Nie planuj życia swojego dziecka

Nie planuj życia swojego dziecka
(fot. Tormod Ulsberg / flickr.com)
Annegret Hiekisch, Christiane Bundschuh-Schramm / slo

Potrzebujemy równowagi między wspieraniem zainteresowań dziecka a dawaniem mu swobody. Dawanie swobody oznacza też, że wierzymy, iż uzdolnienia, które tkwią w dziecku, kiedyś się ujawnią i stopniowo ono samo przejmie odpowiedzialność za ich rozwój.

Oczywiście w drugiej klasie szkoły podstawowej dziecko powinno na przykład codziennie ćwiczyć czytanie. Ale może rodzice muszą po prostu cierpliwie odczekać, aż samo weźmie kiedyś książkę do ręki, zwłaszcza gdy dom pełen jest książek. Oczywiście byłoby pięknie, gdyby moje dziecko grało na pianinie tak biegle jak syn przyjaciółki.

Czy jednak mam je męczyć przez dziesięć lat tylko dlatego, że w moim odczuciu wypada, by osoba z dobrej rodziny grała na pianinie? I czy nie przypominam sobie moich własnych dziesięciu lat męki ćwiczenia wprawek muzycznych na tym instrumencie?

Współczesnym dzieciom naszych marzeń grozi to, że będą "geniuszami na życzenie" (rodziców oczywiście). A przy tym przepaść między dziećmi, które mają świetne warunki rozwoju, i tymi, które takiej szansy od życia nie dostały, jest coraz większa. W te pierwsze dzieci rodzice inwestują wszystkie pieniądze, żeby ich pociechy się jak najlepiej rozwijały i były czempionami w różnych dziedzinach, w te drugie nie inwestuje nikt, bo albo rodzice nie mają pieniędzy, albo nie umieją wspierać zainteresowań dziecka lub też nie widzą w tym specjalnego sensu.

Coraz wyraźniejsza jest przepaść między bogatszą i wykształconą warstwą społeczeństwa a warstwą biedniejszą i słabiej wykształconą. Podczas gdy jedni mają znakomite warunki rozwoju zainteresowań i zdobywania wiedzy, ci drudzy pozostają w tyle. Dystans ten dodatkowo pogłębia rozdzielenie przestrzenne i społeczne obu tych grup: szkoły prywatne i wyznaniowe, a także szkoły dla dzieci wybitnie uzdolnionych. Odwrotna strona zjawiska wygląda tak: dzieci posyła się od jednego korepetytora do drugiego, walczy się o każdy stopień w szkole, a wszystko obejmuje system kar i nagród.

Wydaje się, że rodzice należący do średniej i wyższej klasy społecznej powinni się uczyć w tej dziedzinie rozsądku i przyhamować swoje zapędy do kształcenia dzieci, jeśli chcą osiągnąć w swoim i ich życiu zdrową równowagę.

  • Powinni powstrzymać swoje wyobrażenia o tym, kim powinny być ich dzieci i kim mogłyby być.
  • Powinni się starać zrezygnować z celów, które nie budzą entuzjazmu ich dzieci, choć im samym wydają się bardzo pożądane.
  • Powinni porzucić złudzenie, że wykształcenie jest w życiu wszystkim i że otwiera drzwi do szczęśliwego i sensownego życia.
  • Powinni odrzucić przekonanie, że dobrzy rodzice to tacy, którzy potrafią z upragnionego dziecka uczynić cudowne dziecko.

Jeśli my, rodzice, będziemy zdolni wyzwolić się spod presji myślenia o sukcesach dziecka i działań nastawionych na jego inspirowanie i rozwój, zyskamy czas na wiele rzeczy: czas na leniuchowanie, na przykład w niedzielę, kiedy ani razu nie padnie wyrażenie "praca domowa", kiedy niczego nowego nie będziemy mieli zamiaru "opanować" ani zwiedzać, kiedy nie będziemy mieli żadnego "celu", tylko zagramy z dziećmi w chińczyka, porozmawiamy o rzeczach lekkich i nacieszymy się słodkim "nicnierobieniem".

Danie sobie oddechu oznacza też zgodę na wzajemne akceptowanie się takimi, jakimi jesteśmy, jakimi potrafimy być. Oczywiście drugi człowiek obok nas, osoby nam bliskie mogą się starać trochę bardziej, ale nie zmienią swojej natury. Danie im swobody oznacza więc zgodę na ich ograniczenia i błędy, na słabości i dziwactwa. Rzecz jasna, każdy może i powinien trochę, a czasem więcej niż trochę, nad sobą popracować. Musimy jednak zrozumieć, że ludzkie możliwości walki z własnymi ograniczeniami i słabościami też mają swoje granice. Będą to zawsze raczej postępy milimetrowe niż metrowe.

