Gwarantowany przepis na szczęśliwą rodzinę

Gwarantowany przepis na szczęśliwą rodzinę
Tylko w normalnej rodzinie (tzn. trwałej, wiernej, kochającej się) dziecko może otrzymać pięć miłości, które są mu potrzebne do harmonijnego rozwoju (fot. shutterstock.com)
4 lata temu
Logo źródła: Posłaniec Jacek Pulikowski / slo

Gdy poproszono mnie o napisanie artykułu na temat: "Rodzina raj odzyskany" od razu pomyślałem, że lepiej do aktualnej sytuacji pasowałby tytuł: "Rodzina - raj do odzyskania".

Co prawda wiele rodzin utrzymuje lub odzyskało “swój raj", jednak w praktyce wielu małżeństw, w powszechnej świadomości, w mediach, w działalności samorządów oraz, niestety, rządu jest to teren do odzyskania. Ciągle trzeba upominać się o docenienie ważności rodziny dla przyszłości jednostek, społeczności lokalnej, państwa i świata.

Rodzenie i wychowanie w rodzinie

Słowa Jana Pawła II: Przyszłość świata idzie przez rodzinę to nie puste hasło czy slogan, ale prawda bardzo konkretna, realna i niepodważalna. By uznać tę prawdę, nie trzeba być mędrcem, wystarczy odrobina zdrowego rozsądku. To przecież w rodzinie jest jedynie dobre miejsce do przekazywania życia (rodzenie) i kształtowania młodego pokolenia (wychowanie). A od tego zależy już nie tylko przyszłość ludzkości i jakość jej życia, ale w ogóle przetrwanie świata, uchronienie go przed zagładą przez wymarcie. Co prawda jest już technicznie możliwe (co nie znaczy, że akceptowalne moralnie) “produkowanie" dzieci przez sztuczne unasienianie matki spermą anonimowego dawcy lub na drodze in vitro, a może kiedyś stanie się to realne również przez klonowanie, ale nie jest rozwiązany problem wychowania tych dzieci. Nie jest i nie będzie, bowiem sam pomysł wyrwania z rodziny wychowania dzieci jest absurdalny, krzywdzący niewinne dzieci i sprzeczny z naturą.

Pomysł, by w sposób z góry zaplanowany skazywać dzieci na wychowywanie przez samotną matkę (która sobie “zrobiła" lub “zamówiła" u innej kobiety dziecko) lub przez jednopłciową parę (która z natury rzeczy jest niezdolna do rodzenia i nigdy nie będzie “rodziną"), czy wreszcie pomysł, by “wychowanie" przejęte zostało przez pozarodzinną, “specjalistyczną" instytucję wychowawczą jest po prostu nieludzki. Traktuje się dziecko jak przedmiot posiadania, odmawiając mu człowieczeństwa przez zabranie elementarnych praw. Podstawowym ludzkim prawem dziecka - obok bezwarunkowego prawa do życia od poczęcia i prawa do poczęcia na skutek miłosnego aktu ojca i matki - jest prawo do wychowania w rodzinie. Tylko prawdziwa rodzina może dać dziecku wszystkie wartości potrzebne mu do wszechstronnego rozwoju i pełni człowieczego wzrostu. Życie całej rodziny według wyznawanej hierarchii wartości jest najlepszym sposobem uwiarygodnienia tej hierarchii w oczach wychowanka. Wychowanie pozbawione wartości staje się “chowem", sprzyja postępowaniu bezrefleksyjnemu, kierowaniu się jedynie pobudzeniami zmysłowymi, co w efekcie prowadzi do degradacji, a nawet degeneracji osoby.

