(fot. shutterstock.com)
José Antonio Marina / slo

Zawsze intrygowało mnie, dlaczego tak niewielkim zainteresowaniem naukowców cieszy się zjawisko łatwowierności: nadmiernej łatwości, z jaką wierzymy w różne rzeczy. Jestem zdania, że rasa ludzka jest łatwowierna z natury, to znaczy, że zaopatrzona jest w skuteczne i nieświadome mechanizmy prowadzące do powstawania sądów i przekonań.

Przekonanie to pewien umysłowy nawyk, to coś, do czego się dochodzi przez wielokrotne powtarzanie. Ten mechanizm uczenia się jest spadkiem po naszych zwierzęcych przodkach. Proszę sobie przypomnieć psa Pawłowa. W eksperymencie Pawłowa na chwilę przed podaniem psu jedzenia dzwonił dzwonek, co powodowało, że po jakimś czasie pies zaczynał się ślinić na sam dźwięk dzwonka. W naszych ludzkich kategoriach wygląda to następująco: byłem absolutnie przekonany, że jedzenie pojawi się zaraz po dzwonku i dlatego zrobiłem to, co zrobiłem.

DEON.PL POLECA




Dochodzimy do konkretnych przekonań pod wpływem zautomatyzowanych mechanizmów. Nie możemy przekonać się o czymś z własnej woli. Wielu ludzi pragnie uwierzyć lub przestać wierzyć w Boga, w jakąś religię. Nie jest to coś, co da się zrobić ot tak, po prostu, niemniej jednak nie jest to niemożliwe, tyle tylko, że trzeba w tym celu użyć odpowiednich metod. Warto się z nimi zaznajomić - po to, żeby je wykorzystać lub po to, żeby się umieć przed nimi uchronić.

Człowiek ma tendencję do wierzenia każdej informacji, którą otrzyma wystarczająco wiele razy poprzez różne, wzajemnie się potwierdzające kanały przekazu. Mechanizm ten jest zbawienny w sferze praktycznych doświadczeń. Widzę jakiś cień i nie wiem, czy to niedźwiedź, skała, czy złudzenie? Poruszam się, żeby sprawdzić, czy obraz nie zniknie. Zbliżam się trochę bardziej. Pytam towarzyszącą mi osobę, czy widzi to samo co ja. Informacja potwierdzi się, jeżeli usłyszę ryk zwierzęcia lub poczuję jego zapach, a jeżeli dodatkowo poczuję jego pazury na ramieniu, nie ma już wątpliwości: to niedźwiedź. Długotrwałość pewnej percepcji oraz jej potwierdzenie poprzez różne zmysły sprawia, że staje się ona wiarygodna. Jest to skuteczny mechanizm przystosowawczy.

Ale wszystko ulega zmianie wraz z pojawieniem się języka. Teraz już nie chodzi o uwierzenie w to, co sam widzę i słyszę, ale w coś, co ktoś mi mówi. A to okazuje się o wiele bardziej ryzykowne, gdyż język, owszem, ma funkcję zastępczą w stosunku do doświadczenia, ale nie oferuje odbiorcy żadnych gwarancji. Wraz z pojawieniem się słowa rodzi się komunikacja, ale równocześnie pojawia się kłamstwo i w ten oto sposób cała nasza maszyneria generująca przekonania może w łatwy sposób zostać oszukana. Środki masowego przekazu przyczyniają się do tego typu oszustw, gdyż mogą stworzyć wiarygodną symulację rzeczywistości.

Władcy od dawien dawna wykorzystują tę anachroniczną słabostkę człowieka. Mechanizmy sprawowania władzy nie zmieniły się od zarania dziejów i sprowadzają się do trzech umiejętności: umiejętności krzywdzenia, umiejętności nagradzania oraz umiejętności zmieniania ludzkich przekonań. Jednym z przejawów geniuszu Napoleona było zrozumienie wagi tej ostatniej zdolności; to ona zrobiła z niego polityka tak bardzo nowoczesnego. Zatrzymam się na chwilę przy Napoleonie - nie tylko dlatego, że jest on fascynującą postacią, ale również dlatego, że przykład ten przyda mi się w ostatnim rozdziale.

