Wojna znów staje się normą? W Asyżu padło ostrzeżenie, którego nie można zignorować
Przedstawiciele różnych religii, świata kultury i instytucji spotkali się w Asyżu, by szukać dróg prowadzących do pokoju w czasie, gdy wojna coraz częściej przedstawiana jest jako naturalne narzędzie polityki. Inauguracja międzynarodowego spotkania, zorganizowanego w 40. rocznicę historycznej inicjatywy Jana Pawła II, przyniosła mocne ostrzeżenia przed wyścigiem zbrojeń, obojętnością i wykorzystywaniem ludzkiego cierpienia. Uczestnicy podkreślają, że dialog międzyreligijny nie może kończyć się na deklaracjach.
Czterdzieści lat „ducha Asyżu”
W niedzielę 25 października w Asyżu rozpoczęło się międzynarodowe spotkanie pokojowe pod hasłem „Pokój rozbrojony i rozbrajający” (Unarmed and Disarming Peace). Wydarzenie, organizowane przez Wspólnotę Sant’Egidio, potrwa do 27 października i nawiązuje do spotkania modlitewnego zwołanego w tym mieście przez św. Jana Pawła II w 1986 roku.
Czterdzieści lat temu przedstawiciele różnych religii zgromadzili się w Asyżu, by wspólnie modlić się o pokój. Był to czas zimnej wojny, podziału świata na dwa bloki i obaw przed konfliktem nuklearnym. Inicjatywa Jana Pawła II stała się ważnym symbolem przekonania, że religie, mimo dzielących je różnic, mogą mówić jednym głosem i wspólnie występować przeciwko przemocy.
Tamto wydarzenie dało początek temu, co określa się mianem „ducha Asyżu”. Wspólnota Sant’Egidio przez kolejne dekady rozwijała tę ideę, organizując międzynarodowe spotkania, które łączą modlitwę, dialog i poszukiwanie konkretnych sposobów zapobiegania konfliktom.
Tegoroczne spotkanie odbywa się w szczególnie trudnym momencie. Organizatorzy zwracają uwagę, że wojna coraz częściej wraca do języka polityki jako środek rozwiązywania sporów, a wydatki na zbrojenia rosną. W tym kontekście Asyż ma być nie tylko miejscem upamiętnienia wydarzenia sprzed czterech dekad, ale także próbą odpowiedzi na aktualny kryzys międzynarodowy.
„Pokój znika z horyzontu”
Podczas inauguracji Andrea Riccardi, założyciel Wspólnoty Świętego Idziego, zwrócił uwagę na zmianę, jaka dokonała się w sposobie myślenia o wojnie i pokoju. – Dziś, niestety, pokój jako idea inspirująca działania zdaje się znikać z horyzontu, podczas gdy coraz mocniej utwierdza się przekonanie, że wojna jest naturalną towarzyszką ludzkiej historii – powiedział, cytowany przez włoską agencję ANSA.
Riccardi zauważył, że mimo napięć i zagrożenia wojną atomową w 1986 roku pokój pozostawał ważnym punktem odniesienia dla polityki międzynarodowej. Dziś natomiast coraz częściej obserwujemy ideologiczne i praktyczne przywracanie wojnie statusu dopuszczalnego narzędzia rozwiązywania konfliktów.
Założyciel Sant’Egidio podkreślił, że ludzie wierzący nie dysponują siłą militarną ani zasobami finansowymi porównywalnymi z potencjałem wielkich mocarstw. Nie oznacza to jednak, że są bezradni wobec przemocy. – Dialog może rozbroić język. Modlitwa może wyprosić ten pokój, którego ludzie sami nie potrafią sobie zapewnić – podkreślił Riccardi.
W jego wystąpieniu wybrzmiało przekonanie, że religie nie powinny ograniczać się do komentowania wydarzeń ani do deklarowania przywiązania do pokoju. Ich zadaniem jest również kształtowanie postaw, budowanie relacji między ludźmi i podtrzymywanie nadziei tam, gdzie polityczne rozwiązania wydają się odległe.
Kard. Zuppi: religie mogą rozbrajać ludzkie serca
Podobne przesłanie przedstawił kard. Matteo Zuppi, przewodniczący Konferencji Episkopatu Włoch. Jego zdaniem spotkanie w Asyżu przypomina o proroczym charakterze inicjatywy Jana Pawła II. Nie chodziło w niej wyłącznie o symboliczny gest, lecz o stworzenie przestrzeni, w której przedstawiciele różnych tradycji religijnych mogą się spotkać i wspólnie szukać dróg pokoju. – Religie rozbrajają ludzkie serca i przygotowują je na spotkanie – podkreślił kardynał w rozmowie z mediami watykańskimi.