Pięć miłości

Tylko w normalnej rodzinie (tzn. trwałej, wiernej, kochającej się) dziecko może otrzymać pięć miłości, które są mu potrzebne do harmonijnego rozwoju. Chodzi tu, po pierwsze, o doświadczenie opiekuńczej i czułej miłości matki, która jest prawdziwą kobietą. Miłość ta ma dać poczucie bezpieczeństwa uczuciowego, utwierdzające dziecko (zwłaszcza małe) w przekonaniu, że jest kochane. Po drugie, chodzi o inną z natury rzeczy od matczynej wymagającą miłość ojca, która ma troszczyć się o perspektywę rozwoju (fizycznego, psychicznego i duchowego, aż ku świętości) dziecka. Miłość ojca powinna dawać dziecku poczucie bezpieczeństwa, a także chronić przed zagubieniem w życiu. Jeszcze ważniejsza od dwóch wymienionych miłości jest trzecia - niezachwiana i nierozerwalna miłość pomiędzy rodzicami, niejako ponad głowami dzieci. Miłość ta ukazuje nie tylko wzorzec relacji damsko-męskich, ale daje dzieciom stabilną pewność trwałości domu, jako ich środowiska wzrostu i rozwoju. Te trzy miłości stwarzają swoistą przestrzeń dla miłości rodzinnej, w którą (patrząc z perspektywy dziecka) włączeni są rodzice, rodzeństwo, dziadkowie, kuzynostwo, ciocie i wujkowie. I tu doszliśmy do odzyskanego raju. Prawdziwa miłość w rodzinie jest rajem na ziemi. Jej klimat jest upragniony (nie zawsze w sposób świadomy) przez wszystkich, lecz doświadczany jedynie przez niektórych.

Jest jeszcze piąta miłość, potrzebna człowiekowi jak powietrze, choć nie zawsze jest w stanie uświadomić to sobie. To miłość samego Boga. Dokładniej mówiąc, człowiekowi potrzebna jest wiara w miłość Boga, która to miłość jest przecież niezachwiana i nieodwołalna, bez względu na “dokonania" człowieka. Dziecko powinno wzrastać w przekonaniu, że jest to miłość bezwarunkowa. Jest tak trwała i wierna, że dziecko (podobnie jak i dorosły) nie jest w stanie dokonać takiego czynu (bo nie ma takiego), by Bóg przestał je kochać. Świadomość takiej miłości nie pozwala człowiekowi stracić poczucia sensu życia nawet wtedy, gdy wszystkie ludzkie miłości zawiodą.

Powrót do odwiecznych ról

Świat zatracił rozumienie potrzeby miłości prawdziwej i na swój użytek “miłością" ponazywał działania wręcz z nią sprzeczne (np. wyrwane spod kontroli rozumu i woli działania seksualne określane szumnie “wolną miłością"). Świat odbiera ważne instrumenty wychowawcze rodzicom, wychowawcom i nauczycielom, osłaniając swoje działania fałszywą troską popartą ujmującą za serce retoryką “praw dziecka". Nowe definicje rodziny i rodzicielstwa oraz wychowywania idą w parze z prawami umożliwiającymi karanie rodziców za czyny, zmyślone przez buntujące się dzieci.

Czy da się kiedyś to wielkie pomieszanie zwalczyć? Czy może należy zaniechać zwalczania i w myśl powiedzenia psy szczekają, a karawana idzie dalej po prostu robić swoje...

O czym myślę? O mądrym inwestowaniu w normalną rodzinę. I o przerwaniu wstydliwego niemówienia na temat prawdziwie szczęśliwej rodziny. Rodziny, w której matka jest prawdziwą kobietą z miłością i radością wypełniającą swą macierzyńską misję. Kobietą, która będąc w domu z małymi dziećmi, nie czuje się ani gorsza, ani mniej szczęśliwa od rówieśnic realizujących się zawodowo w karierach bizneswoman. Przeciwnie, cieszy się, że oto ona towarzyszy swym dzieciom w poznawaniu świata. Jest przy nich blisko w ich małych sukcesach i dziecięcych tragediach. Ona odbiera pierwsze uśmiechy, słyszy pierwsze słowa, towarzyszy pierwszym krokom, znajduje pierwszy ząbek. To ona jest mamą, a mama dla małego dziecka jest najważniejsza na świecie.

