Czy tylko w celibacie można służyć Bogu?

Czy tylko w celibacie można służyć Bogu?
(fot. unsplash.com)

W czasach, gdy przygotowywałem się do kapłaństwa, a więc wcale nie tak dawno temu, seminarzystom (a w zakonach nowicjuszkom i nowicjuszom) powtarzano, że tylko w celibacie można służyć Bogu niepodzielnym sercem. Czasem, zdecydowanie rzadziej, można było usłyszeć nawet, że celibat jest „białym męczeństwem”. Nie wiem jak to wygląda obecnie.

Domyślam się jednak, że wiele w tej kwestii się nie zmieniło. Takie myślenie ma swoje korzenie między innymi w nauczaniu św. Pawła, które słyszymy w czytaniu: „Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana (…). Podobnie i kobieta: niezamężna i dziewica troszczy się o sprawy Pana”.

Dzisiaj już doskonale wiemy, że życie małżeńskie jest nie mniej owocne od życia w celibacie. Małżeństwo nie tylko nie przeszkadza w służbie Bogu, lecz przeciwnie – samo jest służbą, gdyż jest przez Boga chciane i jest Jego błogosławieństwem. Nie jest zatem istotne, czy żyjemy w małżeństwie, czy w celibacie. Istotne jest to w jaki sposób żyjemy i jaka jest religijna jakość naszego życia. Istotne jest, czy dostrzegamy w życiu znaki Bożej obecności i Bożego działania. Widzicie je w waszym życiu, w waszych rodzinach, w waszych małżeństwach? Istotne jest także to, czy inni w naszym życiu dostrzegają, jak bardzo to życie jest inspirowane wiarą.

Bardzo porusza mnie historia czeskiego księdza Tomáša Halíka, jednego z najwybitniejszych teologów naszych czasów. Gdy był małym chłopcem, wraz z ojcem ateistą, odwiedził czeskie miasto Klatovy. Ojciec pokazał mu tam cudowny obraz Czarnej Madonny, kiedyś podobno roniący krwawe łzy. To – wydawałoby się – mało znaczące wydarzenie, bardzo poruszyło małego Tomáša.

Kilkadziesiąt lat później napisze w swojej autobiografii: „Po raz pierwszy poczułem tam fascynujące, a zarazem przerażające tchnienie tajemnicy”. Ks. Halík wspomina też inne zdarzenie. „Pamiętam, że na krótko przed śmiercią ojciec był ze mną w praskim kościele św. Ignacego, i kiedy wychodząc, obejrzałem się, pierwszy raz widziałem go klęczącego; nic na to nie powiedziałem. Milczeliśmy o tym obaj”. Dwa lata przed śmiercią swojego ojca, Tomáš Halík napisał do niego list, w którym podziękował mu, że choć był „ateistą”, to jednak pomógł mu znaleźć drogę do wiary i dał mu najlepsze wychowanie religijne przez to, że był dla niego dobrym ojcem.

Z rodzinnej pobożności wynieśli zranione uczucia, zły wizerunek Boga i patologiczny obraz religii oraz człowieka.

Kiedy czytam tę historię ks. Tomáša Halíka, nie mogę nie skonfrontować jej z historią mojego życia. Obie bowiem mają wiele zbieżnych punktów. Nie mogę też nie pomyśleć o tych wszystkich moich znajomych, którzy choć wychowani w religijnych rodzinach, w których – wydawać by się mogło – żarliwie praktykowano wiarę, dzisiaj są ludźmi oddalonymi od Kościoła, niewierzącymi, a nawet odczuwającymi swoiste obrzydzenie do wszystkiego, co z religią się kojarzy. Wszystko przez to, jak mówią, że zmuszano ich do wypełniania określonych rytuałów i dziwacznego stylu życia, nie pokazując przy tym w ogóle Boga i Jego działania. Z rodzinnej pobożności wynieśli zranione uczucia, zły wizerunek Boga i patologiczny obraz religii oraz człowieka.

Podobnie – w mojej ocenie – wygląda problem odwracania się od wiary wielu ludzi młodych, którzy decydują się zerwać więzi łączące ich z Kościołem. Odchodzą, ponieważ nikt im nie pokazał Boga. Były wymagania, nakazy, zakazy, brak poszanowania wolności. Zabrakło najważniejszego – Boga. Jakże mądrego ojca miał ks. Halík – choć ateista, to duchową mądrością przewyższał niejednego księdza.

Małżeństwo nie tylko nie przeszkadza w służbie Bogu, lecz przeciwnie – samo jest służbą, gdyż jest przez Boga chciane i jest Jego błogosławieństwem.

I jeszcze jedno. Według św. Marka, Jezus rozpoczął swoją misję od znaku uwolnienia człowieka opętanego duchem nieczystym. Wydarzenie miało miejsce w czasie szabasowego nabożeństwa w synagodze, co jest dość istotnym szczegółem. Duch nieczysty znajduje się bowiem tam, gdzie go nie powinno w ogóle być: w miejscu kultu i duchowego wzrostu. Tymczasem właśnie tam czaił się demon, chcąc zawładnąć świętą przestrzenią, do której wchodzi jej prawowity Właściciel: Pan i Prawodawca. To dla nas ważna lekcja.

Często zapominamy, że demon może być obecny wszędzie, bo zło może być wszędzie obecne. Nawet w najbardziej religijnym domu. Paradoksalnie to zło może się skrywać za naszymi najbardziej pobożnymi praktykami, jeśli tylko zabraknie w nich miłości, wolności i mądrości. I najważniejsze – nie jest ważne, czy żyjemy w celibacie, czy w małżeństwie. Nasze życie ma być znakiem obecności Boga. Tylko w ten sposób możemy zachęcić innych do wejścia na drogę wiary. Nasze domy, nasze plebanie, nasze klasztory mają być niczym sakramenty – znakami obecności i działania Boga. Czy są?

Proboszcz parafii na South Kensington w Londynie

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Anselm Grün, Tomáš Halík
25,94 zł
39,90 zł

Jeśli ktoś zaczyna wierzyć, nie oznacza to, że wspiera się na filarach pewników, lecz że wchodzi w chmurę tajemnicy i podejmuje wyzwanie: zanurz się jeszcze głębiej!

W tej zaskakująco osobistej książce dwaj wybitni pisarze chrześcijańscy...

Skomentuj artykuł

Czy tylko w celibacie można służyć Bogu?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.