Ks. Strzelczyk: Tworzy się odrealniony obraz Maryi i mówi kobietom "macie być takie"

Ks. Grzegorz Strzelczyk. Źródło: YT / Pogłębiarka

- Mariologia była narzędziem utrwalania wygodnego dla mężczyzn obrazu kobiety. Nie ze złej woli. Za Jana Pawła II mamy jeden z najbardziej problematycznych momentów w tej sferze: użycie argumentu mariologicznego, by uzasadnić zakaz święceń kobiet. W liście apostolskim Ordinatio sacerdotalis (1994) pada zdanie, że Maryja – ta, której „najbardziej przysługiwałoby kapłaństwo” – nie została kapłanem, bo „sama tego nie chciała”. I dlatego kobiety nie mogą być święcone. To pada jako argument - mówi ks. Strzelczyk w książkowym wywiadzie "Kościół, świat, reforma. Rozmowy o wierze i sumieniu".

Rozmowa Anety Kuberskiej i ks. Grzegorza Strzelczyka jest pełna ciekawych wątków i mocnych podsumowań opartych w dogłębnej znajomości dokumentów i historii Kościoła. Publikujemy fragment książki.

DEON.PL POLECA




Ks. Grzegorz Strzelczyk: - Dostrzegamy emancypacyjne wątki w Ewangelii i w pierwotnym chrześcijaństwie właśnie dlatego, że kultura zmieniła się na tyle, iż pozwoliła je wyraźnie zobaczyć. Siła fizyczna przestała być decydująca – a to całkowicie zmieniło strukturę hierarchii i sposób organizowania relacji społecznych. Dziś kobieta, nawet będąc matką, może się samodzielnie utrzymać i uczestniczyć w życiu publicznym. W starożytności było to możliwe tylko dla zupełnie wyjątkowych jednostek, głównie arystokratek, np. po śmierci mężów. Ta przemiana dokonała się w społeczeństwach zachodnich stosunkowo szybko – choć oczywiście nierównomiernie. I Kościół, niestety, za nią nie całkiem nadążył. W chwili gdy rodziła się emancypacja kobiet, Kościół zaciekle sprzeciwiał się przemianom kulturowym. Kobieca emancypacja została wpisana w katalog „zjawisk nowoczesności”, które postrzegano jako zagrożenie: masoneria, rozkład społeczeństwa, kryzys wiary… W tym klimacie intelektualnym emancypacja kobiet także została umieszczona po stronie „zła”. Dodatkowo, od późnego Augustyna, ugruntowało się przekonanie, że głównym celem małżeństwa jest prokreacja, a dopiero wtórnym – dobro małżonków. Początkowo Augustyn widział to inaczej, ale później zmienił zdanie. W teologicznym ujęciu małżeństwo miało służyć pomnażaniu liczby „synów Bożych”. Emancypacja kobiet – związana m.in. z ograniczeniem liczby urodzeń, co było widoczne i mierzalne – wydawała się temu celowi przeciwna. A skoro była przeciwna, zaczęto ją postrzegać jako zjawisko złe, wręcz diaboliczne. Taka była logiczna (choć uproszczona) ścieżka rozumowania w tamtych czasach.

Aneta Kuberska: Jeśli kobiety wychodzą z domów i podejmują pracę zawodową, to kto zajmie się dziećmi? To pytanie słyszymy zresztą do dziś. A zaraz za nim prostą odpowiedź: to przez kobiety i ich ambicje mamy kryzys demograficzny. Przez wieki to kobieta odpowiadała za dom i wychowanie dzieci, a mężczyzna się tym nie zajmował. Gdy kobiety zaczęły łączyć obowiązki domowe z pracą zarobkową poza domem, pojawiły się braki. Dziś powiemy jasno: problemem była przede wszystkim nieobecność ojca w aktywnościach związanych z domem. Ale nawet współcześnie, w niektórych regionach Polski lub konserwatywnych środowiskach, to wciąż trudne do przyjęcia.

- Mam wrażenie, że w tradycyjnych, patriarchalnych strukturach ojciec miał większy udział w wychowaniu, niż dziś się sądzi. Chłopiec opuszczał opiekę matki, gdy tylko mógł chodzić i pracować – potem był już przy ojcu, ucząc się jego zajęcia.

Mówisz o społeczeństwach agrarnych?

- Tak, ale dotyczyło to też rycerstwa i kupców – ośmiolatek jechał z ojcem po towar, nie siedział już w domu.

W społeczeństwach przemysłowych było inaczej. Kobieta miała dom, dzieci i ciężką pracę w fabryce. Do biedy dochodził problem pijaństwa wśród mężczyzn.

DEON.PL POLECA


- I tu wraca narracja kościelna. Pod koniec XIX wieku Kościół nie miał jeszcze przyswojonych nauk społecznych, więc dominowało proste tłumaczenie: „małżeństwa się rozpadają”, „nie realizujemy celu małżeństwa”, „dzieci nie są wychowywane w wierze i karności” – i winą obarczano kobiety. To była powierzchowna analiza, ale przeważająca. W ten sposób Kościół instytucjonalny ustawił się w kontrze do ruchów emancypacyjnych, a przez to czasem i do kobiet – i właściwie trwa w tym do dziś.

Nieobecność kobiet na Soborze jest jednym z najbardziej znaczących znaków

- I tak jak przez całe wieki Kościół instytucjonalny szedł ramię w ramię z patriarchalną kulturą, tak gdy świat zaczął zmierzać w stronę równouprawnienia, Kościół coraz wyraźniej stawał się hamulcowym w tym procesie.

Myślę, że na Soborze Watykańskim II zabrakło już sił, by zająć się także tą kwestią. Tematów było zbyt wiele, a kobiet wśród ojców soborowych przecież nie było.

Ta nieobecność jest bardzo wymowna.

- Nieobecność kobiet na Soborze jest jednym z najbardziej znaczących znaków tego, jak głęboka była ta trudność. Pod koniec pojawiły się wprawdzie konsultantki, ale z ich relacji wiemy, że traktowano je niezbyt poważnie, jak egzotyczną ciekawostkę. To pokazuje, jak mocno zaciągnięty był ów „hamulec”. Jeśli popatrzymy na to, co działo się później, to mamy Pawła VI, który próbował uporządkować to, co rozbudził Sobór. Ale w kwestii kobiet właściwie się nie wypowiada – poza encykliką Humanae vitae, która, trzeba powiedzieć, była kolejnym strzałem w kolano. To dokument głęboko problematyczny, bo oparty na filozoficznych w istocie założeniach dotyczących integralności aktu seksualnego, które – delikatnie mówiąc – nie do końca przystają do rzeczywistości.

