Andrzeja Seremeta skok w nieznane

Andrzeja Seremeta skok w nieznane
Andrzej Seremet, nowy prokurator generalny (fot. prezydent.pl)
10 lat temu
Logo źródła: Dziennik Polski Zbigniew Bartuś / "Dziennik Polski"

Oficjalnie wszyscy marzą, by mu się udało. Z przyczyn oczywistych: by prokuratura pracowała sprawniej i bez politycznych obciążeń. W przypadku sędziów dochodzą względy prestiżowe: żeby sędzia zrobił porządek tam, gdzie nie dali rady prokuratorzy, radcy prawni, adwokaci - oraz sędziowie o politycznym obliczu, jak Barbara Piwnik.

Pod koniec lutego sędziemu Andrzejowi Seremetowi urodziło się pierwsze dziecko. Niewiele ponad tydzień później prezydent Lech Kaczyński zdecydował, że krakowski sędzia zostanie nowym prokuratorem generalnym - pierwszym po oddzieleniu tej funkcji od stanowiska ministra sprawiedliwości.

W pięćdziesiątym pierwszym roku życia Andrzej Seremet może więc powiedzieć, że spłodził syna, wybudował dom (na rodzinnej działce w podtarnowskim Radłowie), teraz pozostało mu do posadzenia drzewo.

- Ku zaskoczeniu nas wszystkich Andrzej porwał się na coś szalonego - mówi Wojciech Dziuban, jego kolega z Wydziału Karnego Sądu Apelacyjnego w Krakowie. - Będzie reformował prokuraturę, czyli robił coś, co nikomu dotąd się nie udało. I jestem święcie przekonany, że właśnie jemu może się udać. Bo to właściwy czas - i właściwy człowiek.

Nieznany dotąd szerzej Andrzej Seremet stał się nieoczekiwanie wielką nadzieją... wszystkich. Liczy na niego prezydent Kaczyński - i premier Tusk. Liczą sędziowie - i prokuratorzy z wszelkich, nierzadko skonfliktowanych ze sobą, stowarzyszeń oraz związków. Liczą prawnicy - i szarzy ludzie, marzący o prokuraturze sprawnej, niezależnej, sprawiedliwej.

Wśród wiernych kibiców prokuratora-elekta jest też znakomita sędzia Barbara Polańska-Seremet, wizytatorka tarnowskiego Sądu Okręgowego, którą Andrzej Seremet poślubił dwa lata temu.

Bliscy i przyjaciele nominata wiedzą, że nie będzie mu łatwo. Sędziowie karniści i prokuratorzy z dłuższym stażem znają zbyt dobrze środowisko i funkcjonujące w nim układy.

- Seremet obejmie funkcję 31 marca. Następnego dnia jest prima aprilis. Zaczną się kontrolowane przecieki, podkładanie świń, zakulisowe gierki - ale to nie będą żarty. Andrzeja czeka około tysiąca decyzji kadrowych, w tym kluczowe, dotyczące składu korpusu Prokuratury Generalnej oraz obsady szefów wszystkich jednostek. To jest istne pole minowe - i on już o tym wie - mówi jeden z kolegów.

- W posagu dostał Prokuraturę Krajową złożoną w znacznej mierze z ludzi powołanych "za zasługi" w czasie tzw. nocy długich długopisów, gdy ustępujący ministrowie-politycy podpisywali w pośpiechu nominacje dla swojaków. Od tego, co Seremet z nimi zrobi, kogo powoła, a kogo odsunie, zależy bardzo wiele - dodaje inny kolega sędziego.

Kolejny modli się, by w pierwszych stu dniach urzędowania Andrzeja Seremeta nie wybuchł jakiś skandal polityczny czy gospodarcza afera... - Bo to jest zawsze pretekst do ataku na ministra i prokuratora - dodaje.

Oficjalnie wszyscy marzą, by Seremetowi się udało. Z przyczyn oczywistych: by prokuratura pracowała sprawniej i bez politycznych obciążeń. W przypadku sędziów dochodzą względy prestiżowe: żeby sędzia zrobił porządek tam, gdzie nie dali rady prokuratorzy, radcy prawni, adwokaci - oraz sędziowie o politycznym obliczu, jak Barbara Piwnik.

Zgodnie z ustawą prokurator generalny będzie mógł sobie w miarę swobodnie dobrać współpracowników, co oznacza, że część prokuratorów z "wierchuszki" trafi do niższych jednostek, albo (w wypadku odmowy) przestanie pracować (z zachowaniem uposażenia).

Ponieważ znaczna część prokuratorów PK, mniej lub bardziej zasadnie, kojarzy się z politykami - decyzje w ich sprawie będą miały, siłą rzeczy, charakter polityczny.

