Dlaczego Bergoglio nie został papieżem 10 lat temu?

Dlaczego Bergoglio nie został papieżem 10 lat temu?
Bergoglio nigdy nie chciał być uważany za konkurencję dla kard. Ratzingera. (fot. Philip Chidell / shutterstock.com)
Austen Ivereigh/Wydawnictwo Niecałe

W 2005 roku kard. Bergoglio, niemal płacząc, błagał innych kardynałów, żeby głosowali na Ratzingera, nie na niego. Czuł, że jest wykorzystywany w rozgrywce przeciwko niemieckiemu kardynałowi. Sensacyjne kulisy konklawe sprzed 10 lat ujawnia pierwsza pełna biografia Franciszka.

Media bez końca malowały portret idealnego następnego papieża. Kardynałowie mieli mało szans na podobne zabiegi na swoich spotkaniach znanych jako kongregacje generalne. Po konsystorzu w roku 2003, na którym papież mianował 23 kardynałów, grono elektorów liczyło obecnie 115 hierarchów z kilkudziesięciu krajów. 50 kardynałów z powodu wieku nie miało już prawa głosu. Nieliczni purpuraci przywieźli ze sobą wycinki z gazet z danymi o wszystkich i wiedzieli, kto akurat przemawia. Kardynałowie mieli za zadanie wybrać jednego ze swojego grona, ale słabo znali się nawzajem.

Dlaczego Bergoglio nie został papieżem 10 lat temu? - zdjęcie w treści artykułu

Ratzinger znał wszystkich

DEON.PL POLECA

Kardynał Ratzinger perfekcyjnie poprowadził trzy sesje. Od 24 lat był szefem watykańskiej straży doktrynalnej - Kongregacji Nauki Wiary. Witał biskupów przybywających do Watykanu i wykazywał się zadziwiającą pamięcią. Stanowił nie lada zagadkę - teolog uzasadniający rzymski centralizm okazał się też najbardziej kolegialnym z kardynałów kurialnych, a biskupi goszczący w Rzymie chwalili jego życzliwość i to, że każdym umiał się zainteresować. Teraz, na kongregacjach generalnych, te cechy okazały się niezwykle istotne. Kardynałowie znali jego, a on ich. Mógł ich wymieniać i zwykle mówił w ich języku. Przez te dwa tygodnie przed konklawe pasterzował zdezorientowanemu zgromadzeniu i jednoczył je (…).

Prawdziwe dyskusje toczyły się wieczorami, kiedy kardynałowie urządzali dyskretne kolacje w swoich kolegiach narodowych albo - w przypadku curiali - w rzymskich apartamentach. Tam rozmowy mogły być swobodniejsze i bardziej intymne. Można się było skupić na poszczególnych kandydatach. Kardynał Murphy-O’Connor z Westminsteru na przykład wyprawił kolację dla grupy z St. Gallen i jej gości w Kolegium Angielskim po pogrzebie. Większość jednak kardynałów, zwłaszcza z Azji i Afryki, nie miała pojęcia o tych zebraniach i w swoich rozstrzygnięciach mogła posiłkować się tylko tym, co zostało jawnie powiedziane w trakcie kongregacji generalnych.

Reformatorzy rosną w siłę

Reformatorzy skupili się na wyłanianiu kandydata przed konklawe. Kurialny blok kardynałów natomiast od pewnego czasu wysuwał kandydaturę kardynała Ratzingera. Chociaż niewielu go pamiętało, kurialiści wiedzieli, jak działa konklawe i że liczy się dobry początek. To, jak rozkładają się głosy, jest ważne już na starcie. Pracowali zatem ostro w dniach przed konklawe, aby Ratzinger mógł liczyć na dobry wynik w pierwszym głosowaniu. Promotorem kandydatury Ratzingera wśród kardynałów angielsko- i niemieckojęzycznych był Christoph Schönborn z Wiednia. Przed konklawe włoska prasa pisała, że Ratzinger może liczyć na jakieś 40 głosów. Była długa lista innych potencjalnych papabili, ale spekulowano przede wszystkim, że nowy papież będzie Latynoamerykaninem.

Nazwisko Bergoglia też się przewijało, lecz większość dziennikarzy wskazywała na medialnego Oscara Rodrígueza Maradiagę z Tegucigalpy w Hondurasie lub na franciszkanina Claudio Hummesa z São Paulo w Brazylii, powszechniej znanego. Ale spekulacje były tylko spekulacjami. Poza Lópezem Trujillo i Mediną Estévezem, którzy stali za Ratzingerem, kardynałowie z Ameryki Łacińskiej nie byli organizatorami i nie byli zorganizowani, a już Bergoglio najmniej. Odrzucił wszystkie zaproszenia na kolacje, nie udzielał wywiadów, mieszkał sobie spokojnie na Via della Scrofa, siadając do kolacji raczej z przyjaciółmi niż z innymi kardynałami (…).

