Jak się dobrze ubierać? [WYWIAD]

(fot. shutterstock.com)
Jerzy Turbasa / Karol Wilczyński

O tym, że trzeba porzucić stereotypy dotyczące elegancji i garnituru oraz o tym, jak się ubrać, by wyglądać dobrze - mówi Jerzy Turbasa, krakowski mistrz krawiecki.

Karol Wilczyński, DEON.pl: Po co nam te koszule, krawaty i garnitury? Dlaczego nie możemy chodzić po prostu w dresach?

Jerzy Turbasa: Bo to wcale nas nie upiększa, w niczym nie pomaga. Można powiedzieć, że około 10-15 procent społeczeństwa ma klasyczną figurę, zbliżoną do pewnego ideału piękna człowieka. Takie osoby są przez naturę obdarzone urodą, dobrze zbudowane. Im - w pewnych sytuacjach - ubranie T-shirtu czy odsłonięcie nóg może pomóc. Zasadnicze pytanie brzmi jednak: co ma zrobić pozostałe 85-90 procent?

A co robią teraz?

DEON.PL POLECA

Cóż, oni się już obnażają. Wzrastający apetyt sprawia, że z przodu nad paskiem - zarówno u mężczyzn, jak i kobiet - pojawia się tzw. mięsień piwny, czyli wałki tłuszczu. Jaką odpowiedź daje moda? Jakie trendy się lansuje? Niskie spodnie, tzw. biodrówki, które optycznie skracają nogi, a zarazem eksponują wspomniany "mięsień" i boczne fałdy tłuszczu. Jeśli jeszcze nogi ma się krótkie, to daje to efekt sylwetki misia Yogi.

Czyli działamy przeciw sobie, nie spoglądając krytycznie na to, co się nam proponuje?

Oczywiście. Większość ludzi nie wie, jak tak naprawdę wygląda. Z wyposażenia mieszkań oprócz regałów z książkami poznikały także duże lustra, na których widać całą postać. A wystarczyłoby uczciwie spojrzeć na własne odbicie, by zobaczyć, że się na przykład garbimy.

Co powoduje, że tak bardzo nie chcemy spoglądać w lustra?

Bo to wymaga chęci i wysiłku. A my jako dzieci epoki nadkonsumpcji bezrefleksyjnie przybieramy na wadze i upodabniamy się - jak większość świata - do Ameryki. W Nowym Jorku wpływowi ludzie, którzy kształtują amerykańską cywilizację, są jednak nieco inni: grają w golfa, tenisa, jedzą w wyrafinowanych restauracjach i mogliby grać w filmach amantów albo amantki.

Ale to dotyczy tylko najbogatszych.

W tym przypadku często tak. Natomiast pozostała część Ameryki zajada fast foody, jest zestresowana, dojeżdża do pracy, spędza w samochodzie po trzy godziny w jedną i w drugą stronę. Do tego dochodzi rozpowszechniony już siedzący tryb życia, nawyk (po gumie do żucia) nieustannego żucia i pobudzania soków trawiennych, który sprawia, że odruch sięgania "do woreczka" po przekąskę czy chipsy jest automatyczny.

Czytałem, że w USA pojawiają się ludzie, którzy ważą od 170 do 350 kg.

Tak. Ale w sumie w Polsce też. Łamiemy podstawowe zasady, oddalamy się od wstrzemięźliwości. Otłuszczamy się, bo nie dbamy o kondycję. Bo jemy tyle, na ile mamy ochotę, a nie tyle, ile potrzebujemy. To wszystko ma wpływ na nasz wygląd i ubiór.

Czy tylko to?

Niekoniecznie. Na przykład w wyniku pracy nasze prawe ramię jest zazwyczaj położone niżej od lewego o 2-3 centymetry, a nasza prawa ręka jest o tyle samo dłuższa od lewej. Mamy skręcone sylwetki, nasze kości barkowe przesunęły się do przodu. Mnóstwo niedoskonałości, mnóstwo niekorzystnych rzeczy dla wizerunku, których nie widzimy, nie wiemy o nich. A porównanie fotografii sprzed roku czy dwóch mogłoby nam to unaocznić.

Nie chcemy o nich wiedzieć.

I co nam wtedy pozostaje? Spodnie na gumce. Spódnica z gumką. Bluza... z gumką. I wszechobecna lycra, rozciągliwy materiał. Z jednej strony jest on wygodny, dopasowuje się do naszych rozszerzonych kształtów, ale z drugiej ujawnia naszą anatomię. W ten sposób nieświadomie wchodzimy też coraz głębiej w świat seksualności. W przypadku wielu strojów nie trzeba już więcej wyobraźni, by zobaczyć, co znajduje się pod. Wyobraźnia jest coraz mniej potrzebna. Piękno staje się towarem coraz bardziej deficytowym.

