Odkryć własną tożsamość - to bardzo trudne zadanie...

Odkryć własną tożsamość - to bardzo trudne zadanie...
(fot. flickr.com / Bruno)
5 lat temu
Homilie / o. Michał Tomczak OMI

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Umiłowani w Chrystusie: N.N. oraz zebrani na uroczysto­ści zaślubin rodzicie, zaproszeni goście i przyjaciele młodej pary! Ojciec święty Jan Paweł II podczas jednego ze swoich spotkań z ludźmi młodymi, rozeznającymi swoje powołanie, zwrócił się do zgromadzonych takimi słowami: "Odkryć własną tożsamość -to bardzo trudne zadanie. Być tym, kim powinno się być. Często trzeba się poświęcać, znosić trudy. I właściwie w imię czego. Jeste­ście na tym etapie swego życia, kiedy odkrywa się Bożą życzliwość. Dam wam jedną radę. Kiedy wasza droga wydaje się wam za trud­na, zawsze pamiętajcie nie jesteście sami. Bo żywy Bóg jest zawsze przy was. On jest i będzie waszym najlepszym przyjacielem".

Słowa z jakimi bł. Jan Paweł II, przyszedł do ludzi młodych nabierają właściwego sensu w odniesieniu do słowa Bożego. To Bóg, który do nas mówił przed chwilą, o tym nas pouczył i znów przypomniał, iż miłość, jaką On nas darzy (a dzięki temu, na wzór Boga, człowiek obdarza drugiego człowieka) jest "potęż­na jak śmierć, a zazdrość jej nieprzejednana jak Otchłań, żar jej to żar ognia, płomień Pański. Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości, nie zatopią jej rzeki" (Pnp 8, 6-7a). To miłość Boga ku nam, nas wszystkich tu zebrała po to, byśmy byli świadkami tego wielkiego cudu, jakiego Bóg dokona za kilka chwil w waszych sercach. To dzięki tej Bożej miłości odkrywamy Jego życzliwość.

Słowo Boga skierowane do nas wszystkich jest zamknięte w pewnym kluczu, którego znalezienie i odkrycie jest pewnego rodzaju receptą na życiowe szczęście. Aby zrozumieć to Słowo, wsłuchajmy się w słowa św. Pawła, który mówi: "Postępujcie dro­gą miłości, bo i Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas" (Ef 5, 2). Owy żar miłości, jaki winien rodzić się i rozpalać, a nade wszystko przemieniać się w nieugaszony płomień, Bóg chce dziś w was umocnić, zapieczętować, utwierdzić, mało tego, podtrzymywać! Dlatego święty Paweł daje dziś wam wskazania, co macie czynić. Mówi o waszym poddaniu się sobie nawzajem, nie na sposób ludzki i ziemski, ale w bojaźni Chrystusowej (por. Ef 5, 2a. 25-32). Bo oto rozpoczynacie drogę powołania małżeńskiego, której nie da się przejść do końca odpowiedzialnie, wier­nie, uczciwie i nierozerwalnie tylko we dwoje. Nie da się przejść tylko we dwoje! Potrzebna jest wśród was obecność jeszcze ko­goś szczególnego. To Bóg Trójjedyny: Syn, Ojciec i Duch Święty. Dlatego wasza przysięga, którą będziecie za chwilę wypowiadali, składana nie Bogu, ale sobie nawzajem, będzie kończyła się sło­wami: "Tak mi dopomóż, Panie Boże wszechmogący, w Trójcy Jedyny, i wszyscy Święci".

N.N.! Oto tajemnica waszego powołania. W tych słowach: "Tak mi dopomóż, Panie Boże wszechmogący, w Trójcy Jedy­ny...", zawierzycie Bogu całą waszą ludzką miłość, teraźniejszość i przyszłość. Tak mi dopomóż - te słowa są modlitwą człowieka zatroskanego, znającego swoją słabość, znaki zapytania, jakie to­warzyszą człowiekowi w jego życiu, niemoc. Jest to także modli­twa człowieka, który chce poddać się opiekuńczej miłości Boga, Miłości, która umacnia i prowadzi. Prowadzi dokąd?

Prowadzi do domu. Ewangelista Mateusz namalował nam ten obraz rodzinnego domu. Jest to obraz domu zbudowanego na skale (por. Mt 7, 21.24-25). Ten dom jest piękny, ładny, delikat­ny, subtelny, zbudowany tylko z miłości ludzkiej. Jeśli jednak ten dom - subtelny, delikatny, utkany z ludzkiej miłości - od samego początku objęty jest modlitwą: "Tak mam dopomóż, Panie Boże wszechmogący.", to oznacza, że jest związany mocnym spoi­wem. Jest nim Boża Miłość, mocniejsza, trwalsza i bezgranicz­nie wytrzymała, chroniąca przed przeciwnościami życia, z jakimi przyjdzie się wam zetknąć. I ten dom nie runie, choćby wielkie burze trzaskały o jego delikatne ściany. Dlaczego? Ponieważ fun­dament jest bardzo mocny. Fundamentem jest Bóg. To On jest tym spoiwem. On daje moc. Nie na zasadzie iluzji, czarów, ale naprawdę cudu. Bożego cudu.

Popatrzcie na swoich rodziców - ich życie jest tego dowodem. Oni znają prawdę o małżeństwie, iż nie jest to tylko sielanka, ale także - na pewnym etapie trwania związku - zetknięcie się z ludzkimi problemami, łzami, trudnościami, z pytaniami o sens, czasami wręcz z walką (o to, co zakłada małżeństwo): o miłość, wierność, uczciwość, nierozerwalność, otwarcie się na potom­stwo, którym was Bóg obdarzy. Do tego trzeba sił, a więc wpad­nięcia w ramiona Boga biegnącego do was już nie z ludzką mi­łością, ale z miłością nie z tego świata. Miłością, która jest "cierp­liwa, łaskawa, która nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości, ale współweseli się z prawdą, która wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję i wszystko przetrzyma, która nigdy nie ustaje" (por. 1 Kor 13, 4-8).

Tego wam życzę, aby miłość wasza, ludzka miłość, była wspar­ta miłością Boga. A to wam wystarczy. Zgromadziła nas tu miłość Boga, która objawiła się w tym czasie w was. Weselmy się i raduj­my. A skoro się tu dziś wszyscy gromadzimy, strzeżmy się tego, co nas rozdziela. Niech pośrodku nas będzie Chrystus. Odkryć własną tożsamość - to bardzo trudne zadanie. Być tym, kim po­winno się być. Często trzeba się poświęcać, znosić trudy. I właś­ciwie w imię czego. Jesteście na tym etapie swego życia, kiedy odkrywa się Bożą życzliwość. Dam wam jedną radę. Kiedy wasza droga wydaje się wam za trudna, zawsze pamiętajcie: nie jesteście sami, bo żywy Bóg jest zawsze przy was. On jest i będzie waszym najlepszym Przyjacielem. Amen.

Homilie, kazania i mowy okolicznościowe.

Kup w sklepie

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Odkryć własną tożsamość - to bardzo trudne zadanie...
Komentarze (0)

Skomentuj artykuł

Odkryć własną tożsamość - to bardzo trudne zadanie...
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.