Czy da się przebaczyć po latach milczenia? Polecamy film "Prosta historia" [Podcast FILM NA WEEKEND]
Czy na przebaczenie kiedykolwiek jest za późno? A może warto pojednać się z najbliższymi już teraz, dopóki wciąż dzielimy wspólną drogę? W najnowszym odcinku podcastu "Film na weekend" Piotr Kosiarski i Tomasz Kopański biorą na warsztat dzieło z 1999 roku - "Prostą historię" w reżyserii Davida Lyncha. To obraz, który wymyka się łatwym definicjom i stoi w kontrze do surrealistycznego, często kontrowersyjnego stylu, z którego słynie ten twórca.
Podróż, która rzuca wyzwanie czasowi
Tytuł filmu to mistrzowska gra słów. Angielskie straight oznacza nie tylko "prosty", ale jest również nazwiskiem głównego bohatera - Alana Straighta. Ten starszy człowiek, nie posiadając prawa jazdy ani innego środka transportu, podejmuje decyzję niemal absurdalną: postanawia pokonać kilkaset mil przez dwa amerykańskie stany, siedząc za sterami kosiarki z przyczepą. Cel tej wyprawy jest jednak głęboko poruszający - Alan chce odnaleźć brata, z którym nie rozmawiał od dziesięciu lat, by zdążyć się z nim pojednać przed śmiercią.
Dla twórców podcastu ta historia to coś więcej niż relacja z podróży. To głęboka refleksja nad życiem u jego schyłku, kiedy człowiek zaczyna bilansować swoje sukcesy i porażki, pragnąc przede wszystkim naprawić zepsute relacje. Co znamienne, bohater zapytany o przyczynę wieloletniej kłótni z bratem, nie potrafi odpowiedzieć - po prostu jej nie pamięta. To bolesna lekcja dla nas wszystkich: często pozwalamy, by błahe urazy urosły do rangi murów dzielących nas na lata.
Zobacz zwiastun "Prostej historii"
Wizjonerstwo w rytmie "slow"
Jak podkreślają twórcy, David Lynch, kręcąc ten film ćwierć wieku temu, okazał się wizjonerem. W dzisiejszym, pędzącym świecie, gdzie wszystko musi być "instant", "Prosta historia" oferuje nam rzadki luksus - czas na zachwyt nad prozą życia. Bohaterowie znajdują przestrzeń, by wsłuchiwać się w odgłosy burzy, patrzeć na toczącą się po betonie piłkę czy podziwiać rozgwieżdżone niebo.
Film charakteryzuje się melancholijnym, powolnym rytmem, który może niecierpliwić współczesnego widza przyzwyczajonego do szybkich cięć. Jednak to właśnie to tempo pozwala nam przyjrzeć się detalom i samym sobie. Kontemplację ułatwiają przepiękne zdjęcia przyrody Wielkich Równin - surowej, a jednocześnie zachwycającej wschodami słońca czy blaskiem księżyca odbijającym się w tafli rzeki Missouri. Całość dopełnia genialna muzyka oparta na brzmieniu skrzypiec, która idealnie oddaje bezkres amerykańskich bezdroży.


Skomentuj artykuł