Grzech zwłoki czy procedura? Dlaczego prokuratura rozlicza biskupa z czasu zgłoszenia przestępstwa?

Bp Andrzej Jeż - https://www.flickr.com/photos/episkopatnews/53480269023

Obecność biskupa Andrzeja Jeża na sali rozpraw w charakterze oskarżonego to precedensowy proces. Kluczowym punktem sporu prawnego zdaje się być interpretacja pojęć „wiarygodna wiadomość” oraz „niezwłoczność” zgłoszenia. Sprawa ta może wyznaczyć granice między wewnętrznym dochodzeniem kanonicznym a obowiązkiem natychmiastowego współdziałania z państwowymi organami ścigania w sprawach dotyczących wykorzystywania małoletnich. To dopiero początek.

Widok biskupa na sali sądowej nie jest niczym nowym. W minionych latach hierarchowie często stawali przed obliczem sądu, ale w charakterze świadków. W latach 50. XX w. jako oskarżony stanął przed sądem co prawda biskup Czesław Kaczmarek. Ale oskarżył, osądził i osadził go w więzieniu totalitarny reżim. Funkcjonariusze tegoż reżimu bez procesu na kilka lat uwięzili też kard. Stefana Wyszyńskiego. Tamte uwięzienia były jednak elementem walki z Kościołem. Biskup Andrzej Jeż, ordynariusz tarnowski, który teraz – w XXI w. – stawił się w sądzie nie jest jednak pierwszym po roku 1989 hierarchą, który występuje w roli oskarżonego. Parę lat temu przed stołecznym sądem stanął inny biskup. Oskarżono go o spowodowanie kolizji pod wpływem alkoholu. Hierarcha deklarował dobrowolne poddanie się karze, ale sąd nie wyraził na to zgody i przeprowadził przewód sądowy. Zapadł wyrok skazujący. Ani sprawa tamtego biskupa, ani też sprawa biskupa Jeża nie mają nic do czynienia z polityką, nie są elementami walki z Kościołem. Hierarchom zarzucono złamanie prawa i potraktowano jak tysiące innych obywateli. To w gruncie rzeczy dobry znak tego, że wszyscy są równi wobec prawa.

DEON.PL POLECA

 

 

Biskupowi Jeżowi zarzuca się, że w odpowiednim czasie nie powiadomił organów ścigania o tym, że dwaj podlegający mu duchowni mogli dopuścić się wykorzystania seksualnego osób poniżej 15. roku życia. Obowiązek takowy wprowadziła nowelizacja Kodeksu karnego z roku 2017. Prawodawca postanowił, że każdy kto ma podejrzenie popełnienia takiego przestępstwa ma je „niezwłocznie” zgłosić. Jeśli zaś tego nie zrobi podlega odpowiedzialności karnej. Swego czasu długie były dyskusje na temat tego, czy należy zgłaszać także przestępstwa, o których wiedzę powzięto przed nowelizacją. Prokuratury, do których przychodziły takie sprawy – także dotyczące biskupów – stały na stanowisku, że nie i masowo umarzały postępowania. Wszystko zmieniło się po orzeczeniu Sądu Najwyższego w roku 2022. SN uznał wówczas, że należy zgłaszać przestępstwa, o których wiedza dotarła do danej osoby także przed nowelizacją.

Ale w sprawie biskupa Jeża nie idzie o to. Nie idzie też o to czy biskup zgłosił przestępstwo, czy też nie. Bo zgłosił. Zarzuca mu się, że po otrzymaniu informacji o możliwym przestępstwie zbyt długo zwlekał z zawiadomieniem organów ścigania. Wedle śledczych wiadomość dotarła do hierarchy w 2019 r., ale zgłoszenia dokonał w 2020. Spór będzie się toczył zatem wokół takich sformułowań jak „wiarygodna wiadomość” oraz „niezwłocznie”. Art. 240 Kodeksu karnego, którego naruszenie zarzucane jest biskupowi brzmi bowiem: „Kto, mając wiarygodną wiadomość o karalnym (…) dokonaniu czynu zabronionego (…) nie zawiadamia niezwłocznie (…) podlega karze (…)”. Linia obrony biskupa idzie zatem w kierunku tego, że przed zgłoszeniem chciał najpierw uwiarygodnić otrzymaną wiadomość, a gdy już się to stało zawiadomił odpowiednie władze. Owo uwiarygodnienie polegało na tym, że przeprowadzono proces kanoniczny oskarżanego duchownego.

Tu zaczynają się schody. Niestety, ale kościelny wymiar sprawiedliwości ma dość ograniczone narzędzia do weryfikacji informacji o przestępstwie. Teoretycznie ma prawo do wezwania kogoś do złożenia zeznań, ale nie ma żadnych środków przymusu do tego, by go do tego zmusić. Stąd też postępowania kanoniczne niejednokrotnie cechuje przewlekłość. Narzędzia do weryfikacji ma państwo. Stolica Apostolska sama zresztą zaleca, by w niektórych trudnych sprawach zaczekać na ustalenia państwowych organów ścigania. Wskazuje wręcz, że ustalenia te należy wykorzystać w postępowaniu kanonicznym. Innymi słowy: daje pierwszeństwo państwu. Biskup Jeż nie dał. I jak się wydaje – ostatecznej oceny dokona jednak sąd – popełnił błąd.

Ale tu dochodzimy do nigdzie w przepisach polskiego prawa nie określonej precyzyjnie niezwłoczności… Niezwłocznie, to znaczy od razu, czy po tygodniu albo miesiącu? Po wspominanym wyżej uwiarygodnieniu? W sprawie tarnowskiej niezwłoczność wystąpiła po roku… Chyba jednak ciut – ale to także oceni sąd – się przeciągnęła.

Sprawa biskupa Jeża – bardzo oczywiście medialna – pozwoli (tak przynajmniej myślę) na w miarę precyzyjne dookreślenie tego czym w istocie jest wiarygodna wiadomość oraz niezwłoczność. Ale nawet bez tego w sprawach takich jak przestępstwa seksualne na szkodę małoletnich nie ma na co czekać. Trzeba działać natychmiast. A tego chyba właśnie w Tarnowie zabrakło.

Dziennikarz i publicysta „Rzeczpospolitej” oraz magazynu „Plus Minus”. Prawnik kanonista, absolwent UKSW. Absolwent kursu „Komunikacja instytucjonalna Kościoła: zarządzanie, relacje i strategia cyfrowa” na papieskim Uniwersytecie Santa Croce w Rzymie. W wydawnictwie WAM wydał: "Nie mam nic do stracenia - biografia abp. Józefa Michalika" oraz "Wanda Półtawska - biografia z charakterem"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.