Niezauważony ważny list Episkopatu

Niezauważony ważny list Episkopatu
(fot. episkopat.pl)

W sprawach życia politycznego w Polsce biskupi nie milczą. Nie zabiegają jednak o to, by ich głos dotarł do tych, którzy to życie kształtują. A ostatni list społeczny ogłosili tak cicho, że właściwie nikt go nie zauważył.

Episkopat Polski przed tygodniem opublikował dokument społeczny, w którym odniósł się m.in. do życia politycznego w Polsce. W liście zatytułowanym "O ład społeczny dla wspólnego dobra" biskupi apelują m.in. o odpowiedzialność i dialog. Zwracają również uwagę na język debaty publicznej i wskazują cztery cnoty kardynale, widząc w nich fundamenty ładu społecznego.  

O tym, że Rada ds. Społecznych pracuje nad takim dokumentem, mówił we wrześniu ub.r. w rozmowie z KAI abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski (KEP). Zapowiadał, że dokument będzie po wyborach samorządowych. Potem jego publikację przełożono na wiosnę. Po śmierci prezydenta Gdańska część hierarchów chciała list wydać wcześniej. Problemem okazało się uzgodnienie treści dokumentu, który tworzył się w bólach przez ponad rok (pierwsze konsultacje odbywały się już wiosną 2018 roku). Ostatecznie przyjęto go na ostatnim - marcowym - posiedzeniu KEP, ale jego publikację  poprzedziły dwa ważne teksty. Najpierw - na początku poprzedniego miesiąca - bp Andrzej Czaja w wywiadzie dla KAI (rozmowę publikował również DEON.pl) stwierdził, że "na to co się w Polsce dzieje, Kościół nie może patrzeć spokojnie. Najwyższy czas, abyśmy ocknęli się - jako chrześcijanie i jako Polacy! Nadszedł czas, że Kościół powinien podjąć rolę mediatora wśród okładających się stron". Wskazał też, że jest zapotrzebowanie na "wyrazisty list pasterski czy wręcz orędzie do narodu: orędzie o pojednanie i o pokój".

Potem - 21 marca - również w KAI ukazał się artykuł bp. Piotra Jareckiego pt. "Polityka w służbie dobra wspólnego", w którym warszawski biskup pomocniczy podkreślał, że "prawo trzeba budować na fundamencie wartości, a nie na lotnych piaskach zmiennych ideologii czy interesów. Wykładnia prawa, a zwłaszcza Konstytucji, powinna mieć za podstawę wierność wartościom konstytucyjnym, a nie interesom politycznym" - stwierdzał.

W końcu we wtorek 26 marca na specjalnej konferencji prasowej zaprezentowano datowany na 14 marca list pt. "O ład społeczny dla wspólnego dobra". Dokument opublikowano dopiero półtora tygodnia po posiedzeniu KEP, na którym został przyjęty! Prawdopodobnie dlatego, że uwagę mediów i opinii publicznej przykuwała publikacja danych dotyczących pedofilii, ale zwłoka ta spowodowała, że list pozostał niezauważony. Wzmianek o jego wydaniu próżno było szukać w mediach - nie tylko tych świeckich, ale również katolickich.

Nie był to wcale wyjątek od reguły. W ostatnich latach KEP wydała dwa dokumenty, w których również poruszono problemy społeczno-polityczne życia w Polsce i niestety także one przeszły one bez echa.

Pierwszy dokument "W trosce o człowieka i dobro wspólne" opublikowano za rządów PO-PSL w marcu 2012 r. Biskupi pisali w nim m.in.: "w ostatnich latach obserwujemy w naszym kraju niepokojące zjawisko obniżenia stylu i poziomu debaty oraz sporu politycznego. Traktowanie konkurentów politycznych jak wrogów, których należy zwalczać za pomocą wszystkich możliwych środków, staje się niemal standardem życia politycznego. Szczególny niepokój budzi język publicznej dyskusji politycznej, pełen agresji i wzajemnych oskarżeń, nierzadko posługujący się kpiną, drwiną, a także wulgaryzmami. Moralna dyskredytacja przeciwników, rzucanie podejrzeń, brak szacunku dla przeciwnika politycznego staje się powszechną praktyką". Dalej podkreślali, że obecny w życiu politycznym model przyjaciel-wróg jest nie do przyjęcia, bo "radykalizuje (...) nastroje społeczne i powoduje powstawanie podziałów opartych na głębokiej wzajemnej niechęci".

