Chodzę na protesty. Należę jeszcze do Kościoła?

Chodzę na protesty. Należę jeszcze do Kościoła?
(fot. PAP/Paweł Supernak)

W poniedziałek pomachała do mnie dziewczyna, którą znam z pewnej krakowskiej wspólnoty. We wtorek inna dodała nakładkę na zdjęcie profilowe. W środę któraś wrzuciła relację na Instagram z protestu w swoim mieście. Czyli nie jestem w sama z tym pytaniem.

Kiedy w zeszły czwartek usłyszałam wyrok Trybunału Konstytucyjnego (od pewnego czasu konstytucyjnego jedynie nominalnie), poczułam jakbym dostała w twarz. Smutek, lęk, gdzieś w głowie kadry z filmu „4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni” i obrazki z wielu przeczytanych reportaży. I pęczniejąca wściekłość. Na to, jak wyglądała rozprawa w samym Trybunale. Na to, że wszystko toczy się w trudnych pandemicznych okolicznościach, i wyczerpujących fizycznie i psychicznie, i obciążających system ochrony zdrowia – bo przecież bezpośrednio przed wyrokiem, głównym tematem w newsowych mediach były kolejki karetek przed SOR-ami i zapowiedzi czarnego scenariusza dwudziestu tysięcy przypadków dziennie. Wreszcie poczułam wściekłość na tę eksplozję triumfalizmu, którego symbolem będzie dla mnie Kaja Godek, najpierw podrzucana w zwycięskim geście, a potem występująca – oczywiście bez maseczki – przed kamerami, by opowiedzieć, że „mamy wreszcie prawdziwą ochronę życia”.

I na czym ma polegać ta „prawdziwa ochrona życia”? Jak na razie na wprowadzonym kolanem rozwiązaniu, z którym, według sondażu pracowni Kantar, nie zgadza się ponad 70% społeczeństwa. Owszem, pojawiła się mętna obietnica wsparcia dla osób niepełnosprawnych i ich rodzin, którą jeszcze w dniu wyroku zadeklarowała rzeczniczka Prawa i Sprawiedliwości; w bardzo podobnym tonie wypowiadali się też działacze pro life. Tylko czy nie powinno to wyglądać dokładnie odwrotnie? Nie mówię już o walce o rzetelną (!) edukację seksualną - chociaż od niej należałoby zacząć. Gdzie są w tej walce o „prawdziwą ochronę życia” konkretne finansowe rozwiązania, które mogłyby dać kobiecie poczucie bezpieczeństwa, jeśli jej dziecko miałoby urodzić się niepełnosprawne? Gdzie było wsparcie dramatycznych protestów osób niepełnosprawnych i ich rodziców w sejmie? A jeśli będzie to dziecko z wadą letalną? Nie pamiętam walk o powstawanie hospicjów perinatalnych, dofinansowywanie tych już istniejących i kampanii informacyjnych, akcji równie zaangażowanych jak wystawianie banerów z rozczłonkowanymi płodami na ulicach miast. A przecież żadnym wymuszaniem najbardziej zakrwawionymi zdjęciami nie sprawi się, że kobieta realnie będzie gotowa na urodzenie dziecka z wadą letalną czy inną poważną chorobą. Nie jest to dla niej żadnym wsparciem, ale moralnym szantażem, po którym lęk może tylko wzrosnąć. „Miałam możliwość terminacji ciąży legalnie. Nie skorzystałam. Wynik badania wręcza lekarz genetyk. Później wpada się w czarną dziurę. Oprócz męża i rodziny nikogo przy mnie nie było. Sama znalazłam kontakt do hospicjum perinatalnego, gdzie otrzymałam wsparcie psychologiczne. Tyle” – opisuje Kasia, lekarka, mama Róży z Zespołem Downa.

„Kobieta, która dowiaduje się, że jej ciąża jest zagrożona, albo że płód jest uszkodzony doświadcza traumy, rozpaczy, depresji, często poczucia winy i lęku. W tej dramatycznej sytuacji przyszli rodzice potrzebują pomocy i wsparcia w procesie podejmowania decyzji co do kontynuacji lub przerwania ciąży, tak by mogli uwzględnić wiele aspektów ich życia psychicznego, okoliczności w jakich żyją, jak również aktualną wiedzę medyczną. Pozbawienie ich możliwości wyboru naraża na doświadczanie przemocy, co jeszcze bardziej zaburza zdrowie psychiczne” – piszą z kolei w oświadczeniu polscy psychiatrzy, psychologowie i psychoterapeuci.

