Jesteśmy w domu całą rodziną. Nie mamy poczucia, że to doświadczenie na miarę zmagań wojennych

Jesteśmy w domu całą rodziną. Nie mamy poczucia, że to doświadczenie na miarę zmagań wojennych
(fot. depositphotos.com)
1 miesiąc temu
Agata Rusek / dobrawnuczka.blog.deon.pl

Jest jedna rzecz, która daje mi do myślenia w ostatnich dniach. Gdyby czytać tylko internety i oglądać rozsyłane virale, można by dojść do wniosku, że nie można przeżyć kwarantanny bez trwałego uszczerbku na zdrowiu psychicznym. A już na pewno nie w rodzinie.

Jeśli nawet w ciągu pierwszych trzech dni mąż i żona nie pozabijają się nawzajem, to z pewnością zaczną o tym na serio myśleć. Tuż po tym, jak zorientują się w możliwościach oddania swoich dzieci do okna życia.

Obraz rodziny

Potrzeba odreagowania stresu i frustracji jest absolutnie normalna. I oczywiste jest to, że poczuciem humoru najłatwiej rozładować wszelkie niemiłe doświadczenia. Kiedy jednak dominująca w żartach narracja przedstawia rodzinę jako siedlisko wszelkich możliwych konfliktów, strat, lęków, złości, a czas spędzony razem pod jednym dachem jako katorgę rodem z najmroczniejszych thrillerów psychologicznych, to chyba coś jest nie do końca tak. Wychodzi na to, że nupturientom na starcie należy w kurs przedmałżeński wpleść także spotkanie z cyklu: „Jak wybrać dobrego psychoterapeutę?”, bo bez tego nie jesteśmy w stanie budować zdrowej relacji.

Nie jestem zwolenniczką gloryfikowania „słodko-pierdzących” (przepraszam za wyrażenie) wizerunków rodziny. Wirtualny świat facebooka i instagrama wystarczająco mami nas wizjami idealnych rodzin w idealnych domach / mieszkaniach z idealnymi dziećmi i idealnymi psami / kotami / fretkami czy innymi papugami. Każdy w miarę rozsądnie myślący człowiek wie, że idealny świat nie istnieje. Przynajmniej nie tu na Ziemi. Nie ma idealnych małżeństw, rodzin, dzieci, domów. Każdy ma swoje problemy i radzi sobie z mniejszymi lub większymi komplikacjami życia codziennego. Trąbi się o tym już coraz głośniej, że nieprzystające do rzeczywistości wizje są przyczyną wielu problemów psychicznych – czy to młodych, czy to starszych ludzi.

Zastanawiam się jednak, jaki obraz rodziny jest dla nas obecnie wzorem. Czy niegdysiejsze standardowe 2+2 padło z hukiem i zostało już pochowane na cmentarzu upadłych mitów, tuż obok kurhanu poświęconego Matce Polce? Czy mamy w ogóle coś takiego – jakąś wizję rodziny, którą nosimy w sercach i którą próbujemy wcielać w życie w naszych domach? A jeśli tak, to jaką?

Święta, nie znaczy idealna 

W swoim nauczaniu Kościół daje nam za wzór Świętą Rodzinę. Myślę sobie, że nie jest to obraz rodziny, który miałby wzięcie w agencjach PR. Białe małżeństwo, gdzie Ona ma swoje tajemnice, On ciągle milczy, a Dziecko wszem i wobec ogłasza, że Jego prawdziwy Ojciec mieszka w niebie – na pierwszy rzut oka wydaje się… co najmniej nieco niekonwencjonalne. Ale może właśnie w tym przejawia się genialny, boży zamysł, który pokazuje nam: rodzina nigdy nie jest idealna, a życie rodzinne wolne od trosk i nieporozumień. Na jedno na pewno warto zwrócić uwagę.

W całym Piśmie Świętym nie ma ani słowa sarkania Maryi i Józefa na siebie nawzajem. A to przecież historia związku, który po ludzku nie miał prawa przetrwać i powodów do wzajemnych kąśliwych uwag mieli co niemiara.

Nie dotarły do nas jednak żadne świadectwa, by o małżeńskich problemach i wyzwaniach perorowali na łonie rodziny czy w gronie zaprzyjaźnionych sąsiadów. Przypadek? Nie sądzę. Nie odnotowano też żadnego kazania rodzicielskiego, choć ja bym na miejscu Maryi Jezusowi nieźle wygarnęła za ten nastoletni numer ze zniknięciem w świątyni czy za pyskówkę w Kanie Galilejskiej (no, aż się prosiło, żeby św. Józef pacnął w ucho swojego wyrośniętego Syna, gdy ten na prośbę Matki odpowiada burkliwym: „Czy to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?” (J 2, 4).

Związek Maryi i Józefa oparty jest na totalnym, pełnym zaufaniu Bogu i na pielęgnowaniu intymności. Nikt z nas nie wie, jak im się układała codzienność, ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że trwali w trzydziestoletniej, milczącej adoracji swojego Syna. Choć czasami mam wrażenie, że taką wizję Świętej Rodziny gloryfikujemy w naszych głowach. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się jednak, że Maryja z Józefem mieli niesamowitą więź i prowadzili fascynujące dialogi, tyle, że robili to w zaciszu swojej relacji. Szkoda, że tak łatwo wykorzystujemy to ich biblijne milczenie, by wpychać ich na piedestał dalekiej, wyidealizowanej i wypreparowanej z człowieczeństwa Świętości. Przydałoby się nam pamiętać, że ich miłość przez kilkadziesiąt lat musiała być przesycona codziennym, szarym, przeciętnym życiem. Wysiłkiem nieustannego przebaczania, służenia i rezygnowania z siebie i swoich planów.

