Zobaczyć w drugim człowieka – być prawdziwym katolikiem

Zobaczyć w drugim człowieka – być prawdziwym katolikiem
(Fot. PAP/Artur Reszko)
1 miesiąc temu

Chcemy czy nie, problem migracyjny dotyka nas bezpośrednio. Jesteśmy zarzucani obrazami tego, co dzieje się daleko, na innych kontynentach, w Ameryce czy Afryce lub u nas w Europie, w basenie Morza Śródziemnego, na wyspach greckich czy we Włoszech. Ostatnio też my sami doświadczamy tego kryzysu z bliska, bardzo namacalnie przez to, co dzieje się na granicy z Białorusią.

Informacje są dramatyczne, wielu odczuwa niepewność i lęk. Nie wiemy dokładnie, jak sprawy wyglądają. Pojęcia „wojna hybrydowa”, „zorganizowany przemyt”, „współczesne niewolnictwo” odmieniane są przez wszystkie przypadki. Rośnie w nas poczucie złości i frustracji, że niewiele od nas zależy, że nie wiemy, co i jak moglibyśmy zrobić, żeby to zmienić.

Dzisiaj, w niedzielę 26 września, obchodzimy Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. Papież Franciszek już w maju tego roku ogłosił swoje orędzie na tę okazję, zatytułowane „Ku stale rosnącemu ‘my’”. Mówi w nim, iż nasze korzenie są w Bogu. Jesteśmy braćmi i siostrami, stworzonymi na Jego obraz. Jest zatem wspólnota – ‘my’ na początku. Ale grzech oddalił nas od siebie, spowodował wiele cierpień. Jesteśmy jednak wezwani do pogłębiania poczucia braterstwa i wspólnoty. Papież przypomina nam, że jako katolicy jesteśmy wezwani do wyjścia na „peryferie egzystencjalne, aby leczyć zranionych i szukać zagubionych, bez uprzedzeń i lęków, bez prozelityzmu” i, podkreślając powszechność Kościoła, mamy tak dążyć do tworzenia coraz pełniejszego ‘my’.

W tym kontekście papież mówi o wyzwaniu, aby ‘burzyć mury’, jakie wyrosły między nami, aby granice stały się miejscem spotkania, aby wzrastać w poczuciu ‘my’. Innymi słowy można by rzec, że dzisiaj stajemy się prawdziwie katolikami poprzez „spotkanie z odmiennością cudzoziemców, migrantów, uchodźców i w dialogu międzykulturowym”, jaki z nimi prowadzimy.

Modlitwa do św. Józefa dla odtrąconych i porzuconych

Ktoś mógłby powiedzieć, że papież Franciszek jest znany z kontrowersyjnych tez i propozycji. Dla wielu jego słowa i gesty są zbyt radykalne, burzące porządek społeczny i trudne do wprowadzenia w życie.

Można by tak myśleć, gdyby to on wprowadził ten Dzień Migranta i Uchodźcy i gdyby taki dzień był odpowiedzią na współczesny problem migracyjny. Ale tak nie jest. Obchody tego dnia zostały podjęte 107 lat temu, w 1914 roku, w zupełnie innych okolicznościach historycznych i społecznych. I od tamtego czasu wszyscy papieże powtarzali mniej więcej podobne rzeczy.

Jak więc sprawić, żeby to doświadczenie wyrażenia w nowy sposób naszej wiary, naszego bycia katolikami, stało się czymś, co buduje, wzmacnia, przybliża nas do siebie nawzajem?

Po pierwsze to mieć świadomość, że wszystko zaczyna się od mojego ducha, od serca. Wszelka zmiana dokonuje się najpierw w mojej głowie. Muszę obudzić wiarę w Boga, który jest stworzycielem wszystkiego. To On kieruje losami świata. Zanim zatem podejmę jakiekolwiek działanie, muszę stanąć wobec Tego, który zna każdy mój lęk, każdą trudność. Nie narzucę sobie niczego, nie zmuszę się do odczuwania czegokolwiek, jeśli najpierw nie odkryję, że Bóg jest Panem wszystkiego, że Jezus oddał życie za każdego z nas, i moich, naszych, i tamtych. Jako ludzie wierzący widzimy w tym, co się dzieje, także w kryzysie migracyjnym, opatrznościową zachętę do rozwoju, do duchowego wzrostu.

Modlitwa Jana Pawła II o uwolnienie świata od wszelkiego zła

Po drugie musimy zobaczyć w sobie ludzi. Migranci, uchodźcy, ubodzy, współcześni niewolnicy, ofiary przemocy to nie zjawiska, problemy, trudne sytuacje, zagrożenie. To nie liczby, wysokie koszty, osobiste straty. To przede wszystkim ludzie. Trzeba ich zauważyć, spojrzeć im w twarz, popatrzeć w oczy. Tam, gdzie nawiązujemy bliski, ludzki kontakt, przestajemy wyolbrzymiać, nie dajemy się opanować przez strach.

Po trzecie, ważniejsze jest otwarte i wrażliwe serce niż chłodna, technokratyczna kalkulacja. Problemy trzeba rozwiązywać, przydaje się sprawność organizacyjna, ale nic nie zastąpi ludzkiego ciepła i życzliwości.

Niewiele da namawianie kogokolwiek do takiego myślenia i podejścia. Nie wymusimy tego ani na sobie ani na innych. To jest łaska i na tę łaskę dzisiaj trzeba się nam otworzyć. A Bóg, stwórca wszelkiego dobra, nikomu jej nie skąpi. Da nam wtedy, kiedy będziemy potrzebować, światłe oczy serca, mądrość zrozumienia i odwagę do działania.

DEON.PL

Wcześniej duszpasterz akademicki w Opolu; duszpasterz polonijny i twórca Jezuickiego Ośrodka Milenijnego w Chicago; współpracownik L’Osservatore Romano, Studia Inigo, Posłańca Serca Jezusa i Radia Deon oraz Koordynator Modlitwy w drodze i jezuici.pl;

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Zobaczyć w drugim człowieka – być prawdziwym katolikiem
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.