Piotruś czy Pan?

Piotruś czy Pan?
Mimo tak wielu niby-walk, niby-zwycięstw, niby-podbojów, niby-wygranych nikt im nie przyznaje wszem i wobec w realnym świecie tytułu prawdziwego mężczyzny, bohatera, króla, kapłana, ojca, mędrca. (fot. shutterstock.com)
4 lata temu
Logo źródła: TakRodzinie br. Tadeusz Ruciński / slo

Chłopiec staje się mężczyzną przez podejmowanie zadań pozornie ponad jego siły i możliwości, bo tylko tak staje się silnym i przerastającym wciąż swoje ograniczenia.

Kiedy się czyta "Przygody Piotrusia Pana" (czy teraz "Piotruś Pan i Wendy"), to ów Piotruś jest zlepkiem marzeń większości chłopców: o nieograniczonej wolności i brawurowej odwadze, o podniecających przygodach i zwycięskich walkach, o nadludzkich możliwościach i spektakularnych popisach, o zdobywaniu, odkrywaniu, porywaniu, uwodzeniu i niekończącej się niedojrzałości w Nibylandii. Nawet powstał film o autorze baśni pt. "Marzyciel".

Cóż, marzenia były zawsze ważne jako inspiracje, ambicje, zaczątki dążeń i osiągnięć. Gorzej, gdy marzyciel zamykał się w owej Nibylandii, by uciec od prawdziwego życia, nigdy nie stając się ani mężczyzną, ani bohaterem, ani ojcem, ani czyimkolwiek przyjacielem. I ów marzyciel nigdy nie miał większych ku temu możliwości niż teraz.

Można bowiem uciekać od męskości w jej pozory czy… protezy, nawet przez długie lata, nigdy do niej nie dorastając. Od wieków bowiem we wszystkich kulturach chłopiec musiał według różnych rytuałów być poddany przejściu ze świata dzieci i kobiet do świata dorosłych mężczyzn. Niestety, w naszej kulturze tego teraz zabrakło, stąd mamy mnóstwo maminsynków i pętaków, a coraz mniej mężczyzn i ojców.

Na czym tak w wielkim skrócie polegało owo przejście chłopca i wtajemniczenie go w męskość?

  1. Na oderwaniu od matki i jej pieleszy
  2. Na pójściu za (duchowym) przewodnikiem
  3. Na przejściu przez kilka trudnych prób: odosobnienia, upokorzenia, głodu i pragnienia, zagrożenia i walki (upolowanie drapieżnika), przezwyciężenia strachu i bólu, doznania zranienia
  4. Na uroczystym pasowaniu-mianowaniu go na wojownika, łowcę, rycerza. Działo się to pod dyskretną opieką mężczyzn z rodziny czy szczepu, ale chłopiec musiał przewalczyć w sobie to, co słabe, tchórzliwe, samolubne, zarozumiałe, niesamodzielne, dziecięce jeszcze…

Po tym wtajemniczeniu już nie wracał do mamy i do dzieci, inaczej się ubierał, co innego już robił i był traktowany jak dorosły. Co teraz w naszej kulturze jest choćby namiastką takiego przejścia? Pójście do gimnazjum? Matura? Stopnie harcerskie? Fala w wojsku, którego już nie ma? Owszem, w kościele są jeszcze jakieś formy tegoż dla ministrantów, bierzmowanych, ale na pewno nie spełnia to swojej roli i nie jest jakimś progiem dojrzałości.

A jednak te odwieczne potrzeby wciąż w chłopcach są - nawet w tych wychowanych na przez same kobiety na maminsynków, pacyfistów i miłośników rzadkich żyjątek. Dlatego, gdy pojawiła się nowa przestrzeń eksploracji i coraz to bardziej perfekcyjnej symulacji poprzez komputer, gry i Internet, mnóstwo chłopców w najrozmaitszym wieku weszło w nią jako poszukiwacze skarbów, odkrywcy, łowcy, wojownicy i zabijaki, gladiatorzy i rycerze, magowie i kapłani, królowie i władcy, zdobywcy szyfrów i twierdz, brawurowi ryzykanci, zwycięzcy, donżuani i casanowy, komandosi i policjanci, demony i zbawiciele etc.

Ale także jako podglądacze, złodziejaszki, psotnicy, kawalarze, złośliwe gnomy, przebierańcy, tchórzliwi pozoranci, nałogowi kłótnicy etc. Wystarczy popatrzeć, jakie przybierają nicki, awatary, jakie przypisują sobie cechy, na ile forach bywają, ile dziewczyn uwodzą, jaką bronią operują, ile walk i gier wygrywają. Jacy są tam wspaniali, czarujący, nieskrępowani, niezwyciężeni, doskonali… tylko że wciąż w Nibylandii - z podobnymi sobie Piotrusiami Pan(i)ami i Kapitanami Hakami.