Wyrok ma zostać opublikowany z początkiem listopada – i co dalej? W mniemaniu działaczy pro-life wszystko jest okej, już za chwilę życie będzie naprawdę ochronione. Niestety uderzenie zbiorą Polki. Nie dość, że zostałyśmy pozbawione podążenia za sumieniem w swojej własnej sprawie, to jeszcze zderzamy się z rzeczywistością kompletnie nieprzygotowaną na dużą zmianę. Moje koleżanki - tak, między innymi katoliczki - już mówią o lęku przed ciążą, i trudno im się dziwić.

Więc, jak mówią hasła z niektórych transparentów, poczułam lekką irytację. Nasiliła się i pomieszała z lękiem, kiedy do późnej nocy oglądałam transmisję ze spontanicznego protestu najpierw pod siedzibą Trybunału, później na Nowogrodzkiej i w końcu na Żoliborzu. Im bardziej demonstrujący dostawali gazem, tym bardziej i bałam się, i byłam wkurzona.

I właśnie dlatego pomyślałam, że moje miejsce jest po tej stronie. Dodałam nakładkę na zdjęcie profilowe, napisałam parę słów w mediach społecznościowych, poszłam na protest i dołączyłam do środowego strajku.

Wygrana bitwa, przegrana wojna

Mimo że to uczestniczki i uczestnicy protestów wznoszą czasem hasło: „to jest wojna”, katolickie portale i głosy ze strony Kościoła ochoczo zaczęły zwierać szeregi. „My” i „wy”. Ludzie „za życiem” kontra aborcjonistki. Twitterowo-katolickie głosy, że ci, którzy chodzą na protesty, nie mogą przystępować do Komunii. Nie tak rzadkie publicystyczne porównywanie głośnych i wulgarnych protestów do krzyku apokaliptycznej Bestii, mocy piekielnych albo demona, „piekło zawyło” – nie dziwię się, że tak o tym piszecie, to taki prosty i plastyczny obrazek. Symbol pioruna rodem z SS. Ks. Andrzej Pawłowski z Piły, po dyskusji internetowej z uczniami, oznajmił, że wykreślił z przygotowania do bierzmowania osoby, które, jak określił, „wspierają aborcję”. Z kolei ks. Grzegorz Strug, dyrektor XXI LO im. św. Stanisława Kostki w Lublinie, wysłał wiadomość do wszystkich rodziców, w której jednoznacznie potępił protesty i, powołując się na statut szkoły, podkreślił, że wobec uczniów, którzy biorą w nich udział, mogą zostać wyciągnięte konsekwencje.

Głos zabrali także biskupi. Jako pierwszy abp Gądecki, który wyraził wdzięczność wobec decyzji Trybunału. Po niedzielnych manifestacjach w kościołach, gdy podczas protestów w całej Polsce odnotowano 22 wtargnięcia na msze i 79 uszkodzeń elewacji, z ambony grzmiał m. in. bp Piotrowski: „Wara od mojej katedry!”. W innym tonie wypowiedział się prymas Polak, który zaapelował o dialog. Komunikat, w swoim stylu, wydała Rada Stała KEP. Nie spodziewałam się, że biskupi jakkolwiek zauważą protestujące kobiety, wśród nich również katoliczki, potępią jasno i wprost wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego czy zaapelują o modlitwę, ale i o rozmowy – i rzeczywiście, nie doczekałam się tego. Przypomniano o przykazaniu „nie zabijaj”, zaapelowano o dialog i podziękowano za obronę kościołów.