Dlaczego garnitur jest inny?

Najistotniejszą cechą i siłą garnituru jest to, że on formuje. Poszerza ramiona, tuszuje pochyłość pleców z tyłu, a z przodu tzw. "podatek od apetytu". Jest w stanie przedstawiać człowieka lepszego z wyglądu niż jest. Człowiek dzięki odpowiednio dobranemu garniturowi wygląda lepiej niż w rzeczywistości. Staje się bardziej przekonujący, wiarygodny.

Ale czy nie dotyczy to jedynie drogich, szytych na miarę garniturów?

Nie. Do tego, by wyglądać dobrze, nie trzeba drogiego garnituru. To by też znaczyło, że elegancja zależy w jakiejś mierze od metki. Dziś rzeczywiście "ubieramy się w metki" -Adidasa, Nike, Armaniego itp. Metka stała się alibi. Dobra metka jest dla wielu polisą dobrego ubioru i... zastępuje lustro, które potrafi być bezwzględne.

Jak do tego doszło?

Specjaliści od reklamy dobrze wiedzą, co należy do ich obowiązków: kształtowanie naszych pragnień i marzeń. Wmawia się nam, że potrzebujemy tych, a nie innych metek. Że potrzebujemy ubierać się letnio, plażowo. To przenosi się na nasze ulice. Ubieramy się wakacyjnie przez cały rok. Ale luz wakacyjny łamie podstawowe zasady. Pytanie, czy to rzeczywiście jest dla nas dobre? Czy służymy sobie tym plażowaniem?

Jak powinniśmy się zatem ubierać?

Najważniejsze jest to, w jaki sposób naszym sposobem ubierania się odpowiadamy na dwie podstawowe zasady elegancji: stosowność i umiar. O stosowności już nieco mówiłem - nie mylmy ulicy z plażą.

Trudniej może być z umiarem.

Nie sądzę. Wygląd nie przepada za krzykiem. Wielu myli przesadę panującą w show-biznesie z życiem codziennym. O wiele bardziej służą nam stonowane kolory. Jeśli u mężczyzny pojawi się krzykliwy krawat czy koszula, podkręcane długie buty na przykład z brylantami, to łamie on tym zasadę umiaru i szkodzi samemu sobie. Wtedy nie pomoże nawet najbardziej nobliwy garnitur. Kolejne zasady - jakość, a nie ilość, wielka rola dodatków, nienaganny stan garderoby, co w skrócie tworzy najważniejszą zasadę: "nie szkodzić sobie".

Jerzy Turbasa - główny krojczy pracowni J. Turbasa - w trakcie tworzenia indywidualnej formy klienta

Ale świat mody promuje takie właśnie wzorce: jeśli już garnitur, to tylko krzykliwa koszula, "wesoły" kolorowy krawat lub "młodzieżowe" podkręcane buty.

Coś złego wydarzyło się w modzie. Prawda jest taka, że mieliśmy arbitrów elegancji i dyktatorów mody. Dzisiaj nie ma dyktatorów mody, dzisiaj są badania opinii publicznej i cały czas testuje się, w jakim kierunku zmierza cywilizacja. Wielkie domy mody, dysponując tą wiedzą, starają się podsunąć towar zgodny z oczekiwaniami społecznymi.

Przedtem panie cierpiały, chodząc na szpilkach, musiały być eleganckie i naginały się do trendów. Dzisiaj to domy mody się naginają do gustów ulicy. Nastąpiło odwrócenie podmiotowości, w tej chwili podmiotem stał się konsument i wszyscy mizdrzą się do konsumenta.

Który nie do końca wie, co jest dobre?

Nie, bo tak naprawdę konsumentowi bardzo łatwo wmówić to, czego ma chcieć. I wybiera plażę. Dlatego nierzadko polski mężczyzna chodzi w różnego rodzaju bardzo krótkich kurtkach z tworzywa sztucznego. Do tego spodnie na gumce, ewentualnie rzeczywiście krótkie. Kolorystyka jak najbardziej jasna i radosna, znaczy optymistyczna. Nikt przecież nie powie, żebyśmy się ubierali na granatowo, ciemno.