Czasem moje dziecko mówi do mnie: "daj mi spokój". ("Chcę teraz czytać książkę" albo: "Nie jestem w nastroju do przytulania i czułości"). Taką reakcję zawsze wywołują konkretne powody i jest w niej ukryty następujący apel: "Pozwól mi być takim, jakim jestem. Wiesz, że chętniej czytam, niż wychodzę na dwór, więc pozwól mi na to moje hobby." Albo: "Wiesz, że niespecjalnie lubię to czulenie się z tobą i z tatą, więc uszanuj to, proszę".

Danie drugiemu człowiekowi spokoju oznacza też pozwolenie innemu być takim, jaki jest. To również danie spokoju sobie samemu. My sami także potrzebujemy równowagi między wysiłkiem w dążeniu do uzyskania czegoś a zgodą na to, co jest, co osiągnęliśmy do tej pory, i powstrzymaniem się od aktywności w tym kierunku. Jako osoba w średnim wieku muszę porzucić wyobrażenia o sobie i przyjąć do wiadomości moje ograniczenia i słabości. Przede wszystkim zrezygnować z wielu spraw, niemożliwych już w moim życiu, z szans, których nie będę mogła wykorzystać, i z marzeń, które muszą pozostać marzeniami. Ta postawa może się okazać dobrą wprawką, bo kto potrafi do własnych spraw odnosić się ze zdrowym dystansem, ten taki zbawienny dystans zachowa w stosunku do bliźnich. Jeśli odczujemy przy tym smutek, w porządku.

Mamy prawo do smutku, rezygnując z hołubionych latami w głębi duszy wyobrażeń na temat własnego życia czy oczekiwań wobec własnych dzieci: że na przykład syn zostanie pianistą, bo jest bardzo muzykalny, a córka poliglotką, podczas gdy sami nie znamy nawet angielskiego. Wszystkie marzenia i tęsknoty są oczywiście dozwolone i zrozumiałe. Potem jednak dojrzały człowiek z niektórymi z nich musi się pożegnać, bo dopiero wtedy, kiedy porzucimy nasze projekcje na temat drugiego człowieka, widzimy go takim, jaki jest naprawdę.

W tym również trzeba zachować ostrożność. "Odpuszczenie" sobie (i innym) może - podobnie jak nieustanne dążenie do coraz większych sukcesów - być postawą, za którą stoi przyjęcie niewłaściwych przesłanek. Być może dziecko chciałoby, aby rodzice pomagali mu w dziedzinie, która wprawdzie im nie odpowiada, lecz odpowiada jemu. Trzeba umieć odróżnić to, czym interesuje się dziecko, od tego, czego sami byśmy sobie życzyli. Wspieranie zdolności i zainteresowań dziecka, a równocześnie nieforsowanie niczego na siłę, powinno być zgodne z preferencjami dziecka, a nie rodziców.

"Przy słowie "wspieranie" pojawia się przede wszystkim skojarzenie z pilnowaniem zadań domowych dziecka, z korepetycjami, ćwiczeniem gry na pianinie czy z treningami piłki nożnej, traktowanymi nadzwyczaj poważnie, prestiżowo. A co z radością i entuzjazmem? Czy te emocje nie byłyby najlepszą motywacją, która pozwoliłaby bez naszego przypominania: "Grałeś już dzisiaj na pianinie?" zachęcić dziecko do pewnych zajęć? Tak jak głęboka miłość do drugiego człowieka nie spada nagle z nieba, podobnie i zachwyt daną dziedziną nie jest jedynie ognikiem, który nagle zapłonie, a potem przygasa, lecz jest postawą, której można się nauczyć. Można to określić jako rodzaj psychologicznej prawidłowości: to, w co inwestuje się wiele czasu i czemu człowiek często i intensywnie się poświęca, coraz bardziej go wiąże, wciąga i interesuje. Nieważne, czy chodzi o zbieranie znaczków, czytanie książek, naukę języka, grę na instrumencie, w piłkę nożną czy wędrówki górskie. Być może jest to jedno z najważniejszych zadań rodziców i nauczycieli, powinni nie tylko uczyć dzieci faktów i dat, lecz także zarażać je pasją do pewnych dziedzin."

Christian Zgoll, filolog, teolog, mąż, ojciec trojga dzieci

***

Więcej w książce: Recepta na szczęśliwą rodzinę - Annegret Hiekisch, Christiane Bundschuh-Schramm

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Nie planuj życia swojego dziecka
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.