A przez wiele kobiet Humanae vitae jest odbierana po prostu jako kolejna forma sprawowania kontroli nad ich ciałem, ich decyzjami, ich życiem. Zresztą jest to encyklika, która od samego początku była kontestowana – nie tylko przez świeckich, ale też przez duchowieństwo.

- A dziś jest po prostu w dużej mierze ignorowana. Paweł VI chyba nie przewidział, że spotka się z taką falą sprzeciwu, a sama encyklika dotknie emocjonalnie tylu osób.

A potem przyszedł Jan Paweł II. I rzeczywiście pojawiły się promyki nadziei na bardziej równościowe nauczanie w Kościele.

- Bo od czego zaczyna? Od środowych katechez o „mężczyźnie i kobiecie”. To pogłębiona refleksja filozoficzno-teologiczna, oparta na jego wcześniejszej książce Miłość i odpowiedzialność (1960). Jak na kontekst teologii katolickiej końca lat 70., to naprawdę mocne teksty: papież podejmuje temat równej godności kobiet i mężczyzn poważnie i oryginalnie – może nieco za bardzo abstrakcyjnie, ale konsekwentnie. Gdy ruszyły katechezy o teologii ciała, był to autentyczny szok. Papież mówił wprost o równości płci i o tym, że nierówność jest skutkiem grzechu. To były jasne „blaski” jego nauczania – szerokie, realne otwarcie. Ale to był początek pontyfikatu. Potem zrobiło się trudniej. Parę lat później ukazuje się list apostolski Mulieris dignitatem (1988), który w gruncie rzeczy sakralizuje tradycyjne role kobiece w duchu „miękkiego patriarchatu”. Z jednej strony mówi o równej godności, z drugiej – definiuje bardzo wąsko związane z kobiecą tożsamością zadania: macierzyństwo, opiekuńczość, relacyjność. I choć nie wprost, przyjmuje, że „tak ma być”, bo „taka jest natura”.

Kobieta według Jana Pawła II to żona i matka – innej perspektywy właściwie nie ma

Tradycyjny podział ról wynikający z prawa naturalnego – czymkolwiek ono jest…

- Właśnie – choć nie jest to powiedziane literalnie, cały dokument oddycha tą logiką. Kobieta według Jana Pawła II to żona i matka – innej perspektywy właściwie nie ma. I to wszystko zostaje ujęte w kluczu tożsamościowym, a nie funkcjonalnym – co samo w sobie jest jeszcze w porządku. Problem polega na tym, że dokument nie rozróżnia porządku biologicznego od symbolicznego. W efekcie powstaje obraz kobiety wyidealizowanej w opisie z perspektywy patriarchatu: cichej, ofiarnej, łagodnej. O podległości mężczyźnie już się co prawda nie mówi, ale przekaz pozostaje czytelny.

Kościół, który od XIX wieku staje w opozycji do emancypacji kobiet, równocześnie coraz intensywniej rozwija mariologię. Pojawiają się dwa nowe dogmaty maryjne. Jedyne – poza nieomylnością papieża – nowożytne dogmaty. I oba kreują Maryję jako ideał kobiecości absolutnie nieosiągalny: żadna kobieta nie narodzi się niepokalana ani nie zostanie po śmierci wniebowzięta. Jan Paweł II również promuje ten typ mariologii – wzniosły, ale kompletnie nierealistyczny.

- To prawda, choć ten mechanizm istniał dużo wcześniej. Mariologia od wieków była używana w sposób dość przewrotny – bo o codziennym życiu Maryi nie wiemy właściwie nic. To dawało wolną rękę, by opisywać ją tak, jak chciano, by zachowywały się kobiety. A potem mówiono: „Naśladujcie ją!”. To absurd – nie znamy jej charakteru, wyborów, temperamentu. Znamy tylko kilka momentów teologicznych: jej „fiat”, zaufanie Bogu, obecność pod krzyżem. To mogą być wzory dla wszystkich chrześcijan, nie tylko dla kobiet. Bo o „jej kobiecości”, o stylu, w jakim ją przeżywała, nie wiemy absolutnie nic. Dlatego te narracje typu „jaka była Maryja” to po prostu…

Mariologia była narzędziem utrwalania wygodnego dla mężczyzn obrazu kobiety

…bajki snute przez pobożnych autorów?

- Niestety często coś więcej niż pobożne bajki – to nieświadoma manipulacja. Mariologia była narzędziem utrwalania wygodnego dla mężczyzn obrazu kobiety. Nie ze złej woli – po prostu długo nikt nie miał narzędzi krytycznych, żeby to zauważyć. Problem w tym, że podobne mechanizmy działały w najlepsze w Kościele jeszcze pod koniec XX wieku – gdy można już było, a wręcz należało je zakwestionować. Tym bardziej że w latach 80. XX wieku istniała już dojrzała teologia pisana przez kobiety. One zaczęły same mówić o swoim doświadczeniu, o tym, jak rozumieją zbawienie, powołanie, tożsamość. A jednym z największych problemów Kościoła końca XX wieku było to, że na poziomie magisterium nikt nie miał odwagi naprawdę ich usłyszeć. I nie chodzi tu o formalne „udzielenie głosu” w jakiejś komisji, ale o przyjęcie ich teologicznej wrażliwości jako równorzędnej. Uważam, że teologia nie powinna być podzielona płciowo. Raczej powinna być splotem obu wrażliwości. Ale dopóki kobiety nie powiedzą: „to jest też nasza teologia, możemy w niej się odnaleźć i wyrazić”, dopóty nie mam pewności, że moja własna teologia nie jest obciążona nieuświadomionym patriarchatem. Wychowałem się w patriarchacie. Wiem to, ale nie wiem, co we mnie z niego zostało. Jan Paweł II tego kroku chyba nie zrobił. Za to za Jana Pawła II mamy jeden z najbardziej problematycznych momentów w tej sferze: użycie argumentu mariologicznego, by uzasadnić zakaz święceń kobiet. W liście apostolskim Ordinatio sacerdotalis (1994) pada zdanie, że Maryja – ta, której „najbardziej przysługiwałoby kapłaństwo” – nie została kapłanem, bo „sama tego nie chciała”. I dlatego kobiety nie mogą być święcone. To pada jako argument.