No właśnie! Pan mówi o umiarze, ale przecież przychodząc do pracy czy jakiegokolwiek innego miejsca w garniturze, zawsze zwracam na siebie uwagę. Wszyscy są w krótkich spodenkach, nawet mają te świecące buty, kurtki, płaszcze, T-shirty z napisami. Ale to ja zwracam na siebie uwagę, bo mam na sobie garnitur. Do tego ten korzystny, ciemny.

Profesor Wiktor Zin opowiadał taką anegdotkę na którymś wykładzie na Wydziale Architektury: jest różowy pałac, w pałacu wszystkie komnaty są różowe, podłoga, okna i są różowe, krasnoludki też ubrane na różowo, powietrze jest niemalże różowe i zapach różany. Nagle otwierają się różowe drzwi, wchodzi fioletowy krasnoludek i mówi: "o k..., znowu pomyliłem bajkę".

Okazuje się, że wielu chce ubierać się "odmiennie" - tak jak ubierają się ludzie, którzy sterują cywilizacją (w Nowym Jorku, Londynie itd.). Tam obowiązują garnitury, choć i tak nastąpiło złagodzenie, kroje są troszkę inne.

Złagodzenie?

No tak, marynarka uległa skróceniu, spodnie zwężeniu - to nie jest tak, że ten garnitur współczesny wygląda tak jak pięćdziesiąt czy trzydzieści lat temu. On się bardzo uwspółcześnił. My, jako cywilizacja, bardzo zmieniliśmy się psychicznie. I w Polsce też następuje ta zmiana. Zauważamy, że krawiectwo czy elegancja to nie jest arbitralny wymysł, ale coś, czego źródłem jest naturalny wygląd człowieka.

Kto w Polsce to zauważa? Znowu przede wszystkim są to przecież bogaci, których na to stać.

Nie. Moimi klientami są nie tylko ludzie, którym się świetnie powodzi, bo można by stworzyć taką zasadę. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę tylko tych zamożnych, to trzeba powiedzieć, że nie dlatego im się powodzi, bo się świetnie ubierają. Oni są świetnymi specjalistami, bardzo dobrze prowadzą biznes, są laureatami nagród albo wybitnymi twórcami i w związku z tym za nimi idą pieniądze. Oni chcą odpowiednio wyglądać.

Na pewno nie mówimy przy tym o ubiorze codziennym, ale są okoliczności, w których należy wyglądać stosownie do odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Gdyby premier lub minister chodził w krótkich spodenkach i T-shircie, to czy waga jego słów byłaby taka sama, czy nie?

Szyta na miarę damska dwurzędowa dyplomatka J. Turbasa

OK, ale można powiedzieć, że to kulturowo ustalone normy. Garnitur to po prostu ubiór - jak pan powiedział - profesjonalistów i ludzi sukcesu. Tak się kojarzy.

Oczywiście. Pytanie, dlaczego tak się właśnie kojarzy. Moim zdaniem nie tylko ze względu na konwencję, ale przede wszystkim dlatego, że człowiek w dobrym garniturze wygląda lepiej. Z drugiej strony są też oczywiste wnioski, powiedzmy, socjotechniczne.

To znaczy?

Oddalanie się od profesjonalizmu czy traktowanie ubioru z większą beztroską wpływa też na poluzowywanie zasad życiowych, brak dyscypliny. Jeżeli ja się ubieram luźniej, czy nie jest to uzewnętrznienie pewnych zmian, które zachodzą też we mnie?

Pan przyszedł dziś w garniturze, ale 99,9% dziennikarzy ubiera się w sposób nieróżniący się od turystów, którzy przyjeżdżają do Krakowa. Coraz więcej ludzi uprawia ten "plażing" ubraniowy. Dlaczego tak robią? Sądzę, że w ramach higieny umysłu. Ma to na celu katharsis, pewne oczyszczenie: wkładają tę plażę na siebie i chodzą po Krakowie.

Ale garnitur kojarzy się większości osób właśnie z chodzeniem w cudzych spodniach. Taka skóra, którą się nakłada do pracy, ale którą się codziennie zrzuca.

Nie zgodzę się. Weszliśmy w zabobon, że garnitur jest jeden. Rzeczywiście, jak ktoś ma jeden garnitur, a dzisiaj ludzie na ogół mają jeden, to on musi "obsługiwać" wszystko, każde ważne wydarzenie.

Natomiast typów garniturów może być wiele: mogą być jasne marynarki, jaśniejsze spodnie - niekoniecznie muszą być wełniane, mogą być lniane. Ta elegancja nie musi być elegancją ślubną czy elegancją najwyższego diapazonu.

Szyta na miarę sportowa marynarka J. Turbasa na trzy guziki przed drugą przymiarką

No ale tak właśnie kojarzy się garnitur!

