(fot. Matthew Kenwrick / flickr.com / CC BY)
Stanisław Morgalla SJ / slo

Powiedziano, że nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich (J15, 13). Ale to było już dawno. Czy dziś stać nas na taką miłość lub na takich przyjaciół? Zazwyczaj nie trapimy się poszukiwaniem ochotnika, który byłby gotów za nas umrzeć.

Prośby o podobną przysługę ze strony rodziny czy przyjaciół też nie spędzają nam snu z oczu. Może to nawet trochę zaskakujące jak na naród wspominający z taką pieczołowitością bohaterskie czyny przodków, którzy w kolejnych powstaniach czy wojnach oddawali życie w obronie Ojczyzny. Czasy się zmieniły i to niewątpliwie na lepsze: zasłużenie cieszymy się wolnością i tym, że nikt nie wymaga od nas poświęcenia własnego życia. Ta radość może jednak okazać się płytka i chwilowa, jeśli zapomnimy o tym, że życie nieustannie toczy się w cieniu dramatu i każda kolejna chwila może być wstępem do wyboru, który na zawsze je zmieni. I co gorsza, ta chwila zastanie nas zupełnie nieprzygotowanymi.

Historia uczy, że gotowość do złożenia ofiary z siebie wcale nie była i nie jest przywilejem wyjątkowych jej momentów. Wprost przeciwnie, bohaterskie czyny zazwyczaj rodzą się w szarej codzienności, są sprawdzianem naszego człowieczeństwa i wartości, którymi żyjemy. Dlatego ten temat zawsze jest aktualny, a warto go podjąć właśnie w dziale poświęconym psychologii, bo praktycznie nie pojawia się on na łamach popularnych poradników psychologicznych. A co to za psychologia, która nie pomaga w naprawdę trudnych momentach życia?

Życie w cieniu dramatu

DEON.PL POLECA

Od dramatu dzieli nas tylko krok. Wystarczy drobiazg - np. nieoczekiwana choroba, nieszczęśliwy wypadek, niechciana ciąża itp. - a w jednej chwili nawet najszczęśliwsza historia przeistoczy się w klasyczny dramat lub tragedię. Oczywiście nie zawsze ceną, którą trzeba zapłacić, jest nasze własne życie, ale nawet jeśli nie ono jest zagrożone, to zagrożona jest jego jakość; cóż to za życie bez ukochanej osoby lub z sumieniem obciążonym pamięcią jakiegoś niegodziwego czynu... Skupmy się jednak na sytuacji, w której ceną za życie jest życie innej osoby. Wbrew pozorom po przykłady nie trzeba sięgać w zamierzchłą przeszłość czy odwoływać się do w wyobraźni. Każdego dnia wszędobylskie media przynoszą nam ogromną ilość użytecznego w tym temacie materiału do refleksji. Tylko czasu na refleksję zwykle nam brak.

W roku 2008 byliśmy świadkami przynajmniej jednej historii, która na naszych oczach przeistoczyła się w dobrowolny akt oddania życia za życie. Agata Mróz, znana polska siatkarka, dla ratowania zdrowia swego poczętego dziecka wstrzymała się pół roku z przeszczepem szpiku kostnego, koniecznego w leczeniu jej białaczki. Była w pełni świadoma, że taka decyzja może zaważyć na jej własnym zdrowiu, a nawet życiu. Urodziła zdrową córeczkę, lecz sama zmarła parę tygodni po przeszczepie szpiku kostnego. Przegrała z chorobą, ale zdobyła serca ogromnej rzeszy ludzi. Dała całej Polsce lekcję znacznie cenniejszą niż setki pobożnych kazań czy mądrych książek: przypomniała aktualność tej podstawowej prawdy o miłości, która nie cofnie się nawet przed ofiarą z własnego życia. Warto przy tym podkreślić, że Agata Mróz nie była żadną świętą z obrazka. Wprost przeciwnie, w niczym nie odbiegała od modelu nowoczesnej, pełnej życia kobiety, której bliskie były marzenia o sławie, powodzeniu, urodzie i tym podobnych sprawach. Przecież pozwoliła sobie nawet na "rozbieraną" sesję fotograficzną dla jednego z kolorowych czasopism dla mężczyzn. To jednak w niczym nie umniejsza szlachetności jej czynu i osoby, a może nawet czyni ją jeszcze bliższą, ludzką i zrozumiałą.