Ojciec w rodzinie powinien być prawdziwym mężczyzną mądrze miłującym i odpowiedzialnym. Ojciec ma w rodzinie swoje ważne miejsce, jest niezastąpiony. Tu nie tylko chodzi o zapewnienie bytu rodzinie. Chodzi o dawanie poczucia bezpieczeństwa wszystkim (zarówno żonie, jak i dzieciom) pod opiekuńczymi skrzydłami męża i taty. Jego rolę można porównać do ważnej roli kapitana na okręcie. Tym, którzy w tej chwili chcą protestować powołując się na równouprawnienie, zwracam uwagę, że kapitan w razie zagrożenia jest gotów oddać życie, by ratować załogę i pasażerów. Która z żon nie chciałaby mieć przy boku męża gotowego oddać życie za rodzinę? Prawdziwy kapitan na okręcie nie uprawia prywaty, ale troszczy się o powierzonych mu podopiecznych, nie bacząc na własny trud, zmęczenie czy niewygody. Mężczyzna sprawujący właściwie władzę (czytaj: służbę) w rodzinie rozwija się do granic ludzkich możliwości i... to właśnie jest podstawowym źródłem jego prawdziwego szczęścia. Jest jednocześnie skuteczną drogą do osobistej świętości, odnalezieniem raju na ziemi w rodzinie. Wystarczającą zapłatą za trud poświęcenia się dla rodziny jest dla mężczyzny świadomość, że oto pod jego skrzydłami wszyscy w rodzinie zmierzają ku dobru, ku zbawieniu.

Ukazać szczęście światu

Podstawą raju rodzinnego jest dobre i zgodne małżeństwo. Dopełniać go mogą dzieci, wnuki, czasem prawnuki... Byłoby najlepiej, gdyby takie rodziny nie kryły swego szczęścia i ukazywały je światu. By ludzie zaczęli mówić: Popatrzcie, jak oni się kochają. By pozazdrościli i zapragnęli takiego raju dla siebie, odrzucając fałszywe wizje szczęścia.

Wzbudzenie (albo rozbudzenie uśpionej) powszechnej tęsknoty w sercach ludzkich do życia w wiernej, trwałej, bogatej dziećmi, miłującej się rodzinie może spowodować odmianę świata. Wszak tęsknoty ludzkie stanowią ogromną moc napędową do działania. Będzie to zgodne z zaleceniem: zło dobrem zwyciężaj oraz wypełnieniem słów: poznacie prawdę i prawda was wyzwoli. Mam nadzieję, że tak się stanie...


