Jak się rodzi nie swoje dziecko? ABC adopcyjnej ciąży

Jak się rodzi nie swoje dziecko? ABC adopcyjnej ciąży
(fot. shutterstock.com)
3 lata temu
MKD

Myśli, lęk, radość, podekscytowanie, strach, obawa, ciekawość, niecierpliwość, wytęsknienie, czułość. Emocje. Cały pakiet i cały komplet. Czy to ciąża?

Stało się. Nareszcie. Normalnie nazwałabym to, że zobaczyłam 2 kreski na teście ciążowym, a w rzeczywistości dowiedziałam się, że zakwalifikowaliśmy się na kurs. Na kurs czeka się długo, za długo… ale od początku.

Wybraliśmy katolicki Ośrodek Adopcyjny na ul. Rajskiej 10 w Krakowie. Po zebraniu wszystkich dokumentów potrzebnych do rozpoczęcia procesu adopcyjnego ustawiliśmy się w kolejce. Dłuuugiej kolejce. Kolejce niemalże 2-letniej. Kolejkę przyjęliśmy z pokorą mając ogromne zaufanie do tego, że jest to Ośrodek katolicki. Czas mijał, kolejka się zmniejszała, ktoś w czasie jej trwania zrezygnował, więc oczekiwanie nieco się skracało.

W tym czasie na grupie wsparcia organizowanej w Ośrodku słyszałam mnóstwo świadectw, opowiadań, jak to jest przed adopcją, jak to jest po. I to co utkwiło mi najbardziej, to nie to, że mogą być z dziećmi problemy, że dzieci są różne, ale to, że jest się bardzo ocenianym przed adopcją i kontrolowanym po. Kwalifikacja to m.in. testy psychologiczne, wizyta w naszym domu, rozmowa z psychologiem, dyrekcją, kontrola przez kuratora po adopcji…

Ocenianie to naturalna kolej rzeczy w naszej rzeczywistości, ale jeśli chodzi o ocenę nas samych to rodzi się jakiś bunt. Jak ktoś może mnie ocenić po jakimś teście? Jak ktoś może mnie ocenić nie przegadując ze mną długich godzin, dni, tygodni, albo nie przeżywając codziennych przeróżnych sytuacji, w których poznaje się coraz głębsze wartości, słabości i silne strony.

Przecież jestem czymś więcej niż surowymi odpowiedziami na teście i wykresem. Przecież gdy zachodzę w ciążę, nikt nie sprawdza mojego potencjału psycho-fizycznego, ani po urodzeniu nie wpada na kontrolną wizytację bez zapowiedzi (wysłuchałam od rodzin które już są po adopcji, że kurator nawiedza i sprawdza czy dziecko ma się dobrze). Przecież to nasze życie, naszej rodziny i jako wewnętrzna lwica mam bunt przed taką kontrolą.

To były emocje związane z wymogami i procedurami. A jakie były fakty?

Na wizytę w naszym domu przyszła pani, która była bardzo ciepła i taktowna. I gdyby nie pytania potrzebne do wypełnienia wniosku to nawet nie odczulibyśmy, że jest to spotkanie "kontrolne".

Potem test. Do testu podeszłam jak do zaliczenia na studiach. Chciałam być już po. Bardzo szybko odpowiadałam wpisując pierwszą myśl, która przychodziła mi do głowy. Skupienia wymagały tylko zdania z podwójnym przeczeniem, aby odpowiedzi były na pewno tym, co myślę.

Emocje testu złagodziła rozmowa z panią psycholog. Normalna, ludzka, długa rozmowa. Taka która stawia na relację człowiek - człowiek, a nie człowiek - instytucja.

To, co zwróciło moją uwagę, to to, że  w całym Ośrodku ogromną wagę kładzie się na człowieka. Na tego małego, który czeka na nową rodzinę, ale także na nas - dorosłych ludzi, którzy pragną w sposób adopcyjny urodzić dziecko. Ludzie którzy tu pracują, są oddani temu dziełu całym sercem, traktując swoją pracę jak misję. Nie wiem, co przyniesie przyszłość i jak trudne decyzje jeszcze są przed nami, ale jednego jestem pewna. Wybór tego miejsca jako Ośrodka, dzięki któremu możemy zostać rodzicami to była jedna z lepszych decyzji, jaką podjęliśmy. Czujemy się tu bezpiecznie i mamy pełne zaufanie do działań i tego, że tutaj objawi nam się to, czego Bóg od nas chce.

A wracając do "ciąży" ……. hurra! Mamy 2 kreski na teście, a ściślej mówiąc dowiedzieliśmy się, że wkrótce idziemy na kurs!

Wielka radość, wiele emocji, wiele nowych myśli. Jejku, jestem w adopcyjnej ciąży. Czy to będzie dziewczynka, chłopak? Czy to będzie rodzeństwo? Jakie będą? Czy będą spokojne, czy energiczne? Czy będą emocjonalne, czy raczej powściągliwe? Czy będą do mnie podobne? Czy pokocham je tak jak swoje? Jak będą wyglądać? Jestem w ciąży, ale jeszcze nie wiem, kto się urodzi i jak duże dzieci się urodzą.

Kiedyś byłam w ciąży, którą straciliśmy. Pamiętam, jakie są odczucia, obawy, nadzieje, myśli. Teraz mam tak samo. No może poza ogólnym mega zmęczeniem i obawą, jaki będzie poród. Tyle samo pytań, obaw, radości, marzeń.

Wkrótce zaczynamy kurs, który odbywa się w Żmiącej. Traktuję to trochę jak szkołę rodzenia. Wiem, że dowiem się ciekawych rzeczy, ale intuicja i instynkt i tak będą dla mnie najlepszym doradcą. Wierzę w drzemiącą we mnie siłę. I wierzę w Opatrzność, jeśli Pan Bóg chce nas obdarzyć dzieckiem adopcyjnym to już to maleństwo, lub maleństwa mogą być na świecie. Modlę się żeby miały teraz dobrą opiekę i cierpliwie na mnie czekały…

Jeśli czujesz w sercu pragnienie posiadania dziecka, jeśli marzysz o byciu rodzicem, jeśli myślisz o adopcji ale się jej boisz - nie wahaj się przyjść do Ośrodka. Porozmawiaj. To nic nie kosztuje. Możesz przyjść na grupę wsparcia, gdzie spotkasz rodziny które przeżywają to co ty, małżeństwa które są przed i po adopcji. Będziesz mieć czas na rozeznanie, na poznanie całego procesu, na posłuchanie o doświadczeniach innych. To bardzo cenne. Daj sobie szansę na bycie mamą, na bycie tatą. Daj sobie szansę na zajście w ciążę z "Rajską".

Więcej informacji znajdziecie TUTAJ >>

Zachęcam Cię, przyjdź. Wiem jedno -  warto. Ośrodek Adopcyjny Kraków ul. Rajska 10.
Może tam się spotkamy? :)

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Jak się rodzi nie swoje dziecko? ABC adopcyjnej ciąży
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.