Życie jest cudem, a ludzie są dobrzy

Życie jest cudem, a ludzie są dobrzy
Fot. Depositphotos.com
dobrawnuczka.blog.deon.pl

Jakiś czas temu papież Franciszek przestrzegał dziennikarzy przed pokusą koprofilii. Przyznam, że często o tym myślę, gdy robię poranny przegląd mediów. Nie pozostawiające żadnych niedomówień, epatujące brutalnością, cierpieniem i wszelkimi dostępnymi szczegółami zdjęcia, filmiki, historie z wojen, wypadków, wydarzeń z całego świata stały się zwyczajnym elementem doniesień ze świata.

Im bardziej szokujące, naturalistyczne i – w założeniu – wstrząsające detale uda się pokazać, tym większa szansa na klikalność. Pytanie, gdzie jest granica tego, co trzeba i warto pokazywać, już dawno stało się pytaniem retorycznym. Walka o naszą uwagę trwa w najlepsze, a skoro oczy i uszy coraz bardziej oswojone ze złem, to i szokowanie trudniej przychodzi. Koszty nie mają znaczenia.

Oręż strachu

Mija właśnie miesiąc od dnia, gdy na świat przyszedł Miszka – nasze czwarte dziecko. Ostatnie tygodnie mojej ciąży przypadły na moment wybuchu wojny na Ukrainie. I chociaż w Wielkim Poście zazwyczaj mocno ograniczam swój kontakt z wiadomościami, to w tej sytuacji nie byłam w stanie odciąć się zupełnie od śledzenia wydarzeń.

Obrazy bombardowanych miast, dzieci rodzących się na stacji metra, ojców, którzy żegnają się ze swoimi bliskimi na dworcu – nawet mocno reglamentowane – napełniały mnie niewymownym bólem, którego nijak nie była w stanie złagodzić aktywność związana z niesieniem pomocy uchodźcom. Zresztą, gdyby nie to, że od ponad dwóch miesięcy jesteśmy karmieni okrucieństwem wojny, to prawdopodobnie jednym z najbardziej ochoczo eksploatowanych wątków medialnych nadal byłyby dramaty kobiet, których porody zakończyły się tragicznie. Bo przecież to był leitmotiv medialny towarzyszący większości mojej ciąży. W efekcie – po raz pierwszy odkąd zostałam mamą – miałam spory problem ze strachem.

I to nic, że potrafiłam ten strach rozumowo czy duchowo oswoić. Uważam się za świadomego użytkownika internetu, ale nawet jeśli dobrze wiem, że to, co widzę na ekranie mojego smartfona, nie odzwierciedla prawdy o całym świecie, to jednak wizja, która jest w nim sprzedawana, nie pozostaje obojętna. Pokazywanie, że świat i ludzie są podli, cyniczni i bezwzględni, prędzej czy później budzi w sercu niepokój. Najdotkliwiej odczułam to w momencie, w którym zostałam skierowana na oddział patologii ciąży. W burzy ciążowych hormonów, w warunkach covidowej izolacji szpitali, w towarzystwie młodziutkiej Ukrainki cały dzień śledzącej doniesienia z frontu, z którą byłam w pokoju – trudno mi było ze spokojem serca oczekiwać narodzin synka.

Nie demonizuj

Pomagały mi różaniec, medytacja i konsekwentne karmienie się Słowem Bożym. Gdyby nie ten zestaw pierwszej pomocy duchowej, to pewnie na porodówkę trafiłabym jako totalnie sfrustrowany kłębek nerwów, podważający każdą decyzję personelu. Bo karmienie nas, kobiet, historiami tragicznie zakończonych porodów, aborcji i innych tragedii, ma niestety taki skutek: napełnia strachem i podkopuje zaufanie do bliźniego. Tymczasem pomoc położnych, lekarek czy lekarzy jest nie(d)ocenionym wsparciem dla większości młodych mam. I naprawdę dużo piękniej przeżywa się swój poród w poczuciu bezpieczeństwa, gdy ma się świadomość, że ludzie, którzy nas otaczają, chcą mojego i dziecka dobra.

Poród Miszki stał się dla mnie przepięknym wspomnieniem m.in. dlatego, że od samego początku otoczyli mnie życzliwi ludzie. Ich kompetencja, troska i otwartość na moje potrzeby towarzyszyła mi niemal przez cały pobyt w szpitalu. I nie było to tylko moje doświadczenie. Każdego dnia do dyżurki położnych przychodziła jakaś mama z noworodkiem, by na pożegnanie wypowiedzieć kilka słów wdzięczności za opiekę i wsparcie. Często uśmiechałam się w myślach, że z tych wszystkich  „Dziękuję za…” mogłaby powstać piękna symfonia pochwalna. Tak różna od lamentów płynących na ogół na służbę zdrowia i paskudny świat.

Życie jest cudem, a ludzie są dobrzy

Narodziny dziecka to taki moment, w którym bardzo mocno doświadcza się swojej bezsilności i granic (tak fizycznych, jak i psychicznych). A jednocześnie świadomość, że ta mała, bezbronna istota jest tak totalnie zależna ode mnie, daje poczucie niezwykłej siły i sprawczości. Mówi się, że strach jest orężem złego i że zły chętnie zaślepia nasze oczy egoizmem i pychą, byśmy na naszych bliźnich nie potrafili patrzeć z taką miłością, z jaką na wszelkie stworzenie patrzy Pan Bóg. W tym kontekście wydaje się, że to żaden przypadek, że jedna z najczęstszych fraz w Biblii brzmi: „Nie bój się”. Często słyszę ją w swoim sercu w ostatnich tygodniach.

Miszka urodził się tuż przed Wielkanocą. Doświadczenie jego narodzin i celebrowanie największej Tajemnicy naszej wiary, bardzo dobitnie przypomniało mi, jak niesamowitym cudem jest życie. A kiedy przyglądam się poszczególnym spotkaniom Zmartwychwstałego Jezusa z Jego uczniami, nie mogę opędzić się od zdumienia, jak nie-ziemska jest Boża miłość. Kochać nas – tchórzy, egoistów, zdrajców, głupców, popaprańców rozmaitej maści – i patrzeć na nas wzrokiem, który dostrzega dobro i piękno, potrafi tylko On.

My możemy co najwyżej modlić się, by posyłał nam swojego Ducha, który wleje w nasze serca odwagę do życia na miarę naszego powołania (Ef 1, 17-19). Dar życia to wielka łaska. Ciągle się tego uczę i otwartości na ten dar chciałabym nauczyć Miszkę.

Tekst ukazał się na blogu dobrawnuczka.deon.pl

Żona, mama, córka, z zawodu animatorka społeczności lokalnych, z zamiłowania doktorka nauk społecznych, w wolnych chwilach blogerka. Razem z mężem od lat zaangażowana w Ruch Spotkań Małżeńskich. Współpracuje z Fundacją "Aktywny Senior".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
abp Grzegorz Ryś
32,82 zł
46,89 zł

Pan stworzył nas wolnymi – i dzięki temu zdolnymi do miłości

Cudowność działania Boga w naszym życiu nie polega „jedynie” na tym, że czyni nas On wolnymi (zewnętrznie, wewnętrznie); chodzi o to, że czyni nas...

Skomentuj artykuł

Życie jest cudem, a ludzie są dobrzy
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.