Jacek Pulikowski - wykładowca na Politechnice Poznańskiej i na Podyplomowym Studium Rodziny przy Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Działa w Duszpasterstwie Rodzin i Stowarzyszeniu Rodzin Katolickich, założyciel i wieloletni prezes SRK Archidiecezji Poznańskiej. Publicysta, autor artykułów i książek o tematyce rodzinnej. Szczęśliwy mąż i ojciec.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Gwarantowany przepis na szczęśliwą rodzinę
Komentarze (33)
ZZ
Zrodzony z Ducha
27 grudnia 2015, 16:21
Rzuciałem okiem na artykuł, później scrolluje na dół, zaczyna się forum i... oczywiście zawsze to samo - hejt za hejtem. Ludzie jeśli wy się uważanie za chrześcijan to lepiej zrewiduje swoją wiarę. Pozdrawiam
-
--
28 lipca 2013, 00:26
Sam jesteś troll, i to paskudny.
-
-
27 lipca 2013, 19:22
przy piersi. . ...Głodnemu chleb na myśl, nieprawdaż, trollu - podszywaczu i świntuchu.
L
Lvcyna
27 lipca 2013, 17:31
Sorry, Alinka, ale najwyraźniej nie miałaś szczęścia obcować z facetem, który naprawdę nosi spodnie. Niczego kobiecie nie ujmuje, ze żyje w jedności i zgodzie ze swoim mężem, a wręcz przeciwnie: dopiero w poiczuciu spokoju i bezpieczeństwa możesz doświadczyć, do czego Bóg Cię uzdolnił. Wykształcenie, kariera, pieniądze, poczucie władzy i sprawstwa- to wszystko blednie i staje się bez znaczenia, gdy poczujesz dziecko przy piersi. A naprawdę można cieszyć się macierzyństwem, a potem  " babciowaniem", tylko gdy masz zapewnione bezwarunkowe wsparcie ojca dzieci.
A
Anglia
26 grudnia 2014, 17:13
Brawo Lvcyna!
A
alinka
13 czerwca 2013, 17:12
Z tym  kapitanem na okręcie, który sprawuje władzę to jakaś bzdura. Ja nie chciałabym takiego faceta, który sprawuje nade mną władzę. To chore. Mam dość inteligencji, inicjatywy i zdolności do poświęceń aby tę władzę sprawować na równi z mężem - i rozwijać się tak jak on - nie tylko w domu. Wiem, że Bóg mnie obdarzył zdolnościami  i aktywnością nie po to, abym z tego rezygnowała w imię jakichś dziwnych idei, które wymyślił jakiś tam pan.
M
msl
26 grudnia 2014, 12:43
Nie rozumiesz, o jaką "wladzę" tu chodzi, a to znaczy, że nie trozumiesz również, co to znaczy byc pełną kobietą (i mężczyzną). Szkoda, nie wiesz, co tracisz Ty i Twoja Rodzina ( o ile ją posiadasz). Poczytaj Pismo, tam są zawarte te "dziwne rady", a wymyślił je rzeczywiście "jakiś tam dziwny Pan".
K
Krzysiek
29 grudnia 2015, 11:21
Alinka, nie rozumiem Cię. Nie chciałabyć żyć z mężczyzną, który nie każe Ci się dokładać do czynszu, który pozwala Ci cieszyć się dzieckiem i nie pogania, abyś wrócila do pracy jak najszybciej? Czy naprawdę przeszkadzałby Ci mężczyzna, który by się o Ciebie troszczył i pomagał Ci gdybyś tylko tego potrzebowała?
B
bff
30 grudnia 2012, 01:07
"Podstawą raju rodzinnego jest dobre i zgodne małżeństwo." Pierwsze, albo drugie http://www.deon.pl/religia/wiara-i-spoleczenstwo/art,541,zeby-sie-nie-rozwiedli-drugi-raz.html bo trzecie już nie (w KK trzecie nie). W prawosławiu trzecie też, ale w KK tylko dwa. Bo nie każdy o tym wie.. My też do sierpnia nie wiedzieliśmy jak pieknie się nam Kościół rozwinął.
L
leszcz
19 października 2012, 23:28
