Piłka nożna a sprawa ukraińska

Piłka nożna a sprawa ukraińska
(fot. EPA/TATYANA ZENKOVICH)
5 lat temu

Odnoszę wrażenie, że wojna Rosji przeciw Ukrainie raz jeszcze obnaża jakąś naiwną, infantylną wiarę (rozpowszechnianą niestety przede wszystkim w naszej części Europy), że kawałek zapisanej kartki, opatrzony pieczęciami i podpisami liderów państw ma jakiekolwiek znaczenie w chwili kryzysu. W chwili kryzysu każdy zaczyna bronić swoich interesów a biedny zostaje sam.

Legia Warszawa wyleciała z Ligi Mistrzów, gdyż w drugim meczu ze Szkotami (prowadząc już w dwumeczu 6:1) na ostatnie cztery minuty wstawiła nieuprawnionego zawodnika. Regulamin (modyfikowany ponoć przy każdej nowej edycji LM) stanowi, że należy taki klub ukarać dyskwalifikacją. Prawo jest prawo.

          

UEFA, organizator LM, stanowi, że kluby grające w jednej federacji piłkarskiej (np. ukraińskiej) nie mogą występować w innej (np. rosyjskiej) bez zgody tej pierwszej i UEFA. Za niesubordynację grożą surowe kary, włącznie z zwieszeniem w prawach członka UEFA. Po aneksji Krymu (nieuznanej przez zdecydowaną większość państw) kluby krymskie zostały włączone (bez wspomnianej zgody Ukrainy) do federacji rosyjskiej i występują w ligach Rosji. UEFA poinformowała jedynie, że w tej sprawie komentarza nie będzie. Prawo jest prawo, ale to GAZPROM finansuje LM.

          

To proste zestawienie dwóch faktów z boiska piłkarskiego skłania do dwóch banalnych pytań: kogo dotyczą te wszystkie przepisy i ile są warte podpisywane zobowiązania. Odpowiedź jest banalnie prosta: przepisy dotyczą tylko biednych a ich wartość jest w gruncie rzeczy żadna.

          

W 1994 roku zostało podpisane tzw. Memorandum Budapesztańskie, na mocy którego Ukraina przekazała swoją broń nuklearną Rosji, zaś ta, wespół z Wielką Brytanią i USA gwarantowała poszanowanie niezależności i suwerenności istniejących granic Ukrainy oraz powstrzymywanie się od stosowania groźby lub użycia siły przeciw Ukrainie. Brzmi pięknie a ile to warte widzimy oglądając codziennie relacje ze wschodniej Ukrainy.

          

Odnoszę wrażenie, że wojna Rosji przeciw Ukrainie raz jeszcze obnaża jakąś naiwną, infantylną wiarę (rozpowszechnianą niestety przede wszystkim w naszej części Europy), że kawałek zapisanej kartki, opatrzony pieczęciami i podpisami liderów państw ma jakiekolwiek znaczenie w chwili kryzysu. W chwili kryzysu każdy zaczyna bronić swoich interesów a biedny zostaje sam.          

          

Ale to nie tylko ta naiwna wiara w moc traktatów (piszę to w 75 rocznicę paktu Ribbentrop - Mołotow, który pokazał całą złudność naszych paktów z Europą Zachodnią). To również jakieś oświeceniowe przekonanie, że jesteśmy na takim etapie rozwoju społecznego i politycznego, który wyklucza (czyni niemożliwym), czy wręcz nie do pomyślenia jakiekolwiek użycie siły. Głupio nam się wydaje, że wojny to relikt przeszłości!

          

Rosja do tej pory, w konflikcie przeciw Ukrainie, nie uszanowała niczego: anektowała Krym, finansuje terrorystów dostarczając im broń, pieniądze i kolejne oddziały najemników, przewiozła prawie 300 ciężarówek tzw. humanitarnego konwoju, który niewiadomo co wwiózł i co wywiózł. Pozostaje ostatnia granica - otwarte wprowadzenie wojsk na wschodnią Ukrainę i okupacja tego kraju. Czy Rosja się zawaha? Czy możemy a priori wykluczyć taką ewentualność tylko dlatego, że żyjemy w Europie XXI wieku? Według mnie nie.

