„Kto płakał na kościelnej wycieraczce, potrafi otworzyć drzwi innym”. Bp Artur Ważny na Pielgrzymce Ludzi z obrzeży Kościoła

„Kto płakał na kościelnej wycieraczce, potrafi otworzyć drzwi innym”. Bp Artur Ważny na Pielgrzymce Ludzi z obrzeży Kościoła
Fot. Diecezja sosnowiecka
Diecezja sosnowiecka / red

Na Jasnej Górze po raz drugi zgromadziły osoby, które czują się zranione, zagubione lub odsunięte na „obrzeża Kościoła”. Podczas homilii bp Artur Ważny mówił o doświadczeniu odrzucenia, ranach zadanych przez wspólnotę i o tym, że właśnie ci, którzy sami poznali smak wykluczenia, mogą pomóc otworzyć drzwi Kościoła innym.

W homilii bp Artur Ważny odwołał się do historii Hioba i słów Jezusa, pokazując, że cierpienie, zagubienie i doświadczenie odrzucenia nie oznaczają nieobecności Boga. Mówił o osobach, które poznały Kościół także od strony jego ran, chłodu i instytucjonalnych ograniczeń. Przekonywał, że ich doświadczenie może stać się szczególną wrażliwością na potrzeby innych. „Ten, kto sam wylewał łzy na kościelnej wycieraczce, będzie umiał otworzyć drzwi Kościoła rozbitkom” – mówił.

Przeczytaj całą homilię bp. Artura Ważnego:

Homilia podczas pielgrzymki obrzeży Kościoła,
Jasna Góra, 3 października 2026

Witajcie w domu Matki, witajcie u siebie. Kiedy przed rokiem gromadziliśmy się tu, na Jasnej Górze, po raz pierwszy, dla wielu z was ten krok był okupiony drżeniem serca. Przynieśliście tu swoje zmagania, ciche łzy i najtrudniejsze pytania, na które wciąż brakuje nam prostych odpowiedzi. Wielu z was, wędrowców szukających swego miejsca, przyszło z głębokimi ranami i bolesnym zgorszeniem, wywołanym działaniem kościelnej instytucji. Przyszliście z uzasadnionym gniewem i dojmującym poczuciem zepchnięcia na obrzeża – w przekonaniu, że stoicie już nie w przedsionku, ale wręcz na kościelnej wycieraczce. Ale wiecie z życiowego doświadczenia, że owa wycieraczka to nierzadko to ukryte miejsce, pod którym Bóg zostawia dla nas klucz do swojego Serca.

DEON.PL POLECA

Dziś znów tu jesteście, w samym sercu naszej wiary, u Matki, która absolutnie nigdy nie dzieli swoich dzieci na lepsze i gorsze kategorie. Ona mówi wam dziś z całą mocą: wy tutaj, z waszym cierpieniem stajecie się pulsującym sercem tego Kościoła. Zstąpmy zatem głębiej. Zostawmy na chwilę przedsionek i wejdźmy w sam środek więzi z Jezusem, prowadzeni przez dzisiejszą Liturgię Słowa, która w tak poruszający sposób opowiada właśnie o waszych życiorysach.

Spójrzmy najpierw na Hioba – człowieka ogołoconego, strąconego brutalnie na margines, siedzącego na gnoju własnego życia. Jego przyjaciele, owi obrońcy „jedynej słusznej teologii”, oskarżali go, że sam jest sobie winien. Hiob w swojej totalnej bezsilności słyszy jednak głos Boga, a my w pierwszym czytaniu odkrywamy słowa będące kluczem do waszych historii: „Któż to bez rozumu zaciemnia mój plan?” (Hi 42, 3).

Hiob powtarza tu słowa Boga, z pokorą uznając własną ograniczoność. Zwróćmy uwagę na to niezwykłe słowo „zaciemnia” – oryginalny hebrajski rdzeń oznacza tu „owinięcie w mrok” lub „ukrycie w cieniu”. Ojcowie Kościoła, zgłębiając ten werset, dostrzegali w nim fascynującą, dającą nadzieję alegorię: ludzkie cierpienie i życiowy chaos nie niszczą Bożego planu, a jedynie na chwilę go przed nami zasłaniają. Bóg niejako dopuszcza niekiedy, by Jego łaska okryła się gęstą chmurą naszego bólu po to, by jej potężny blask nas nie oślepił. Nasz świat drży dziś od chaosu i aksjologicznego zamętu. Ulegamy presji, a nasze życiowe role – małżonka, rodzica, przyjaciela czy pracownika – nieustannie podlegają dekonstrukcji. Zdezorientowani, gorączkowo szukamy swojej tożsamości. Jednak to, że w waszym życiu, w waszych relacjach czy statusie w Kościele zapadła „ciemność”, wcale nie oznacza, że nie ma tam Boga. Ciemność nie jest Jego brakiem, brakiem Boga – jest Jego swoistym, bolesnym cieniem, rzucanym wtedy, gdy pochyla się nad waszą krwawiącą raną. Jego genialny plan dla waszego pięknego, choć tak bardzo skomplikowanego życia, nadal trwa.

„Dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem” (Hi 42, 5). To punkt zwrotny w historii Hioba. Zaintrygować nas może wyrażenie „ze słyszenia”, które oznacza wiedzę z drugiej ręki, plotkę lub po prostu sucho przekazaną tradycję. Święty Grzegorz Wielki interpretował ten fragment w sposób niezwykle głęboki, pisząc, że owo „słyszenie” to domena prawa i lęku, zaś „widzenie” jest domeną łaski i miłości. Wielu z was znało dotąd Boga jedynie „ze słyszenia” – z surowych kazań, kościelnych nakazów i paragrafów prawa kanonicznego, którymi inni rzucali w was jak kamieniami. To religijność z drugiej ręki. Tymczasem Hiob, a wraz z nim wy wszyscy, jesteście dziś zaproszeni do doświadczenia niemal mistycznego: „obecnie ujrzałem Cię wzrokiem”. Jezus nie chce, byście poznawali Go przez pryzmat cudzych, często tak bardzo krzywdzących opinii. Pragnie intymnego, osobistego spotkania. W ciszy Jasnej Góry i w Najświętszym Sakramencie On patrzy na was z najgłębszą, bezwarunkową czułością. Odkrycie Jego spojrzenia to przejście z religii opartej na lęku do żywej wiary zbudowanej na relacji.

DEON.PL POLECA

Ten sam dynamizm odnajdujemy w dzisiejszej Ewangelii. Uczniowie wracają z misji, a Jezus, widząc ich entuzjazm, wypowiada słowa, które wstrząsają kosmosem: „Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica” (Łk 10, 18). Słowo „błyskawica” kryje w sobie intrygujący obraz. Błyskawica jest oślepiająca i przerażająca, potrafi wywołać ogromny huk, ale trwa zaledwie ułamek sekundy i znika bez śladu. Orygenes, wielki starożytny egzegeta, tłumaczył ten fragment genialnie: zło nie posiada własnej substancji. Potęga oskarżyciela – co dosłownie oznacza słowo „szatan” – bywa krzykliwa, lecz w istocie pozostaje pusta; błyskawicznie spada i gaśnie. Co to oznacza dzisiaj dla was? Wszystkie te głosy, które wmawiają wam, kim rzekomo jesteście, czy też kim nie jesteście, wszystkie oceniające spojrzenia w parafiach, cały ten instytucjonalny chłód, który tak mocno rani – to wszystko jest zaledwie błyskawicą. Huczy i straszy, lecz wkrótce przeminie. Nie może mieć nad wami żadnej ostatecznej władzy.

Jezus już teraz widzi upadek tego, co was oskarża. Nie budujcie więc poczucia własnej wartości na tym, co głośne i podszyte lękiem, ale na tym, co ciche i wieczne. Mówi o tym kolejny werset: „Nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie” (Łk 10, 20). Słowo „zapisane” niesie tu ogromny ciężar gatunkowy. Nie odnosi się do liter kreślonych na piasku czy naprędce zrobionej notatki na marginesie – oznacza wyrycie dłutem, trwałe wygrawerowanie w skale. Bóg nie zapisuje naszych imion atramentem, który z czasem zblednie, lecz wypala je na całą wieczność pieczęcią Ducha Świętego.