Tak. I dlatego my, garniturowcy, czasami czujemy się jak fioletowe krasnoludki w różowej bajce.

Przedtem było więcej ludzi odróżniających się. Nawet jak się czyta Sienkiewicza, to przecież każda postać w jego powieściach jest nieprawdopodobnie barwną osobowością, która wyróżnia się spośród innych przyzwyczajeniami, zachowaniem itd.

Dzisiaj wszyscy mówią jednakowo, nawet niebezpiecznie jest mówić inaczej, ubierać się inaczej, zachowywać się inaczej. Jest prasowanie, wszyscy mamy być pustakami, prefabrykatami, które myślą tak samo. Jak człowiek będzie inny, to będzie anarchistą. Jesteśmy - jako garniturowcy - anarchistami i trzymajmy się tego.

Dobrze. Ale co zrobić, by nie wywoływać kontrrewolucyjnych nastrojów, przychodząc do biura lub do lekarza w garniturze?

Jest oczywiście elegancja dnia codziennego i o tej mówimy. Ja na przykład do pracy chodzę w zupełnie innej marynarce, wtedy wkładam szarą koszulę, niezbyt połyskliwy krawat. Krótko mówiąc, człowiek jest wtedy mniej zobowiązujący.

Cała sztuka polega na tym, żeby być w garniturze, ale nie elegancko przebranym. O to właśnie chodzi w stosowności: że jeżeli ja idę na przykład na kawę i włożyłbym najlepsze czarne buty, to na pewno nie byłbym stosownie ubrany. Stosowność polega też na tym, żeby się nie wyróżniać.

Mam na sobie marynarkę, ale w niej chodzi o to, żeby nią nie świecić, żeby krawat nie był już taki jedwabny, taki połyskliwy. Trzeba wiedzieć, jak sumą kolorów gasić swoją oficjalność. Podsumowując: z garniturem można bardzo dużo wyczyniać.

Dlaczego zatem nie korzystamy z garnituru w tej wersji?

Bo mówi się o niej bardzo mało. Obecnie mamy do czynienia z całą kastą osób w Internecie, które są zwolennikami krawiectwa, elegancji. One lubią dość niekonwencjonalne materiały, lubią się wyróżniać.

Dużą część mojej klienteli stanowią młodzi ludzie o wysublimowanym guście, mający ogromne wymagania estetyczne. Nie chcą, by ich wygląd był jak pieczątka, ale jak osobisty podpis. Szukają swojego "ja" w wyglądzie. Panuje dość duży głód wiedzy dotyczący wyglądu. Często jestem zapraszany przez studentów wyższych uczelni i środowiska biznesowe, by wygłosić wykład o współczesnej elegancji.

Nie chcę się powtarzać, ale to jednak są młodzi, których stać na to, by mieć czas na tego typu zainteresowania.

Niekoniecznie. To ludzie, którzy wiedzą, że w tym, co proponuje garnitur, każdy znajdzie swoje miejsce. Tylko musi pozbyć się pewnego stereotypu myślenia. Stereotypu, który można przyjąć niezależnie od tego, czy jest się bogatym czy biednym.

śp. Józef Turbasa, mistrz krawiecki, założyciel Artystycznej Pracowni Krawieckiej J. Turbasa

Skąd się zatem biorą takie stereotypy?

Stereotypy ułatwiają życie ludziom, którzy nie posiadają wiedzy, bo ułatwiają wybór na przykład ubrań proponowanych nam w sklepach. Mało kto się nad tym zastanawia. Żyjemy w letargu "plażingu", a z drugiej strony szczególnie młodzi ludzie stali się niewolnikami modelu korporacyjnego.

To ten system powoduje, że ludzie nie mają czasu na zastanawianie się. Jeżeli ktoś pracuje od 9 do 20 i przychodzi zmęczony, nie ma ochoty na książkę. Czyta tylko Internet, ogląda troszkę telewizji, a jego potrzebami coraz bardziej sterują reklamy. Świat reklam wyznacza mu i cele, i jak powinien się zachowywać. Problem w tym, że te cele nie opierają się na pewnym ideale, ale dogadzają widzom ze świata korporacji, żeby było im fajnie.

A tak naprawdę nie jest fajnie.

Nie jest. Znajomy z branży cementowej opowiedział mi o spotkaniu z "królem cementu": "Słuchaj, Jurek, facet jest, spotykam się z nim, ubrany w garnitur, a na ręce ma Swatcha z Kaczorem Donaldem. Jak to możliwe?". Odpowiedziałem mu: "Jakbyś ty był królem cementu, to też byś mógł robić to, na co ci przyjdzie ochota".

