Inicjatorzy "Różańca do Granic" mówią, że koronawirus jest karą Boga. To wbrew Ewangelii

Inicjatorzy "Różańca do Granic" mówią, że koronawirus jest karą Boga. To wbrew Ewangelii
(fot. Jacek Kowalczuk / youtube.com)

Nie zgodzę się z uzasadnieniem, które podają Panowie w swojej odezwie. Nie może być mowy o tym, że skończył się czas Bożego miłosierdzia, a nastał czas sprawiedliwości Bożej. To wbrew Ewangelii. Sprzeciwiam się uderzaniu w takie tony.

Pojawienie się koronawirusa rodzi różne ludzkie reakcje, zarówno pośród władz, mediów jak i osób religijnych. Zaczyna się wzmożone działanie duchowe. I tak do społeczeństwa polskiego swoje słowo skierowali Panowie Maciej Bodasiński i Lech Dokowicz, inicjatorzy wcześniejszych akcji pokutno-modlitewnych w Polsce, takich jak Wielka Pokuta czy Różaniec do Granic. W tonie prorockim i apokaliptycznym oraz ze śmiertelną powagą, posępnymi twarzami i w czarnych koszulach ogłaszają, że nastaje „czas wielkiej próby i ciemności”. W ogóle jak zauważyłem bardzo lubią słowo "wielki".

Ich zdaniem, koronawirus jest narzędziem Bożej sprawiedliwości. Mamy się więc przygotować na „falę, która będzie chciała zmieść z powierzchni ziemi wszystko co ważne, święte, a tym samym nas”.

Na samym początku Lech Dokowicz ogłasza, że „Pan Bóg nie pozwoli się w nieskończoność obrażać”, a ogrom naszych grzechów powoduje, że brama miłosierdzia się zamyka i teraz będziemy musieli przejść przez bramę sprawiedliwości. Dodaje, że „dla wielu ludzi wierzących jest oczywiste, że ten czas następuje”

Pan Dokowicz próbuje interpretować to, co się dzieje, przez pryzmat trzech wydarzeń religijnych zainicjowanych przez nich w ostatnich latach: Wielka Pokuta, Różaniec do Granic (tutaj szczególnie modlono się, jak mówi Dokowicz o to, aby aniołowie stanęli na naszych granicach i nas bronili) oraz Polska pod Krzyżem. Te wydarzenia w świetle nadchodzącego wirusa okazały się jednak opatrznościowe. Panowie chcą powiedzieć jakoby ich wcześniejsze inicjatywy były jednak słuszne, bo przygotowały nas na to, co obecnie się dzieje. I dlatego zawierają one „program duchowy dla każdego człowieka na czas ciemności”.

Panowie powołują się na objawienia prywatne, a nawet własne sny. Maciej Bodasiński przez kilka dni widział wydarzenia apokaliptyczne i „wielką spowiedź kapłanów i swoją”. Miała to być spowiedź kilkakrotna, żeby wyznać nawet najmniejsze grzechy, które człowiek zapomniał za pierwszym razem. Panowie przedstawiają wirus w taki sposób jakby Bóg zesłał na nas kolejną egipską plagę. Być może, tylko na podstawie czego tak sądzą?

Obaj Panowie zachęcają do „budowania duchowej Arki Noego”, jak rozumiem wzywają do powszechnej, szczegółowej spowiedzi, do modlitwy o to, aby „gniew Boży nie wylał się na nasz kraj, na nasze rodziny z całą surowością, na którą zasłużyliśmy". Jest to bowiem „czas ostateczny, który nastąpił”.

Chciałbym na ten apel odpowiedzieć w kilku zdaniach. Po pierwsze, zgadzam się, że pojawienie się koronawirusa jest pewnym wyjątkowym wydarzeniem, który Kościół nazwałby znakiem czasu. Zawsze jest to wydarzenie ambiwalentne. Zwykle wzywa do nawrócenia, przemiany. Ale jest to czas działania Boga, jak również złego ducha. Trzeba tutaj dużo roztropności i rozeznania.