Skąd ta wiedza dotycząca woli Maryi?

- Właśnie. To czyste fantazjowanie, wg schematu, o którym mówiliśmy wcześniej, a które nie powinno się w ogóle pojawić na tym poziomie nauczania. Już pomijam, że to przecież czysty anachronizm. W czasach Maryi nikt nie używał terminologii kapłańskiej wobec posług nowotestamentalnych. Taki koncept w ogóle nie mógł się pojawić w jej świadomości – bo nie istniał.

Bo to użyteczne. Jest teza – „kobiety nie mogą być święcone” – i szuka się argumentów, które ją potwierdzą. A mariologiczny jest prosty, efektowny i trudno z nim dyskutować bez ryzyka posądzenia o bluźnierstwo.

Tworzy się odrealniony obraz Maryi i mówi kobietom: "Macie być takie"

- Właśnie. Powtórzmy, bo przed tym trzeba wciąż jeszcze przestrzegać: najpierw tworzy się wyidealizowany, oderwany zarówno od realiów historycznych, jak i danych Nowego Testamentu obraz Maryi zgodny z patriarchalnymi (lub innymi) oczekiwaniami, a potem mówi kobietom: „Macie być takie”. I to dzieje się do dziś – mimo że mamy wszystkie narzędzia krytyczne, historyczne, hermeneutyczne, by to widzieć.

I dochodzimy do sedna: w Kościele władza jest związana ze święceniami. A kobietom, które domagają się święceń, powtarza się: „Chrystus był mężczyzną”, „kapłan działa in persona Christi”, „Maryja nie chciała”. To wszystko służy zamknięciu sprawy.

- Ale w czasie pontyfikatu papieża Franciszka uchylono pewne „okienko”. Powiedziano, że sprawa diakonatu kobiet pozostaje otwarta. Bo Ordinatio sacerdotalis dotyczy tylko święceń prezbiteratu i biskupstwa, a nie diakonatu. I sprawa nadal zostaje teologicznie otwarta – tak wynika z konkluzji komisji, która zakończyła prace za papieża Leona XIV. I co ciekawe: przy argumencie z męskości Jezusa zdania przy głosowaniu rozłożyły się dokładnie po połowie. Nie miał już większości w watykańskiej komisji, a argumentu maryjnego nie użyto w ogóle.

Tylko że sam diakonat niewiele zmienia. Mężczyźni- -diakoni też nie mają realnej władzy.

- Zgoda – ale chodzi o założenie teologiczne. Jeśli kobieta może przyjąć jakikolwiek stopień święceń, to nie jest sakramentalnie wykluczona. A skoro już diakonat nadaje charakter sakramentalny, to co teologicznie stoi na przeszkodzie kolejnym stopniom?

Praktyka. W Kościele łacińskim żonaci mężczyźni mogą być tylko co najwyżej diakonami. To nie argument teologiczny – tylko dyscyplinarny.

- Właśnie. A skoro to dyscyplina, a nie doktryna – to okno jest znacznie szersze, niż się wydaje.

Tradycjonaliści wiedzą, że jeśli pęknie ten jeden punkt, pęknie cała tama

Może dlatego opór przed udzielaniem święceń diakonatu w Kościele jest tak gwałtowny.

- Oczywiście. Tradycjonaliści wiedzą, że jeśli pęknie ten jeden punkt, pęknie cała tama. Międzynarodowa Komisja Teologiczna w swoim dokumencie o diakonacie kobiet (2002) była bardzo zachowawcza. Stwierdzono, że starożytny diakonat kobiet nie był identyczny z męskim – co jest prawdą. Ale wyciąganie z tego wniosku, że nie był sakramentalny, to już nadużycie.

Czyli znowu: argumenty dobiera się do tezy?

- Tak. Dlatego w 2020 roku powołano nową komisję – i temat był analizowany od początku. W 2025 roku zakończyła prace. Nie opowiedziała się za wprowadzeniem diakonatu kobiet. Ale już niejednogłośnie i odkładając na bok niektóre argumenty – o czym już wspomniałem.

Tylko czy wciąż jest coś, czego nie wiemy i dlatego potrzebna jest nowa analiza? Istnieją jakieś ukryte źródła, archiwa, które dałyby nowe światło w tej sprawie? Czy to nie jest po prostu opór mężczyzn sprawujących władzę?

- Tym bardziej potrzebna jest zwykła uczciwość: położyć wszystkie karty na stół i powiedzieć wprost: „Tak było. Taka była tradycja. A późniejsze uzasadnienia to teologiczne konstrukcje powstałe w zupełnie innym kontekście”. I to jest coś, co Kościół musi w końcu zrobić.

Kiedy odwołujemy się do tradycji, trzeba pamiętać, że wielu ludzi postrzega ją schematycznie – jako jedyny prawdziwy Kościół, który „od zawsze” wyglądał tak samo. Zawsze więc znajdzie się argument na obronę status quo. Bo obiektywnie rzecz biorąc, tradycja, w której kobiet się nie święci i nie dopuszcza do władzy, trwała o wiele dłużej niż krótkie epizody, gdy kobiety miały realną sprawczość w strukturach Kościoła.

- Warto jednak pamiętać, że Sobór Watykański II też „przywrócił” np. kolegialność biskupów po bardzo długim okresie jej niebytu. Podobnie z diakonatem stałym itd.

W Polsce Sobór Watykański II nadal jest kontestowany.

- Bo Episkopat miał wtedy na głowie komunę i praktycznie nie zajął się jego wdrażaniem.

Tylko że od 35 lat nie ma już komuny, a nadal traktujemy Sobór jak postmodernistyczną fanaberię.

- Diakonat stały wprowadzono oficjalnie w Polsce dopiero w 2005 roku. Prymas Polski zdecydował się na wprowadzenie go u siebie kilka miesięcy temu… To naprawdę świeża sprawa.

A dla wielu katolików wciąż brzmi jak kaprys progresistów, oderwany od „prawdziwej tradycji”.