A mogło być inaczej...

Heroizm w Polsce wcale jednak nie jest taki popularny, choć kobiet w rodzaju Agaty Mróz na pewno mamy znacznie więcej. Nie usłyszymy o nich z oczywistych względów: jedna matka Polka na rok wystarczy.

Usłyszymy natomiast o postawach zupełnie odmiennych, które przez dłuższy czas będą zajmować czołówki gazet i serwisów informacyjnych, jakby zło było ciekawszą wiadomością niż dobro. Chciałbym tylko jedną taką historię przypomnieć. To również historia ciężarnej kobiety, która jednak chciała swoje dziecko usunąć, by ratować własne zdrowie. Nie pozwolono jej tego dokonać, choć polskie prawo było po jej stronie. Odwołała się więc do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu i wygrała proces przeciwko państwu polskiemu. Uzyskała pieniężne zadośćuczynienie.

Historia Alicji Tysiąc, bo o niej tu mowa, to ważna lekcja dla każdego z nas. Alicja Tysiąc nie została heroiczną matką (pewnie wtedy nikt by o niej nie usłyszał), ale za to okrzyknięto ją bohaterką walki o prawo do aborcji. W dyskusjach na jej temat właściwie niewielu zauważa, że jej dramat nie tylko się nie skończył, ale jeszcze się na dobre nie zaczął, bo został odsunięty w czasie. Co Alicja powie swoim dzieciom, zwłaszcza temu trzeciemu, gdy dojrzeją i zaczną kojarzyć fakty i zadawać trudne pytania? Jak wytłumaczy dziecku, że je kocha, choć jednocześnie robiła wszystko, by je usunąć z tego świata? Tej wewnętrznej sprzeczności nie da się wytłumaczyć logicznie, chyba że uciekniemy się do opisów głębokich zaburzeń psychicznych, w których miłość i nienawiść następują po sobie lub sąsiadują z sobą jak gdyby nigdy nic. Ale czy patologia może stać się normą społeczną?

Jutro zaczyna się dziś

Piszę o tym nie po to, by kanonizować jedną osobę czy potępiać drugą. Nie o łatwe i szybkie sądy tutaj chodzi. Raczej o kształtowanie świadomości i wrażliwości. Wspomniane historie już są częścią naszej społecznej świadomości, a tym samym oddziałują na naszą wrażliwość i gotowość do działania. Są wypracowanymi niejako modelami, których w stosownym czasie będziemy mogli użyć. Może jutro staniemy wobec podobnie dramatycznego wyboru: moje życie lub życie kogoś innego? Odpowiedź przygotowujemy już dziś m.in. przez podejście do dramatów innych ludzi, nawet tych opowiadanych w serialach telewizyjnych.

W starożytnej Grecji znany był mit o królu Admecie, który musiał umrzeć, będąc w pełni sił i radości życia. Dzięki życzliwości bogów mógł jednak przedłużyć swoje życie (a nawet stać się nieśmiertelnym, jak czytamy w innej wersji) pod jednym warunkiem: jeśli ktoś z jego rodziny dobrowolnie umarłby za niego. Nikt jednak nie chciał się na to zgodzić, nawet starzy i bliscy śmierci rodzice. Dopiero żona Admeta - Alkestis - zgodziła się umrzeć. Warto przez chwilę pomyśleć o tych mitycznych postaciach. Może odnajdziemy w sobie coś z Admeta lub coś z Alkestis? Od nas zależy, jaką rolę odegramy w naszym własnym życiowym dramacie.