Kasiu,dzięki za zrozumienie.Nie mam nic do protestantów,przeciwnie,darzę ich sympatią,ale wolałbym,byśmy w Kościele katolickim propagowali model małżeństwa oparty na kościelnych dokumentach niż na książkach protestanckich autorów takich jak Josh McDowell czy Gordon McDonald i inni,na których wzoruje się Pulikowski.Jak czytam jego książki,odnajduję w nich niektóre wizje Larrego Christensona,całkiem nie w duchu Jana Pawła II.
A
Anglia
26 grudnia 2014, 17:23
Przyklady przyklady przyklady prosze...
K
Kasia
19 października 2012, 21:06
 Leszcz dziękuję za twoją wypowiedz. Masz 100% racji. Szkoda tylko że portal deon jeszcze nauczania Jana Pawła II w kwestii małżeństwa nie rozumie. Woli opierać się na Pulikowskim który opiera się na wizji protestanckiej. Ja się z nim jako katoliczka kopletnie nie zgadzam. 
A
Anglia
26 grudnia 2014, 17:22
Jakies konkrety z tym Pulikowskim czy tylko tak piszesz zeby latwiej Ci bylo zignorowac trudne prawdy z jego ksiazek?
L
Lvcyna
26 grudnia 2014, 22:52
Z czym mianowicie sie nie zgadzasz? Że małe dziecko potrzebuje matki, a nie niani ani żłóbka, a kobieta będzie najszczęśliwsza, jeśli ma warunki , żeby w spokoju przez parę lat dzieci odchować? To jest zdroiwego rozsądku i elementarnego doświadczenia życiowego, a nie wiary.
K
Kasia
19 października 2012, 20:58
" Polecam lekturę Starego Testamentu, gdzie Rachela nazywa swego syna "Syn mojej boleści". Wówczas interweniuje Jakub i zmienia imię chłopca na Beniamin "Syn szczęścia". Ojciec ma władzę daną mu wprost od Stwórcy." Ale my nie żyjemy według starego testamentu tylko nowego
A
Anglia
26 grudnia 2014, 17:21
A gdzie w Nowym Testamencie jest ta zasada zniesiona?
H
Hmmm
18 października 2012, 23:52
Zatem rozumiem,że: 1.Kobieta wychowuje przez karmienie,odziewanie,opieranie,a mężczyzna przez chlubne wprowadzanie w świat wartości? 2.Kobieta realizuje sie przez dostosowanie się do wizji męża,a mąż przez realizowanie swoich,rzecz jasna,nie egoistycznych,wizji? 3.Kobieta realizuje się domowo,a mężczyzna i domowo i zawodowo? 4.Mężczyzna jest gotowy do poświęcenia życia za rodzinę,a kobieta-niekoniecznie?
A
Anglia
26 grudnia 2014, 17:14
Wyluzuj. Dojrzalosci zyciowej zycze na Swieta i wyleczenia sie z kompleksow. Pozdrawiam.
K
Kasia
18 października 2012, 17:57
 Nie widzę złego w tym że kobieta pracuje. Facet też może posprzątać i pomóc kobiecie.
A
Anglia
26 grudnia 2014, 17:17
Jesli musi (kierowana sytuacja finansowa rodziny, albo bo jest wdowa itp.) to oczywiscie nie ma w tym nic zlego ale jesli pracuje dla zaspokojenia swoich falszywie ukierunkowanych ambicji, zostawiajac dzieci z nianka to jest w tym jednak zlo. Sam pracuje z kobietami ktore przychodza do pracy, zostawiaja dzieci z obca osoba i chwala sie z duma jakie to ich kilkuletnie dzieci sa dobre w uzywaniu smartphone'ow. Sama rozwaz...
L
Lvcyna
26 grudnia 2014, 22:54
Nie choidzi o pomoc w sprzątaniu, bo akurat sprzątać i gotować może  może sam, jeśli tak akurat pasuje, ale o zdrowe rozumienie swoich ról i natury.
T
teresa
14 października 2012, 16:31
Rodzina- miejsce, w którym szanuje się cudze zdanie,ale nie narzuca go nieodwołalnie innym.Osoby,które żywią ku sobie życzliwy i zatroskany stosunek, więzi -jakie nie zgasną ,gdy ktoś jest inny, chory, z ciążą niechcianą[tatusiowie nie chce być dziadkami-egoiści]   Szczęśliwe rodziny- ludzie sobie oddani-jeden za wszystkich,dla wszystkich ,ze wszytkimi.
L
leszcz
14 października 2012, 15:49