- Problem w tym, że nie dokonaliśmy w tym 2005 roku żadnej szerokiej formacji ludzi. Kwestię wyjaśnienia sprawy wiernym właściwie zostawiono proboszczom parafii, w których zaczęli się pojawiać diakoni. Dopiero z czasem zaczęło się to poprawiać. Natomiast w Kościołach, gdzie diakonat funkcjonuje od dawna, nikt już nie pamięta, że mogło go kiedyś nie być.

A u nas traktuje się go wręcz jako zagrożenie dla powołań. Pada argument: „Skoro można być żonatym i diakonem, to po co być księdzem?”.

- To jeden z bardziej absurdalnych argumentów – niepoparty żadnymi faktami. Ale niestety, żywy.

Pamiętasz reakcję na propozycje Synodu dla Amazonii (2019)? Tam nie chodziło nawet o diakonat kobiet, tylko o święcenia żonatych mężczyzn – i była panika. Rozdzieranie szat, dramatyczne pytania, czy Pan Jezus „gorzej przychodzi”, jeśli kapłan ma żonę i dzieci…

- To wszystko wynika z głęboko zakorzenionych tabu seksualnych obecnych w kościelnym myśleniu.

Z przekonania, że sam akt seksualny czyni człowieka „nieczystym”?

Ojcowie Kościoła bardzo pilnowali, by nigdy nie powiedzieć, że Bóg stał się „mężczyzną”

- I tu dochodzimy, moim zdaniem, do wątku fundamentalnego – do antropologii. Kościół jeszcze nie wyciągnął teologicznych konsekwencji z tego, co wiemy o człowieku: zarówno z objawienia, jak i z nauk przyrodniczych czy humanistycznych. Nie potrafimy jeszcze spiąć tych dwóch perspektyw – teologicznej i naukowej. Jan Paweł II próbował, ale robił to w czasie, gdy nowa biologia czy współczesna psychologia dopiero raczkowały, a w Polsce ich dostępność była minimalna. Jeśli zaczniemy budować teologię od strony dojrzałej antropologii – człowieka jako osoby, a nie jako „mężczyzny” albo „kobiety” – zobaczymy, że nie istnieje „osobna ekonomia sakramentalna” dla płci. Sakramenty nie są podzielone na męskie i żeńskie. Owszem, różnimy się biologicznie – co wpływa na dynamikę psychiczną, cielesną, społeczną – ale to nie dotyka samej istoty człowieczeństwa. A istotą teologiczną jest bycie osobą w relacji do Boga i innych. Płeć jest jednym z aspektów przeżywania tej relacyjności. Jeśli jednak przesadzimy z eksponowaniem różnic płciowych, trafimy – jak słusznie zauważa teologia feministyczna – na pytanie graniczne: czy kobiety są w ogóle zbawione, skoro Chrystus był mężczyzną? To oczywiście reductio ad absurdum, ale pokazuje pułapkę teologii eksponującej argumenty oparte na płci. Ojcowie Kościoła bardzo pilnowali, by nigdy nie powiedzieć, że Bóg stał się „mężczyzną”.

Syn Boży stał się człowiekiem – nie mężczyzną. Podobnie z kategoriami „Ojciec” i „Syn” – to kategorie relacyjne, nie płciowe. Ojciec nie dlatego, że mężczyzna, lecz dlatego, że ma Syna. Syn – bo odnosi się do Ojca. A my zrobiliśmy z tego kategorię płciową, z wszystkimi fatalnymi konsekwencjami dla duchowości i pobożności.

- I dlatego nieraz wypełniano tę lukę mariologią – jako przeciwwagą. Czeka nas ogromna praca: gruntowne przemyślenie teologicznej antropologii – od pojęcia duszy przez seksualność po tożsamość płciową. Mam wrażenie, że rzymska teologia dopiero zaczyna się do tego rozgrzewać. Fakt, że Papieska Komisja Biblijna zajęła się antropologią biblijną to dopiero początek, ale ważny. Zanim jednak Kościół zdecyduje o dopuszczeniu kobiet do święceń, musi mieć bardzo wysoki stopień pewności, że te święcenia będą „ważne” sakramentalnie. Czyli że sakrament rzeczywiście nastąpi. A takiej pewności nie da ani komisja, ani dykasteria. Potrzebny będzie papież, który odważy się zwołać sobór powszechny. Bo to jest decyzja tego formatu. Trzeba się zebrać jako Kościół, stanąć wobec Ducha Świętego i wspólnie rozeznawać – to za ważne, by załatwić sprawę przy biurkach.

A święcenia kobiet to naprawdę jedyna droga do równouprawnienia kobiet i mężczyzn w Kościele. Przeciwnicy tego rozwiązania podnoszą argument, że większość katoliczek tego się nie domaga. Jeżeli jednak struktura władzy w Kościele jest zbudowana na święceniach, to logicznie rzecz biorąc – dopuszczenie kobiet do święceń staje się warunkiem ich realnego współudziału. Może więc nie tyle chodzi o święcenia kobiet, ile o równouprawnienie świeckich wobec duchownych?

- Dla mnie kluczowe jest powiązanie święceń z funkcją sprawowaną we wspólnocie. Sakrament nie jest magicznym wyniesieniem, tylko narzędziem – służy temu, by lepiej pełnić daną posługę. Jeżeli wspólnota rozeznaje, że jakiś mężczyzna nadaje się do tej funkcji – a on sam to potwierdza – udziela mu się święceń, które wspierają tę posługę. Jeżeli taka sama sytuacja zachodzi w przypadku kobiety, to w tej perspektywie nie ma teologicznego powodu, by odmówić jej sakramentalnego wsparcia do pełnienia tej samej funkcji.

Jeśli Duch Święty rozdziela charyzmaty i powołania, Kościół powinien być gotów je rozeznawać bez względu na płeć

Czyli jednak dopuszczenie kobiet do święceń jest warunkiem równouprawnienia kobiet i mężczyzn we wspólnocie Kościoła?

- Zdecydowanie. Jeśli Duch Święty rozdziela charyzmaty i powołania, Kościół powinien być gotów je rozeznawać bez względu na płeć. Jeśli choć jedna kobieta rozpoznaje w sobie takie powołanie – albo choć jedna wspólnota widzi potencjał kobiety do pełnienia służby – Kościół ma obowiązek to sprawdzić. Jeśli tego nie robi, to jest to dyskryminacja ze względu na płeć.