Więcej w książce: Duchowość daru z siebie - Stanisław Morgalla SJ

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Życie za życie
Komentarze (15)
1
1234
18 marca 2014, 13:57
Wcale nie uważam by poświęcenie życia dla dziecka było czymś absolutnie wyjątkowym.  Każda matka kochająca dziecko zrobi ten krok bez wahania. Każdy kto prawdziwie kocha odda życie życie za osobę kochaną. Miłość jest potężniejsza od śmierci, miłość jest największa. Miłość to oddanie siebie drugiemu człowiekowi czasem dosłowne oddanie życia a czasem bolesne umieranie w codzienności.
A
angus
19 marca 2014, 00:36
Przykro mi to pisać, ale nie każda. Są kobiety na tym świecie na wskroś niczym święte jednak w chwili próby wybierają własne dobro opłakując utracone dziecko całymi latami. Z zewnątrz wyglądają na ofiary, jednak przy bliższym studium ich dramatu, oblicza ich okazują się zgoła odmienne. Ludzie bywają dwu-licowi, trzy, cztero i więcej w zależności od inteligencji, wykształcenia, i oczywiście serca. A pozory potrafią mylić wielu obserwatorów, a nawet śledczych; dowodzą tego choćby lektury kryminałów na podstawie autentycznych zbrodni z grupy tzw "doskonałych".
1
1234
21 marca 2014, 11:38
Tam gdzie jest dwulicowość, wybór własnego dobra tam nie ma miłości, owszem nie każda matka ale matka która prawdziwie kocha. Tam gdzie jest prawdziwa miłość nie ma miejsca na pozory, wahanie, wyrachowanie, dwulicowość, wybór własnego dobra. Zatem nie każda matka ale każda matka która kocha własne dziecko.
KJ
Kim jesteś że osądzasz
23 marca 2014, 22:26
Kto udzielił ci prawo do oceniania matek które nie są tak heroiczne jak sobie wymarzyłaś, bo boją się śmierci, i wybierają, nie, jak jak napisałaś, własne dobro, ale obciążenie się wyrzutem sumienia? Jak możesz oskarżać je o brak miłości? Sytuacja kobiety która musi zdecydować a kocha dziecko, ale boi się własnej śmierci, jest ultraciężka psychicznie - życzę ci, żebyś to zrozumiała już teraz i przestała oceniać; oby nigdy nie przyszło ci podejmować takiej decyzji!
E
Ewa
18 marca 2014, 07:53
Poswiecenie Agaty Mróz....podobno komórki rakowe przechodza przez łożysko. Nie wiem czy poswięceniem jest taki podarunek. Nic nie wiadomo o dziecku Agaty, może teraz jeszcze jest zdrowe...
K
kolo
18 marca 2014, 10:23
A to jakis problem? Gdyby kierowac sie twoja logika, to w ogole nie warto plodzic dzieci, bo i tak wszystkie kiedys umra...
17 marca 2014, 18:32
Ksiądz dr. Witold Iwicki, wikariusz generalny w Pińsku, został aresztowany 23.I. 1943 r. wraz z grupą 40 osób. Dowódca plutonu egzekucyjnego otrzymał rozkaz rozstrzelania 38 osób. Z grupy 40 aresztowanych postanowił zwolnić 2 osoby, w tym ks. Iwickiego. Ten oświadczył, że skorzysta z przywileju po zwolnieniu wszystkich. Kiedy mu odmówiono zrzekł się prawa łaski na rzecz kierownika stacji kolejowej w Pińsku. W kilka godzin później został rozstrzelany wraz z całą  grupą w Janowcu Polskim. Zszedł ostatni do wykopanego dołu, wpierw błogosławił mordowanych... 
A