Kolejny dokument wydany w 2017 r., a więc za rządów PiS, poświęcony był patriotyzmowi ("Chrześcijański kształt patriotyzmu"). Czytamy w nim: "W sytuacji głębokiego sporu politycznego, jaki dzieli dziś naszą ojczyznę, patriotycznym obowiązkiem wydaje się też angażowanie się w dzieło społecznego pojednania poprzez przypominanie prawdy o godności każdego człowieka, łagodzenie nadmiernych politycznych emocji, wskazywanie i poszerzanie pól możliwej i niezbędnej dla Polski współpracy ponad podziałami oraz ochronę życia publicznego przed zbędnym upolitycznianiem. A pierwszym krokiem, który w tej patriotycznej posłudze trzeba uczynić, jest refleksja nad językiem, jakim opisujemy naszą ojczyznę, współobywateli i nas samych".

W obu dokumentach znalazły się ważne słowa, ale nie dotarły one do większego grona odbiorców. Episkopat nie zadbał o ich promocję. Ograniczył się do organizacji konferencji prasowych. Ostatniemu dokumentowi poświęcono wprawdzie kilka artykułów, ale pod strzechy nie dotarł.

Nikt nie wpadł na pomysł, by z liczącej kilka stron publikacji zrobić skrót i rozesłać go do parafii z poleceniem odczytania podczas niedzielnych liturgii. A przecież taki skrót winien trafić także do posłów, senatorów, ministerstw, ludzi mediów. Powinien dotrzeć do wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób kształtują życie polityczne.

Ten sam los spotka opublikowany teraz list. Trafi do szaf kurialnych i seminaryjnych bibliotek, do których nikt nie zagląda. A biskupi na pytanie, dlaczego milczą, odpowiedzą zaś, że to nieprawda, bo przecież napisali. Problem w tym, że powiesili swój list na stronie internetowej i czekają. Ale na co? Trudno powiedzieć.

Dlaczego dokumenty społeczne biskupów przechodzą bez echa? Myślę, że doskonale zanalizował to biskup Czaja we wspomnianym na początku wywiadzie. Na pytanie czy Kościół w Polsce dobrze wypełnia dziś rolę "sumienia demokracji" odparł: "Niestety, Kościół w Polsce stracił swój dawny autorytet i w takiej sytuacji, ten głos sumienia, który na różne sposoby wybrzmiewa, jest dziś wyraźnie mniej skuteczny". Utrata autorytetu w moim przekonaniu jest ściśle powiązana z utratą wiarygodności. Jeśli bowiem z jednej strony hierarchowie przekonują, że do kwestii molestowania seksualnego nieletnich podchodzą z należytą powagą, a z drugiej niektórzy z nich nic w tej sprawie nie robią, to jak ulał pasują tu słowa biskupa Jareckiego, który w swoim tekście pisał m.in. o rozdźwięku "między pięknymi słowami wypowiadanymi podczas uroczystych celebracji a czynami będącymi zaprzeczeniem tych słów" i dodawał z mocą, że to "świadczy o głębokim kryzysie moralnym".

Ale - niejako na marginesie - trzeba też zauważyć, że kwestia nauczania katolickiej nauki społecznej (KNS), która jest przecież podstawą wspomnianych powyżej dokumentów, na rodzimych uczelniach katolickich leży po prostu odłogiem. Na wielu kierunkach wykładane są wprawdzie jej elementy lecz odrębnego fakultetu nigdzie nie ma. Żadna uczelnia nie prowadzi też studiów podyplomowych w tym zakresie. A jej upowszechnianiem zajmują się tylko nieliczne stowarzyszenia. Nic zatem dziwnego, że KNS bardzo często określa się mianem "najmocniej ukrywanego skarbu Kościoła". Wydaje się, że warto byłoby go wreszcie odkryć.

Tomasz Krzyżak - autor jest dziennikarzem, kierownikiem działu krajowego "Rzeczpospolitej". W wydawnictwie WAM wydał: "Nie mam nic do stracenia - biografia abp. Józefa Michalika" oraz "Wanda Półtawska - biografia z charakterem"

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Tomasz Krzyżak
14,76 zł
36,90 zł

Mało jest w Polsce osób, które wzbudzają tak skrajne opinie. Ona jednak wydaje się tym zupełnie nie przejmować. Taki ma charakter, podobno niełatwy.

Ponad 60 lat temu jako młoda kobieta, była więźniarka obozu w Ravensbrück,...

Skomentuj artykuł

Niezauważony ważny list Episkopatu
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.