Po co duszy ciało?

(fot. Peter Smile / flickr.com)
Jacek Borkowicz / DEON.pl i Laboratorium Więzi

Wiara w istnienie człowieka jako istoty cielesno-duchowej jest dla chrześcijanina oczywistością. Znacznie trudniej już przychodzi mu doprecyzować istotę relacji, jakie zachodzą pomiędzy tymi dwoma podstawowymi elementami człowieczeństwa. Co to znaczy, że dusza jest nieśmiertelna, jak uczy nas jedna z tradycyjnych prawd wiary? A właściwie dlaczego człowiek składa się z ciała i duszy? Czy nie prościej byłoby Panu Bogu stworzyć nas, ludzi, jako istoty wyłącznie duchowe? I na co duszy potrzebne jest ciało? Listę podobnych pytań można by ciągnąć dalej.

Pierwsi chrześcijanie nie zastanawiali się zbytnio nad fenomenem duszy, gdyż odziedziczyli po swoich żydowskich poprzednikach w Przymierzu integralne spojrzenie na istotę ludzką. Syntetycznie i trafnie opisał to ks. Tomasz Kot w tekście "Ciało miejscem spotkania z Bogiem", nie czuję więc potrzeby powtarzania. Wspomnę tylko, że dla Żydów dusza nie istniała jako samodzielny byt - była po prostu żywą istotą. Tak też należy rozumieć owo tchnienie, którym Stwórca wypełnił figurę człowieka, ulepioną przez siebie z prochu ziemi (Rdz 2, 7). Człowiek ożył i osiągnął pełnię swojego jestestwa, stając się nefesz; to hebrajskie słowo możemy tłumaczyć jako "dusza", ale w takim znaczeniu, w jakim mówiło się kiedyś o "dobrej duszy" (czyli dobrym człowieku), która pomogła ubogiemu, lub o "trzech tysiącach dusz" (czyli wiernych) zamieszkujących terytorium jakiejś parafii.

Dusza oznaczała więc tutaj całego człowieka i w żaden sposób nie była rozumiana jako byt rozpatrywany oddzielnie od ciała. Z czasem jednak judaizm, a przynajmniej niektóre jego nurty, dopuścił istnienie duszy jako osobnej kategorii istnienia.

Święty Augustyn, neoplatonik, opisywał człowieka jako związek ciała i duszy, podkreślając odrębność obu elementów. Przy czym dusza była dla niego egzystencją, która decyduje o indywidualnej ludzkiej osobowości. Taki sposób rozumienia duszy i jej atrybutów utrwalił się do dziś w myśli chrześcijańskiej.
Z kolei gnostycy uznali ciało za złą, a przynajmniej skażoną część ludzkiej natury, zaś walkę duszy z ciałem proklamowali jedyną drogą do zbawienia. Mimo że Kościół potępił gnostycyzm jako herezję, również i jego dziedzictwo, jakim jest negatywny stosunek do ciała i cielesności, przetrwało w chrześcijaństwie do dzisiaj.

