Każde z nas kogoś drażni, prawda?

Każde z nas kogoś drażni, prawda?
Jedno drażni. Drugie drażni. I nie znajdują sposobu, jak sobie to powiedzieć, jak to rozwiązać, zmienić... (fot. kharied / flickr.com)
8 lat temu
Eduard Martin / slo

Moja znajoma R. jest zachwycona pewnym psychiatrą, którego przypadkiem poznała w pociągu i który wysłuchał jej skargi i udzielił jej rady. Ponieważ nie wiem, jak często ów psychiatra jeździ pociągiem i udziela tej rady swym bliźnim, postanowiłem podać ją do publicznej wiadomości — myślę, że jest znakomita.

R. należała do osób, które z nikim nie mogą się zżyć, nie mają na świecie żadnych przyjaciół, koleżanek, kolegów. Od dzieciństwa żyła wewnętrznie osamotniona, nikomu nie zależało na tym, by się z nią zaprzyjaźnić, a jej zresztą też nie.

Nie rozumiała się z rodzicami, z rodzeństwem, z nauczycielami. I oto kiedyś w pociągu, którym jechała, pewien starszy pan o mądrych oczach wdał się z nią w rozmowę. Rada, którą od niego otrzymała, była prosta.
— Każde z nas kogoś drażni — powiedział starszy pan. — Jeśli zrozumiemy, czym swoich bliźnich drażnimy, możemy zmienić całe nasze życie. O ile, oczywiście, postanowimy, że tym, czym ich drażnimy, nie będziemy ich drażnić.

Poradził R., aby sobie przygotowała zeszyt i zapisywała w nim nie tylko to, co mu wtedy w pociągu mówiła, a mianowicie czym ją drażnią i uprzykrzają życie bliźni, ale przede wszystkim to, czym jej zdaniem ona drażni ich.
Całkiem szczerze. Tego zeszytu nikt poza nią nie będzie nigdy czytał.

Kiedy zaczęła zapisywać, początkowo nic jej nie przychodziło na myśl i strony zeszytu pozostawały puste. Potem jednak wzięła się do tego na dobre. Spróbowała czegoś niezwykłego: być tymi drugimi — nie tylko krytykować ich i bronić się przed nimi, ale oceniać siebie tak, jakby była nimi. Podobno stało się to nawet zabawne.

I strony zeszytu, w którym spisywała swoje obserwacje, powoli się zapełniały — a zapełniały się tym, co by jej dawniej nigdy nie przyszło na myśl. Na każdej stronie było nazwisko którejś z osób, z którymi żyła w niezgodzie. Była tam strona jej ojca, jej matki, jej dziadka, rodzeństwa, sąsiadów — każdy miał swoją stronę, na której R. zapisywała w ciągu kolejnych dni wszystko, co w odniesieniu do nich i do siebie zaobserwowała. Starała się odkryć wielką tajemnicę: czym drażni bliźnich. Kiedy zeszyt został zapisany, zrobiła sobie kawę i uważnie go przeczytała, podkreślając to, co uznała za ważne.

A potem zeszyt spaliła. Nie potrzebowała go zachowywać, dobrze pamiętała, w czym jej pomógł. Dobrze pamiętała oczy tych drugich, którymi teraz patrzyła na siebie, i nie sposób było zapomnieć o tej zdumiewającej postaci, która jej się ukazała, kiedy przestała patrzeć na siebie tylko swym dawnym własnym urażonym spojrzeniem.

Myślę, że jest to rzeczywiście operacja, jak to nazywała R., opowiadając mi o tym, co robiła. Człowiek musi sobie operacyjnie usunąć wiele wygórowanych wyobrażeń o swej doskonałości, musi przyjąć prawdę o tym, co rzeczywiste.

Kiedy się spotka dwoje ludzi i zaczyna rozmawiać o życiu, zwykle zaczynają opowiadać o tym, co ich w życiu drażni. Mówią o ludziach w swoim otoczeniu i o cierniach, jakie ludzie ci rozsypują na ich drodze. Zapominają przy tym o tych cierniach, które oni sami rozsypują przed bliźnimi na drodze — o cierniach bolesnych dla innych, a dla nich niewidocznych. Na pewno wiele rzeczy na świecie nas drażni. Na pewno wielu ludzi nas drażni. I niemało jest tych, którzy nas drażnią prawdziwie. Jeśli jednak będziemy się tym zajmować z tego tylko punktu widzenia i stokroć powtarzać to, co i tak dobrze wiemy, na nic nam się to nie przyda. Przecież i my kogoś drażnimy.