Napoleon dbał o swój wizerunek publiczny tak, jak inni pielęgnują święte obrazy - z żarliwością i pietyzmem. Odkrył wszechmocną potęgę opinii publicznej i poświęcił cały swój talent na jej kształtowanie oraz na zjednywanie jej sobie. Postawił sobie za zadanie przekonanie społeczeństwa o nieomylności wytyczonych przez siebie celów. Umiał stworzyć chlubną legendę na temat samego siebie, podczas gdy jego życie w rzeczywistości było często przygnębiające, a czasem po prostu straszne. Wykreował postać męża opatrznościowego - typ dyktatora, który był potem często naśladowany. Po zagarnięciu władzy odczuwał potrzebę uprawomocnienia tego, co w gruncie rzeczy nie było prawomocne. I udało mu się przekonać naród francuski, który w 1802 r. przytłaczającą większością głosów wybrał go na dożywotniego konsula.

Pragnął czegoś więcej niż samej wojny - chciał również o niej opowiadać. Kiedy został mianowany dowódcą wojsk francuskich we Włoszech, w 1797 r. założył gazetę o nazwie "Kurier wojskowy we Włoszech", a w miesiąc później następną: "Francja widziana oczyma wojsk stacjonujących we Włoszech". Zaraz potem zabrał się do kreowania własnego wizerunku, bezczelnie pisząc: "Bonaparte jest szybki jak błyskawica i spada na nieprzyjaciela z siłą gromu. Jest wszędzie, widzi wszystko. Jest wysłannikiem Wielkiego Narodu. Wie, że należy do tej kategorii ludzi, których władza nie zna innych granic niż jego własna wola". Kiedy wyruszył do Egiptu, nie zapomniał o zabraniu ze sobą maszyny drukarskiej. Był to jeden z jego ulubionych rodzajów broni. Wydał tam "Kuriera Egipskiego".

Zdawał sobie tak dobrze sprawę z siły oddziaływania prasy, że zaledwie jeden dzień po przeprowadzeniu zamachu stanu przyznał: "Jeśli wypuszczę z ręki wodze prasy, nie utrzymam się przy władzy nawet przez trzy dni". Tego samego dnia, 19 brumaire'a, każe wydrukować w "Le Journal de Paris": "Największy wojownik Europy, przekształcony teraz w najwyższego urzędnika Francji, to bez wątpienia opatrznościowy mąż, na którego czekał wycieńczony kraj". A w rok później, umacniając mit wysłannika opatrzności wizerunkiem nadczłowieka, publikuje następujący portret: "Nadprzyrodzona siła fizyczna Pierwszego Konsula pozwala mu pracować osiemnaście godzin na dobę; pozwala mu skupić uwagę przez te osiemnaście godzin na jednej i tej samej sprawie lub na dwudziestu różnych kwestiach, jedna po drugiej; chociażby któraś z nich była w najwyższym stopniu złożona lub męcząca, nie wpłynie na sprawność, z jaką zajmie się następnym w kolejności tematem. Jego zdolności organizacyjne pozwalają mu objąć myślą wiele rzeczy naraz, podczas gdy zajmuje się jakimś konkretnym problemem".

Łatwowierność - owo mechaniczne odrzucenie wszelkiej krytyki, bezmyślna i bierna akceptacja tego wszystkiego, co dociera do nas poprzez środki przekazu uznawane przez nas za wiarygodne - jest dramatyczną porażką inteligencji. Z drugiej strony jest nią również radykalne niedowierzanie niczemu, stan permanentnego powątpiewania.

Wiecej w książce: Porażka inteligencji, czyli głupota w teorii i praktyce - José Antonio Marina

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

O łatwowierności
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.