Diabeł żeruje na lęku i panice. Nie zapominajmy też, że w przypadku osób pobożnych diabeł ukrywa się często za pozorami dobra. Z początku podsuwa myśli, które są nawet bardzo szlachetne, pobożne, w których nie widać nic złego, lecz przeciwnie, wydają się jak najbardziej pochodzące od Boga. Ale „dołącza” powoli coś od siebie, zwykle wykrzywiającego Ewangelię. Musi jednak najpierw zahaczyć się o coś dobrego, aby zwieść człowieka. Pozór dobra jest bardzo niebezpieczny i trudny do wykrycia, bo mydli nam oczy, zwodząc pobożnymi hasłami i terminami.

Diabeł żeruje na lęku i panice. Nie zapomnijmy też, że w przypadku osób pobożnych diabeł ukrywa się często za pozorami dobra.

Znak czasu, także koronawirus, rzeczywiście wzywa do tego, byśmy się ocknęli, przypomnieli o tym, co ważne w życiu, zastanowili się nad tym, że nie jesteśmy wszechmocni, jesteśmy zależnymi stworzeniami. I o tym mówi Pan Jezus w Ewangelii według św. Łukasza do tych, którzy przyszli do Niego, aby powiadomić Go o masakrze, którą w świątyni zgotował ludziom Piłat. Jezus wykorzystał tę tragedię, aby słuchaczy pobudzić do nawrócenia i powiedział, że jeśli się nie nawrócą, wszyscy podobnie zginą. Pewnie nam wszystkim, którzy po uszy weszliśmy w sprawy tego świata, często w konsumpcjonizm, bylejakość życia, w zapomnienie o Bogu i życiu wiecznym, rzeczywiście potrzeba zatrzymania się i przebudzenia. Wszyscy mamy się z czego nawracać. Tego nie neguję.

Nie zgodzę się jednak z uzasadnieniem, które podają Panowie w swojej odezwie. Nie może być mowy o tym, że skończył się czas Bożego miłosierdzia, a nastał czas sprawiedliwości Bożej. To wbrew Ewangelii. Sprzeciwiam się uderzaniu w takie tony. Bo równocześnie po wezwaniu do nawrócenia i ostrzeżeniu „Jeśli się nie nawrócicie”, Jezus opowiada przypowieść o drzewie figowym, które nie przynosi owocu, ale jednak właściciel winnicy daje mu szansę. Pan nigdy nie cofa swojego miłosierdzia. Sprawiedliwość Boża nie jest przeciwieństwem miłosierdzia. Ponadto, dla nas punktem odniesienia nie jest Stary Testament, ale działanie Pana Jezusa i w świetle Jego słów i życia należy interpretować Stare Przymierze. Nigdy na odwrót. Dopóki Pan Jezus nie wróci powtórnie na ziemię, trwa czas miłosierdzia, a nie sądu, chociaż zło i grzech panoszy się na świecie. Powoływanie się na potop i kary egipskie w oderwaniu od krzyża Jezusa i orędzia o miłosierdziu, jest nadużyciem.

Nie może być mowy o tym, że skończył się czas Bożego miłosierdzia, a nastał czas sprawiedliwości Bożej. To wbrew Ewangelii. Sprzeciwiam się uderzaniu w takie tony.

Co mieli powiedzieć ludzie, gdy pojawiały się wcześniejsze epidemie, wojny, które pochłaniały miliony istnień ludzkich, głód itd.? Byłbym ostrożny w przypisywaniu Bogu karzącego działania w każdej sytuacji. Św. Ignacy z Loyoli przedstawia też w Ćwiczeniach Duchowych wizję „narady” Trójcy Świętej, która przygląda się temu, co się dzieje na ziemi. A dzieje się wiele zła. Ludzie zatracają się. I co robi Bóg? Decyduje, że Syn Boży uda się, by ratować ludzkość, stanie się jednym z nas. Dlatego na wszystko należy patrzeć przez perspektywę miłosierdzia i Zmartwychwstania Chrystusa, a nie grzechu.