Obecnie mamy już dwie kobiety, które są prefektkami watykańskich dykasterii – zatem zajmują bardzo wysokie stanowiska w kościelnej hierarchii, a mimo to nie mają wpływu na wybór papieża. Choć regułą jest, że mężczyźni na podobnych stanowiskach uczestniczą w konklawe.

- Formalnie one nie zarządzają Kościołem lokalnym. Prefekt zarządza dykasterią, nie diecezją – to nie jest odpowiednik biskupa.

Jeśli chodzi o udział w wyborze papieża, różnica między mężczyznami-prefektami a kobietami-prefektkami sprowadza się dziś wyłącznie do jednego: braku kardynalskiego kapelusza. Mężczyźni pełniący ten urząd są kardynałami, kobiety – choć mogą już piastować tę samą funkcję – nie otrzymują godności kardynalskiej, a więc nie mają prawa głosu w konklawe.-

- I tu właśnie nie chodzi o Ewangelię – bo w Ewangelii nie ma żadnego zakazu. Chodzi o konstrukcję instytucji i o konstytucję o wyborze papieża. Papieża bowiem wybiera symboliczne przedłużenie starożytnego kleru metropolii rzymskiej – kolegium kardynalskie. Dlatego kardynałowie przypisani są do kościołów tytularnych dawnej diecezji rzymskiej i przyległych oraz mają tytuły kardynała-diakona, prezbitera lub biskupa.

Kiedyś rzeczywiście to rzymski kler wybierał biskupa Rzymu. Dzisiaj to czysta fikcja.

- Gdyby pojawił się papież, który powiedziałby „dość fikcji”: skasował biskupów pomocniczych, zreformował kolegium kardynalskie, zastępując je synodem złożonym z przedstawicieli Kościołów lokalnych – problem by zniknął. Wtedy w tym gronie mogliby zasiadać mężczyźni i kobiety, świeccy i duchowni, żonaci i celibatariusze. Prawdziwa reprezentacja Kościoła powszechnego. I papież byłby najbardziej synodalnie wybieranym biskupem na świecie. Już dziś zresztą papież jest wybierany bardziej „demokratycznie” niż jakikolwiek inny biskup – przez reprezentację całego Kościoła, choć wciąż nie oddolną, tylko regulowaną przez samych papieży. Intuicja, że biskup Rzymu powinien być wybierany przez lokalny kler, miała synodalny sens. Ale dziś kardynałowie jako reprezentacja Kościoła lokalnego Rzymu to czysta fikcja. Gdyby ktoś odważył się to przerwać i zbudować rzeczywistą strukturę odpowiedzialności – synod złożony z duchownych i świeckich reprezentujących Kościoły lokalne bez względu na płeć czy stan cywilny – mielibyśmy prawdziwy przełom synodalny. Ale to na razie theological fiction.

