Kiedy sprawca nie rozumie własnej zbrodni. Psychoza, lęk i pytanie o odpowiedzialność
Społeczeństwo domaga się sprawiedliwości, ofiary chcą bezpieczeństwa, a psychiatrzy mówią o chorobie psychicznej i niepoczytalności. Publikujemy fragment książki “Głos kazał mu zabić”, w której profiler kryminalny Jan Gołębiowski analizuje mechanizmy zbrodni popełnianych pod wpływem urojeń i pokazuje, jak naprawdę wygląda świat psychiatrii sądowej.
20 października 2017 roku dwudziestosiedmioletni Konrad K. wszedł do galerii handlowej VIVO w Stalowej Woli i zaatakował przypadkowych ludzi dwoma nożami szturmowymi. Ciosy zadawał na oślep, w plecy swoich ofiar. W wyniku jego działań zginęła pięćdziesięcioletnia kobieta, a osiem innych osób odniosło ciężkie obrażenia. Zaraz po zatrzymaniu policja i prokuratura wskazały na zły stan psychiczny sprawcy i brak motywów, w tym ideologicznych czy terrorystycznych. Początkowo Konrad K. przebywał na oddziale psychiatrycznym aresztu śledczego przy ulicy Montelupich w Krakowie. Został poddany wielotygodniowej obserwacji w zakładzie zamkniętym, opiniowały go w sumie trzy zespoły biegłych. Pierwszy zespół po sześciotygodniowej obserwacji psychiatrycznej wydał opinię w lutym 2018 roku. Zespół składający się z dwóch psychiatrów i psychologa orzekł, że Konrad K. był całkowicie niepoczytalny w chwili popełnienia czynu. Stwierdzono u niego schizofrenię paranoidalną. Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu uznała tę opinię za niepełną i niespójną z innymi zgromadzonymi dowodami (m.in. wcześniejszą opinią ambulatoryjną). W marcu 2018 roku biegli zostali wezwani na przesłuchanie, podczas którego podtrzymali swoje stanowisko. Drugi zespół biegłych opiniował w kwietniu 2018 roku.
Mężczyzna już wcześniej leczył się psychiatrycznie. Zmagał się z problemami osobistymi (był w trakcie rozwodu) oraz kłopotami finansowymi, co mogło pogłębić jego stan. Miał też ryzykownie korzystać z alkoholu i marihuany. Miesiąc przed atakiem kupił wojskowe bagnety, bo – jak twierdził – czuł się zagrożony. Nie umiał wyjaśnić, kogo się bał. Brzmi to jak typowe urojenia prześladowcze.
Po siedmiu latach hospitalizacji na oddziale psychiatrii sądowej o wzmocnionym stopniu zabezpieczenia w Radecznicy biegli uznali, że jego stan zdrowia poprawił się na tyle, że mężczyzna nie stanowi już realnego zagrożenia dla społeczeństwa. Ocenili, że prawdopodobieństwo popełnienia ponownie takiego czynu, jak poprzednio, jest niskie. Sprawa trafiła początkowo do sądu okręgowego, a w styczniu 2026 roku Sąd Apelacyjny w Lublinie podtrzymał decyzję o wypuszczeniu Konrada K. ze szpitala psychiatrycznego. Obecnie ma kontynuować leczenie w trybie ambulatoryjnym, czyli na wolności.
Decyzja sądu wywołała oburzenie u wielu osób. Głos zabrała jedna z jego ofiar – Wiktoria, która w chwili ataku miała dziewiętnaście lat i pracowała w galerii jako hostessa. Konrad K. przebił jej płuco i uszkodził rdzeń kręgowy na wysokości kręgu Th5. Młoda kobieta przeszła wielogodzinną operację i była kilkakrotnie reanimowana. Lekarze zdiagnozowali u niej zespół Browna-Séquarda, czyli porażenie połowicze rdzenia. Przez długi czas zmagała się z brakiem czucia w jednej nodze i brakiem możliwości ruchu w drugiej. Ofiara była informowana przez sąd o losach sprawcy. Wiedziała więc, że udzielono mu przepustki, a następnie uchylono środek zabezpieczający w postaci pobytu w szpitalu. Pokrzywdzona opublikowała zdjęcie pisma z sądu na swoim koncie facebookowym.
