Licytacja na to, kto ma gorzej. Czego uczy nas burza wokół wpisu Anny Lewandowskiej?
Robert Lewandowski już oficjalnie został ogłoszony nowym piłkarzem amerykańskiego klubu Chicago Fire, ale w ostatnich dniach więcej niż o kapitanie reprezentacji Polski mówiło się o jego żonie. Anna Lewandowska wzbudziła kontrowersje swoim wpisem o obawach związanych z przeprowadzką do USA. Czy krytyka, która ją spotkała, była zasadna?
Post Anny Lewandowskiej wywołał duże poruszenie wśród internautów. Żona byłego zawodnika FC Barcelony zdecydowała się otwarcie opowiedzieć o swoich obawach przed przenosinami z Katalonii do Ameryki Północnej. Najmocniej wybrzmiały jej matczyne obawy dotyczące córek i czekającej je diametralnej zmiany życia.
“Mogłabym wrzucić zdjęcie z uśmiechem, napisać, że ‘jedziemy po nowe’ i udawać, że wszystko jest idealnie. Ale nie jest. I chcę być z wami zupełnie szczera. Przed nami ogromna zmiana czyli przeprowadzka do Chicago. I choć powinnam pisać o ekscytacji, to dziś chcę Wam powiedzieć jedno: cholernie się boję. [...] Jako mama czuję ogromny stres. Martwię się o dziewczynki i ich emocje, o nową szkołę, o to, jak odnajdą się w zupełnie nowym świecie” – napisała Lewandowska.
Słowa żony najlepszego polskiego napastnika wywołały falę dyskusji w sieci. Tradycyjnie komentujący podzielili się na dwa obozy. Jedni doceniali szczerość Lewandowskiej i okazywali jej wsparcie. Drudzy krytykowali i wyśmiewali jej postawę, podkreślając, że o prawdziwych problemach nie ma zielonego pojęcia. Kto miał rację? Odpowiedź nie jest tak oczywista.
Czy można kupić lekarstwo na strach?
Krytykujący wpis Anny Lewandowskiej przypominali, że decyzja o przeprowadzce do Stanów Zjednoczonych była dobrowolna i w dużej mierze podyktowana wysokimi zarobkami Roberta Lewandowskiego. W mediach pojawiają się informacje o kontrakcie opiewającym na około 20 milionów dolarów za sezon gry w klubie z Chicago. Biorąc pod uwagę wiek polskiego piłkarza, jest to wyjątkowo wysoki kontrakt jak na końcowy etap kariery. Dla przeciętnego człowieka są to pieniądze, o których można jedynie pomarzyć.
Ponadto Chicago Fire miało zagwarantować również wsparcie dla Anny Lewandowskiej w rozwoju jej biznesów za oceanem, zarówno studia fitness, jak i ekspansji linii kosmetyków. Klub zobowiązał się także do zapewnienia odpowiednich warunków edukacyjnych dla córek Lewandowskich w jednej z najlepszych szkół w Chicago.
Patrząc na wpis Lewandowskiej przez pryzmat tych korzyści, rzeczywiście może on sprawiać wrażenie oderwanego od rzeczywistości, z którą mierzy się większość ludzi. Nie wyjeżdżają przecież z konieczności, lecz z własnego wyboru, kierując się możliwościami zawodowymi i finansowymi. Można powiedzieć, że wielu ludzi z chęcią zamieniłoby się z państwem Lewandowskimi, aby znaleźć się w takiej sytuacji. Trudno też zakładać, że ich córki nie będą miały zapewnionych bardzo dobrych warunków do nauki i rozwoju.
Łatwo więc dojść do wniosku, że Lewandowska wyolbrzymia swoje problemy i tak naprawdę nie wie nic o trudach życia czy lęku o jutro. Pod wpisem pojawiały się między innymi komentarze takie jak: „Ciężko to ma matka, która dzień i noc czuwa przy dziecku na onkologii i wie, że może je stracić. To jest prawdziwy dramat. Nie życie żony multimilionera”. W innych wskazywano, że Lewandowscy mają już wystarczająco pieniędzy, więc nikt nie zmusza ich do wyjazdu. Chociaż w tych słowach można dostrzec ziarno prawdy, jest to tylko jedna strona medalu.
Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma gorzej
Oprócz krytyki i hejtu w komentarzach nie brakowało również słów wsparcia dla Lewandowskich w obliczu tak dużej życiowej zmiany. Słowa otuchy przekazały znane osoby, takie jak Marina Łuczenko-Szczęsna, Katarzyna Zielińska czy Barbara Kurdej-Szatan, a także zwykli użytkownicy mediów społecznościowych. Rozgorzała również dyskusja na temat tego, czy problemy znanych ludzi są równie ważne i czy pieniądze rzeczywiście są gwarancją szczęścia.
Zdecydowanie nie można spychać na margines rozterek żadnego człowieka, uzależniając ich znaczenie od stopnia jego zamożności. W społeczeństwie wciąż panuje przekonanie, że pieniądze i wysoki status społeczny są lekarstwem na wszystkie problemy. Tymczasem wielu zamożnych ludzi i osób zajmujących wysokie stanowiska każdego dnia zmaga się z depresją oraz korzysta z pomocy psychoterapeutów i psychiatrów. Z drugiej strony można zauważyć, że znajdują się oni w uprzywilejowanej sytuacji, ponieważ stać ich na specjalistyczne leczenie, w przeciwieństwie do wielu potrzebujących, lecz uboższych osób.
Można tak licytować się w nieskończoność, ponieważ zawsze znajdzie się ktoś, kto ma większy problem od nas. Zawsze też będzie ktoś bogatszy, ale również ktoś biedniejszy. Każdy mierzy skalę swoich problemów własną miarą: historią życia, doświadczeniami i odpornością psychiczną. Łatwo ulec pokusie oceniania cudzych rozterek przez pryzmat pozycji społecznej i majątku, zamiast dostrzec w drugim człowieku po prostu osobę pełną obaw, niepewności i potrzebującą wsparcia.
Czy krytyka słów Anny Lewandowskiej sprawi, że matce czuwającej przy dziecku na oddziale onkologicznym będzie choć odrobinę lżej? Z pewnością nie. Jeżeli nie chcemy kogoś wesprzeć, to czasami lepiej po prostu nie mówić nic.
Skomentuj artykuł