Tajemnica kalendarza z przystojnymi księżmi. Prawda o znanej pamiątce z Rzymu zaskakuje

Fot. Instagram
La Repubblica/łs

Od niemal ćwierć wieku twarz Giovanniego Galizii spogląda na turystów z niemal każdego rzymskiego kramu z pamiątkami. Przez dekady jego wizerunek stał się rozpoznawalny na całym świecie. Mężczyzna z okładki słynnego „Calendario Romano” nigdy jednak nie przyjął święceń, nie był w seminarium, a na co dzień pracuje w lotnictwie cywilnym jako… steward. To jedna z wielu tajemnic wydawnictwa, które od 30 lat sprzedaje się w tysiącach egzemplarzy, budując mit o rzymskich duchownych.

Giovanni Galizia ma dziś 39 lat i pochodzi z Palermo. Jego przygoda z „Calendario Romano” zaczęła się przypadkowo w 2004 roku, gdy jako siedemnastolatek poznał fotografa Piero Pazziego. Pazzi dokumentował wówczas włoskie miasta poprzez przedstawianie charakterystycznych dla nich postaci – w Wenecji byli to gondolierzy, w Rzymie wybór padł rzecz jasna na księży. Galizia zgodził się na sesję, podpisał zgodę na wykorzystanie wizerunku i, jak sam przyznaje, nie otrzymał za to żadnego wynagrodzenia. Nie spodziewał się, że to jedno zdjęcie będzie mu towarzyszyć przez kolejne dekady.

DEON.PL POLECA



Model zamiast kleryka

Prawda o najpopularniejszym suwenirze z okolic Watykanu jest prozaiczna: większość mężczyzn pozujących w sutannach i koloratkach to modele lub przypadkowo spotkane osoby. Piero Pazzi, wenecki archiwista i fotograf amator, przyznał otwarcie, że wielu swoich bohaterów spotkał na ulicy lub podczas religijnych procesji w Hiszpanii. Jedną z ikon kalendarza stał się na przykład David Ruiz Suárez, agent nieruchomości z Sewilli, który o swojej „kościelnej karierze” dowiedział się od znajomego, który kupił kalendarz podczas wycieczki do Włoch.

Kalendarz, sprzedawany w cenie od 6 do 25 euro, stał się stałym elementem krajobrazu Rzymu. Turyści kupują go masowo, zakładając, że patrzą na autentycznych rzymskokatolickich księży. Sam twórca tłumaczy, że jego intencją było podkreślenie roli duchowieństwa jako symbolu Wiecznego Miasta, które tak wiele zawdzięcza Kościołowi i Watykanowi.

Informator w przebraniu modela

Początkowo projekt miał również wymiar praktyczny. Pierwsze edycje „Calendario Romano” z lat 90. zawierały nie tylko fotografie, ale także przydatne informacje dla turystów: historię miasta, lokalizacje aptek czy godziny otwarcia muzeów. Z czasem jednak to warstwa wizualna zdominowała publikację, a specyficzny kontrast między powagą stanu kapłańskiego a estetyką fotografii modowej stworzył fenomen, który trwa nieprzerwanie od trzech dziesięcioleci.

Dla Giovanniego Galizii popularność zdjęcia stała się źródłem licznych anegdot, ale i problemów. W mediach społecznościowych wokół jego osoby narosły legendy – według jednej z nich miał być obecnie proboszczem w Mediolanie, według innej zbuntowanym kapłanem, który porzucił sutannę w akcie protestu przeciwko nauczaniu Kościoła, z którym rzekomo się nie zgadzał. „Pamiętałbym, gdybym był księdzem” – kwituje Galizia z właściwym sobie humorem.

Problem z wizerunkiem

Sytuacja przestała być zabawna, gdy jedna ze stron internetowych wykorzystała jego wizerunek do zilustrowania tekstu o duchownym oskarżonym o poważne przestępstwa i nadużycia. Wówczas Galizia, pytany przez zdezorientowanych kolegów z pracy o swoją „mroczną przeszłość”, musiał zagrozić krokami prawnymi, co doprowadziło do usunięcia publikacji. Na co dzień mężczyzna stara się jednak zachować dystans do swojej trwającej 23 lata obecności na rzymskich witrynach.

Galizia podkreśla, że w samej fotografii nie widzi nic prowokacyjnego. „To tylko ładne zdjęcie, czysta twarz” – mówi, dodając, że nigdy nie udawał kogoś, kim nie jest. Choć zdjęcie zostało wykonane w Palermo, a nie w Rzymie, dla milionów ludzi na całym świecie pozostaje on najbardziej rozpoznawalną twarzą rzymskiego duchowieństwa. Co ciekawe, jego wizerunek ozdobi również okładkę edycji kalendarza na rok 2027.

DEON.PL POLECA


La Repubblica/łs

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Tajemnica kalendarza z przystojnymi księżmi. Prawda o znanej pamiątce z Rzymu zaskakuje
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.