Sprawa biskupa Andrzeja Jeża. Sędzia: Kościół to nie wyspa w państwie

Fot. Facebook/Kronika/Paweł Topolski
WP/łs

Przed Sądem Rejonowym w Tarnowie toczy się proces, jakiego w historii polskiego Kościoła jeszcze nie było. Na ławie oskarżonych zasiadł urzędujący ordynariusz, bp Andrzej Jeż, któremu prokuratura zarzuca zbyt późne zawiadomienie organów ścigania o przypadkach pedofilii. Słowa, które padły na sali rozpraw – w tym ostre uwagi sędzi o „Kościele jako wyspie” – rzucają nowe światło na trudny proces rozliczania przeszłości i zderzenie dwóch porządków prawnych.

Sprawa biskupa tarnowskiego Andrzeja Jeża skupia na sobie uwagę opinii publicznej nie bez powodu. To pierwszy w Polsce przypadek, gdy hierarcha odpowiada karnie za niedopełnienie obowiązku niezwłocznego powiadomienia służb o molestowaniu małoletnich przez podległych mu duchownych. Chodzi o dwóch księży z diecezji tarnowskiej – Stanisława P. i Tomasza K..

Prokuratura stoi na stanowisku, że choć władze kościelne ostatecznie złożyły zawiadomienia, stało się to zbyt późno w stosunku do posiadanej wiedzy. Sam oskarżony hierarcha nie przyznaje się do winy. Argumentuje, że podjął stosowne kroki prawne w momencie, gdy zyskał „wiarygodną informację” o popełnionych przestępstwach.

DEON.PL POLECA



Misja na Ukrainie i „rewizja życia”

W czwartek 5 marca przed sądem stanął abp senior Wiktor Skworc, który kierował diecezją tarnowską w latach 1998–2011. To właśnie do niego już w 2002 roku trafiły pierwsze sygnały o nadużyciach ks. Stanisława P. Decyzją ówczesnego ordynariusza kapłan został wysłany na urlop, a następnie na misję na Ukrainę, gdzie – jak się później okazało – ponownie krzywdził dzieci.

Abp Skworc zapewniał przed sądem, że każde zgłoszenie było traktowane poważnie. „Nie ma ukrywania pedofilii. Każdy taki przypadek to jest jeden przypadek za dużo” – zeznał hierarcha. Wyjazd duchownego na wschód tłumaczył próbą dania mu szansy na „rewizję życia”, kategorycznie zaprzeczając, by w diecezji istniała polityka „czyszczenia sytuacji” poprzez wysyłanie duchownych za granicę.

Bariera tajemnicy papieskiej

Kluczowym elementem obrony i wyjaśnień składanych przez stronę kościelną jest kontekst historyczny i ewolucja prawa. Duchowny specjalizujący się w prawie kanonicznym, który prowadził proces ks. Stanisława P. zakończony jego wydaleniem ze stanu duchownego w 2020 roku, wskazał na istotną przeszkodę prawną.

Świadek przypomniał, że aż do 2019 roku w sprawach dotyczących nadużyć seksualnych obowiązywała tajemnica papieska. Za jej złamanie groziły surowe sankcje kanoniczne, a jej uchylenie wymagało każdorazowej zgody Watykanu. To właśnie te przepisy, obok toczących się postępowań kanonicznych, miały wpływać na dynamikę przekazywania informacji organom państwowym.

Sąd: Kościół to nie wyspa

Wyjaśnienia te spotkały się z bardzo stanowczą reakcją sędzi prowadzącej proces. Wypowiedziała ona słowa, które mogą stać się symbolem tego procesu i obecnych relacji państwo-Kościół. „Kościół traktował siebie jako wyspę w państwie” – stwierdziła sędzia, odnosząc się do postawy hierarchów wobec prawa świeckiego.

Sąd podkreślił, że przepisy wprowadzone w 2017 roku, nakładające prawny obowiązek zawiadamiania o pedofilii, obowiązują wszystkich obywateli bez wyjątku. „Gdyby sprawa dotyczyła zwykłego Kowalskiego, nikt by nie miał wątpliwości, a tu mamy. Czas leci, sprawy się przedawniają, pokrzywdzeni są” – ripostowała sędzia, wskazując na dramatyczne skutki zwłoki dla ofiar.

DEON.PL POLECA


Ciężar krzywdy i wymóg sprawiedliwości

Zeznania świadków potwierdzają, że sprawa ks. Stanisława P. była jedną z najtrudniejszych w historii diecezji ze względu na ogromną skalę krzywdy wyrządzonej małoletnim. To właśnie w tym przypadku po raz pierwszy zaczęto wymierzać najsurowsze kary kościelne. Jednak dla ofiar, z których jedna zeznawała w czwartek przy wyłączonej jawności, proces ten jest przede wszystkim walką o uznanie ich cierpienia. Moralny wymiar tego procesu wykracza poza salę sądową. Dotyka on fundamentów zaufania wiernych do instytucji Kościoła oraz pytania o to, jak skutecznie chronić najsłabszych przed krzywdą.

WP/łs

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Sprawa biskupa Andrzeja Jeża. Sędzia: Kościół to nie wyspa w państwie
Komentarze (3)
TT
~Tomasz Tomasz
9 marca 2026, 09:12
Biskup miejsca dekretem przydziela księdzu parafię, dekretem daje mu misję kanoniczną do katechezy, dekretem przesuwa na inne parafie w ramach czerwcowej karuzeli, biskup rządzi dekretami, ale jak chodzi o wiedzę i reagowanie na przestępstwa PODLEGŁYCH mu księży, których zna osobiście to już nie jest to robota biskupa tylko odpowiedzialność personalna. Oczywiście - akt krzywdy na dziecku to odpowiedzialność osobista sprawcy. Wiedza o krzywdzie i nie przeciwdziałanie to odpowiedzialność osobista przełożonego.
ES
~Egon Schacht
8 marca 2026, 15:50
Sędzia się nie może powstrzymać od spokojnego, milczącego wysłuchania stron, tylko wygłasza ucieszne komentarze skierowane pod adresem mediów i swojego pryncypała. Marny sędzia.
JS
~Jakub Szymczyk
7 marca 2026, 21:26
Trudno się dziwić sędzi. Co by było gdyby, dowolna inna korporacja czy instytucja nakazywała swoim pracownikom ukrywanie poważnych przestępstw przed organami ścigania? Kościół nie jest powołany do ścigania przestępstw. Od tego jest władza świecka i nie powinien jej przeszkadzać Rz 13.4 "Jest ona(władza świecka) bowiem dla ciebie narzędziem Boga, [prowadzącym] ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz." Kościół powinien blokować na poziomie seminarium osobników zboczonych, natomiast jeśli mimo to doszło do molestowania to jest to robota dla policji. Szansę na "rewizję życia" na innej parafii to można dać księdzu, który miał romans z dorosłą gospodynią albo za często zaglądał do butelki itp. W przypadku molestowania nieletnich rewizja życia powinna się dokonać w celi.