Będzie je musiał podjąć człowiek, którego związki z polityką były dotąd żadne, a w każdym razie - kompletnie nikt o takich związkach nie wie. - Nawet w rozmowach towarzyskich Andrzej unikał tego tematu, nigdy nie bywał też ani na salonach, ani w przedpokojach władzy - opisują zgodnie przyjaciele.

Pytani o Seremeta reprezentanci środowiska krakowskich prawników rozkładają bezradnie ręce: nie jest to ani "człowiek Zolla", ani "człowiek Ziobry", ani "człowiek Ćwiąkalskiego", ani "człowiek Wassermanna"... - Andrzej Seremet jest niczyj, a ściślej - całkowicie Andrzejowo Seremetowy - uśmiecha się kolega z Sądu Apelacyjnego.

Wszyscy wiedzą o nim tylko tyle, że to świetny, bardzo kompetentny prawnik - i sprawiedliwy sędzia. Bez pleców - co w tym wypadku jawi się jako wielka zaleta.

 

Wyzwanie bez parcia na szkło

Wewnątrz budynku Sądu Najwyższego w Warszawie dominuje wolna przestrzeń i przezroczyste szkło. Szklane są nawet windy oraz prowadzące do nich podłogi. To daje do myślenia. Oto gmach sprawiedliwości - czystej, przejrzystej, bez kuluarowych gier. Niezawisłej, niezależnej od wszelkich podszeptów - i pleców.

Andrzej Seremet był dwa lata temu delegowany do pracy w Izbie Karnej Sądu Najwyższego. Orzekał tu przez trzy miesiące, pozostawiając znakomite wrażenie. Zapewne za kilka lat powróciłby na stałe - i byłoby to ukoronowanie kariery.

Dlaczego zdecydował się na start z konkursie na prokuratora generalnego - uważany przez większość kolegów za szaleństwo? Tłumaczy, że to była jego osobista decyzja wywołana chęcią sprawdzenia się. Podjęcia nowego wyzwania.

Minimalnie starsi koledzy mówią: - Podziwiamy. W jego wieku mieliśmy już wnuki i chyba nie chciałoby się nam zaczynać wszystkiego od nowa. A budowanie nowej prokuratury - przez sędziego - to jednak skok w nieznane.

Choć - niezupełnie. Wprawdzie Andrzej Seremet nie pracował nigdy jako prokurator, nie kierował również nigdy dużymi zespołami ludzkimi (a teraz będzie miał do dyspozycji 6 tys. osób), ale jako sędzia, który orzekał w sprawach karnych w sądzie rejonowym, okręgowym i w końcu apelacyjnym (z ważnym epizodem w SN) doskonale zna nie tylko prawo karne, ale i realia pracy prokuratorów różnych szczebli.

Zdaje sobie sprawę ze słabych punktów tej instytucji i ma jasną wizję skutecznej reformy, co udowodnił w trakcie przesłuchań przed Krajową Radą Sądownictwa (gdzie zdobył najwięcej głosów) oraz spotkań z różnymi organizacjami prokuratorów (które również udzieliły mu poparcia).

Przemawia za nim cały jego dotychczasowy dorobek: a jest on, co wcześniej niezbyt często dostrzegano, wybitny. Seremet, absolwent radłowskiego ogólniaka, skończył studia na UJ w 1983 roku, niespełna trzy lata później orzekał w Sądzie Rejonowym w Tarnowie. Jego kariera była błyskawiczna: przewodniczący wydziału karnego, wiceprezes sądu. W 1990 przeszedł do Sądu Wojewódzkiego w Tarnowie. Niedługo potem wyjechał na półtora roku do USA, wrócił w 1993. Cztery lata później, dzięki zabiegom Włodzimierza Olszewskiego, ówczesnego przewodniczącego wydziału karnego Sądu Apelacyjnego, który dostrzegł talent, Seremet trafił do Krakowa.

- O ile nas pamięć nie zawodzi, pobił rekord: został sędzią apelacyjnym w wieku niespełna 38 lat - komentują koledzy.

Wydział liczył wtedy 7-8 osób. Istna elita. Taki awans uważany był - i nadal jest - za ukoronowanie kariery sędziowskiej. I może tu właśnie leży klucz do tajemnicy startu w konkursie na "generała" prokuratorów?

- Osiągnął szczyt w bardzo młodym wieku. Jak ktoś dokonuje tego po pięćdziesiątce, to myśli już o dociągnięciu do emerytury i raczej się pracą nie nudzi. Nie jest znany przypadek rezygnacji sędziego sądu apelacyjnego, albo przejścia z tego stanowiska do prokuratury czy palestry. Bo tu jest prestiż i dość dobre uposażenie - tłumaczą koledzy.