Tylko że mimo tak wielu niby-walk, niby-zwycięstw, niby-podbojów, niby-wygranych nikt im nie przyznaje wszem i wobec w realnym świecie tytułu prawdziwego mężczyzny, bohatera, króla, kapłana, ojca, mędrca. I im dłużej i sprawniej poruszają się w komputerowej Nibylandii, tym gorzej im idzie w szkole, w domu, w religii, w obowiązkach, w przyjaźniach, w pracy, w miłości, w ojcostwie, w wychowaniu. Tu są nadal tacy jak owi chłopcy - jeszcze nieoderwani od mam i niepoddani próbom, niewprowadzeni do świata prawdziwych osiągnięć i zwycięstw.

Co z tego, że tam przez setki godzin walczą i zwyciężają, jeśli tu tchórzliwie uciekają, przegrywają bez walki. Co z tego, że tam ryczą prawie jak lwy na forach, komunikatorach, portalach, jeśli tu nie potrafią rozmawiać, dyskutować, opowiadać dziecku, nauczać, przekonywać. I są wciąż jak Piotruś Pan - coraz bardziej nijacy i smutni, bo jest to kolor niedorastania i niespełnienia. Nie jest się bowiem panem, gdy się "panuje" nad wirtualnymi krainami, ale gdy się panuje nad sobą samym i prawdziwie męskimi wyzwaniami.

Ale do tego trzeba przestać być Piotrusiem, a stać się Piotrem jak ten rybak z Ewangelii. Ot, co…