---

Tekst jest fragmentem książki "Kościół, świat, reforma. Rozmowy o wierze i sumieniu" Anety Kuberskiej i ks. Grzegorza Strzelczyka, wydanej przez Wydawnictwo WAM. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Ks. Strzelczyk: Tworzy się odrealniony obraz Maryi i mówi kobietom "macie być takie"
Komentarze (48)
NK
~Nie Katolik
8 marca 2026, 16:59
Wysokie standardy moralne są domeną ludzi którzy do niczego się nie poczuwają i od których niczego dobrego nie należy się spodziewać. Właśnie dlatego mogą mieć wysokie standardy, bo nie poczuwają się do żadnej odpowiedzialności. Wszyscy inni są odpowiedzialni.
AS
~A Szczawiński
5 marca 2026, 15:19
Polecam ks. Strzelczykowi, z okazji Wielkiego Postu, medytację nad "Traktatem o prawdziwym nabożeństwie..."
EM
~Efrem Merfe
6 marca 2026, 21:58
polecam każdemu kto chce stracić wiarę
TT
~Teribelka Teribelka
4 marca 2026, 14:22
cd 4. Łk 11, 27-28 "...jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do [Jezusa]: «Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś». Lecz On rzekł: «Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je»." - w tej scenie Jezus podkreślił, że kobieta nie jest inkubatorem i mleczarnią, ale osobą, która podejmuje decyzje i za to ponosi odpowiedzialność - co odnosi się też (i to najlepiej) do Maryi.
TT
~Teribelka Teribelka
4 marca 2026, 14:21
c.d. 3. tam, gdzie jest prawdziwa miłość i służba, tam się nie czuje "presji władzy" (urzędu) - Mt 20, 24-28 - "Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, oburzyli się na tych dwóch braci. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: «Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu». cdn
TT
~Teribelka Teribelka
4 marca 2026, 14:20
1. Służba - każdy dokłada się do roboty, wykonując to, co robi najlepiej. Kobieta lepiej zajmuje się dziećmi i pracami opiekuńczymi, a facet lepiej zarządza - to wynika z biologii, budowy mózgu i budowy ciała. 2. Św. Paweł w 1 Tm 2,15 "Zbawiona zaś zostanie przez rodzenie dzieci" - jeśli dzieci nie będzie, ludzkość umrze, nowych duchownych też nie będzie - widzimy kryzys demograficzny w naszym kraju... Problem jest ten, że rola kobiet nie jest należycie doceniana, i tu widać patriarchalność i mizoginizm, oczywiście, że są wyjątki, jak M. Skłodowska-Curie, ale każda kobieta jest inna... cdn
G.
~Gość .
5 marca 2026, 09:42
Nie zgadzam się że facet lepiej zarządza. W wielu rodzinach to kobieta nie tylko opiekuje się ale też zarządza rodziną. Mężczyzna pracuje na utrzymanie oraz angażuje lub nie angażuje w życie rodzinne, ale za to rozwija swoje pasje.
JM
~Justyna Mic
1 marca 2026, 11:02
A propos Maryi. Biskup Zadarko wczoraj przypomniał, że Maryja jest ważniejsza niż biskupi.
JG
~Jefte Gileadczyk
28 lutego 2026, 12:32
Podważanie koncepcji kapłaństwa przeznaczonego wyłącznie dla mężczyzn na podstawie stwierdzeń Jana Pawła II ma tak samo miałką podstawę teologiczną, jak domaganie się kapłaństwa urzędowego dla kobiet na podstawie stwierdzeń "nie możemy być gorsze". W I-II wieku nie było mariologii znanej Janowi Pawłowi II, ani nawet samego Jana Pawła II, a jednak to właśnie czasy Ojców Kościoła, którzy dbali o to, by Syn Boży był przedstawiany jako człowiek a nie mężczyzna, były jednocześnie czasami, w których utwierdzało się "męskie" kapłaństwo. Problemem jest to, że kiedyś w kapłanach widziano jak w Chrystusie przede wszystkim człowieka, a nie "lepszego od kobiety" mężczyznę, nie przenosząc tej rzeczywistości na płaszczyznę "świętej wojny płci" :) Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to niefrasobliwa część teologii mariologicznej wykreowała trend, w którym kobiety nie noszą koloratek, bo "są gorsze", ale osobiście uważam to za błąd, który w środowiskach maryjnych staram się wyplenić :)
MA
~maniek anonim
27 lutego 2026, 17:22
jakiś czas temu słyszałem że gość plecie bzdury... ale po tym artykule to nie mam żadnych wątpliwości że odjechał w stronę protestantyzmu....
KS
~Ka Sia
27 lutego 2026, 15:15
Rozmowa ciekawa, ale wychodzi z niej prosta myśl "kobiety chcą święceń bo chcą władzy". Hmmm "Lecz największy między wami niech będzie jak najmłodszy, a przełożony jak sługa! ". Wszyst apostołowie byli mężczyznami, choć kobiety także szły za Jezusem i Go słuchały. Jezus wybrał mężczyzn, choć nie musiał (łamał w końcu różne inne taboo tamtych czasów, apostoł-kobieta nie byłoby bardziej gorszący niż apostoł-celnik). I tyle. Maryi, patriarchatu proszę w to nie mieszać.
AK
~Agnieszka Kwiatkowska
28 lutego 2026, 21:50
Apostoł-kobieta byłaby znacznie gorsząca niż Apostoł-celnik. Kobieta w tamtych czasach nie miała żadnych praw, była własnością najpierw ojca, potem męża, w końcu syna. A jak nie miała syna stawała się wyrzutkiem
BD
~Bo D
2 marca 2026, 12:27
Wszyscy apostołowie byli mezczyznami, ale też byli Żydami I nosili brody. Co z tego wynika? To, ze nie ma co sie na siłę trzymać tradycji, chyba ze sie chce mieć władzę nad kobietami. Kościół zawsze popierał i popiera patriarchat.
JV
~Jean Valjean
27 lutego 2026, 15:03
Tak jesteście pewni że Maryja była zwyczajną, typową, niczym się nie wyróżniającą izraelską kobietą tamtych czasów? A może właśnie była inna niż inne kobiety? Może inni członkowie społeczności nazaretańskiej nie rozumieli jej i nie akceptowali - tak jak to okazywali i samemu Jezusowi? Myślę że za bardzo przykładacie do Maryi waszą codzienną miarę i pragniecie aby była Ona słaba, niepewna i chwiejna. Człowiek dziś nie chce sam siebie zmieniać i stawiać sobie wysoko wzoru, tylko stara się wzór obniżyć i dostosować go do własnej przeciętności.
AM
~anna m
28 lutego 2026, 19:30
a kto mówi że się nie wyróżniała?
JK
~Jan Kolski
27 lutego 2026, 09:08
Będę wdzięczny ks. prof. Strzelczykowi jeśli powie z iloma kobietami się zetknął, które mały dobrze rozeznane powołanie do kapłaństwa. Dziwnym trafem w wielkiej rzeszy świętych kobiet, które żyły w zakonach nie było chyba takiego przypadku niespełnionego powołania. Wiemy, że wiele z nich cierpiało na skutek niezrozumienia ich formy świętości, ale nic nie wiadomo, żeby cierpiały z powodu niezrealizowania swego powołania kapłańskiego z powodu kościelnych przepisów. A w przypadku mężczyzn były takie sytuacje.