Zuppi zwrócił uwagę na niebezpieczną kulturę siły, która prowadzi do kolejnych zbrojeń. Ostrzegł także przed budowaniem tożsamości zbiorowej w opozycji do wroga. Takie myślenie pogłębia podziały i utrudnia szukanie rozwiązań opartych na współpracy. Kardynał wskazał również na osłabienie znaczenia organizacji międzynarodowych, które bez odpowiednich reform i politycznego wsparcia nie są w stanie w pełni realizować swojej misji pokojowej.
Szczególne obawy wzbudza w jego ocenie połączenie wyścigu zbrojeń z rozwojem sztucznej inteligencji wykorzystywanej w działaniach wojennych. Technologia może sprawić, że decyzje o użyciu siły będą podejmowane w coraz bardziej zautomatyzowany sposób, a śmierć ludzi zostanie sprowadzona do kategorii statystycznych „strat ubocznych”. Kard. Zuppi przestrzegł przed logiką, w której postęp technologiczny nie prowadzi do większej ochrony człowieka, lecz czyni wojnę jeszcze bardziej bezwzględną.
Mattarella: bierność nie jest usprawiedliwiona
Przesłanie do uczestników spotkania skierował również prezydent Włoch Sergio Mattarella. Zostało ono odczytane podczas inauguracji przez przedstawiciela Wspólnoty Sant’Egidio. Włoski prezydent przypomniał, że konflikty, niesprawiedliwość, ubóstwo i ucisk nie są nieuniknionymi elementami ludzkiej rzeczywistości. Są skutkiem ludzkich decyzji, a więc mogą być również przedmiotem odpowiedzialnego działania. – Bierność jest nie do usprawiedliwienia – podkreślił Mattarella.
W jego przesłaniu znalazło się wezwanie do wspólnego wysiłku na rzecz pokoju, przezwyciężania uprzedzeń i odbudowy praw tam, gdzie zostały podeptane. Odpowiedzialność za te działania spoczywa przede wszystkim na rządach i instytucjach, ale nie zwalnia z niej pozostałych uczestników życia społecznego.
To ważne przypomnienie, że pokój nie jest wyłącznie sprawą dyplomatów i politycznych negocjacji. Zależy również od społecznych postaw, gotowości do uznania godności drugiego człowieka i sprzeciwu wobec przemocy.
Głos Sudanu. Od deklaracji do konkretnych działań
Jednym z najbardziej poruszających głosów podczas inauguracji było świadectwo Hali Al-Karib, działaczki na rzecz praw kobiet i regionalnej dyrektorki Inicjatywy na rzecz Kobiet Rogu Afryki. Al-Karib zwróciła uwagę na dramat Sudanu, gdzie wojna i przemoc doprowadziły do rozległego kryzysu humanitarnego. Sudańska aktywistka przedstawiła tragiczne dane z trwającego od czterech lat konfliktu, w którym zginęło już ponad 250 tysięcy cywilów. Ujawniła kulisy masakry w El Fasher sprzed roku, gdzie po 18 miesiącach oblężenia oprawcy pozostawili na ulicach co najmniej 6 tysięcy ciał. Podkreśliła, że skala cierpienia nie zawsze znajduje należne miejsce w międzynarodowej debacie publicznej. Jej wystąpienie przypomniało, że rozmowa o pokoju nie może pozostawać na poziomie ogólnych deklaracji. Za każdą dyskusją o bezpieczeństwie, granicach i interesach państw stoją konkretni ludzie, których życie, rodziny i przyszłość zostały zniszczone przez konflikt.
W rozmowie z Vatican News Al-Karib wezwała instytucje religijne do większego zaangażowania. Podkreśliła bierność międzynarodowych instytucji i państw Zachodu. Jej zdaniem mogą one odgrywać istotną rolę w budowaniu koalicji na rzecz pokoju, ochronie praw człowieka i wywieraniu presji na tych, którzy mają wpływ na przebieg konfliktów. – Mam nadzieję, że to nie będą tylko słowa. Potrzebujemy działań – podkreśliła aktywistka.
To wezwanie wyznacza jedno z najważniejszych pytań, jakie towarzyszą spotkaniu w Asyżu: w jaki sposób religie mogą przełożyć swoje przesłanie na konkretne inicjatywy, które pomogą ograniczyć przemoc, chronić ludność cywilną i wspierać ofiary wojen?
Przedstawiciele innych wyznań również odrzucili pustą dyplomację. Wielki rabin Francji Haïm Korsia zaznaczył, że prawdziwy pokój wymaga sprawiedliwości i zaufania, a nie tylko braku działań zbrojnych. Z kolei indonezyjski minister do spraw religijnych Nasaruddin Umar i reprezentant buddyzmu Tendai Gijun Sugitani wezwali do globalizacji gestów pokojowych w codziennym życiu.
Leon XIV nie przyjedzie do Asyżu
Spotkanie odbywa się również w kontekście ważnej zmiany w jego programie. Leon XIV miał uczestniczyć w wydarzeniu 27 października, jednak z powodu zaleceń lekarzy dotyczących rekonwalescencji po operacji klatki piersiowej nie przyjedzie do Asyżu. Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej poinformowało, że badanie kontrolne potwierdziło bardzo dobry przebieg powrotu do zdrowia papieża. Lekarze zalecili jednak, by na tym etapie zrezygnował z planowanej podróży helikopterem.
