Andrzej Poczobut wrócił do Polski. Koniec koszmaru po pięciu latach

Fot. Facebook/Donald Tusk
Gazeta Wyborcza/łs

Po 1860 dniach spędzonych w nieludzkich warunkach białoruskich więzień i kolonii karnej, Andrzej Poczobut wreszcie odzyskał wolność. Polski dziennikarz i działacz mniejszości narodowej, który stał się dla świata symbolem oporu wobec autorytaryzmu, został powitany na granicy przez premiera Donalda Tuska.

Andrzej Poczobut pozostawał w rękach reżimu Alaksandra Łukaszenki od 25 marca 2021 roku. Przez blisko pięć lat był przetrzymywany pod zarzutami, które społeczność międzynarodowa jednoznacznie uznała za polityczne i sfabrykowane. Dyktatura oskarżała go m.in. o „podżeganie do nienawiści” oraz działania mające godzić w bezpieczeństwo narodowe Białorusi.

DEON.PL POLECA




Zarzuty zrodzone z absurdu

Kulminacja sądowej farsy nastąpiła na początku 2023 roku. Pierwsza rozprawa przeciwko dziennikarzowi ruszyła 16 stycznia, a już 8 lutego ogłoszono wyrok, który zaszokował opinię publiczną. Andrzej Poczobut został skazany na 8 lat kolonii karnej o zaostrzonym reżimie. Do katalogu oskarżeń dopisano wówczas absurdalny zarzut „rehabilitacji nazizmu”.

Dodatkowym narzędziem represji stało się wpisanie Poczobuta na specjalną listę osób „mających do czynienia z działalnością terrorystyczną”. Ten administracyjny ruch miał bezpośredni wpływ na jego los za kratami, skutkując jeszcze surowszym traktowaniem przez służby więzienne. Każdy dzień w niewoli był dla niego walką nie tylko o godność, ale i o przetrwanie w systemie zaprojektowanym tak, by złamać człowieka.

Samotność w sercu łagru

Poczobut trafił do kolonii karnej w Nowopołocku, miejsca cieszącego się ponurą sławą nawet na mapie białoruskiego systemu represji. Doniesienia przedstawicieli ONZ, którzy wizytowali to miejsce, malują obraz grozy: więźniowie poddawani są karom cielesnym, sankcjom dyscyplinarnym, a w odpowiedzi na skargi odmawia się im podstawowej opieki medycznej. Alarmowano również o przypadkach długotrwałego zamykania osadzonych w karcerach, szczególnie po próbach samobójczych.

W tych ekstremalnych warunkach polski dziennikarz został poddany bezwzględnej izolacji. Współwięźniowie otrzymali surowy zakaz nawiązywania z nim jakiegokolwiek kontaktu – nie wolno im było nawet dać do zrozumienia, że dostrzegają jego obecność. Za złamanie tej zasady groziły surowe kary, co miało pogłębić psychiczne cierpienie osadzonego.

Osobista niechęć dyktatora

Mimo całkowitego odcięcia od świata, Poczobut nie był zostawiony samemu sobie w sposób, jakiego mógłby oczekiwać. Nieustannie towarzyszył mu inny więzień, wyznaczony przez administrację do roli „opiekuna” i informatora. Taka „współpraca” polegała na ciągłym obserwowaniu dziennikarza, donoszeniu na każdy jego gest oraz prowokowaniu zachowań, które mogłyby stać się pretekstem do nałożenia kolejnych kar dyscyplinarnych.

Dlaczego reżim tak zaciekle zwalczał jednego człowieka? Okazuje się, że Alaksandr Łukaszenka miał do Poczobuta stosunek wybitnie osobisty. Dyktator żywi szczególną niechęć do mniejszości polskiej, a Poczobut dodatkowo naraził mu się bezkompromisowością. W swoich tekstach dla „Gazety Wyborczej” bez ogródek nazywał go dyktatorem, czego białoruski przywódca nie potrafił wybaczyć. Choć strona białoruska kilkakrotnie obiecywała przekazanie więźnia w kolejnych transzach zwolnień, słowa te wielokrotnie łamano.

DEON.PL POLECA


Zwycięstwo cichej dyplomacji

Przełom w sprawie nastąpił dzięki skomplikowanej grze dyplomatycznej na najwyższym szczeblu. Kluczową postacią okazał się specjalny wysłannik USA ds. Białorusi, John Coale. To amerykańska dyplomacja, po długich negocjacjach, zdołała ostatecznie skłonić Mińsk do ustępstw i spełnić prośbę rządu w Warszawie. Co istotne, obietnica pomocy w sprawie Poczobuta padła ze strony Amerykanów już w 2024 roku.

Wówczas to Polska, na prośbę Waszyngtonu, zwolniła rosyjskiego szpiega Pawła Rubcowa, który udawał hiszpańskiego dziennikarza. Rubcow stał się częścią większej wymiany za rosyjskich dysydentów. Choć wtedy Poczobut nie wyszedł na wolność z powodu oporu Łukaszenki, machina dyplomatyczna nie przestała pracować. W ciągu ostatniego roku Białoruś uwolniła blisko 400 więźniów politycznych, ale nazwisko Polaka do ostatniej chwili pozostawało poza listami.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Andrzej Poczobut wrócił do Polski. Koniec koszmaru po pięciu latach
Komentarze (0)
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.