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Piotruś czy Pan?
Komentarze (26)
S
Sławomir
3 stycznia 2015, 16:49
Daj mi Boże przykład dobrego mężczyzny a dojrzeję...
K
Kruszek
4 września 2014, 21:58
Gdyby tygodniowa głodówka, siedzenie w samotności w pokoju, opatrzenie sobie skaleczenia, wysłuchiwanie, jakim się jest śmieciem i zabicie jakiegoś nieszczęsnego stworzenia rozwiązało wszystkie moje problemy... 
J
Janek
4 września 2014, 10:00
Zgodzę się, że chłopiec potrzebuje próby, żeby stać się mężczyzną. Ale, według mnie, wystarczy próba jedna a porządna. I jest to dopiero początek jego prawdziwej drogi. Pisałem o tym na http://tinyurl.com/orgujca .
C
ceci.
3 września 2014, 15:00
Bardzo dobry artykuł. Rewelacyjny! Taki prawdziwy...
C
cvfder3434
2 września 2014, 15:45
dla prawdziwych facetów wkurzajacy.blogspot.com
AT
and thenjos
2 września 2014, 10:02
zakony doskonale pozwalają zachować postawę piotrusia pana, czasm przez całe życie
2 września 2014, 17:02
Jeśli się nie ma szczęścia, to tak mogą zatrzymać rozwój mężczyzny. (patrz -> brak dojrzałych ludzi w zakonie. Ale skąd nowicjusz ma o tym wiedzieć?) Z drugiej strony zakony taką inicjację umożliwiają - separacja od rodziców na kilka lat, dojrzałe przywództwo i kierownictwo duchowe, różne próby małych i dużych upokorzeń (niektóre zakony dalej praktykują próby pielgrzymki i żebrania o jedzenie)... elementy takie jak przyjęcie do zakonu, otrzymanie stroju zakonnego, śluby, święcenia są par excellence rytuałami wtajemniczenia i mianowania.
PJ
Paweł Jerzy Białek
1 września 2014, 23:48
Szanowny Autor zapomniał jeszcze o kategori niby-braci. Nie szkodzi. Zdarza się.
P
PODciśnienie
1 września 2014, 22:54
A dodajmy jeszcze do tej niedojrzałości mężczyzny uzależnienie lub współuzależnienie, to  jego żona/rodzina ma przechlapane lub przynajmniej pod górkę. [url]http://malzenstwojestdobre.pl/category/problemy-w-malzenstwie/przyczyny-problemow/dorosle-dzieci-alkoholikow/[/url]
M
mateusz
1 września 2014, 22:45
"coraz bardziej nijacy i smutni, bo jest to kolor niedorastania i niespełnienia." Chłopaki nie płaczą. Bardzo głębokie... Autor niewątpliwie ma szerokie horyzonty.
M
Michał
13 maja 2012, 14:27
Nie brakuje tego! Bardzo często jednak rodzice nie pozwalają swoim synom na to... Odbywa się to w skautingu, na co dzień, drużynowy (mężczyzna 19-24-letni) pracuje z zastępowymi (chłopcy 14-17-letni), a ci są przykładem dla swoich młodszych braci z zastępu. Zastęp, pod wodzą 16-latka, robi co tydzień samodzielne zbiórki. Jest to zadanie przekraczające możliwości 16-latka, ale sobie radzi i dzięki temu staje się silny. Tu krótkie info, jak działa zastęp w relacji Łukasza: http://skauci-europy.pl/o-nas/kim-jestesmy/harcerki-harcerze
H
hmm
27 marca 2012, 13:38
Ojciec Meisner wyróżnia trzecią płeć, którą nazwał "babą". To niezbyt mądre.
STANISŁAW SZCZEPANEK
STANISŁAW SZCZEPANEK
27 marca 2012, 13:34
 Ojciec Meisner wyróżnia trzecią płeć, którą nazwał "babą". To są osoby płci obojga, chore na syndrom Piotrusia Pana, niby kobiety, które nie chcą być matkami, i niby mężczyźni, nie chcący być ojcami.
Q
qwerty
26 marca 2012, 23:35
 Odróżnijcie się jakoś :(
K;
Kris ;)
26 marca 2012, 19:44
Genialne! Uderzam sie w piers bo prawdziwe. Dziekuje autorowi za przypomnienie kiku kwestii. ten post został napisany przez innego Krisa niż dwa pierwsze posty. Podszywanie sie pod innego nika jest niedojrzałe. Może to właśnie Piotruś Pan dał głos;) hhahahhaha. Ale ja tez jestem Kris...i wydaje mi sie ze to nie jest zarezerwowany nick. Pod nikogo nie chcialem sie podszywac poprostu pod takim nickiem komentuje tutaj artykuly pozdrawiam
:
:)))
26 marca 2012, 11:09
A co zrobić,kidy ma się za męża takiego ,,Piotrusia pana'',mimo że ma nie tylko dzieci ale i wnuki nadal nie ma szans by się zmienił. NIE SKUPIAĆ NA NIM CAŁEJ UWAGI.
B
B.
26 marca 2012, 10:46
A co zrobić,kidy ma się za męża takiego ,,Piotrusia pana'',mimo że ma nie tylko dzieci ale i wnuki nadal nie ma szans by się zmienił.
K
Kris
26 marca 2012, 10:06
Genialne! Uderzam sie w piers bo prawdziwe. Dziekuje autorowi za przypomnienie kiku kwestii. ten post został napisany przez innego Krisa niż dwa pierwsze posty. Podszywanie sie pod innego nika jest niedojrzałe. Może to właśnie Piotruś Pan dał głos;)
M
Mmm
26 marca 2012, 09:43
 Rzeczywiście nie posiada imprimatur. Nie wiem czy wiesz ale główny bohater nie odrzucił małżeństwa jako takiego. Jego żona postanowiła go zostawić.
D
dopowiedzenie
26 marca 2012, 09:11