Leon XIV prześle uczestnikom spotkania przesłanie, w którym wyrazi bliskość z organizatorami, przywódcami i przedstawicielami wspólnot religijnych oraz pozostałymi gośćmi. W komunikacie podkreślono, że papież pozostaje przekonany o wartości dialogu w duchu Asyżu oraz poszukiwania słów i gestów pokoju w epoce konfliktów. Nieobecność papieża nie zmienia zasadniczego celu spotkania, choć oznacza, że nie dojdzie do zaplanowanego bezpośredniego udziału Leona XIV w jego finałowych wydarzeniach.
384 przedstawicieli z 53 krajów
Skala spotkania pokazuje, że idea dialogu międzyreligijnego pozostaje ważnym elementem międzynarodowej debaty. Według informacji organizatorów w wydarzeniu uczestniczy 384 przedstawicieli wspólnot religijnych, organizacji kulturalnych i instytucji z 53 krajów. Zaplanowano 24 fora tematyczne i udział 155 prelegentów. Dyskusje dotyczą między innymi konfliktów zbrojnych, rozbrojenia nuklearnego, migracji, ubóstwa, demokracji, ochrony środowiska, nowych technologii, młodzieży i roli religii w budowaniu pokoju.
Tak szeroki zakres tematów oznacza, że organizatorzy nie traktują pokoju jedynie jako braku wojny. Chodzi również o warunki, które pozwalają ludziom żyć w bezpieczeństwie i godności: sprawiedliwość, ochronę praw człowieka, solidarność z ubogimi oraz odpowiedzialne korzystanie z osiągnięć nauki i technologii. Spotkanie ma zakończyć się 27 października modlitwą o pokój, odprawianymi zgodnie z tradycjami poszczególnych religii, oraz wspólną ceremonią na placu przed bazyliką św. Franciszka.
Co Asyż oznacza dla Kościoła i świata?
Dla Kościoła katolickiego spotkanie w Asyżu jest przypomnieniem, że zaangażowanie na rzecz pokoju nie stanowi dodatku do misji ewangelizacyjnej. Wynika z chrześcijańskiego przekonania o godności każdego człowieka i odpowiedzialności za bliźniego, także tego, który należy do innej religii, narodu czy kultury.
Dialog międzyreligijny nie oznacza zacierania różnic ani rezygnacji z własnej tożsamości. Jego celem jest budowanie relacji, które pozwalają współpracować tam, gdzie wspólnym dobrem jest ochrona ludzkiego życia i przeciwdziałanie przemocy. Asyż przypomina, że religia może stać się źródłem pojednania, ale wymaga to od wierzących konsekwentnego sprzeciwu wobec nienawiści i wykorzystywania wiary do usprawiedliwiania przemocy.
Dla świata spotkanie jest z kolei próbą przeciwstawienia się przekonaniu, że o przyszłości narodów decydują wyłącznie siła militarna, przewaga gospodarcza i polityczna dominacja. Uczestnicy wskazują na znaczenie dialogu, zaufania i odpowiedzialności, które nie zastąpią negocjacji ani decyzji politycznych, ale mogą tworzyć warunki konieczne do ich powodzenia.
Trzeb uwierzyć, że świat może żyć w pokoju
Nie należy jednak przeceniać możliwości samego spotkania. Modlitwa i deklaracje nie zakończą automatycznie wojen, a wspólne wystąpienie przedstawicieli różnych religii nie gwarantuje zmiany polityki państw. Wartość Asyżu będzie można ocenić również przez pryzmat tego, czy jego przesłanie przełoży się na dalszą współpracę, działania humanitarne, ochronę prześladowanych i konsekwentne zabieganie o pokojowe rozwiązania konfliktów.
Czterdzieści lat po inicjatywie Jana Pawła II pytanie pozostaje aktualne: czy ludzie potrafią uwierzyć, że pokój jest czymś więcej niż chwilową przerwą między kolejnymi wojnami? Asyż nie daje na nie gotowej odpowiedzi. Przypomina jednak, że rezygnacja z poszukiwania pokoju oznacza zgodę na świat, w którym przemoc stopniowo staje się czymś normalnym. Dlatego najważniejszym przesłaniem tegorocznego spotkania jest wezwanie, by nie poprzestawać na słowach i przekuwać dialog w konkretne działania.
W świecie, w którym coraz łatwiej mówić językiem siły, sama decyzja, by usiąść przy jednym stole, wysłuchać drugiego człowieka i szukać porozumienia, nie rozwiązuje wszystkich problemów. Może jednak być początkiem drogi, bez której trudno wyobrazić sobie trwały pokój.


Skomentuj artykuł