Uczciwość wobec Jana Pawła II,którego dziś wspominamy jako Papieża Rodziny wymaga,by naprawdę wsłuchać się w to,co miał do powiedzenia na temat relacji małżenskich.Pulikowskiemu chwała za to,że propaguje większe i dojrzalsze zaangażowanie mężczyzn w życie ich rodzin,ale nie można przemilczać tego,że właściwie robi to bardziej w duchu protestanckich poradników niż w duchu Jana Pawła II.Pulikowski do papieskiego nauczania na temat małżenstwa i rodziny podchodzi w sposób twórczy i wybiórczy zarazem,bo np.chętnie nawiązuje do Familiaris Consortio,a pomija Mulieris Dignitatem,bo mu nie pasuje do koncepcji władzy męża nad żoną.To,że ktoś jest wziętym publicystą i mówcą,ma charyzmę i wolę naprawiania rodziny nie znaczy,że wszytskie jego teorie i tezy są prawdziwe czy zgodne z nauką Kościoła,który reprezentuje.
M
Mmm
13 października 2012, 21:45
1) rola ojca w rodzinie nie jest niezastąpiona. Dowodem tego są rzesze ludzi, którzy zostali wychowani przez samotne matki i funkcjonują w życiu tak samo dobrze jak ci, którzy wychowali się w tzw. pełnej rodzinie, 2) mężczyzna w rodzinie nie ma żadnej "władzy", gdyż nikt mu jej nie nadał, a jeżeli jemu samemu wydaje się, że ją ma, to znaczy, że ją sobie uzurpuje. Dobrze że Autor poprawił to słowo na "służbę", Polecam lekturę Starego Testamentu, gdzie Rachela nazywa swego syna "Syn mojej boleści". Wówczas interweniuje Jakub i zmienia imię chłopca na Beniamin "Syn szczęścia". Ojciec ma władzę daną mu wprost od Stwórcy. Serdecznie pozdrawiam :)
F
franek
13 października 2012, 21:23
Jacku! Masz dar pisania zwięźle i jasno o małżeństwie jako podstawie każdej rodziny. Pisz dalej! Jak można pomóc zranionym rodakom wychowanym w niepełnych lub pijackich rodzinach, by zrozumieli że to nie jest powód do atakowania w całości instytucji małżeństwa i rodziny.
L
leszcz
13 października 2012, 15:04
Prof.Krystian Wojaczek,teolog moralny i duszpasterz rodzin: Wobec utrzymujących się z jednej strony przekonań, również w kręgach katolickich, o podporządkowaniu żony mężowi i skrajnie różnych rozwiązań feministycznych, szczególnie aktualny staje się List Jana Pawła II do kobiet "Mulieris dignitatem". W numerze 24 tego listu papież wskazuje, jako zadanie ewangelizacyjne upowszechnianie poziomej relacji małżeńskiej, w której małżonkowie są sobie wzajemnie poddani. Por. Ef 5,21. "Chodzi tu o tzw. poziomość relacji małżeńskiej, czyli taki układ, w którym ani mąż, ani żona nie dominują. Tekst Mulieris dignitatem odwołuje się do Ef 5,21-32 i komentuje ten fragment. Papież wskazuje, że do jego poprawnego rozumienia kluczowy jest werset 21: Poddani bądźcie sobie wzajemnie... Ukazuje też szerzenie tej idei jako novum ewangeliczne i zadanie chrześcijan we współczesnym świecie, w którym położenie kobiety pozostawia wiele do życzenia. Jest to pierwsza oficjalna wykładnia tego fragmentu przez Magisterium. Na gruncie polskim np. J. Pulikowski stoi na stanowisku "pochyłości" relacji małżeńskiej, czyli dominacji męża. "
L
leszcz
13 października 2012, 15:00