Tak się składa, że obejrzałem film "Marzyciel". Napiszę, że bardzo mi się podobał, bo opowiada o mężczyźnie, który posiada wyobraźnie i serce chłopca, nie tracąc niczego ze swojej odpowiedzialności i roztropności. Przygarnia matkę trojga chłopców i rozpala w niej i dzieciach pragnienia, przewyższające zwykłą, szarą codzienność. Polecam. "Marzyciel" - w dodatku rozwala swoje małżeństwo, zapomniałes dodać.
K
Kris
26 marca 2012, 08:39
 Genialne! Uderzam sie w piers bo prawdziwe.  Dziekuje autorowi za przypomnienie kiku kwestii.
K
Kris
26 marca 2012, 06:55
"Oblicza męskości" http://www.youtube.com/watch?v=IzxkELUG61U Polecam. Może jakiś Piotruś Pan się nawróci:)
M
Mmm
26 marca 2012, 00:10
 Tak się składa, że obejrzałem film "Marzyciel". Napiszę, że bardzo mi się podobał, bo opowiada o mężczyźnie, który posiada wyobraźnie i serce chłopca, nie tracąc niczego ze swojej odpowiedzialności i roztropności. Przygarnia matkę trojga chłopców i rozpala w niej i dzieciach pragnienia, przewyższające zwykłą, szarą codzienność. Polecam. Odnośnie maminsynków itd. to na piszę, że ja takim maminsynkiem byłem (jestem). Nie piszę tego by się wyżalić na zły świat, kryzys ojcostwa etc., bo wiem że to tylko jałowe ględzenie.  Autor napisał, że mężczyzna musi wyjść z matczynych pieleszy, znaleźć przewodnika duchowego, przejść niebezpieczne próby i zostać uroczyście pasowany na rycerza, wodza czy kogoś innego. Mieszkam z rodzicami. Ze względów ekonomicznych. Mój tato nie był moim przewodnikiem. Nie znalazłem nikogo takiego ani w kapłanach, ani nauczycielach. Przeszedłem niebezpieczne sytuacje ale paradoksalnie nie zdobyłem Pięknej i złota jak to niektórzy autorzy "nurtu męskiego" piszą. Straciłem to. I dobrze. Nie pokonałem smoka (ten "smok" mnie zeżarł). Nikt mnie uroczyście nie wprowadził do grona mężczyzn. Nie byłem w harcerstwie, wojsku, nie kopię piłki. I wiesz co drogi Autorze jest najdziwniejsze?  Jestem Mężczyzną
J
JT
26 marca 2012, 00:02
Niezła zajawka. Autor zasugerował wiele problemów...ale mało rozwinąl. Czekam na więcej.
J
Justyna
25 marca 2012, 23:31
dla mnie wbrew pozorom to nie wina za małych, ale często zbyt dużych, a przy tym za mało indywidualnych wymagań wobec chłopców, dorastających chłopaków i mężczyzn. wzyscy są wepchnięci w tryb nieustającej prawie edukacji, która nie pozwala lub nie daje czasu na to, żeby stać się mężczyzną. przed większoscią chopaków są postawione te same wymagania, bez względu na predyspozycje, możliwości, chęci... z resztą - nikt nie spojrzy na ich SERCE. na pragnienia...znam wielu takich, którzy wystraszeni po ukonczeniu studiów dopiero spojrzeli na siebie, i nie wiedzieli kim są. na zadnym etapie zycia rodzice nie powiedzieli im - mozesz wybrac, zadecyduj, ale w wieku lat 5 czy 10 już bylo wiadomo, że skoncza studia, i to da gwarancję...nie wiadomo tylko czego. tak więc zagonieni, pokonczyli 1, 2 lub 3 nieprzydatne lub przypadkowe fakultety, byle w ogole coś, byle wiecej, bo wiadomo - im wiecej tym lepiej. wysilili się tez przy tym rodzice nie mało - bo finansowo wspierali ich do konca... w tym czasie nie bylo chwili oddechu, fizycznie wiec dojrzali 25-latkowie, po studiach czekają na kolejne zadanie domowe....dopiero wtedy okazuje się, że zaległości trzeba nadrabiać jesczez ze szkoły podstawowej.
K
Kris
25 marca 2012, 22:12
Dajmy Piotrusiom Panom żyć. Nie mówmy im, że są mamisynki to jest bardzo upokorzające. Kultura rodzi taką pokusę w którą dużo ludzi wchodzi i faktycznie wpadają w przeciągającą się niedojrzałość. Zabiegając o dojrzałe społeczeństwo nie wylewajmy dziecka z kompielą. Dużo tych Piotrusiów po prostu nie wiedzą w czym tkwią i jest duża potrzeba obecności w ich otoczeniu punktów odniesienia z których będą mogli czerpać inspircję. Zadaniem rodziny jest sworzyć im warunki do rozwoju i szanse na znalezienie  odpowiedzi na najwarzniejsze pytania.  Trzeba im też trochę zaufać, że wyjdą z tej niedojrzałości. Ja nie chciał bym słuchać tyle gorzkich słów na swój temat dlatego bronie Piotrusiów jako ludzi w deficycie rozwojowym, którą można przezwyciężyć. Niebezpiecznie wydłużające się dzieciństwo w dużej mierze powstało na skutek procesów gospodarczych(mam na myśli kryzys ojcostwa powstały przez zaangażowania ojców na rzecz pracy kosztem rodziny , rodzinnych i środowiskowych uwarunkować, zdrowotnych przypadości i.t.p. Uważam , że artykuł postawił dobrą diagnozę , jednak rozwiązanie problemy jest bardzo złożone. Wymaga wielopłaszczyznowego spojrzenie na sytuacje, konkretnych przypadków. Generalizując wpychamy wszystkich do jednego worka. A w tym worku są przecież ludzie ze swoimi wątpliwościami, zagubieniem.

Skomentuj artykuł

Piotruś czy Pan?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.