Dlaczego nie byliśmy tacy przejęci losem świata, gdy wirusy takie jak ebola, SARS, ptasia grypa szalały na innych kontynentach i w innych krajach? Dlaczego ciągle tak nieczuli jesteśmy na los uchodźców, imigrantów, widząc w nich wyłącznie intruzów i zagrożenie dla naszego świata?

Według logiki ratowania świata i ludzkości, którą zaprezentowali Panowie Bodasiński i Dokowicz, ciemność zaczęła się znacznie wcześniej (nie od koronawirusa i od Polski nim objętej) i znacznie wcześniej należałoby czynić pokutę i nawracać się. Ale jakoś te inicjatywy, które zapoczątkowali zbiegły się dziwnym trafem najpierw z kryzysem uchodźców, którzy mieli do nas napierać drzwiami i oknami (i dlatego aniołowie mieli strzec naszych granic), a teraz ma być mobilizacja, bo nas też dotknął koronawirus.

O co więc chodzi? O cały Kościół, o całą ludzkość ,czy tylko o Polskę i ratowanie się kto może? Gdyby pokuta i nawrócenie rzeczywiście wypływały z prawdziwego rozeznania, należało było do niej wzywać znacznie wcześniej, kiedy inni bracia i siostry cierpieli choroby, głód, wykluczenie, a nie dopiero wtedy, gdy lęk i zagrożenie dosięgają także nas. Apokalipsa i czasy ostateczne zaczynają się dopiero wtedy, gdy zło dosięga Polskę. Ciekawe.

Apokalipsa i czasy ostateczne zaczynają się dopiero wtedy, gdy zło dosięga Polskę. Ciekawe.

Gdyby rację we wszystkim mieli Panowie Bodasiński i Dokowicz, Bóg już dawno powinien zmieść nas z powierzchni ziemi, bo rzeczywiście nie zasługujemy na nic, niegodni jesteśmy żadnych darów. W sumie Jezus nawet nie powinien za nas umierać. Pan Jezus mówił, że nawet w czasie poprzedzającym Jego nadejście, gdy ludzie na widok różnych wydarzeń mdleć będą ze strachu, my powinniśmy iść przez życie z podniesioną głową. A co się dzieje? Jedni podchodzą w obliczu zagrożenia wirusem z obojętnością, inni wpadają w odwrotną skrajność: budują atmosferę grozy i powiększają lęk.

Obawiam się przedstawiania Boga jako zagniewanego bożka, który siecze rózgą i żąda od nas przebłagań i korzenia się, by uzyskać Jego przebaczenie. Wykorzystywanie jednak tego trudnego momentu do rozsiewania apokaliptycznych wizji i własnych interpretacji wywiedzionych także ze snów, nie odejmując obu Panom dobrej woli, uważam za szkodliwe. Tak, należy ten czas wykorzystać do nawrócenia, zwłaszcza, że zbiega się z Wielkim Postem, ale nie można opierać się na podsycaniu lęku i wizjach odległych od pełni Objawienia, która jest w Chrystusie Jezusie.

I rzeczywiście, będzie to czas, w którym każdy z nas będzie musiał zdecydować, za czyim głosem pójdzie.

Wideo możesz zobaczyć tutaj.

 

Rekolekcjonista i duszpasterz. Autor książek z zakresu duchowości. 

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Dariusz Piórkowski SJ
24,43 zł
34,90 zł

Odkryj w swoim życiu pokój 

Bóg chce wydobyć z nas to, co najlepsze, ale nie zaciśniętą pięścią czy przystawiając rewolwer do naszej skroni. Stawia nam wymagania, ale nie po to, byśmy ich spełnianiem wyszarpywali...

Skomentuj artykuł

Inicjatorzy "Różańca do Granic" mówią, że koronawirus jest karą Boga. To wbrew Ewangelii
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.