W rękach Jezusa nasze „mało” wystarczy w zupełności

W rękach Jezusa nasze „mało” wystarczy w zupełności
fot. cathopic.com

Jednak to Bóg rządzi matematyką. My jesteśmy ograniczeni rzeczywistością doświadczaną zmysłami. Nie potrafimy spojrzeć szerzej i głębiej, pomyśleć o niemożliwym. O tym właśnie jest opowieść o rozmnożeniu chleba przez Jezusa.

„Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego, rzekł do Filipa: «Gdzie kupimy chleba, aby oni się najedli?». A mówił to, wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co ma czynić. Odpowiedział Mu Filip: «Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać»” (J 6,5-7). Zbyt mało mieli pieniędzy, żeby kupić żywności dla pięciu tysięcy mężczyzn. W tłumie znalazł się chłopiec mający chleby i ryby. To wszystko nie starczyłoby nawet na małą degustację, a co dopiero mówić o zaspokojeniu głodu. Apostołowie umieli liczyć. Zresztą do tego nie trzeba było zaawansowanych obliczeń. Jednak to Bóg rządzi matematyką. My jesteśmy ograniczeni rzeczywistością doświadczaną zmysłami. Nie potrafimy spojrzeć szerzej i głębiej, pomyśleć o niemożliwym. O tym właśnie jest opowieść o rozmnożeniu chleba przez Jezusa.

„Pewien człowiek przyszedł z Baal-Szalisza, przynosząc mężowi Bożemu, Elizeuszowi, chleb z pierwocin, dwadzieścia chlebów jęczmiennych i świeże zboże w worku. On zaś rozkazał: «Podaj ludziom i niech jedzą!». Lecz sługa jego odrzekł: «Jakże to rozdzielę między stu ludzi?»” (2 Krl 4,42-43). Już ta sytuacja opisana w Drugiej Księdze Królewskiej wydaje się być czymś bardzo cudownym i nadzwyczajnym. Elizeusz karmi tym, co mu przyniesiono, stu ludzi. U Jezusa proporcje są jeszcze bardziej nieprawdopodobne. „«Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?» Jezus zaś rzekł: «Każcie ludziom usiąść». A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy” (J 6,9-10). Słowo Boże nie podlega zasadom matematyki obowiązującym w zbiorze liczb rzeczywistych: mnoży się wtedy, gdy się nim dzieli. To dość oklepane powiedzenie, ale bardzo trafnie oddaje rzeczywistość, o której wydaje się, że zapominamy: mamy dzielić się nawet tym, co wydaje się być wyłącznie odrobiną.

Jezus, który rozmnaża chleb

Ludzie chcą obwołać Jezusa królem, bo rozmnożył chleb. Kiedy mówił o Bożych sprawach, to spokojnie słuchali, lecz nie mieli takich „zapędów” wobec Nauczyciela z Nazaretu. Królestwo Boże głoszone ustami może być „ciekawe do słuchania”, ale kiedy staje się czymś namacalnym, jak cudownie rozmnożony chleb, pociąga z wielką siłą, bo jego obecność jest aż nadto intensywna – rozpala umysł i serce. To cenna nauka dla nas, że trzeba głosić Słowo, ale z takim samym zaangażowaniem należy nim także żyć. Nie ma co bać się tego, że sprowadzimy chrześcijaństwo do działalności charytatywnej. Ono bez niej nie istnieje. Chcę podkreślić bardzo mocno, że sakramenty są najważniejsze, one dają siłę, pozwalają „wdepnąć” do Nieba już na ziemi. Ale ich głównym celem jest tak przemieniać nasze serca, żebyśmy innych emanującą z nas miłością „wciągali” do niego.

„Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał” (J 6,11). Mamy być chlebem, który w rękach Jezusa mnoży się w nieskończoność. To piękna eucharystyczna wizja Kościoła. Eucharystia nie istnieje bez nas. Ona istnieje dla nas – po to, żebyśmy sami stali się nią dla innych. O własnych siłach, dysponując jedynie własnymi zasobami, nie jesteśmy w stanie nakarmić „tak wielu”. Ale On może sprawić, że to wystarczy.

„Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?” (J 6,9). Nie zwracałem uwagi wcześniej na fakt, że w tej opowieści ani chleb nie był jeden, ani ryba nie była tylko jedna. Liczby mają w Biblii znaczenie, nie są przypadkowe. Pięć i dwa daje siedem – liczba pełni i doskonałości. Jezus mógł wziąć tylko część z tego, co przyniósł chłopiec, a resztę odłożyć na później, na następny posiłek. Wynika z tego dla mnie jasne przesłanie: w Kościele nie możemy działać w pojedynkę, lecz razem. Dopiero wtedy nasze dzieła będą miały Ducha.

To nie życie jest chorobą, lecz brak nadziei na życie bez końca

„Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich” (Ef 4,4-6). Ach, ta jedność… Wydaje się być nieosiągalna. Pięknie pisze o niej św. Paweł, podając także powody, dla których mamy o nią zabiegać. Najważniejszym z nich jest nadzieja. To ona mnie jeszcze trzyma przy Bogu. A co sprawia, że chcę być częścią Jego Ciała trawionego przez raka grzechu, także mojego? Obietnica. Bo ten Chleb, który tak często zjadam, nie tylko podtrzymuje moje życie, ale obiecuje mi zwycięstwo nad śmiercią. To nie życie jest chorobą, lecz brak nadziei na życie bez końca.

„Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, do jakiego zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości” (Ef 4,1-2). Uwielbiam ten fragment. On jest tak bardzo prawdziwy, tak bardzo mówi o Kościele i jego wewnętrznym życiu. Z różnych powodów nie potrafimy siebie nawzajem znieść. Miłość ma nam jednak pomóc w tym, żebyśmy potrafili jeden na drugiego patrzeć. „Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój” (Ef 4,3). Dążenie do pokoju to oznaka życia w Duchu.

Od Jezusa, który był w stanie nakarmić tysiące, oczekujemy cudu lepszego świata. A to przecież my jesteśmy tym światem. Trwając w jedności, modląc się do jednego Ojca, składając jedną Ofiarę, jesteśmy w stanie, pomimo wszystkiego co nas różni, rozeznać dobrze sytuację, w której się znajdujemy. Wtedy też możliwe są cuda rozmnożenia chleba i karmienia tysięcy: „Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie, a Ty ich karmisz we właściwym czasie” (Ps 145,15). Oczy zwracają się tam, gdzie jest coś pięknego. Piękno, którym jest sam Bóg, syci nie tylko oczy, ale zaspokaja wszystkie pragnienia człowieka. Takiego Boga mamy ukazywać innym.

Kapłan archidiecezji gdańskiej. Student teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Rzecznik Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Współtwórca kanałów "Inny wymiar" i "KatOlizator".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
abp Grzegorz Ryś
25,83 zł
36,90 zł

Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła

Teksty arcybiskupa Grzegorza Rysia to Ewangelia głoszona z mocą. Budzą wiarę. Dodają nadziei. Pomagają doświadczyć miłości Boga. W czym tkwi ich siła? W Słowie Bożym, które nie jest przysłonięte...

Skomentuj artykuł

W rękach Jezusa nasze „mało” wystarczy w zupełności
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.