MK
~Marek K.
6 marca 2026, 21:28
Mówienie o rozeznaniu powołania do kapłaństwa jest słuszne. Czym innym jest jednak uparte szukanie teologicznych argumentów za wykluczeniem kobiet z kapłaństwa, a czym innym brak powołań wśród kobiet. Wydaje się, że wchodzimy w czasy kiedy kobiety zaczynają mówić: chyba mam powołanie, porozmawiajmy o tym. I słyszą: nie ma o czym rozmawiać. I jeszcze jedno. Kościół ma prawo nie wyświęcać kobiet, na podobnej zasadzie jak nie udziela święceń żonatym mężczyznom. Ale to jest sprawa dyscypliny kościelnej a nie teologii.
JS
~Jakub Szymczyk
26 lutego 2026, 11:14
Maryja pojawia się jeszcze na weselu w Kannie. Możemy się domyślać, że interesowała się również przyziemnymi sprawami, możliwe, że była tam "szefową kuchni". Jest to moja ulubiona tajemnica różańcowa, którą kościółkowi wojujący abstynenci najchętniej by usunęli...
JY
~John Yossarian
26 lutego 2026, 11:01
Brawo za odwagę! Poruszając w Deonie takie tematy bez kropienia święconą wodą, narażacie się na ekskomunikę ze strony tradycjonalistów. Ale wydaje mi się, że zanim Kościół (zwłaszcza w Polsce) dojrzeje do refleksji w poruszanej materii, większość społeczeństwa będzie już tak apateistyczna, iż ta kościelna refleksja będzie dla niej równie ważna jak to, czy konotacyjne cechy semantyczne desygnatów w poezji Młodożeńca są jednoznaczne czy nie...
MK
~Marian Kiepski
26 lutego 2026, 18:12
Właśnie wczoraj dywagowaliśmy przy pracy na rusztowaniu, czy konotacyjne cechy semantyczne desygnatów w poezji Młodożeńca są jednoznaczne czy nie. Niestety nie doszliśmy do wspólnych wniosków końcowych.
KK
~karol karol
26 lutego 2026, 11:00
A może napiszecie w Deonku, że dr Tomasz Rożek został wyrzucony z „Gościa Niedzielnego” po 20 latach pracy, bo napisał felieton o zmianach klimatu, które jak widać katolicka opinia publiczna niechętnie przyjmuje do wiadomości? Czy jednak wygra zintegrowana informacja pozytywna?
JK
~Jan Kolski
26 lutego 2026, 23:00
Bzdura! Gosc pisze o zmianach, a Rożek pisze w Gościu! Ładnie to tak publicznie kłamać?
AS
~Antoni Szwed
26 lutego 2026, 10:41
W całej tej rozmowie nie ma mowy o woli Chrystusa. On jakby nie istnieje. Tutaj Ewangelia w ogóle nie jest brana pod uwagę, tutaj preferuje się to, czego niektóre kobiety chcą a co ks. Strzelczyk szerokim gestem potwierdza. To zaś nie jest zgodne z wolą Jezusa Chrystusa, który NIGDY nie działał przypadkowo ani nie mówił niczego takiego, by się komuś przypodobać. Jezus miał wokół siebie kobiety, także z nimi rozmawiał, ale na Ostatnią Wieczerzę nie zaprosił do stołu żadnej z nich, nawet swojej Matki. A więc NIE CHCIAŁ, żeby pełniły funkcje na równi z Apostołami, żeby w przyszłości sprawowały Mszę Świętą. Wolę Jezusa, Boga-Człowieka NALEŻY BEZWZGLĘDNIE uszanować, a nie próbować w XXI w. tworzyć jakiś nowy „kościół” z pominięciem woli Chrystusa.
TT
~Tomasz Tomasz
27 lutego 2026, 12:30
Sądzę że ks. Strzelczyk, teolog bierze pod uwagę Ewangelię. Z Pana wypowiedzi wynika to że nie mamy prawa odczytywać Ewangelii i Tradycji współcześnie w Duchu Świętym który nas prowadzi cały czas (po co wówczas Vaticanum II ?!). Rozwija się biblistyka, teologia i antropologia. Podstawy o wyłącznie męskim kapłaństwie dał dopiero Akwinata i Trydent. Wcześniej nie było to regulowane a było starożytną tradycją. To że Pan Jezus czegoś nie robił i nie mówił nie oznacza że odczytując całość Bożego Objawienia, w tym Starego Testamentu (zaczynając od "Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę" a nie Adama i Ewę), unikając herezji antropologicznych (gender) a doceniając naukę nie można iść do przodu.
KS
~Ka Sia
27 lutego 2026, 15:19
"Wcześniej nie było to regulowane a było starożytną tradycją. " Nic na początku w Kościele nie było regulowane, Kościół obecny wyrósł na tradycji.. w Bibli nie ma wymionej żadnej kobiety wsrod apostołów, mimo że kobiety są Jego uczniów wymienione. ewangelii też zbagatelizujesz jako "starożytna tradycje"?
KS
~Ka Sia
27 lutego 2026, 15:20
"Wcześniej nie było to regulowane a było starożytną tradycją. " Nic na początku w Kościele nie było regulowane, Kościół obecny wyrósł na tradycji... w Bibli nie ma wymienionej żadnej kobiety wsrod apostołów, mimo że kobiety są wśród jego uczniów wymienione. ewangelie też zbagatelizujesz jako "starożytna tradycje"?
EE
~ela ela
27 lutego 2026, 21:10
a skąd to wiesz, byłeś tam?, taki przekaz utrwalił patriarchat, tą wieczerzę przygotowały na pewno kobiety bo przecież nie mężczyźni i co ? Jezus powiedział im -a teraz proszę wyjść???
JG
~Jefte Gileadczyk
28 lutego 2026, 09:47
Ignacy Antiocheński w czasach Pierwszego Kościoła (I w. n. e., czyli czasy bezpośrednio po Chrystusie) mówi o strukturze biskup-prezbiter-diakon. Didache nadaje tej hierarchii męski (andras) charakter (rozdz. 15,1; I-II w. n.e.), więc mylne jest twierdzenie, że podstawy o męskim kapłaństwie dał dopiero Akwinata :) posługa diakonis przyjmowała postać funkcji zakrystiana, czy lidera kobiecej wspólnoty nie będąc tym samym elementem trójwymiarowej struktury kapłaństwa urzędowego :)
AS
~Antoni Szwed
28 lutego 2026, 12:26
Powołuje się Pan na Stary Testament. Świetnie! Ale czy u starożytnych Izraelitów były kapłanki?! Proszę poczytać Księgę Kapłańską. Tam z rozkazu Boga kapłanami są TYLKO mężczyźni (i to z pokolenia Lewiego), o żadnych kobietach kapłankach nie ma mowy. Z tego, że Bóg stworzył kobietę nie wynika, że chce aby ona była kapłanką!!
AK
~Agnieszka Kwiatkowska
28 lutego 2026, 21:45
Po prostu w tamtych czasach kobiety nie mogły nauczać, w synagogach musiały siedzieć w osobnych pomieszczeniach i żaden szanujący się Żyd nie rozmawiał z kobietą
G.
~Gość .
5 marca 2026, 09:52