“Nie piszę tego, by straszyć – tłumaczyła. – Piszę, bo chcę, aby mieszkańcy Stalowej Woli wiedzieli, że taka decyzja została podjęta. Piszę, bo trudno milczeć, kiedy ktoś, kto odebrał życie i zniszczył wiele innych, znów może być uznany za gotowego do wyjścia. (…) Pamiętam, jak okazało się, że według biegłych jest osobą niepoczytalną. Nie wierzyłam w to, nie dopuszczałam tej myśli do siebie, nie wyobrażałam sobie, że nie poniesie za to żadnej kary”.
Te słowa są jak najbardziej zrozumiałe z punktu widzenia psychologicznego. Młoda kobieta została poważnie ranna, zmaga się ze skutkami zdrowotnymi. Jest prawdopodobne, że cierpi na zespół stresu pourazowego (PTSD), ponieważ spotkało ją wydarzenie traumatyczne, zagrażające jej życiu i zdrowiu. W wyniku ataku Konrada K. zginęła inna kobieta, co może mieć traumatyzujący wpływ na panią Wiktorię, bo dowodzi, z jak poważną sytuacją się spotkała – ona również mogła nie przeżyć napaści chorego psychicznie człowieka. Pokrzywdzona, która poddała się terapii psychologicznej, w wywiadach wspominała o lękach, jakie wciąż odczuwa, a skupiają się one na miejscach publicznych.
Osoby skrzywdzone mają naturalną chęć zemsty, co jest bardzo ludzkie. Ten odruch pobrzmiewa w starożytnej zasadzie “oko za oko, ząb za ząb”. Nie dziwi mnie, że ofiara domaga się ukarania sprawcy. Jednak już w starożytności zwracano również uwagę na to, czy czyn sprawcy był umyślny. W starożytnym Rzymie istniało przekonanie, że: “szaleniec jest karany przez samo swoje szaleństwo (furiosus fati sui punitur)” i nie powinien podlegać przepisom prawa karnego. Wyjście poza perspektywę własnej krzywdy i zobaczenie, że sprawca nie działał w sposób racjonalny, że jego decyzja nie wynikała ze “złego charakteru”, ale z procesów chorobowych, jest jednak bardzo trudne.
Można zapytać, czy Konrad K. stosował się do zaleceń lekarzy, z pomocy których korzystał przed dokonaniem masakry w galerii handlowej. Picie alkoholu i palenie marihuany również nie jest zachowaniem prozdrowotnym. Ponosi on więc winę zaniechania i lekkomyślności w stosunku do własnego zdrowia. Ale czy jest on w tym zakresie wyjątkiem w naszym społeczeństwie? Wiele osób nie żyje zdrowo. Zdecydowana większość z nich nie robi tego z zamiarem doprowadzenia się do stanu, w którym będą biegać z nożem po mieście i dźgać przypadkowych ludzi.
Czy pani Wiktoria powinna się bać, że sprawca jej traumy opuści szpital psychiatryczny, gdzie przebywał w zamknięciu? Warto tutaj przypomnieć różnicę między strachem a lękiem. Pani Wiktoria odczuwa lęk, w dużej mierze uzasadniony. Ale źródła jej lęku tkwią w jej wyobraźni, a nie w rzeczywistości. Konrad K. nie wybrał jej celowo, była przypadkową ofiarą, jego urojenia nie dotyczyły jej osoby. Jest skrajnie mało prawdopodobne, że ponownie chciałby ją zaatakować. Kluczowe w jego przypadku jest kontynuowanie leczenia. Jeżeli będzie brał leki i zachowa abstynencję, to nic złego nie powinno się wydarzyć. Napisałem "nie powinno", bo nikt nie może kategorycznie określić prawdopodobieństwa ryzyka ponownego czynu na sto procent. Ale to dotyczy wszystkich innych zdarzeń.
Nikt nie da nam gwarancji, że nigdy nie padniemy ofiarą przestępstwa.


Skomentuj artykuł