To może być dla nas wartościową wskazówką, gdy komuś przytrafi się konieczność „znoszenia” drugiego w domowej kwarantannie.

Mam fajną rodzinę i się tego nie wstydzę

Dlaczego jest tak, że narzekanie na współmałżonka, na dzieci, dzielenie się frustracjami przychodzi nam tak łatwo, a powiedzenie głośno: „Kocham mojego Męża”, „Wielodzietność jest świetna”, „Uwielbiam życie” – sprawia, że czujemy się nieswojo? Tak, jakby doświadczanie tego, co dobre, było powodem do wstydu. Oczywiście zawsze możemy zasłonić się stwierdzeniem, że nie chcemy dodatkowo ranić tych, którym – według nas – jest gorzej. To rzeczywiście mocny argument i zapewne warto go mieć na uwadze w różnych okolicznościach.

W Piśmie Świętym nie ma rodzinnych utyskiwań Maryi i Józefa, ale z drugiej strony nie ma też wzajemnych peanów na swoją cześć. Może dlatego, że jako Mistrzowie Miłości nie potrzebowali słów? Może… Mnie jednak do mistrzostwa w miłości bardzo daleko. I słowa innych ludzi są dla mnie ważne.

Może więc w tych pandemicznych czasach warto przyjrzeć się temu, jak o swojej rodzinie i byciu z nią mówimy innym?

Bo to są opowieści, których teraz – chcąc nie chcąc – słuchamy. My, a z nami dzieci. Młodsze pokolenia. Te, które dopiero budują w swoich sercach jakiś obraz rodziny, którą chciałyby kiedyś założyć. Jaki obraz wyniosą z etapu walki z wirusem? Czy taki, który ich zachęci do małżeństwa i rodzicielstwa, czy raczej obrzydzi te instytucje?

Uwaga. Będzie coming out

Moja rodzina jest dla mnie absolutnie fantastyczna. Od dwóch tygodni siedzimy w naszym przytulnym mieszkaniu w piątkę (a właściwie w szóstkę, bo aktualnie z racji zamknięcia akademika mieszka z nami też Bruna). Kocham Najlepszego z Mężów o 14 dni mocniej, uważam, że nasze dzieci są świetne, a atmosfera w domu jest na ogół spokojna i radosna. Jest nam ze sobą dobrze. Czujemy się szczęśliwi i spełnieni w swoim towarzystwie.

Chociaż oczywiście doświadczamy typowych trudności związanych z funkcjonowaniem home office, zdalnego nauczania i e-learningu w wydaniu przedszkolnym, a choroby i zmęczenie fizyczne też dają nam się we znaki. Nie mamy jednak poczucia, że jest to doświadczenie na miarę zmagań wojennych czy średniowiecznych tortur. Nikt nie gryzie ścian (oprócz Iwana, ale on od urodzenia gryzie wszystko co popadnie). Nikogo nie trzeba na siłę trzymać, by nie lizał poręczy w tramwaju (oprócz Iwana ;-).

Martwimy się tak jak inni, doświadczamy absurdów życia w kraju wywróconym przez stan epidemii, zżymamy na polityków, zmagamy z problemami technologiczno-logistycznymi, tęsknimy za normalnością i Bliskimi. Pracujemy, rozmawiamy, często milczymy.

Bywa że pojawia się w nas frustracja, irytacja oraz pokusa wsadzenia dzieci do szafy i zamknięcia jej na magiczny kluczyk, ale ta pokusa to żadna nowość. W „normalnych czasach” też ją odczuwałam.

Dam sobie rękę uciąć, że Maryja też od czasu do czasu miała ochotę dwuletniemu Jezusowi odgryźć głowę, a św. Józef zapychał ciekawskiego siedmiolatka figami, byleby tylko przestał recytować niekończącą się litanię: „Tato, a dlaczego?…”. Spieramy się, zmagamy z egoizmami, upadamy i powstajemy. Ale nade wszystko kochamy. Kochamy się tak po prostu. Bez niesamowitych fajerwerków i bez wsparcia psychologa. I naprawdę nie chcę mi się wierzyć, że jesteśmy w tym aspekcie jakimś kuriozum. A już na pewno nie jest to powód do wstydu. Prawda?

Agata Rusek - zawodowo związana z osobami starszymi, od 5 lat koncentruje się raczej na młodszych pokoleniach (czyt. jest mamą trójki szkrabów).

 

Tekst pochodzi z bloga dobrawnuczka.blog.deon.pl.

Chcesz zostać naszym blogerem? Dołącz do blogosfery DEON.pl!

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Jesteśmy w domu całą rodziną. Nie mamy poczucia, że to doświadczenie na miarę zmagań wojennych
Komentarze (0)

Skomentuj artykuł

Jesteśmy w domu całą rodziną. Nie mamy poczucia, że to doświadczenie na miarę zmagań wojennych
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.