„Niemiłe dusimy w sobie, a potem wyżywamy się na Bogu ducha winnych”. Groteskowa lekcja dojrzałości z „1670”

Zdjęcie ilustracyjne. Fot. SIphotography / Depositphotos

W ostatnich latach krzywym zwierciadłem, w którym przeglądamy swoje wady narodowe, stała się polska produkcja Netflixa. Serial „1670” zyskał ogromną popularność dlatego, że pozwolił spojrzeć na nasze przywary z uśmiechem na twarzy. Za to po końcowych napisach nie wiadomo już, czy dalej się śmiać, czy może już zacząć płakać.

Gdyby zapytać fanów serialu, dlaczego oglądają „1670”, z pewnością mieliby niemały problem, by w jednym zdaniu wyjaśnić jego fenomen. Natomiast niemal każdy wśród głównych powodów wymieniłby ten: serialowa Adamczycha to kopalnia cytatów, które mówią prawdę o ludzkiej mentalności - zazwyczaj o jej ciemnych stronach - w sposób, który bawi do łez. Jeżeli lubicie czarny humor, to z pewnością najbardziej do gustu przypadną wam dwie postacie w czerni: ksiądz Jakub i jego matka, Zofia Adamczewska.

DEON.PL POLECA



Oglądając najnowszy, trzeci sezon serialu, nie musiałem długo czekać na wybór najlepszego cytatu. Jego autorką jest wspomniana już Zofia Adamczewska, która chcąc doprowadzić do zgody swojego męża Jana Pawła i syna Jakuba, wypowiada następujące słowa: „W tym domu mówimy sobie tylko miłe rzeczy. Niemiłe dusimy w sobie, a potem wyżywamy się na Bogu ducha winnych poza domem. To jest dojrzałość”.

Dlaczego nie potrafimy wyrażać emocji?

Słowa serialowej Zofii o tłumieniu w sobie złości i późniejszym wyżywaniu się na innych brzmią zabawnie tylko podczas oglądania perypetii mieszkańców fikcyjnej wioski Adamczycha. Jednak po głębszym zastanowieniu wcale nie jest już do śmiechu. Te trzy krótkie zdania mówią o problemie, który dotyczy wielu prawdziwych domów, niejednej polskiej rodziny, dawniej i obecnie.

W życiu nie każdy ma równe szanse i takie same możliwości. Niestety podobnie jest z wyrażaniem emocji. Wszystko zależy od tego, jak wychowali nas rodzice, a rodziców ich rodzice i tak dalej. Dziś słuchamy opowieści o czasach, kiedy za sprzeciwienie się rodzicowi czy wyrażenie złości można było dostać pasem i nie tylko. Źle rozumiane posłuszeństwo przez lata kształtowało powszechne przekonanie, że właściwe jest tylko pokazywanie pozytywnych emocji. Z kolei z tymi nieprzyjemnymi trzeba było żyć, tłumiąc je w sobie, nieraz przez długie lata. Bo dojrzałemu, silnemu człowiekowi nie wypadało przecież otwarcie mówić o lęku, bólu czy gniewie.

Takie podejście było przekazywane kolejnym pokoleniom i - choć na szczęście coraz rzadziej - bywa kultywowane także dzisiaj. Bo skądś biorą się przecież żarty z rodzicielskiego „nie pyskuj” czy „ciebie nikt o zdanie nie pytał”. Do tego zestawu można dołączyć jeszcze znamienne „nie użalaj się nad sobą” albo „jak będę miał czas, to cię pożałuję”. Takie lub inne tego typu powiedzonka stopniowo odbierały wielu ludziom prawo do wyrażania emocji, mówienia o tym, jak naprawdę się czują, a w konsekwencji zabijały poczucie wartości.

DEON.PL POLECA

 

 

Tłumienie emocji rani ciebie i innych

Dzisiaj jako społeczeństwo dotarliśmy do tego momentu, kiedy dbałość o własny dobrostan psychiczny nie jest już niczym zaskakującym. Jest on wręcz zewsząd promowany, a stawianie granic i korzystanie z pomocy specjalistów uznaje się za naturalne. W dużo większym stopniu porusza się też aspekt konsekwencji tłumienia w sobie emocji i mówienia „tylko miłych rzeczy”.

W pierwszej kolejności negatywne skutki duszenia w sobie trudnych odczuć dotykają nas samych. Specjaliści podkreślają, że chroniczne pozbawianie się prawa do wyrażania emocji może odbijać się na kondycji psychicznej, a w konsekwencji również na zdrowiu fizycznym.

Drugim poziomem następstw odmawiania sobie prawa do mówienia o trudnościach i negatywnych emocjach jest właśnie potocznie określone „wyżywanie się na Bogu ducha winnych”. Brak możliwości okazywania trudnych emocji oddziałuje negatywnie na relacje społeczne. Ciągłe tłumienie złości może przekładać się na nagłe wybuchy poza domem, w którym od zawsze nie dawano przestrzeni do jej wyrażania.

Prawo do złości nie usprawiedliwia agresji

Emocje stanowią istotny wyznacznik tego, co dzieje się w naszym wnętrzu i jakie aktualnie mamy potrzeby. Stanowią także sygnał do stawiania konkretnych granic, o których przekroczeniu alarmują. Nie chodzi przy tym jednak o uzasadnianie agresywnych wybuchów złości potrzebą wyrażania emocji, lecz o danie sobie prawa do mówienia o tym, co trudne, bolesne i przekraczające granice.

Złościć można się z kulturą, mówiąc otwarcie o swoich potrzebach i oczekiwaniach, bez krzyku i obelg wobec innych. Wówczas nawet gniew staje się szansą na rozwiązanie problemów i poprawę relacji z drugim człowiekiem, zamiast budowania murów i niezgody. Prawdziwa dojrzałość nie polega na unikaniu trudnych rozmów, ale na odwadze, by zadbać o siebie, nie tracąc przy tym szacunku do innych.

Dziennikarz i publicysta. Pisze o sprawach społecznych i wyzwaniach współczesnego świata. Ukończył z wyróżnieniem dziennikarstwo i komunikację społeczną oraz dziennikarstwo specjalistyczne i medioznawstwo na UPJPII w Krakowie. Laureat Nagrody Młodych Dziennikarzy im. Bartka Zdunka (2026), nominowany do niej również w 2023 roku.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

„Niemiłe dusimy w sobie, a potem wyżywamy się na Bogu ducha winnych”. Groteskowa lekcja dojrzałości z „1670”
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.