Matematyka konklawe

Mimo zaprzysiężonej tajemnicy relacja o głosowaniach wypłynęła później wraz z dzienniczkiem prowadzonym na konklawe przez jednego z kardynałów, który czuł, że zapis wydarzeń należy do spuścizny historycznej. Nikt tej relacji nie prostował i większość watykańskich komentatorów uważa ją za autentyczną, także za sprawą znaczących drobiazgów, jak epizod z patriarchą Lizbony kardynałem José da Cruz Policarpo, który wyskakuje z Domu Świętej Marty po cygaro.
W pierwszym głosowaniu w poniedziałkowe popołudnie Ratzinger dostał 47 głosów, a za nim uplasowali się Bergoglio z 10 i Martini z dziewięcioma. Prawdziwą niespodzianką był Bergoglio - najprawdopodobniej zyskał poparcie ponad połowy z 18 kardynałów rezydujących w Ameryce Łacińskiej (z wyłączeniem kardynałów kurialnych).

Riformisti odrobili zadanie z matematyki. Gdyby Bergoglio - latynoamerykański kardynał duszpasterz, jezuita jak Martini, podzielający troskę reformistów o kolegialność - dostał dodatkowo głosy Martiniego, Rodrígueza i Hummesa, zrobiłby się wyścig dwóch koni i pojawiłaby się autentyczna alternatywa.

Bergoglio rośnie w siłę

Powróciwszy do Świętej Marty, kardynałowie zabrali się do pracy. W czasie kolacji i w małych, dwu-, trzyosobowych grupach skupionych na korytarzach i w pokojach kardynałowie prowadzili ożywione dyskusje. Strategia reformatorów polegała na rozbudowaniu poparcia dla Bergoglia do przynajmniej 39 głosów z wykorzystaniem aliansu zwolenników reform z Europy i Stanów Zjednoczonych z udziałem Latynosów, którzy wspólnie pragnęli bardziej kolegialnego, bardziej duszpasterskiego zarządzania Kościołem. To uniemożliwiłoby Ratzingerowi uzyskanie niezbędnej większości dwóch trzecich, czyli 77 głosów. Albo jego głosy przeniosłyby się na Bergoglia, albo - gdyby utrzymał się podział w kolegium - wyłoniłby się inny kandydat, jak to miało miejsce na drugim konklawe w 1978 roku, z którego jako pontifeks wyszedł Jan Paweł II.

Nazajutrz przed południem odbyły się dwa głosowania. W pierwszym Ratzingerowi i Bergogliowi przybyło głosów. Rano pierwszy dostał ich 65, a drugi - 35, 15 zaś się rozproszyło. Cztery pozostały przy sekretarzu stanu Sodano, a głosy uprzednio oddane na Martiniego, Rodrígueza i Hummesa przeszły na Bergoglia. W kolejnym przedpołudniowym głosowaniu reformatorzy dali sobie radę. Ratzinger zdobył 72 głosy, o pięć mniej niż wymagana większość dwóch trzecich.

Bergoglio jednak miał już 40 głosów, co przy założeniu, że poparcie dla argentyńskiego kardynała zostanie utrzymane, oznaczało, że Ratzinger nie może zostać wybrany. Obie ekipy wróciły do Domu Świętej Marty w lekkim podnieceniu.

Nie róbcie mi tego!

Wtedy Bergoglio niespodziewanie się wycofał. Autor zapisków nie dostarcza wprawdzie informacji, co się stało w przerwie obiadowej, lecz inne źródło donosi, że Bergoglio, "niemal płacząc", błagał innych kardynałów, żeby głosowali na Ratzingera. Czy rozmawiał w cztery oczy, czy ogłosił to publicznie, tego nie wiemy. Po obiedzie w pierwszym głosowaniu popołudniowym głosów na Bergoglia było już tylko 26, a Ratzingera wybrano większością 84 głosów.