Jest to najpełniejsza odpowiedź na nasz współczesny, palący głód tożsamości. Świat nader często traktuje człowieka jak produkt, z łatwością przylepia mu etykiety i wymazuje z przestrzeni publicznej tych, którzy nie pasują do z góry ustalonej formy. Zobaczcie zresztą, co dzieje się w dzisiejszej Europie, choćby podczas ostatnich wydarzeń we Francji. Tysiące młodych z laicyzowanych rodzin masowo przystępują do sakramentów inicjacji chrześcijańskiej, desperacko szukając czegoś ostatecznie trwałego. Szukają korzeni, z których wyrasta autentyczny sens. Podczas przejmującej wizyty papieża w tym kraju, gdy na stadionie zgromadziło się osiemdziesiąt tysięcy młodych ludzi, Ojciec Święty dotknął samego sedna. Dostrzegł w nich lęk przed zobowiązaniami i stałością w tym płynnym świecie, przed życiem przeciekającym przez palce. W przeszywającej ciszy stadionu przypomniał słowami wstrząsającymi ich serca, że prawdziwa tożsamość rodzi się w relacji z Bogiem, a nie z wirtualnym algorytmem. Bóg nie proponuje nam bowiem duchowej wegetacji w strefie komfortu, ale wzywa do wielkiej przygody ufności.

Dlatego wy również się nie lękajcie. Nawet jeśli dziś czujecie się wykluczeni ze struktur ludzkich i kościelnych, a decyzje i działania innych, czy nawet czasem i wasze własne wybory, zawiodły was na manowce, wiedzcie jedno: wasze imię, wraz ze wszystkimi jego pęknięciami i niedoskonałościami, jest trwale wygrawerowane w sercu Ojca. Stamtąd nikt was nigdy nie wyrzuci.

„Zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Łk 10, 21). Oto najczulszy punkt dzisiejszej Liturgii Słowa. Słowo „prostaczkowie” bywa niefortunnie interpretowane jako wezwanie do naiwności czy pochwała braku wykształcenia. Greckie słowo „prostaczek” oznacza jednak coś zupełnie innego – to dosłownie „niemowlę”, ktoś, kto nie potrafi jeszcze mówić i nie ma najmniejszych narzędzi, by się bronić. Święty Augustyn tłumaczył, że biblijni „mądrzy” to ci przepełnieni pychą, samozadowoleniem i przekonaniem o własnej doskonałości. Z kolei „prostaczkowie” to ludzie stający przed Bogiem z pustymi rękami – rozbici, złamani i całkowicie bezbronni.

Być może to jest właśnie wasza historia. Nie posiadacie teologicznych doktoratów, by bronić swoich zawiłych dróg życiowych. Stajecie przed ołtarzem z pustymi, drżącymi dłońmi, dźwigając bagaż własnych upadków i krzywd doznanych od „roztropnych” tego świata. A jednak Jezus, w asystencji Ducha Świętego, autentycznie raduje się na wasz widok! Zdaje się mówić do każdego z osobna: „Właśnie wam, z tym poplątanym życiorysem, objawiam dziś Moją miłość”. Nie jesteście błędem w boskim algorytmie; jesteście najczystszym arcydziełem Jego czułości.

Siostry i Bracia!

Każdy z was ma do wypełnienia piękną, niepowtarzalną misję. Kościół niezwykle potrzebuje dziś waszej wrażliwości – przenikliwości ludzi, którzy na własnej skórze poznali smak odrzucenia. Bo ten, kto sam wylewał łzy na kościelnej wycieraczce, będzie umiał otworzyć drzwi Kościoła rozbitkom, których inni wpuścić nie potrafią czy nawet nie chcą.

Oddajemy dziś to wszystko Maryi tutaj, na Jasnej Górze.

Ona patrzy na nasze poszarpane życiorysy i troskliwie skleja rany łaską Bożego Miłosierdzia. Z potłuczonych naczyń naszych serc tworzy nową jakość, abyśmy z głębokim pokojem potrafili wrócić do swoich domów, trudnych relacji i tego hałaśliwego, pogubionego świata. Zostańcie tu jeszcze chwilę dłużej, w ciszy, pod czułym spojrzeniem Matki. Trwajcie w objęciach Boga, który zstępuje w sam środek waszego mroku, aby wygrawerować wasze imiona w wieczności.

Źródło: Diecezja sosnowiecka / red

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
bp Artur Ważny, Piotr Kosiarski

Czy w Kościele jest miejsce dla każdego?

Dziś coraz częściej słyszy się o osobach, które czują się wykluczone z Kościoła. Pytanie o miejsce w nim zadają małżeństwa niesakramentalne, rodzice cierpiący po stracie dziecka, kobiety, które...

Skomentuj artykuł

„Kto płakał na kościelnej wycieraczce, potrafi otworzyć drzwi innym”. Bp Artur Ważny na Pielgrzymce Ludzi z obrzeży Kościoła
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.