Andrzej Seremet, który dopiero co skończył pięćdziesiątkę, ożenił się, wybudował dom, ma małe dziecko - orzeka już w Sądzie Apelacyjnym od 13 lat. I - najwyraźniej - potrzebował w życiu czegoś nowego.

To może być bardzo ciekawe doświadczenie. Dla wszystkich. Seremet jest bowiem typem prymusa - perfekcjonisty. Jego pisemne uzasadnienia wyroków są jasne, logiczne, a jednocześnie widać w nich olbrzymią wiedzę prawniczą, z której sędzia potrafi umiejętnie korzystać. Uzasadnienia ustne oparte są zawsze na porządnym konspekcie, z tezami. - Andrzej sprzeniewierzyłby się swym najbardziej niewzruszalnym zasadom, gdyby coś zrobił nie dość starannie, nie wkładając w to odpowiednio dużo pracy - mówią koledzy. - Wymaga tego również od innych, więc lenie i lawiranci mają się czego obawiać.

Inną ważną cechą sędziego jest absolutny brak tzw. parcia na szkło. Nie bryluje w mediach, po nominacji przez KRS udzielił tylko jednego wywiadu - dla PAP.

Szansa się nie powtórzy

Andrzej Seremet podkreśla, że nie chce robić rewolucji, bo jest ona prokuraturze niepotrzebna. Podobnie jak większość kolegów podziela pogląd, że generalnie prokuratorzy nie pracują źle. Świadczy o tym choćby niewielka liczba uniewinnień czy sądowych nakazów wszczęcia postępowań.

Ale tak naprawdę będzie próbował wprowadzić zmiany, które są zamachem na dotychczasowe układy oraz przyzwyczajenia znacznej części środowiska. Niektóre wymusi nowe prawo. Resztę będzie musiał forsować sam, z pomocą współpracowników, których dobierze sobie w najbliższych dniach.

Powołanie na sześcioletnią kadencję da mu niezależność, jakiej nie mieli od kilkudziesięciu lat szefowie prokuratury: za PRL-u - z wiadomych względów, w III RP - dlatego, że ta funkcja podlegała zawsze ministrom-politykom. Andrzej Seremet chciałby, by owa niezależność - wraz z całym statusem prokuratury - została zapisana w konstytucji, bo to wzmocniłoby gwarancje spokojnej pracy bez nacisków. Sam gwarantuje prokuratorom "komfort niezależności", ale - jak podkreśla - to, czy naprawdę będą niezależni, zależy w ogromnej mierze od nich samych.

Niezależność to jednak nie wszystko. Musi się poprawić jakość pracy prokuratorów. Andrzej Seremet, podobnie jak inni sędziowie orzekający w procesach karnych, krytycznie ocenia zawartość akt dostarczanych do sądu przez prokuraturę wraz z aktem oskarżenia. Jest w tych aktach wszystko, co tylko nawinęło się pod rękę - a winny być tylko dowody.

Seremetowi nie podoba się również nadużywanie aresztów oraz przewlekanie latami śledztw. Dał temu wyraz choćby orzekając przewlekłość w głośnej sprawie Krakowskich Zakładów Mięsnych (wobec Pawła Reya). Zdaje sobie jednak sprawę, że nie wystarczy sygnał ze strony prokuratora generalnego - musi się zmienić mentalność, również w sądach nadzorujących areszty i wydających postanowienia w tej sprawie: nadal chętniej stosują areszt niż go uchylają.

Sędzia ciepło wypowiadał się także o pomyśle prokuratorów-reformatorów, by jeden prokurator prowadził sprawę od początku do końca, tj. od wszczęcia aż do instancji odwoławczych (obecnie przestaje być gospodarzem sprawy z chwilą skierowania aktu oskarżenia do sądu). Wymaga to nie tylko zmian organizacji i procedury, ale i usprawnienia nadzoru, jednak w taki sposób, by nie naruszał niezależności.

Czy Andrzej Seremet wytrwa w swych postanowieniach? Ludzie, którzy znają go od studiów i z codziennej pracy, podkreślają stałość jego charakteru: przez lata nie zmienił się, pozostał człowiekiem bardzo zasadniczym, wiernym swym zasadom. Inna sprawa, że nigdy nie podejrzewali go o takie szaleństwo, jak start w konkursie na prokuratora generalnego.

- Ale to jest szaleństwo z kategorii błogosławionych - uśmiecha się kolega z Krakowa. - Dzięki temu reforma prokuratury może się udać. Oby. Bo szansa się nie powtórzy.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Andrzeja Seremeta skok w nieznane
Komentarze (0)

Skomentuj artykuł

Andrzeja Seremeta skok w nieznane
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.