogiem w sercu? Czy Kościół, jak zarzucają mu niektórzy, wymyślił sobie narzędzie opresji i kontroli, by trzymać w ryzach własnych członków? – pisze o. Dariusz Piórkowski SJ w książce "Po co nam spowiedź?", której fragment publikujemy.

Kiedy mówimy: „Idę do  spowiedzi”, mamy najczęściej na  myśli spotkanie z  prezbiterem, któremu przedstawiamy grzechy, prosimy o przebaczenie, a on w imię Boga i Kościoła udziela nam rozgrzeszenia. To pewne uproszczenie, ponieważ spowiedź jako taka (confessio) to tylko jeden z trzech istotnych aktów penitenta, który polega na wyjawieniu grzechów ustami.

Podobnie wyznajemy wspólnie i na głos wiarę w każdą niedzielę i uroczystość. Nigdy dość przypominania, że sakrament pojednania zaczyna się przed spowiedzią i nie kończy się po odejściu od kratek konfesjonału. Kościół przypomina, że już  żal doskonały przynosi „przebaczenie grzechów śmiertelnych, jeśli zawiera mocne postanowienie przystąpienia do spowiedzi sakramentalnej, gdy tylko będzie to możliwe” (KKK 1452).

Jeśli prawdziwa skrucha uwalnia nas od grzechów, to po co jeszcze spowiedź? Skoro „tylko Bóg przebacza grzechy” (KKK 1442), dlaczego musimy je wypowiedzieć przed człowiekiem, w dodatku nierzadko nam nieznanym? Czy nie wystarczy pojednanie z Bogiem w sercu? Czy Kościół, jak zarzucają mu niektórzy, wymyślił sobie narzędzie opresji i kontroli, by trzymać w ryzach własnych członków? Już w Ewangelii według św. Mateusza czytamy, że gdy Jan rozpoczął swoją działalność, „przyjmowano od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy” (Mt 3,6). Ta spontaniczna praktyka słuchaczy Jana nie wynikała jedynie z jakiejś psychicznej potrzeby i chęci zrzucenia z siebie ciężaru winy. Grzech jest rzeczywistością związaną z wiarą.

Obecna forma sprawowania sakramentu pokuty jest wynikiem długiej ewolucji i głębszego  zrozumienia tajemnicy osoby ludzkiej, słabości, a także doskonałości chrześcijańskiej. Spowiedź uszną zawdzięczamy przede wszystkim mnichom, którzy własną praktykę bycia prowadzonymi przez starszego mnicha-ojca przeszczepili do duszpasterstwa. Stąd też pojawienie się wielokrotnej spowiedzi, bo i towarzyszenie duchowe nie jest jednorazowym aktem, lecz pewnym procesem.

W  pierwotnym Kościele pokuta i pojednanie były publiczne, ale też jednorazowe, i tylko za szczególne grzechy. Ten, kto je popełnił, musiał je wyznać przed całą wspólnotą i odbyć wymagającą pokutę. Spowiedź indywidualna jest raczej oznaką rozwoju, ponieważ poszerza działanie sakramentu o wymiar terapeutyczny i bardziej docenia godność człowieka. Sobór Laterański IV (1215), który nakazał wszystkim coroczne wyznanie grzechów przed prezbiterem, nawiązał do przypowieści o dobrym Samarytaninie, traktując spowiedź jako wizytę chorego u lekarza, a nie tylko grzesznika w sali sądowej: „Kapłan niech będzie roztropny i ostrożny, aby jako doświadczony lekarz mógł winem i oliwą opatrywać rany zranionego, pilnie badając okoliczności dotyczące grzesznika oraz grzechu. Na podstawie tego będzie mógł roztropnie rozważyć, jakiej udzielić mu porady i jaki przepisać środek, używając różnych metod leczenia chorego”.

