Śmierć z miłości to nie koniec

Śmierć z miłości to nie koniec
(fot. Wolontariat Misyjny "Salvator" / facebook.com)

Jezus mówił, że nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich. Sam dał nam przykład i oddał za nas życie, a ja mam wrażenie, że my nadal mamy ogromny problem, by taką miłość przyjąć.

W styczniu cały świat poruszyła wiadomość o zamordowanej w Boliwii wolontariuszce. Wiele głosów rozpaczy dopominało się sprawiedliwości i ukarania winnych, dyskutowano o niewłaściwej ochronie i nieetyczności wysyłania młodych w niebezpieczne miejsca. Przede wszystkim jednak z żalem wspominana była sama Helenka - taka młoda, miała całe życie przed sobą, marzenia, tyle dobra do zrobienia... A czyż ona właśnie nie oddała życia z miłości?

Dokładnie to samo moglibyśmy powiedzieć o Jezusie. Przecież mógł jeszcze tyle ludzi uzdrowić, mógł dużo dalej dotrzeć z Dobrą Nowiną, mógł jeszcze wielu dać nadzieję. Tymczasem On umarł. Zbyt młodo, zbyt szybko, zbyt tragicznie. W dodatku sam się na śmierć zdecydował, bo przecież nie musiał - był wszechmogący, a jednak oddał za nas życie z miłości. Za Jego czasów też nie można było tego zrozumieć. Uczniowie długo trwali w zamknięciu, nie wiedząc, co dalej zrobić ze swoim życiem, skoro zabrakło Jezusa. Jego śmierć okazała się jednak tylko początkiem. Dopiero Duch Święty uzdolnił Apostołów do tego, by iść i głosić Ewangelię dużo dalej niż sam Jezus byłby w stanie dotrzeć.

Śmierć z miłości to nie koniec, to dopiero początek! Z takiej śmierci zawsze rodzi się życie i będziemy tego doświadczać również po śmierci Helenki. Nie zawsze jednak oddawanie życia musi oznaczać fizyczną śmierć. Dużo częściej przybiera ono inną formę - codziennego, mozolnego, nieefektownego stawiania dobra drugiego człowieka ponad własne. O takiej miłości nikt nie usłyszy, nie będą o nas mówić w wiadomościach i najprawdopodobniej nikt nie wyniesie nas na ołtarze, ale tak właśnie wygląda prawdziwe naśladowanie Chrystusa. Jest w nim ciągła walka, by życie oddawać, a nie zachowywać dla siebie.

Czytałam dużo o naszej boliwijskiej bohaterce - o tym, jak kochała ludzi, jak zawsze miała czas dla innych, jak pięknie śpiewała i z radością dzieliła się swoimi talentami. Dzięki jej śmierci także my mogliśmy choć trochę ją poznać, dotknąć prawdziwej codziennej świętości i zaczerpnąć inspiracji do innego życia. Co więcej, sama Helenka może nas wspierać teraz z nieba, będąc tak blisko Tego, którego pokochała najbardziej i którego Miłość głosiła wytrwale już za życia.

Jedna z anegdotek przytaczanych w mediach brzmi: "Helena, czy ty w ogóle śpisz?" "No jasne! Dzisiaj prawie trzy godziny spałam!... Oj, Kaczuszko, wyśpię się po śmierci". Ja już często nie mam tyle energii i przy różnych okazjach zasypiam ze zmęczenia, mimo że śpię dużo więcej niż trzy godziny. Brak mi zapału, by spalać się dla drugiego człowieka i marnuję czas na niepotrzebne rzeczy. Postanowiłam więc, że to właśnie Helenkę będę prosiła o wstawiennictwo, kiedy najdzie mnie brak ochoty, by być dla innych.

Może i Tobie przyda się jej pomoc z Góry? W jaki sposób Ty oddajesz dziś swoje życie za innych?

*  *  *

40 dni, by odnaleźć miłość - to cykl tekstów Ewy Bartosiewicz RSCJ i Karola Wilczyńskiego. Chcemy Wam pokazać, że miłość jest przeznaczeniem każdego chrześcijanina, a Wielki Post do dobry czas, by ją odkrywać.

Bez względu na to czy jesteś w związku czy nie, znajdziesz tutaj coś dla siebie. Masz 40 dni. Do dzieła!

S. Ewa Bartosiewicz - zakonnica ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacre Coeur). Prowadzi bloga Spojrzenie Serca.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Śmierć z miłości to nie koniec
Komentarze (0)

Skomentuj artykuł

Śmierć z miłości to nie koniec
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.