Problemy w globalnym transporcie mogą wkrótce odbić się na cenach ubrań. Przesyłki odzieży produkowanej w Azji Południowej utknęły na lotniskach w Bangladeszu i Indiach, co jest skutkiem napięć i ograniczeń w ruchu lotniczym na Bliskim Wschodzie.
Zakłócenia dotykają między innymi dostaw dla największych światowych marek odzieżowych. Chodzi m.in. o koncern Inditex, właściciela popularnej w Polsce sieci Zara, a także firmy takie jak Primark, M&S czy Next.
Transport z Azji sparaliżowany
Bangladesz, Indie i Pakistan są jednym z najważniejszych centrów produkcji dla branży fast fashion. To właśnie w tych krajach powstaje duża część ubrań trafiających do europejskich sklepów.
W ostatnich dniach wiele przesyłek nie dotarło jednak do odbiorców. Część przestrzeni powietrznej nad Bliskim Wschodem została zamknięta, a linie lotnicze, w tym Emirates, Qatar Airways czy Etihad, odwołały setki lotów. W efekcie transport lotniczy z regionu został poważnie ograniczony.
Niektóre ładunki, które miały trafić do Europy przez huby transportowe w Zatoce Perskiej, utknęły na lotniskach, m.in. w stolicy Bangladeszu – Dhace.
Rekordowe ceny transportu
Eksperci zwracają uwagę, że ograniczenie liczby lotów spowodowało gwałtowny wzrost cen frachtu lotniczego. Firmy logistyczne próbują znaleźć alternatywne trasy transportu, ale są one bardziej skomplikowane i znacznie droższe.
Część firm odzieżowych korzysta z transportu morskiego, jednak także on może zostać zakłócony. Branża obawia się problemów w rejonie Cieśniny Ormuz, która jest jednym z kluczowych szlaków transportowych na świecie.
Możliwe podwyżki w sklepach
Jeśli sytuacja się utrzyma, skutki mogą odczuć również konsumenci. Opóźnienia w dostawach i rosnące koszty transportu mogą doprowadzić do niedoborów towaru w sklepach oraz wzrostu cen ubrań.


Skomentuj artykuł