          

Postawa Europy, świata wobec Ukrainy (de facto najechanej przez Rosję) każe nam z wielką ostrożnością spojrzeć na NATO. Jakość nie potrafię uwierzyć, że Wielka Brytania, Niemcy czy Francja staną w obronie bombardowanego Braniewa czy Tallina. Podejrzewam, że zostalibyśmy poproszeni, aby z umiarkowaniem (jak to się wyraził prezydent Francji wobec władz Ukrainy) traktować agresorów. Raz jeszcze powtarzam, że konflikt między Rosją a Ukrainą pokazał po raz kolejny iluzoryczność wszelkich traktatów i paktów. Byłoby dziecinadą wierzyć, że z NATO będzie inaczej.

          

Wydaje mi się, że to, co dzieje się na wschodniej Ukrainie zmusza nas także do refleksji nad językiem, którym opisujemy ten dramat.

Z czym mamy do czynienia w Donbasie: z wojną hybrydową? z kryzysem ukraińskim? z wojną domową? z wojną Rosji przeciw Ukrainie?

Kto walczy z armią ukraińską? Rebelianci? Separatyści? Terroryści? Najemnicy? Każdy z tych terminów determinuje widzenie tego konfliktu a co za tym idzie określa również skalę odpowiedzialności Ukrainy, Rosji, USA czy Europy. Nie jest jednak tak, że te terminy narzuca nam rzeczywistość. To raczej tak, że wybieramy te pojęcia ze względu na nasz stosunek do Rosji lub Ukrainy. I również dlatego, że przyjęcie określonej narracji pociąga za sobą konieczność reakcji. Skoro jest to konflikt wewnątrz ukraiński (prawowita władza przeciw bliżej nieokreślonym rebeliantom, powstańcom, separatystom) to pozostawmy rozwiązanie tego konfliktu samym Ukraińcom. Jeżeli Ukraina stała się celem ataku terrorystów to może należałoby widzieć tę batalię jako jedną z odsłon walki z terroryzmem. I zaangażować się weń tak jak czynimy to walcząc z terroryzmem. Jeśli natomiast przyjmiemy, że mamy do czynienia z wojną jednego państwa przeciw drugiemu to wszyscy zdajemy sobie sprawę, że mamy do czynienia z czymś zupełnie innym. Na co oczywiście nie jesteśmy przygotowani.

Nie wiemy dzisiaj jak to się wszystko skończy. Nie wiemy nawet jak interpretować wizytę pani Merkel w Kijowie. Ci, którzy mówią, że to poparcie dla Ukrainy przywołują symbolikę tej wizyty (w przededniu ukraińskiego Święta Niepodległości), obietnicę pomocy finansowej dla zrujnowanego Donbasu. Ci, którzy uważają, że to raczej ostatni etap zmiękczania Ukrainy przed wtorkowym spotkaniem w Mińsku twierdzą, że słowa o tym, że Europa ma dość tych kłopotów powinny paść w Moskwie a nie w Kijowie. W takie widzenie tej wizyty miałoby się również wpisywać veto Niemiec wobec baz NATO w Polsce czy też deklaracja, że mimo naruszenia uzgodnień w sprawie konwoju, dalszych sankcji póki co nie będzie. Każdy tę wizytę interpretuje tak jak chce i każdy w niej widzi to, co chce zobaczyć, co zdaje się nie tyle wynika ze złej woli pani Merkel ile z nieprzewidywalności Rosji.

