Duch Święty to genialny reżyser. Jan Budziaszek i jego recepta na zmianę życia
Jan Budziaszek, od ponad pół wieku perkusista legendarnej grupy Skaldowie, twierdzi, że świat trawi choroba groźniejsza niż jakakolwiek epidemia. Nie chodzi o wirusy, lecz o nienawiść, która paraliżuje ludzkie serca i uniemożliwia przebaczanie. W niezwykle szczerym świadectwie na kanale Rozbite Lustra muzyk przekonuje, że jedyną skuteczną metodą walki z tym cierpieniem jest poddanie się prowadzeniu Ducha Świętego, „Genialnego Reżysera” i codzienna, radykalna zmiana myślenia. W swoim dzienniku od lat dokumentuje „cuda”, które dzieją się, gdy człowiek przestaje polegać wyłącznie na sobie.
Budziaszek od 55 lat pracuje zawodowo jako perkusista, grając z takimi artystami jak Maryla Rodowicz, Tomasz Stańko czy grupa Pod Budą. Jak sam ironizuje, w branży odróżnia się muzyków od perkusistów – tym drugim ma wystarczać „poczucie rytmu małpy”. Jednak to nie kariera sceniczna stała się fundamentem jego życia, lecz odkrycie, że wszystko, co spotyka człowieka, jest darem i łaską. Pisanie o tym zaczął dopiero 20 lat po maturze, a dziś ma na koncie 17 książek przetłumaczonych na wiele języków.
Życie pod batutą Reżysera i cuda „trzeciego stopnia”
Kluczowym elementem duchowości Budziaszka jest przekonanie o stałym prowadzeniu przez Ducha Świętego, którego nazywa fenomenalnym Reżyserem. Codziennie rano, podczas rozważania tajemnic różańcowych, słyszy wewnętrzne wezwanie: „Ty gościu niczego nie wymyślaj. Ja cię będę prowadził”. To prowadzenie objawia się w konkretnych spotkaniach z ludźmi, którzy – bez względu na swój stan – są postawieni na jego drodze przez Boga.
Muzyk sprzeciwia się powszechnemu rozumieniu nawrócenia jako jednorazowego wydarzenia z przeszłości. Dla niego to proces, który musi zachodzić przed każdym krokiem i każdym słowem. Polega on na odwróceniu się od naturalnych, często negatywnych ludzkich reakcji i zadaniu pytania: „Panie mój, a co Ty byś teraz zrobił na moim miejscu?”. Dopiero taka postawa, według relacji perkusisty, otwiera drzwi do zjawisk, które nazywa on „cudami trzeciego stopnia”.
Najbardziej bolesna choroba świata
W diagnostyce problemów współczesnego człowieka Budziaszek jest jednoznaczny: nienawiść to najbardziej bolesna choroba na tej planecie. Ludzie, którzy nie potrafią przebaczać, nie tylko sami cierpią, ale stają się źródłem „zakażenia” dla całego swojego otoczenia. Rozwiązaniem jest osobista relacja z Bogiem, a konkretnie modlitwa różańcowa, którą nazywa „tajemnicą szczęścia” i „szkołą Maryi”.
Swoją teorię Budziaszek testuje w praktyce, często w sytuacjach skrajnie prozaicznych. Przykładem jest historia podróży autobusem do miejscowości Kozy. Kierowca pojazdu, puszczający głośno prymitywną muzykę, wdał się w konflikt z pasażerami. Gdy muzyk poprosił go o zatrzymanie się na przystanku, na którym autobusy pospieszne zazwyczaj nie stają, usłyszał twarde: „Nienawidzę Kóz, nie ma takiej możliwości”.
Cud w autobusie do Kóz
Zamiast agresji, Budziaszek wybrał inną drogę. Uznał, że jeśli nie wysiądzie tam, gdzie planował, widocznie Bóg ma dla niego inną „niespodziankę” w kolejnym mieście. Zaczął się modlić za kierowcę, prosząc o odebranie mu choć odrobiny nienawiści. Wykorzystał do tego różaniec, który zawsze nosi w kieszeni kurtki, skupiając się na trzecim koraliku symbolizującym miłość.
Efekt był zaskakujący. Choć kierowca wcześniej kategorycznie odmówił, w pewnym momencie, korygując kierunek jazdy, spojrzał w lusterko, otworzył drzwi i pozwolił muzykowi wysiąść dokładnie tam, gdzie ten potrzebował. Budziaszek podkreśla, że gdyby kierowca od razu był miły, on sam nigdy nie dowiedziałby się, jak realnie działa „to urządzenie” – różaniec. Ten człowiek, mimo swojej początkowej gburowatości, stał się dla niego największym darem tego dnia.
Każdy jest w czymś najlepszy
Z doświadczeń perkusisty płynie jeden główny wniosek: każdy człowiek na ziemi, bez względu na wyznanie czy narodowość, otrzymał od Stwórcy unikalny dar. Budziaszek wierzy, że każdy, kogo spotykamy, jest w czymś „najlepszy na świecie” i jedyny w swoim rodzaju. Problemem jest jedynie nasze ludzkie oko, które widzi pijanych, agresywnych lub nieuprzejmych, czyniąc ich w naszych oczach „obrzydliwymi”.
Dla Budziaszka recepta na szczęśliwe życie jest prosta, choć wymagająca: przestać wymyślać własne scenariusze i pozwolić się prowadzić Duchowi Świętemu. To właśnie w codzienności, w autobusach i na ulicach, rozstrzyga się walka z nienawiścią. Jak podsumowuje muzyk, na Sądzie Ostatecznym nikt nie będzie pytał o liczbę wydanych książek czy zagranych koncertów, lecz o to, czy w tych wszystkich spotkaniach potrafiliśmy być miłosierni.
Rozbite Lustra/łs
Skomentuj artykuł