c.d. Listy apostolskie są skierowane do ludzi, którzy żyli w obrębie tego samego sposobu myślenia i postępowania. Chrystusowa „nowość” jest faktem, stanowi jednoznaczną treść ewangelicznego orędzia i jest owocem Odkupienia. Równocześnie jednak ta świadomość, że w małżeństwie istnieje wzajemne „poddanie małżonków w bojaźni Chrystusowej”, a nie samo „poddanie” żony mężowi, musi stopniowo przecierać sobie szlaki w sercach, w sumieniach, w postępowaniu, w obyczajach. Jest to wezwanie odnoszące się odtąd do wszystkich pokoleń, wezwanie, które ludzie muszą podejmować wciąż na nowo. Apostoł napisał nie tylko: „W Jezusie Chrystusie... nie ma już mężczyzny ani kobiety”, ale napisał też: „nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego”. A jednak ile pokoleń trzeba było, ażeby ta zasada urzeczywistniła się w dziejach ludzkości przez zniesienie instytucji niewolnictwa! A cóż dopiero mówić o tych formach niewolniczej zależności ludzi i narodów, która nie zniknęła jeszcze z historii człowieka?Tymczasem wyzwanie ethosu Odkupienia jest jasne i definitywne. Wszelkie racje za „poddaniem” kobiety mężczyźnie w małżeństwie muszą być interpretowane w sensie wzajemnego poddania obojga w bojaźni Chrystusowej. Miara prawdziwej miłości oblubieńczej znajduje swoje najgłębsze źródło w Chrystusie, który jest Oblubieńcem swej Oblubienicy-Kościoła."
L
leszcz
13 października 2012, 14:57
Traktuje LITERALNIE Pawłowy tekst o poddaniu żony mężowi,tak jak to interpretują wspólnoty protestanckie.Natomiast o nauczaniu Jana Pawła II na ten temat nawet się nie zająknie.Jego słuchacze i czytelnicy nie mają świadomości,co napisał papież w Mulieris Dignitatem(1988): "O ile jednak w odniesieniu Chrystus-Kościół poddanie dotyczy tylko Kościoła, to natomiast w odniesieniu mąż-żona „poddanie” nie jest jednostronne, ale wzajemne! To właśnie jest w stosunku do „dawnego” wyraźnie „nowe”: jest nowością ewangeliczną. Znajdujemy szereg miejsc, w których pisma apostolskie wyrażają tę samą „nowość”, choć równocześnie dochodzi do głosu to, co „dawne”, co zakorzenione w religijnej również tradycji Izraela, w sposobie rozumienia i wyjaśniania świętych tekstów, jak np. w drugim rozdziale Księgi Rodzaju.[url=http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/listy/mulieris_note.html#p49][/url]
TZ
to znaczy ????
12 października 2012, 21:03
Co wy z tym Pulikowskim? On promuje bardziej protestancką niz katolicką wersję małżeństwa!
L
leszcz
12 października 2012, 16:16
Co wy z tym Pulikowskim?On promuje bardziej protestancką niz katolicką wersję małżeństwa!
Martino
Martino
23 października 2010, 13:48
Trzy drobne zastrzeżenia: 1) rola ojca w rodzinie nie jest niezastąpiona. Dowodem tego są rzesze ludzi, którzy zostali wychowani przez samotne matki i funkcjonują w życiu tak samo dobrze jak ci, którzy wychowali się w tzw. pełnej rodzinie, 2) mężczyzna w rodzinie nie ma żadnej "władzy", gdyż nikt mu jej nie nadał, a jeżeli jemu samemu wydaje się, że ją ma, to znaczy, że ją sobie uzurpuje. Dobrze że Autor poprawił to słowo na "służbę", 3) "prawo dziecka do poczęcia na skutek miłosnego aktu ojca i matki" - pierwsze słyszę. Radzę zapytać dzieci alkoholików, które poczęły się wskutek zgwałcenia ich matki przez pijanego ojca, czy są szczęśliwe, że poczęły się wskutek "miłosnego aktu". Nie wiem też  dlaczego autor używa nowomowy - to jest po prostu akt seksualny.
DB
dzieci bez rodziny
22 października 2010, 20:05
 to próbował zrobic Hitler. całe szczęście mu nie wyszło.
X
Xenomorph
16 października 2010, 00:45
Jacek Pulikowski, słynny twórca teorii z niczego, czyli ze swojej głowy...

Skomentuj artykuł

Gwarantowany przepis na szczęśliwą rodzinę
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.