Kogo? Dlaczego? I co z tym zrobić? Na wszystkie te pytania trudno nam będzie odpowiedzieć, dopóki nie zdecydujemy się otworzyć zeszytu i spisać na jego kartkach imiona swoich bliskich...

Adwokaci specjalizujący się w sprawach rozwodowych mówią, że w większości przypadków, którymi się zajmują, zniechęcenie do dalszego współżycia nie wynika z żadnych poważnych powodów, lecz z błahostek. Jedno drażni. Drugie drażni. I nie znajdują sposobu, jak sobie to powiedzieć, jak to rozwiązać, zmienić...

Zwykły zeszyt jest znacznie tańszy niż koszty związane z rozwodem, a czas potrzebny na zapisywanie znacznie krótszy niż ten potrzebny na procedurę rozwodową i wiążące się z nią komplikacje. Nie mówię już nawet o tych wielkich tragicznych skutkach, jakie towarzyszą rozcięciu dwóch serc, które kiedyś były zrośnięte, szczęśliwie zrośnięte. Nie mówię o komplikacjach, jakie występują, kiedy od serca matki albo serca ojca odcięte zostają serca dzieci, które były z nimi złączone. Szczęśliwie zrośnięte. Tak czy inaczej, warto tę próbę podjąć.

Kiedy zobaczymy siebie, jakimi rzeczywiście jesteśmy, i swoich bliźnich, i jakimi rzeczywiście są oni, kiedy zobaczymy nasze relacje z nimi wyraźnie, niczego nie ukrywając, nic przecież na tym nie stracimy...

Tego, kto was najbardziej na świecie drażni, możecie wpisać na pierwszej stronie. Ale potem już, zgodnie z radą, jaką otrzymała R., nie pisać, czym ten człowiek drażni nas, ale czym drażnimy go my. Jest to uchwyt, którym możemy ująć wiele swych trudności — uchwyt, którym możemy je ująć i odrzucić.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Każde z nas kogoś drażni, prawda?
Komentarze (7)
PP
prawdziwy powód tkwi w
27 stycznia 2013, 00:35
Zwykły zeszyt jest znacznie tańszy niż koszty związane z rozwodem, a czas potrzebny na zapisywanie znacznie krótszy niż ten potrzebny na procedurę rozwodową i wiążące się z nią komplikacje. ... Ha, ha, ha. Gdyby szło o koszty lub o czas, to pół biedy. Prawdziwy powód tkwi w złej woli.
B
bess
16 stycznia 2013, 10:55
no ale skad mam wiedziec czym draznie innych.moze ja dla siebie nie draznie nikogo i nie widze jakis wad,a oni tak.
B
Beata
13 stycznia 2013, 16:54
To jest właśnie sedno- spróbować patrzeć na siebie oczami naszych bliźnich
J
ja
8 stycznia 2013, 21:59
Swietne!
AC
Anna Cepeniuk
8 stycznia 2013, 19:15
Świetny tekst i potwierdza to co w którejś z ksiażek Anselam Gruna wyczytałam........ Coś co mnie zastanowiło i okzało sie prawdą........ " To czego w nas nie ma, nie denerwuje nas"...... A więc rozpoznając to czym my drażnimy innych, może byc dla nas bardzo pomocne w naprawieniu relacji.
E
Ewa
15 marca 2012, 14:36
 Owszem ludzie nas draznią i my ludzi draznimy. Pomijajac ewidentne ekstremalne  sprawy i skupiając sie na tych codziennych - to czym ludzie nas draznia - to nasz problem. To problem naszego postrzegania innych i naszych problemów które w nich widzimy. najczesciej urazy z dzieciństwa. Podobnie jest z tym co w nas drazni innych. To ich problem, nie nasz. Oni go muszą rozwiązac nie my.I tylko rozwiązanie tych problemów skutkuje zmianą sytuacji na lepsze. 
maria
maria
15 marca 2012, 12:08
 Tak doskonale ujął te problemy Jan Paweł II w athortacji o rodzinie.

Skomentuj artykuł

Każde z nas kogoś drażni, prawda?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.