W Dziejach Apostolskich wymienionych jest z imienia lub opisowo wiele kobiet, które odegrały znaczącą rolę w rodzącym się Kościele, często goszcząc wspólnoty w swoich domach lub aktywnie uczestnicząc w ewangelizacji.
AS
~A Szczawiński
5 marca 2026, 15:10
I na tym należy zamknąć dyskusję.
AS
~Antoni Szwed
26 lutego 2026, 10:39
Ks. Strzelczyk wyraźnie popiera myślenie życzeniowe swojej rozmówczyni, z utęsknieniem czekając na czasy, kiedy to kobiety (w imię równouprawnienia, oczywiście) staną za ołtarzem. W całej tej rozmowie przebija pycha ludzi XXI w. – my wiemy więcej i lepiej niż ci z I, III, czy XII wieku. To, co było dobre w czasach Jezusa i to, co było Jego wolą, teraz już ludziom XXI w. absolutnie nie wystarcza. Oni budują nowy „kościół” i żądają, aby Bóg bez szemrania się na to zgodził. Straszliwa pycha.
AS
~A Szczawiński
5 marca 2026, 15:14
Ano właśnie. Szczytem pychy było 'poprawianie' Ewangelii przez Franciszka rozczarowanego, zdaje się, nauczaniem Pana Jezusa.
AS
~Antoni Szwed
26 lutego 2026, 10:38
Znajomość „pełnego” życiorysu Maryi nie jest nam potrzebna. Nie musimy wiedzieć jakie gotowała posiłki, o czym rozmawiała przy stole, z jakimi sąsiadkami się przyjaźniła. To są rzeczy nieistotne. ISTOTNE w Jej życiu było przyjęcie woli Boga, potwierdzone owym „fiat” (niech mi się stanie). Maryja DOSKONALE wypełniła wolę Bożą. I to jest w Jej życiu najważniejsze. Dlatego jest niedościgłym Wzorcem posłuszeństwa wobec Boga nie tylko dla kobiet, ale także dla księży (w tym teologów typu ks. Strzelczyk), którzy mają służyć Bogu każdego dnia, a nie myśleć o tym, jakby się w Kościele urządzić. Także kobiety (na równi z mężczyznami) nie powinny myśleć o urządzeniu się w Kościele, dzieląc się z mężczyznami władzą. Istotą bycia w Kościele nie jest władza, lecz służba. No ale służba nie jest atrakcyjna, atrakcyjna jest władza i ziemskie splendory, z niej wypływające. To nie pochodzi od Ducha Świętego, lecz od ducha świata.
MG
~melka gość
27 lutego 2026, 21:17
widzimy tę nieatrakcyjną służbę jak gospodynie czy siostry zakonne usługują zdrowym mężczyznom , ale one nie służą ,służą tylko księża, uśmiać się można na te mizoginiczne argumenty
AK
~Agnieszka Kwiatkowska
28 lutego 2026, 21:41
Jakoś nie zauważyłam wielkiej służby mężczyzn (księży)
AG
~Artur Gogolin
26 lutego 2026, 07:40
Również sprawdziłem, czy takie słowa padły w Ordinatio sacerdotalis i nic takiego się tam nie znajduje. Jak to było w tekście? Mamy tezę i dobieramy do niej argumenty. A to nawet nie argument, lecz zwykłe kłamstwo. Smutne jest również to, że z końcowej części tekstu wynika, że święcenia są tu rozumiane jako wyraz równouprawnienia czy możliwość posiadania jakiejś władzy. Święcenia służą chyba jednak po to, żeby sprawować Najświętszą Ofiarę, udzielać sakramentów i prowadzić ludzi do zbawienia, o czym autorka i ks. Strzelczyk chyba zapomnieli.
TN
~Tomasz Niemirowski
4 marca 2026, 09:29
Też sprawdziłem. Nie ma.
TT
~Teribelka Teribelka
26 lutego 2026, 00:44
dla mnie najbardziej przekonujący argument to ten, że nie wiadomo, czy święcenia kobiet byłyby ważne. Ciekawe jest odniesienie do imion pierwszych ludzi w Biblii - Adama i Ewy. Imię Ewa wywodzi się od słowa oznaczającego życie, a imię Adam jest związane z ziemią, kolorem czerwonym oraz krwią. Kobieta jest tą, która daje życie, a mężczyzna jest tym, który pracuje na roli (ziemia), i którego imię wiąże się z krwią. Składanie ofiar wiąże się z zabijaniem (właściwie od potopu), unicestwianiem, niszczeniem, z przelewem krwi. A kobieta nie jest od zabijania.
JS
~Jakub Szymczyk
26 lutego 2026, 13:47
Dla tego nie podoba mi się, że kobiety służą w armii.
AB
~Abel Babacki
25 lutego 2026, 21:45
Uczciwe i odważne, szczególnie mówione jako ksiądz. Systematyczne i mądre rozmontowanie nauk, które są niepotrzebną nadbudówka nad core chrześcijaństwa.
MK
~Marek K.
25 lutego 2026, 14:03
Bardzo rzeczowa i uczciwa teologia ks. Grzegorza. Razi mnie jednak w pytaniach to mówienie o święceniu kobiet w kontekście "władzy". Nie o władzę, czy feminizm tu chodzi tylko o teologię, co ks. Grzegorz bardzo dobrze tłumaczy. Choćby na głowie stanąć, to nie znajdziemy teologicznych argumentów za wykluczeniem od sakramentu tylko ze względu na płeć.
KS
~Ka Sia
27 lutego 2026, 15:35
Oczywiście że znajdziemy, w Ewangelii. Wśród 12 apostołów byli sami mężczyźni, choć kobiety są wymienione jako idące za Jezusem więc nie są pominięte w Ewangelii. To apostołom Jezus ukazał się i dał ostatni rozkaz, nie wszystkim swoim uczniom, choć przecież Maria Magdalena jest wymieniona dokładnie z imienia akapit wyżej (Mk 16,14). Popatrzmy na fragment o Zesłaniu Ducha Świętego : Dz 2,1 "Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu". Wszyscy. Rozdział wcześniej znowu mamy wymienione kobiety "Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi". Gdy to jest coś dla calego Kościoła, jest to jasno napisane. Są jednak fragmenty skierowane tylko do apostołów i z tego wynika kapłaństwo mężczyzn, nie wszystkich. Gdyby Jezus chciał, to by jakaaś kobieta była wymieniona wśród apostołów, nie byłoby to bardziej gorszące niż inne rzeczy które głosił. Ale Jezus nie wybrał do tej roli żadnej kobiety
AK
~Agnieszka Kwiatkowska
28 lutego 2026, 21:37
A kto w tamtych czasach chciałby słuchać kobiety, skoro nawet w sądzie jej zeznanie nie miało mocy?
MK
~Marek K.
6 marca 2026, 21:22
Powoływanie się na 12 apostołów i takie tam, to jest historia i socjologia, a nie teologia.
GZ
~Gostek zaciekawiony
14 marca 2026, 12:47
I to jest argument, że faceci mogliby kłamać wymyślając swoje ewangelie i to bez żenady, bo przecież są męscy! Im wolno. Później cała Biblia to androny, aż się za głowę złapać można jak takie pustosłowie może podburzać ludność do walk. Zapewne nie osiągnęliśmy poziomu rozwoju aż po dziś dzień.
PW
Piotr Wójciak
25 lutego 2026, 14:02
Ks. Strzelczyk kłamie, np twierdząc, ze JPII napisał w liście Ordinatio sacerdotalis, iż Maryja nie otrzymała święceń dlatego, jakoby "sama tego nie chciała". Pkt 3 tego listu, w którym omówiono NMP, o niczym podobnym nie wspomina.