DEON.PL POLECA

Na koniec wypada jeszcze odpowiedzieć na postawione w tytule pytanie. Po co duszy ciało? Odpowiedź jest prosta: po to, by człowiek - czyli "dusza", jak mówili nasi pradziadowie - mógł się doskonalić. Czysty, nie wcielony duch tego nie potrafi. Dynamika, zmiana, jest atrybutem świata stworzonego, a więc materialnego Kosmosu. Dlatego też Bóg, pragnąc by ludzie stali się tacy jak On, sam wcielił się w człowieka, by oddać swoje ciało oprawcom na Golgocie, rozdzieliwszy je przedtem uczniom w Wieczerniku.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Po co duszy ciało?
Komentarze (13)
W
Wuk
21 października 2013, 15:44
U Arystotelesa natomiast dusza nie jest psychiką, duszę mają również kamienie czy drzewa. Świadomość jest jedynie skutkiem pewnych aktywności naturalnych. Wyraźnie do tego nawiązał św. Tomasz. Świadomość tworzą u niego akty władz (rozumu, woli, władz zmysłowych i wegatatywnych) które z kolei są aktami (władzami) duszy. W ramach analizy danych świadomości do żadnej duszy dość się nie da. Człowiek nie doświadcza własnej duszy. Duszę można tylko "wyrozumować" tj. postulować jej istnienie na drodze metafizycznego uniesprzecznienia doznawanych faktów. Jedynym faktem jaki uniesprzeczniamy pojęciem duszy jest właśnie doświadczenie "abstrakcyjności" naszego poznania i chcenia. W ramach metafizycznego wyjaśniania przyjmuej się zatem, że przyczyną niematarialnej aktywności jest niematerialna dusza, która będąc aktem (istnieniem) ciała organizuje sobie to ciało, wraz z mózgiem do stosownej aktywności. Tomasz przeciwstawia się zatem przeświadczeniu, że doświadczalnie wiemy, iż mamy dusze. Rozumienie tomaszowe daje się łatwo integrować z neurobiologią a potoczne pojmowanie duszy nie.
W
Wuk
21 października 2013, 15:44
Druga rzecz to sama treść pojęcia duszy. Co to znaczy dusza, czyli czym jest dusza? Semantyka tego pojęcia zmienia się historycznie i to w sposób beznadziejnie różnorodny. Które znaczenie jest prawdziwe a które to tylko fantazja? Nie mam pojęcia. W Starym Testamencie dusza to tyle co "oddech", "tchnienie" (heb. baasar). W tym sensie Jezus na krzyżu "wyzionął ducha". Kto dziś tak rozumie duszę? U św. Pawła mamy już ducha, duszę i ciało oraz życie wg ducha i życie wg ciała. Wg Jezusa to z ducha (wnętrza) człowieka biorą się grzechy a wg św. Pawła odwrotnie, skażone jest ciało, dusza jest w zasadzie cacy ("albowiem w moim ciele nie mieszka dobro lecz zło, łatwo mi bowiem chcieć, lecz wykonać nie"). Wydaje się to żąglerką metaforami. Późniejsza teologia przejeła wszystkie możliwe pojęcia duszy. Najsilniejsze piętno odcisneła jednak propozycja św. Augustyna utożsamiająca duszę ze świadomym psychizmem. W tej tradycji pierwszoosobowe stany mentalne tzw. qualia opisywane w ramach dzisiejszej neurobiologii czy kognitywistyki jako emergencje układu nerwowego to są stany duchowe wg dawnych tradycji religijnych. W ten sposób dusza "wyparowuje".  Jak dusza może być emergencją układu nerwowego? Niekórzy obchodzą to, twierdząc, że dusza-świadomość nie ma nic wspólnego z mózgiem. W ten sposób mózg staje się opozycją do duszy-świadomości i w zasadzie jej wrogiem np. powodem uzależnień a ostatecznie uzależnienia od samego życia, skoro utrzymanie organizmu przy życiu jest celem mózgu.
W
Wuk
21 października 2013, 15:42
Pojęcie duszy może i musi być projekcją mózgu, jeśli w ogóle ma być pojęciem (nie ma pojęć poza mózgiem), ale to nie treść pojęć decyduje o tym, co istnieje a co nie. Niekiedy formułuje się dziwaczne argumenty, że skoro wymyślamy pojęcie Boga (duszy), to Bóg (dusza) jest naszym wymysłem. Tak jakby Bóg czy dusza mieli istnieć tylko wtedy, gdybyśmy o nich nie myśleli. To co istnieje, nie zależy od słów, ani od pojęć. 
L
Legion
31 marca 2013, 16:04
Najwyższy czas zadać sobie pytanie, czy przypadkiem nie jest tak, że ludzie którzy czują się ateistami - nie mają po prostu duszy, tak jak nie mają jej zwierzęta czy rośliny. Może tak właśnie jest - Ci którzy w żadnego boga nie wierzą - nie wierzą, bo nie mają duszy i sprawy metafizyczne są im obce. Nie czują ich. W związku z tym wszelkie religijne prawa obyczaje, zasady ich nie dotyczą. Człowiek bez duszy umiera, a jego materia rozkłada się, pierwiastki wracają do ziemii, dzięki cyklom geochemicznym.
LM
Le Mur
26 marca 2012, 22:21
Bo ciało ma układ nerwowy i jak cierpi to już na całego, a cierpienie jest esencją naszego wyznania. a jednak: http://www.dailymotion.com/video/xf8rm2_madagaskar-wyginam-ymiayo-ciayo_animals
K
KK4JV
26 marca 2012, 14:56
Bo ciało ma układ nerwowy i jak cierpi to już na całego, a cierpienie jest esencją naszego wyznania.
DS
Duns Scot II
26 marca 2012, 14:53
Czy wogóle coś takiego jak dusza istnieje? Czym ona jest? Czyż nie jest to projekcja naszego mózgu? Zdolnego do stworzenia najbardziej abstrakcyjnych pojęć? No własnie, po co ciału dusza??? Co za mechaniczne myślenie "po co", skąd", "dokad". Po prosu jest. A pytanie jest: jak się ma wymiar duchowy do materialnego, osobowy do biologicznego.
EE
Edwrd Engels
26 marca 2012, 14:50
Czy wogóle coś takiego jak dusza istnieje? Czym ona jest? Czyż nie jest to projekcja naszego mózgu? Zdolnego do stworzenia najbardziej abstrakcyjnych pojęć? No własnie, po co ciału dusza???
?
?
26 marca 2012, 14:17
no własnie, po co??
A
artur
26 marca 2012, 11:53
Czy wogóle coś takiego jak dusza istnieje?  Czym ona jest? Czyż nie jest to projekcja naszego mózgu? Zdolnego do stworzenia najbardziej abstrakcyjnych pojęć?
M*
Maciek ***
26 marca 2012, 11:30
TEKST SUPER - DZIEKUJE !!!
H
HK
26 marca 2012, 10:49
Tekst wreszcie trochę jaśniejszy od poprzednich, obciążonych platonizmem i manicheizmem. A Guardini dopowiada w "O rzeczach ostatecznych" o tym "rozdzieleniu" duszy od ciała po śmierci jako o potencjalności tego, co nazywamy duszą ludzką, w czym (raczej w kim) zawarte jest wszystko, co razem z ciałem leżącym w grobie przeżyło - czyli też jego, człowieka, cała historia (z otoczeniem "konkretnego" ciała: domem, ogrodem,rodziną, relacjami itd.). I to wszystko ożyje w Dniu Ostatecznym w Pawła "ciele duchowym", czyli już nie narażonym na rozdźwięk między tymi "dwoma" składnikami, czyli tak naprawdę jakąś fikcją, która nas tu na ziemi trapi, a która tak szeroko rozlewa się po współczesnym, wirtualnym świecie.
K
Klara
26 marca 2012, 09:37
Super tekst! Dziękuję Autorowi. O sprawach arcytrudnych i arcywaznych mówi się tu w sposób jasny, klarowny i traktujacy dorosłego człowieka, jak dorosłego a nie - jak to niestety bywa nierzadko w kazaniach i rekolekcyjnych naukach - jak dziecko, ktoremu opowiada sie historie w rodzaju np., że Sąd Ostateczny będzie odbywał się w czymś w rodzaju sali kinowej, gdzie każd z nas będzie oglądał nakręcony przez siebie film z wałsnego zycia i wtedy wszystko wyjdzie na jaw i Pan Bóg nas osądzi itp, itd.