Biznesmen po prostu o tym marzył, bo dotychczas chodził tak, jak korporacja kazała, a ponieważ się wybił, to jemu "już wolno". On pokazał mniej więcej to, co rzeczywiście mu się podoba. Wszyscy inni są niewolnikami korporacji. Jak ktoś już jest niżej, to nie może się wychylić, bo korporacja go wypluje.

Czyli to korpo zmusza go do garnituru.

Różnie bywa, również i w korporacjach jest coraz więcej luzu. Natomiast rzeczywiście jak są konferencje, ważne narady, ktoś przyjeżdża, to zmuszają.

Jako krawiec żyję w dużej części z ludzi, którzy jeżdżą po świecie, chcą się zaprezentować i wydaje mi się, że nie chcą odbiegać od pewnego stylu. W związku z tym ten styl musi być jednak garniturowy, skoro zamawiają, bo muszą się dostosować do pewnego systemu.

Szyta na miarę tweedowa marynarka J. Turbasa

Czy dzisiaj jesteśmy w stanie używać garnituru "nie-systemowo"?

Oczywiście. W garniturze można doskonale odnaleźć swój indywidualny, niepowtarzalny styl. Nietypowy kołnierzyk koszuli, może popielaty czy niebieski, może w paseczki, do tego oryginalny węzeł krawata, ten o ciekawym splocie i kolorystyce, a w górnej kieszonce marynarki poszetka. W garniturze nie musimy wyglądać standardowo ani poruszać się standardowo. To kolejny panujący stereotyp. Poza tym u dobrze ubranego człowieka wzrastają moc i pewność siebie. I jeszcze jedno, co sygnalizują żurnale - chodzenie w dobrze skrojonym garniturze jest niezwykle na topie.

Jeśli pozbędziemy się tych podstawowych stereotypów dotyczących garnituru, to znajdziemy w nim wszystkie odpowiedzi na temat ubioru. Nie musimy być do niego przymuszani, jeśli tylko świadomie do niego podejdziemy.

Jak się takiego podejścia nauczyć?

Garnitur jest obecnie postrzegany jako ubiór ludzi pracujących przede wszystkim umysłowo. Tylko turyści lub dostawcy towarów chodzą w krótkich spodenkach. Taką mamy świadomość.

Balzac powiedział, że moda jest zwierciadłem życia. Jak to rozumieć? To, jak chodzi ulica, świadczy o naszej kulturze. Dlaczego kobiety robią sobie operacje plastyczne? Dlaczego coraz więcej uwagi poświęcają kosmetykom? Dlaczego mężczyźni chodzą w dżinsach? Żeby się odmłodzić. Trudno jest nam spojrzeć realistycznie na własne ciało i ubiór.

Kult młodości?

Nikt nie chce być emerytem, nawet siedemdziesięcioletni faceci ubierają się jak osiemnastolatkowie, szesnastolatkowie. Mamy do czynienia z akceptacją absolutnego kultu młodości i oszukiwania się. To są jedne wielkie juwenalia. Udajemy, że jesteśmy na balu i bierzemy udział w bajce.

Temat jest niezwykle trudny dlatego, że jesteśmy na takim rozdrożu cywilizacyjnym i zachowujemy się jak ludzie po PRL-u, jak nowobogaccy. Przyjmujemy wszystko, co oferuje Zachód, zgodnie z mitem, że to, co z Ameryki, jest lepsze.

Dlatego warto zacząć od tego, by krytycznie spoglądać na swoje ciało, swój ubiór i na to, co proponuje się w sklepach. Potem spróbować ubierać się zgodnie z zasadą umiaru i stosowności. I niech niegarniturowcy życzliwszym okiem spojrzą na garniturowców!

* * *

Jerzy Turbasa - krakowski mistrz krawiecki. Prowadzi artystyczną pracownię krawiecką J. Turbasa. Autor licznych książek i publikacji na temat sztuki krawiectwa i mody. Zdjęcia pochodzą z profilu J. Turbasa - Artystyczna Pracownia Krawiecka / J. Turbasa - Bespoke Tailors

Za tydzień opublikujemy drugą część wywiadu z Jerzym Turbasą: o tym, jak ubrać się na Mszę Świętą, o tym, czy mamy poważny problem z ubieraniem się do Kościoła i o tym, dlaczego kardynał Macharski nie chodził w purpurze.

<<Przeczytaj także: 3 modowe porady papieża Franciszka>>

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Jak się dobrze ubierać? [WYWIAD]
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.