Bo tak, ostatecznie we wtorek i środę przed kościołami pojawili się strażnicy, a po sieci zaczęły krążyć obrazki osamotnionych kordonów policyjnych i grup mężczyzn przed kościołami, do których nikt nie podchodził. Zresztą, pomijając już demonstrantów, kto w ogóle chciałby tam się zbliżyć? Sama idąc w środowy wieczór przez centrum Krakowa, widziałam pod kościołem Dominikanów kilku chłopaków, którzy ewidentnie bronili wejścia. Zatrzymałam się na chwilę. Było to dla mnie dość szokujące, widzieć paru obrońców miejsca, w którym przez lata mogłam otwarcie zadać każde pytanie.

To musiała być też niezła scena. Ja, wciąż katoliczka, stoję z transparentem z namalowaną Podręczną, przy moim duchowym domu rodzinnym, zasłoniętym przez kilku gości, myślę o Jezusie, który oddaje się w ręce ludzi, przychodzą mi na myśl wersety z Izajasza o Tym, który „poniósł grzechy wielu, i oręduje za przestępcami” i który jest „jak baranek na rzeź prowadzony, jak owca niema wobec strzygących ją”. Niezły eklektyzm, prawda? Ale nic nie jest czarno-białe, wbrew temu, co ostatnio czytam z pobożnych kont na Twitterze.

Jedyna rewolucja, na jaką mam nadzieję

O to chodzi w Kościele, o całą tę „wojnę kulturową”? O podkreślenie dominacji i władzy przez instytucję? O podejście, które mówi, że jeśli masz wątpliwości, próbujesz widzieć więcej, czujesz inaczej, znajdujesz swój głos – nie jesteś nasza? O to, że gniew i protest to „wrzask piekła”? O zwycięstwo w polemice na fejsie? O to, że jacyś obrońcy świątyń mają mi mówić czy i kiedy, z i jakim hasłem mogę wejść do miejsca, w którym z założenia naprawdę nie muszę nikogo ani niczego udawać? Jeśli w Kościele rzeczywiście chodzi o zwieranie szeregów, to przestało mieć to jakikolwiek sens.

Jedyna rewolucja, na jaką ciągle mam nadzieję, to rewolucja czułości. Jeszcze zanim o „najskromniejszej odmianie miłości” tak wspaniale opowiedziała Olga Tokarczuk, pisał i mówił o niej papież Franciszek.

Jej przejawem był dla mnie chociażby głos znajomego dominikanina, który na swojej facebookowej tablicy tak po prostu i bez zgrywania nauczyciela moralności, podzielił się własnym przytłoczeniem, podał do siebie kontakt i napisał, że jeśli ktoś chciałby pogadać, on jest na to otwarty. Albo wiadomość, którą otrzymałam od innego księdza – w skrócie: rozumiem twój gniew, pamiętam o tobie i wspieram. Po kilku takich, które zarzucały mi, że zostałam aborcjonistką (nie, nie zostałam, ale nie będę się tłumaczyć przed oskarżeniami ludzi, którzy znają mnie ledwo albo wcale), to było całkiem krzepiące. Domowa pizza i wino porzeczkowe, którymi poczęstowali mnie przyjaciele, zaangażowani katolicy, do których wpadłam w poniedziałkowy wieczór po proteście. Ci, którzy, nie zgadzając się na wyrok TK, ale też nie odnajdując się w formie protestów (rozumiem i szanuję to), zapraszają do wspierania np. fundacji Gajusz.

Czułość czułością, ale czy w niedzielę chłopcy dalej będą stali przed kościołami? Czy w ogóle przynależę tu jeszcze, ja z moim gniewem, transparentem z Podręczną, wątpliwościami i niezgodą na binarny podział „my” i „oni”, „obrońcy życia” i reszta świata? Tak dużo pytań, tak mało odpowiedzi.

Redaktorka i dziennikarka DEON.pl, autorka książki "Pełnymi garściami". Prowadzi blog dane wrażliwe.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Barbara Turek, Dominika Frydrych
26,91 zł
29,90 zł

85% niepełnosprawności Basi Turek oznacza 100% zależności od drugiego człowieka. Czy tak można żyć? Można! I to jak!

Dla swoich rodziców okazała się wielkim zaskoczeniem – po jej narodzinach lekarze postawili diagnozę: córka nie będzie...

Skomentuj artykuł

Chodzę na protesty. Należę jeszcze do Kościoła?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.