Co nam zostaje? Może rację ma papież Franciszek, który wzywa nas, abyśmy Ukrainę zawierzyli, oddali Panu Jezusowi i Maryi. To taki "czynnik", którego wielcy tego świata nie biorą pod uwagę, bo są zakładnikami swoich grup interesu, my zaś, mali tego świata, nie bierzemy go pod uwagę, bo jesteśmy zakładnikami naszego strachu przed tym, co przyniesie jutro.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Piłka nożna a sprawa ukraińska
Komentarze (9)
KS
Kasia Sayn-W.
25 sierpnia 2014, 11:55
  Skąd  u  Księdza  takie  jednostronne,  antyrosyjskie  postrzeganie  konfliktu?  Czy  jedna  strona  - ukraińska - to  aniołki,  a tylko  Rosja - to zło  wcielone?    Czy  tak  bardzo  zachwyca  się  Ksiądz  poczynaniami  władz  kijowskich,  czy  Ksiądz  po prostu  nie  orientuje  się,  w jaki  sposób    Jacyniuk,  Turczynow  i  Poroszenko  doszli  do  władzy?   Jak  poczynają  sobie  te  "rządy"?    Otóż  powiem  Księdzu -  jak  kacykowie  w Afryce Równikowej,   a potwierdzenie  moich  słów  odnależc  można  przeglądając  różne  światowe  kanały  informacyjne, niekonieczne  rosyjskie, skoro  ma się  do nich  awersję.   Jest  ksiądz  tutaj  autorytetem,  więć  dziwię się, że  ten artykuł  oscyluje  na poziomie  niektórych  tu zamieszczanych  komentarzy  o profilu jednoznacznie  RUSOFOBICZNYM.    Roztropność  nakazuje  chyba  szukać  cienkiej  nici  prawdy nawet  tam, gdzie  jest ona głęboko ukryta.
J
Jan
25 sierpnia 2014, 12:34
Kasiu - chyba trzeba być rosyjskim internetowym trolem, żeby sugerować że federalizacja i kroczące anektowanie Ukrainy przez Rosję jest najlepszym rozwiązaniem dla tego upadłego kraju a zarazem gwarantem światowego pokoju.
KS
Kasia Sayn-W.
25 sierpnia 2014, 14:34
  Ta  wypowiedż  składa  się  z epitetu - inwektywy  oraz  z supozycji, czyli  "wciskania kitu" , czyli  pisania tego, czego NIE napisałam i  NIE pomyślałam.   Porozmawiam, ale jeśli ktoś  poda fakty i argumenty;  mam już  swoje  lata  i  z gówniarzami  na gówniarskim poziomie  nie będę  się  przeszczekiwać,  proszę  zate  darować  sobie "ruskiego agenta" , "ruskiego trola "  itp.
P
Pirx
25 sierpnia 2014, 18:28
Brawo, na szczescie sa jeszcze ludzie myslacy.
Z
zs
25 sierpnia 2014, 20:15
Pani Kasiu, obawiam się, że wulgarne określenie poziomu z którym Pani rozmawiać nie będzie, dotyczy przede wszystkim Pani. Pierwsza Pani wypowiedź składa się jedynie z epitetów i supozycji. Imputuje Pani jakieś wątpliwości w dojściu do władzy ukraińskich władz, podważa jej legalność. Porównanie do afrykańskich kacyków jest bardzo ciekwaym przykładem potępianej rzekomo przez Panią retoryki. Gdzie tu  jakieś arguemtny? Nie ma. Uczciwy człowiek, który jest tak uczulony na "wciskanie kitu" i to na "g" podałby konkretne źródła. Mam nadzieję, że taka jednostronność wynika po prostu z braku umiejętności dyskutowania. Obawiam się jednak, że styl, elokwencja oraz biegłe posługiwanie się manipulacją noszą znamiona działania celowego. Nie jest to jednak tworzenie fałszywego wizerunku marnej firmy. Wspieranie świadome działań zbrodniczych jest współudziałem w nich.  Pozdrawiam 
ST
sir Thomas Sean Connery
25 sierpnia 2014, 20:24
Ja jestem trochę starszy, mam swoje lata. Ale zgadzam się z tymi młokosami. Wracaj kobieto do Moskwy.
P
pirx
26 sierpnia 2014, 04:27
No i dalej zadnych faktow - a one sa takie ze legalna wladza Ukrainy zostala obalona przez prawy sektor i im podobnych, bardzo malo wysilku potrzeba zeby skonfrontowac faky z propaganda obecna w mediach glownego nurtu - polecam google. Natepne fakty - ukrainskie wojska pacyfikuja Donbas a w szczegolnosci bojowki prawego sektora - polecam neon.24.pl Fakt - w czasie majdanu byly organizowane pochody z obrazami bandery na czele - polecam youtube. Po prostu wystarczy troche wysilku.
MR
Maciej Roszkowski
26 sierpnia 2014, 14:51
To perwersja gdy Molocha któraś z jego ofiar kocha.
TS
Thomas Sean Connery
26 sierpnia 2014, 15:43
A jaka wygląda prawda według Ciebie Kasiu? 

Skomentuj artykuł

Piłka nożna a sprawa ukraińska
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.