Kot i jego cztery łapy

10 lat temu
Logo źródła: Dziennik Polski Barbara Matoga / "Dziennik Polski"

Do jednej z krakowskich lecznic weterynaryjnych przyszła pewna pani. Przyniosła małego rudego kotka, cisnęła nim (dosłownie!!!) o stół i zażądała uśpienia malucha, bo "kot się zepsuł". A "zepsuł się" dlatego, że spadł z czwartego piętra kamienicy i złamał kręgosłup.

Każdy oczywiście zna powiedzenie, że "kot zawsze spada na cztery łapy". Każdy słyszał opowieści o kotach spadających z wysokiego piętra, którym nic się nie stało. Wciąż bardzo niewielu jednak wie, że to jest totalna bzdura. Owszem, zdarza się, że w trakcie spadania kotu uda się przyjąć odpowiednią pozycję, że wyląduje na miękkim podłożu - i faktycznie bez obrażeń przeżyje taki upadek. Ale nawet jeśli uda mu się to kilka razy, następny upadek może zakończyć się już tragicznie. Tak było z kotem pani Ewy. Dwa razy mu się udało. Za trzecim złamał nogę. To i tak nieźle, bo po zdjęciu gipsu i długiej, kosztownej rehabilitacji zapewne będzie znów zdrowym, w pełni sprawnym zwierzakiem.

Pani Ewa żałuje teraz, że nie zabezpieczyła swojego balkonu, na którym kot często przesiadywał i z którego pewnego dnia tak nieszczęśliwie wyskoczył. Taki niewczesny żal odczuwa wielu opiekunów kotów, którzy zbierali z chodnika swojego nieżywego lub ciężko okaleczonego pupila po upadku z okna albo nigdy go nie odnaleźli - jeśli kot przeżył, lecz - przerażony - uciekł z nieznane. Ci, których to nie spotkało, przeważnie problem lekceważą. Bo przecież "to tylko drugie piętro", bo "mój Mruczek tylko siedzi na parapecie i nigdy nie próbuje wyskoczyć", bo "kot zawsze spada na cztery łapy"... Tymczasem prawda jest taka, że nawet upadek z pierwszego piętra może zakończyć się obrażeniami.

Czarno-biały Bungo uderzył w locie o krawędź balkonu; poharatał sobie pyszczek i wybił jeden ząb. Bura Lusia, panicznie bojąca się świata zewnętrznego, która nigdy nie wychylała się poza framugi okna, pewnego dnia postanowiła zapolować na gołębia. Ptak, rzecz jasna, odfrunął, a przerażonej kotki, która po upadku ukryła się w piwnicy, przez kilka dni szukała cała rodzina.

Przy upadku, a zwłaszcza wyskoku (wtedy bowiem prędkość początkowa jest znacznie większa) z piętra powyżej czwartego szanse kota dramatycznie maleją. Jeśli przeżyje upadek, grożą mu poważne obrażenia, przede wszystkim głowy, złamania nóg, uszkodzenia stawu oraz to najgorsze, czyli urazy kręgosłupa.

Są dwa sposoby na uniknięcie takich zdarzeń. Pierwszy to zamknięte okna w całym mieszkaniu, co w praktyce jest oczywiście nierealne. Drugi, jak najbardziej wykonalny, to zabezpieczenie okien i balkonu. Najtaniej i najprościej wykonać to metodą "zrób to sam". Można kupić siatkę rybacką i przymocować ją do muru haczykami. Można też zamówić w zoologicznym sklepie internetowym specjalne zestawy siatek i mocujących je śrub. Jeśli natomiast wśród rodziny i znajomych brakuje złotej rączki, można skorzystać z usług firm, które oferują zabezpieczanie okien i balkonów. To, rzecz jasna, kosztuje, ale dzięki temu mieszkanie może być do woli wietrzone, a kot - bezpieczny. Ci, którzy decydują się na oszkloną zabudowę loggi lub balkonu, mogą do zestawu szyb zamówić dodatkową ramę, która zamiast szkła ma wprawioną siatkę. Nie może to być zwykła moskitiera, z którą kocie pazurki poradzą sobie bez trudu. Firmy i sklepy dysponują jednak wzmocnionymi siatkami, które świetnie zabezpieczą ludzkich domowników przed owadami, a kocich - przed niekontrolowanym opuszczeniem mieszkania.

W ocenie zagrożeń mylą się nawet osoby świadome faktu, że wypadnięcie z okna lub balkonu może się dla kota zakończyć tragiczne. "Mojemu kiciusiowi nic nie grozi, bo otwieram tylko okna uchylne. Szpara jest zbyt mała, żeby tam się zmieścił" - mówią. O tym, jak bardzo się mylą, może opowiedzieć Kasia, która niedawno ratowała kota zawieszonego w takim właśnie niewielkim prześwicie uchylnego okna. - Kot był w połowie ciała uwięziony w oknie - z pyszczka leciała mu krew - mówi. Na szczęście to był parter, więc udało się zwierzę uwolnić, ale niezbędna była wizyta u weterynarza. Kot tym razem przeżył, ale gdyby nie przechodziła tamtędy Kasia, gdyby zawisł na wyższym piętrze... A wystarczyło kupić kosztujące kilka złotych ograniczniki do okien uchylnych, by do tej i wielu innych tragedii nie doszło.

Przeżył także wspomniany na wstępie rudy kotek. Wzięła go pod opiekę pewna fundacja, opłaciła operację i rehabilitację. Niemniej Miko - bo tak został nazwany - nigdy nie będzie miał sprawnych tylnych nóg. I choć jest ślicznym, wesołym i młodym kotem, nikt nie zechce go adoptować. Resztę swego cudem uratowanego życia spędzi zapewne w lecznicy weterynaryjnej.

Źródło: Kot i jego cztery łapy, www.dziennikpolski24.pl

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Kot i jego cztery łapy
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.