Czy ksiądz, który w konfesjonale słyszy wyznanie zabójstwa, powinien milczeć bez względu na wszystko? Tajemnica spowiedzi jest w Kościele katolickim absolutna – jej złamanie oznacza natychmiastową ekskomunikę. Ale co dzieje się wtedy, gdy w grę wchodzi ludzkie życie, odpowiedzialność karna i realne zagrożenie dla innych? Rozmowa z duchownym odsłania moralny paradoks, w którym prawo państwowe, sumienie kapłana i nienaruszalność sakramentu zderzają się bez prostych odpowiedzi.
Arkadiusz Wołek: Sebastianie, co robi ksiądz, kiedy przychodzi ktoś do konfesjonału i wyznaje mu, że zabił człowieka?
Ks. Sebastian Kosecki: Gdy się zdarza taka sytuacja, że przychodzi człowiek, wyznaje tak ciężkich grzech, jakim jest zabójstwo drugiego człowieka, myślę, że przede wszystkim ten ksiądz musi słuchać, tak powinno być na samym początku. Druga sprawa, jeśli mamy do czynienia z zabójstwem, sytuacją, w której przykładowo ktoś zabił 20 lat temu, odsiedział wyrok, wyspowiadał się, żałuje, chce się nawrócić, no to trzeba mu w tym pomóc. Oczywiście to jest obiektywnie rzecz straszna, że jak ktoś kogoś pozbawił życia, ale tak by zrobił Jezus. Natomiast gdy chodzi o sytuację w której na przykład ktoś teraz zabił, przyszedł do ciebie do komuś w pierwszej kolejności to co masz zrobić? No i to jest bardzo trudna sytuacja. No bo nie możesz tego zgłosić na policję i jest nad tobą tajemnica spowiedzi, nie możemy jej złamać pod żadnym pozorem. Jeśli ktoś by złamał tajemnicę spowiedzi, no to jest to związane z ekskomuniką. Jest wyłączony z kościoła, wyrzucony z kapłaństwa, tak jakby automatycznie. Natomiast powinno się pokierować tego człowieka, żeby on sam zrobił coś z tym, bo jeśli autentycznie on szczerze wraca, jeśli szczerze zrobił to zło, chce się nawrócić, no to nie da się bez tego, bez tej drogi takiej prawnej, czyli musi iść przyznać się na policję, powiedzieć co zrobił, ponieść konsekwencje prawne, ludzkie, a jednocześnie też pokutować, co nie będzie kwestią odmówienia tylko "Ojcze nasz", tylko to będzie jakiś proces, który będzie trwał lata w tym człowieku.
Czyli twoją kwestią jest to, aby namówić tego człowieka, aby on poszedł i zgłosił się na policję, żeby odbył karę?
– Tak, jeśli ja bym miał taką sytuację to właśnie bym tak to kierował, że w związku z tym, co zrobiłeś bracie czy siostro, to jest tak ważna rzecz i to jest też przestępstwo. Chciałbym to wytłumaczyć, bo to jest człowiek, który zapewne przychodzi z jakimiś tam ogromnymi emocjami, z jakimiś doświadczeniami, tak jak mówię, to jest cała historia tego tej osoby i może go trzeba pokierować, bo może on żyje w takich emocjach, w takich myślach, że myśli po prostu nietrzeźwo. Może też się zdarzyć, że człowiek jest po prostu chory psychicznie. Ma jakieś zaburzenia, które gdzieś tam wyimaginowały w nim taką rzeczywistość, która nie jest prawdziwa. To też trzeba umieć rozeznać, to też jest jakiś taki proces. Natomiast, mimo wszystko kierowałbym go w tę stronę.
Pytałem o to wielu ludzi i każdy w ogóle miał inne zdanie na ten temat, np. "wiem że ksiądz ma tak, że to akurat musi zgłosić, że to akurat musi zgłosić", niektórzy właśnie mówili co ty, czyli nie można zgłaszać.
– Problematyka tego pytania polega na tym, że ksiądz trochę nie ma z niego dobrego wyjścia tak do końca, bo ksiądz jest pewnym strażnikiem moralności i dobra w jakimś tam stopniu. I rzeczywiście nie idąc z tym przypadkiem na policję, możliwe, że dopuszczasz to, że stanie się to znowu. Dlatego też trzeba starać się uruchomić, jeśli jest taka sytuacja, gdzie jesteś przekonany, że jest to człowiek, który na przykład widzisz po tej spowiedzi, że nic z tym nie zrobi, że na przykład jest niebezpieczeństwo, że dalej będzie chciał kogoś zabić, no to wtedy trzeba reagować. To jest ciężko gdybać, bo to jest bardzo abstrakcyjna sytuacja. Takie rzeczy się raczej nie zdarzają w konfesjonale zasadniczo.
Zastanawiało mnie to, jaki jest procent ogólnie na świecie ludzi, którzy rzeczywiście przychodzi do konfesjonału powiedzieć, że się kogoś zabił. Chyba to nie da się w ogóle tego zbadać.
– No na pewno się nie da zbadać, bo nikt ci tego nie powie. Czy ktoś miał sytuację, że był taki człowiek, powiedział to i to, bo jest tajemnica spowiedzi, więc nawet nie jest tajemnicą spowiedzi powiedzieć, że ja spowiadałem kiedyś kogoś, kto kogoś zabił. Bo nie mówię konkretnie o sobie, nikt nie wie o kogo chodzi, ale na wszelki wypadek lepiej unikać w ogóle takich takich sformułowań, stwierdzeń. Więc na pewno nie jest to dużo. Jeśli w ogóle coś się takiego zdarza, to na pewno jest jakiś promil, bardzo, bardzo mała ilość takich osób, ale potencjalnie jakby się to zdarzyło, no to też nie wiem, staram się, obserwować tego człowieka nie zdradzając miejsca spowiedzi. Na przykład jeśli on mi w sakramencie powiedział, że na przykład tu i tu zrobi to i to, no to w takiej sytuacji mogę jakoś iść postarać się powstrzymać właśnie tego człowieka jeszcze poza spowiedzią, porozmawiać z nim, żeby do tego nie doszło, uruchomić między nami ten proces, bo spowiedź jest sakramentem i tutaj chodzi o odpuszczenie grzechów, a czym innym jest terapia, rozmowa i tak dalej.


Skomentuj artykuł