ania
17 marca 2014, 17:39
Owszem, są takie wyjątkowe osoby zdolne poświęcić własne życie za swoich przyjaciół - przykład Dawida z Krakowa: LINK: [url]http://www.diecezja.pl/archidiecezja/aktualnosci/kard-dziwisz-wzialudzialw-marszu-milczenia-dla-dawida.html[/url]
MR
Maciej Roszkowski
17 marca 2014, 12:53
Nie znam szczegółów, ale czy nie mylicie tu Agaty Mróz z Agnieszką Radwańską? Z przykładówe pozytywnych bokser Saleta oddał nerkę dla córki. P. Alicja Tysiąc, która stała się "twarzą" ruchu pro aborcyjnego, dostała niezłą pracę, ale nie pasowało jej to i wyrażała w mediach żal, że odmówiono jej dalszych odszkodowań. Ciekawe kiedy powie córce za jaką to "szkodę" uzyskała odszkodowanie.  Cóż jaki ruch taka twarz. Co do ocen, to jeśli uważamy dziś że każdy może robić co chce, bo na tym podobno polega wolność, to mam prawo do ocen. Nie do potępnienia. "Mnie zostaw pomstę" mówi Pan.
K
kolo
17 marca 2014, 15:54
pomylki zadnej nie bylo. warto zobaczyc film fabularny o Agacie Mroz, ale nie pamietam tytulu. Historia niby zwyczajna, ale jednak niesamowita. polecam
T
teresa
6 listopada 2010, 06:52
http://wiersze-i-piosenki-wojenne.blog.onet.pl/Piesn-o-zolnierzach-z-Westerpl,2,ID334414118,n
K
katolik
5 listopada 2010, 16:31
Drwalu, myslisz rzeczywiscie jak - nie umniejszajac - drwal. <ludzie sa bardziej zlozeni i widac zdarza im sie zrobic cos niezwyklego i godnego szacunku, nawet jesli wcale na bohaterow nie wygadaja. Nie zapominaj, ze chrzescijanie to tez grzesznicy, a wielcy swieci bywali wielkimi grzesznikami
D
Drwal
5 listopada 2010, 15:49
Piszą Państwo o A. Mróz: "Przecież pozwoliła sobie nawet na „rozbieraną" sesję fotograficzną dla jednego z kolorowych czasopism dla mężczyzn. To jednak w niczym nie umniejsza szlachetności jej czynu i osoby, a może nawet czyni ją jeszcze bliższą, ludzką i zrozumiałą" sesja rozbierana nie umniejsza kobiecie? Nie umniejsza jej szlachetności fakt, że pozwoliła sobie na duchowe cudzołóstwo i przyczyniła się do rozwiązłości wśród mężczyzn? Rozbierane sesje czy inna forma nieskromnego rozwiązłego zachowania nie mogą być traktowane jak coś pozytywnego - "ludzkiego i zrozumiałego"... Taka ocena sytuacji na portalu katolickim jest co najmniej dziwna...
Ed Camp
5 listopada 2010, 09:53
Nie zgadzam się Ewo - powinniśmy osądzać i oceniać, inaczej grozi nam relatywizm i obojętność. Nie powinniśmy natomiast potępiać, a jeśli już to czyny, a nie ludzi.
E
Ewa
4 listopada 2010, 18:48
Moze nie oceniajmy. Nic nie wiemy tak naprawsę o uczuciacxh i Agaty Mróz i Alicji Tysiąc.Ktos madrze powiedział :" Nie oceniaj bliźniego swego dopóki nie będziesz w jego położeniu". I "nigdy nie mów nigdy". Zycie sprawia nam takie niespodzianki, że naprawdę trudno wiedziec jakby sie postąpiło w takiej sytuacji. I skad wiemy czy dla Alkestis mniejszym bólem nie było rozstanie się z własnym życiem niz opłakiwanie i wspominanie Admeta? Najbardziej cierpią nie ci co umieraja, ale ci co ich opłakuja i pozostają przy zyciu.