Nie rozminąć się z Bogiem

Nie rozminąć się z Bogiem
(Wacław Oszajca SJ)
5 lat temu

Na podstawie Biblii można z całą pewnością stwierdzić, że ci, którzy tak właśnie postę­powali, z Bogiem się nie rozminęli. Żyjąc całkiem po świecku, żyli jak najbardziej pobożnie - po Bożemu.

"Ponieważ w Betlejem jest zawsze Boże Narodzenie, każdego dnia jest Boże Narodzenie w sercach chrześcijan", powiedział Jan Pa­weł II w betlejemskiej bazylice Narodzenia Pańskiego. Skoro tak, to nic dziwnego, że w szopkach bożonarodzeniowych mamy gaździnę spod Nowego Targu, szałas z Doliny Chochołowskiej, pasterzy w ty­rolskich kapeluszach, królów w kapach koronacyjnych, turbany na głowie, kolczyk w uchu, obok wielbłądów konie, słonie, osła i wołu, no i oczywiście merynosy.

Tandetne te nasze szopki, kiczowate, a jednak, co by było, gdyby ich zabrakło? Podobnie rzecz się ma z innymi świątecznymi zwy­czajami, obrzędami, wierzeniami. Może, zanim skończy się adwent, warto by się temu wszystkiemu przyjrzeć i zobaczyć, jak daleko odeszliśmy od pierwotnego znaczenia choćby wieczerzy wigilijnej, a zwłaszcza owego wolnego krzesła i nakrycia.

Mówimy, że to wolne miejsce przeznaczone jest dla niespodziewanego gościa. Wyraża ono naszą gotowość ugoszczenia tego kogoś, gdy się zjawi. Tym­czasem - oczywiście najprawdopodobniej - nasza rodzinna kolacja wigilijna, pełna ciepła, światła, pokoju i spokoju, w nie tak dalekiej przeszłości miała zupełnie inny charakter. Była to uczta ku czci zmarłych. Wolne miejsce i nakrycie było dla nich.

W niektórych krajach mówi się, że wolne miejsce jest przezna­czone dla małego Jezusa. Tak czy inaczej, urodziny Jezusa z Na­zaretu, naszego brata i Boga, obchodzimy tak samo, jak urodziny każdego z nas. Dom, stół, posiłek, krewni i przyjaciele, i ta zwyczaj­ność, to całkowite zanurzenie naszego świętowania w codzienności, w materii, w zmysłowości, w czasoprzestrzeni, najlepiej oddaje sens wcielenia Syna Bożego.

On przychodzi do nas, a raczej to my odkrywamy Go, jako już obecnego tu i teraz. Nie spada z góry, z nieba, nie przychodzi nagle, bo w ogóle nie potrzebuje przychodzić. Jest, bo jest. A ponieważ jed­nym z Jego wielu imion jest Miłość, nie może nie być.

Boża wszech­moc polega na tym, że Bóg nie potrafi, nie umie, choćby nawet tego chciał, oderwać się od człowieka. Stąd Maryja odkrywa obecność Boga w sobie, w swoim ciele. Elżbieta odkrywa Obecnego w ciąży swojej kuzynki. Jeśli można mówić, że Jezus rodzi się, przychodzi, to nie przychodzi z jakiegoś sacrum, ale z łona kobiety i z łona Ziemi, czego symbolem jest grota.

Nasz Bóg nie przychodzi z zewnątrz rzeczywistości, jako że dla Boga nic nie jest ani na zewnątrz, ani wewnątrz. Dlatego zbliżające się święta podpowiadają wszystkim szukającym Boga, by nie szu­kali Go poza horyzontem Ziemi, w jakiejś bezczasowej i niemate­rialnej, czysto duchowej krainie, by nie "wpatrywali się w niebo", a rozglądali się wewnątrz siebie i wokół siebie. Na podstawie Biblii można z całą pewnością stwierdzić, że ci, którzy tak właśnie postę­powali, z Bogiem się nie rozminęli. Żyjąc całkiem po świecku, żyli jak najbardziej pobożnie - po Bożemu.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Nie rozminąć się z Bogiem
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.