Wbrew pozorom w tym sakramencie nie chodzi jedynie o „oczyszczenie” z grzechów, ale o podjęcie stałego duchowego leczenia. Katechizm nazywa go „sakramentem uzdrowienia”. Na wspomnianym soborze pod groźbą ekskomuniki zadekretowano też zachowanie tajemnicy spowiedzi, która służy zagwarantowaniu maksymalnego zaufania między penitentem a spowiednikiem.

Współczesne wątpliwości związane z wyznaniem grzechów przed prezbiterem mają oczywiście różne przyczyny. Podobnie dzieje się z sakramentem małżeństwa. Wiele osób pyta, po co publicznie ogłaszać, że kobieta i mężczyzna decydują się na wspólne życie. Co to zmienia? Czy nie wystarczy, jeśli prywatnie złożą sobie wzajemną przysięgę? Kryzys spowiedzi, a także sakramentu małżeństwa w społeczeństwach rozwiniętych w dużej mierze bierze się z niezrozumienia tego, czym są Kościół i wiara. Do tego dochodzi silny wpływ psychologii i sprywatyzowanie sfery religijnej.

„Żyję wiarą, a nie tym, co czuję” – pisze mądrze karmelitanka Ruth Burrows OCD. Uczucia są ważne, ale nie decydujące w naszym życiu. W  świetle wiary wszyscy ochrzczeni tworzą Ciało Chrystusa. Są wszczepieni w krzew winny, dzięki czemu mogą wydawać owoce, ale także sobie szkodzić. Dlatego w Ciele Chrystusa, do którego należą też święci i wierzący w czyśćcu, zachodzi niewidzialna wymiana. Dobro każdej pojedynczej osoby wpływa na całe Ciało. Każda rana i każdy grzech dotykają wszystkich.

Wiara nigdy nie jest sprawą wyłącznie między mną a Bogiem. Również prawda o grzechu pierworodnym przypomina nam przede wszystkim o tym, że w jakiś niepojęty sposób jesteśmy ze sobą powiązani. Nikt z nas nie popełnił przecież grzechu pierwszych rodziców. Tę  winę dziedziczymy. Dlatego pojednanie ma również wymiar wspólnotowy. Musimy je przyjąć w sposób zapośredniczony.

Takie spojrzenie na  człowieka ma solidne podstawy w ludzkiej naturze. Jesteśmy istotami społecznymi, zależymy jedni od drugich. Nikt sam się nie rodzi, nie uczy się chodzić i mówić bez obecności drugiego człowieka. Czy ta cecha człowieczeństwa umniejsza nas w jakiś sposób? Nie. Większość umiejętności nabywamy dzięki temu, że ktoś wprowadza nas w życie i wspiera na drodze rozwoju.

Czy możliwa jest dojrzała miłość małżonków bez wzajemnego wyznania jej sobie słowami? Jaką dorosłość fundują dziecku jego rodzice, jeśli rzadko oznajmiają mu gestem i ustami, że je kochają i widzą w nim wiele dobra? Owszem, słowa to nie wszystko. Miłość to także czyn. A jednak chcemy wiedzieć i usłyszeć, że jesteśmy kochani i ważni dla innych. Paradoksalnie, spowiedź na głos wobec świadka i reprezentanta Kościoła służy temu, byśmy doświadczyli, że jesteśmy kochani pomimo naszej niedoskonałości. Zarówno prezbiter, jak i małżonkowie są w pewnym sensie „chodzącymi sakramentami”.

DEON.PL POLECA


Fragment pochodzi z książki "Po co nam spowiedź?" (wyd. WAM, 2022)

DEON.PL POLECA


Rekolekcjonista i duszpasterz. Autor książek z zakresu duchowości. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Dariusz Piórkowski SJ

Czy musimy spowiadać się przed księdzem?
Co zrobić, gdy spowiednik nas nie zrozumie lub zrani?
Jak radzić sobie ze zniechęceniem?
W jaki sposób kształtować sumienie?
Czym różni się słabość od grzechu?

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Dlaczego spowiadamy się przed księdzem, a nie przed Bogiem w sercu? Dariusz Piórkowski SJ odpowiada
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.