Dlaczego Bergoglio tak zareagował? Autor zapisków opowiada, że zabierał się do głosowania z cierpieniem malującym się na twarzy, wpatrując się w Sąd ostateczny Michała Anioła, "jak gdyby zanosił suplikacje: »Nie rób mi tego«". Ale po konklawe, kiedy któryś kardynał zapytał, jakie imię by przyjął, gdyby go wybrano, odpowiedział bez wahania: "Przyjąłbym imię Jan, jak Il papa buono [Dobry Papież, czyli Jan XXIII], i on byłby moim natchnieniem". Tak Bergoglio odpowiedział archiprezbiterowi bazyliki św. Piotra Francesco Marchisanowi. To, że zastanawiał się nad imieniem i programem, nie wskazuje na człowieka chwiejnego lub przestraszonego. Ale zobaczywszy księdza Marcó, powiedział, że nigdy tak bardzo nie potrzebował modlitw, jak tego wtorkowego przedpołudnia. A po powrocie do Buenos Aires zwierzył się znajomemu: "Nigdy nie zgadniesz, co mi zrobili".

Jeden z jego biografów podsuwa myśl, że Bergoglio ustąpił, aby uniknąć przeciągania konklawe, co mogłoby wskazywać na podział w Kościele. Lecz to nie tłumaczy, dlaczego kardynał był aż tak poruszony. Według jednego z komentatorów był zły, że dał się "użyć" przez stronnictwo postępowe, które go źle interpretowało. George Weigel twierdzi, że Bergoglio "przynależał w dużej mierze do koalicji proratzingerowskiej" i "niewątpliwie przeraziło go wszystko to, co rzekomo w jego imieniu wyprawiano". O ile jednak prawdą jest, że reformatorzy popełnili błąd, nie pytając Bergoglia o zgodę, założenie Weigla jest fałszywe: Bergoglio szanował i lubił przyszłego papieża Benedykta XVI, uważał, że to on powinien być papieżem, ale sam nie należał do żadnej grupy ani koalicji, a już na pewno nie do rigoristi. Ponadto reformatorzy wiedzieli, że Bergoglio chce reformy i kolegialności, lecz że nie jest "z" partii w sensie, w jakim była nią grupa z St. Gallen.

Ogon węża w kaplicy

W rzeczy samej problem polegał na tym, że w ogóle były tam partie. Bergoglio burzył się na to, że staje w centrum podziałów, które zmierzają - jak w latach 70. - w stronę polaryzacji ideologicznej. Zasmucało go to po prostu na płaszczyźnie psychologicznej, ponieważ przezwyciężaniu tamtego  podziału poświęcił sporo wysiłków. Ale bardziej prawdopodobne było to, że wykrył obecność złego ducha. Konklawe powinno być prowadzone przez Ducha w kierunku jedności i konsensusu, a Bergoglio widział, że konklawe w roku 2005 zmierza w przeciwną stronę. "Zły duch zawsze dzielił i dzieli Jezusa" - powiedział biskupom hiszpańskim, dla których prowadził rekolekcje ignacjańskie w styczniu 2006 roku. "W ten sposób neguje on jedność"34. To dlatego poczuł, że może, a nawet powinien położyć kres temu, co się działo. I dlatego był zaniepokojony. Nie o siebie, tylko o Kościół. Wypatrzył w Kaplicy Sykstyńskiej przesmykujący się wężowy ogon (…).

Bergoglio po powrocie do Rzymu w tym samym roku, zaraz po publikacji tajnych zapisków kardynała, był bardzo był wzburzony odmalowaniem go jako uczestnika bloku antyratzingerowskiego i konia wystawionego tylko po to, żeby wygrał kto inny. "Niektórzy spośród głosujących na niego mogli go uważać za poważną alternatywę, ale on sam nigdy - absolutnie nigdy - nie chciał być uważany za konkurencję dla Ratzingera" - mówi Carriquiry, który spotkał się z Bergogliem niebawem po przyjeździe. Bergoglio miał już dość odpowiadania dziennikarzom, że jest "zniesmaczony i nieco przybity tymi niedyskrecjami", które - według niego - przedstawiają fałszywy obraz wydarzeń. Wypuszczanie anegdot i faktów o konklawe sugerowało, że to ludzie działali i decydowali, a tymczasem "wszyscy byliśmy świadomi, że jesteśmy tylko narzędziami, którymi posłużyła się Opatrzność Boża, wybierając właściwego następcę Jana Pawła II. Tak się właśnie stało".

Fragment książki: Austen Ivereigh "Prorok. Biografia Franciszka, papieża radykalnego", Wydawnictwo Niecałe 2015

Materiał powstał przy współpracy z Wydawnictwem Niecałe

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Dlaczego Bergoglio nie został papieżem 10 lat temu?
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.