Ja nie odpowiadam za swoje uczucia!

Ja nie odpowiadam za swoje uczucia!
Jedne spośród moich reakcji emocjonalnych są dobre, inne mogą być czynnikiem autodestrukcji (fot. sindorella / flickr.com)
John Powell SJ / slo

Wielu z nas dorastało w błędnym przekonaniu, że nie odpowiadamy za nasze uczucia. Mogło to być prawdą, póki byliśmy niemowlętami, a nawet dziećmi. Nie było wówczas w nas dorosłego, który mógłby uporządkować informacje i emocje. W pewnym sensie byliśmy zdani na łaskę otaczających nas starszych.

Kiedy jednak dorośliśmy, sytuacja się zmieniła. Emocje nadal narastają w nas szybko i spontanicznie, tyle że jako odpowiedzialni dorośli doznajemy tych uczuć w pełni i swobodnie, a następnie podejmujemy świadome decyzje co do ich dojrzałego i twórczego wyrazu. Być może później, w chwili refleksji, będziemy mogli odnaleźć korzenie naszych spontanicznych uczuć. Dlaczego zareagowałem w taki sposób?

Definicja emocji brzmi: spostrzeżenie, którego efektem jest wyolbrzymiona reakcja fizyczna. Skoro emocja jest spostrzeżeniem i wynikającą z niego reakcją fizyczną, nie moglibyśmy odczuwać emocji, gdybyśmy nie posiadali umysłów i ciał. Jeżeli na przykład postrzegam cię jako przyjaciela, moją reakcją fizyczną na ciebie będzie zadowolenie i spokój. Emocjonalną - przyjemność odczuwana na twój widok. Jeśli natomiast postrzegałbym cię jako wroga, reakcją fizyczną byłaby walka lub ucieczka. Napięłyby się moje mięśnie, podskoczyłoby tętno. Lękałbym się ciebie i tego, co mógłbyś mi zrobić lub powiedzieć.

Być może nie potrafiłbym zapanować nad tą reakcją emocjonalną, ale wiedziałbym, że jest ona spowodowana przez coś we mnie: sposób, w jaki postrzegam ciebie. To postrzeganie może być poprawne lub nie. Mogą mieć na nie wpływ wcześniejsze doświadczenia. Z całą pewnością jednak jest we mnie to coś, co sprawia, że reakcja emocjonalna jest taka, a nie inna.

Przykład najłatwiej znaleźć w sali wykładowej. Często przedstawiam to tak moim studentom:
- Wyobraźcie sobie, że któryś z was wychodzi wściekły z tej sali. Głośno wyraża swoje niezadowolenie ze mnie i z moich umiejętności pedagogicznych. Co ja bym poczuł w takiej sytuacji?
Studenci odpowiadają zazwyczaj bez wahania:
- Byłbyś wściekły. Przypomniałbyś temu studentowi, że znasz jego nazwisko.
Któryś się nie zgadza:
- Nie, czułbyś się zraniony. Przecież starasz się być jak najlepszym nauczycielem. Zrobiłoby ci się przykro, że twój wysiłek spotyka się z taką reakcją.
Jeszcze inny oświadcza:
- Wydaje mi się, że czułbyś się winny. Poprosiłbyś tego studenta, żeby wrócił i dał ci jeszcze jedną szansę. Może wybąkałbyś nawet coś w rodzaju przeprosin.
Ktoś ze studentów niemal zawsze zakłada, że czułbym współczucie:
- Zrobiłoby ci się żal tego chłopaka. Uznałbyś, że nie potrafił zapanować nad sobą.

Pod koniec dyskusji mamy zazwyczaj zbiór około dziesięciu-jedena-stu moich możliwych reakcji. (Osobiście mam zawsze wrażenie, którego nie wypowiadam na głos, że studenci ujawniają swoje projektowane reakcje i uczucia.) Sugeruję wówczas, że mógłbym zachować się w każdy z zaproponowanych sposobów, i dodaję z naciskiem:
- Zapamiętajcie to: rzeczywiście istnieje wiele możliwych reakcji, sposobów zachowania się w takim przypadku. Nie mogę mieć pewności, jak bym naprawdę postąpił.

Jednego tylko mogę być pewny: moja reakcja emocjonalna nie będzie uzależniona od studenta, który wyszedł z sali, lecz raczej od czegoś, co jest we mnie. Taka osoba może jedynie pobudzić do reakcji. Za konkretną reakcję emocjonalną będzie odpowiedzialne coś we mnie. Moje mniemanie o sobie, własna ocena mojej pracy dydaktycznej, znaczenie, jakie nadaję omawianemu zagadnieniu - to wszystko jest we mnie i to zadecyduje o mojej reakcji emocjonalnej w tej właśnie sytuacji. Muszę wziąć za to całkowitą odpowiedzialność.

Jedne spośród moich reakcji emocjonalnych są dobre, inne mogą być czynnikiem autodestrukcji. Dlatego rozważając reakcję emocjonalną w danej sytuacji, powinienem cofnąć się do spostrzeżenia, od którego wszystko się zaczęło. Mogę się nad nim zastanowić, przywołać je ze szczegółami, mogę wręcz spróbować zmienić to spostrzeżenie. Niewykluczone, że powinienem przyjrzeć się sprawie jeszcze raz. Możliwe, że ty starałeś się okazać mi życzliwość, a nie wprowadzić mnie w zakłopotanie. Możliwe, że ja mam poczucie niższości i zamiast się do tego przyznać, chciałem się ukryć za zasłoną żartów. Wiem tyle: jeśli zakwestionuję i może nawet zmienię moje postrzeżenia, zmienią się także moje reakcje emocjonalne.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Ja nie odpowiadam za swoje uczucia!
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.