Nikt nie dawał mu szans. Karol Wojtyła został papieżem, który zmienił historię
Podczas Soboru Watykańskiego II był dla wielu anonimowym biskupem zza żelaznej kurtyny. Kilka lat później najwybitniejsi teologowie Kościoła widzieli w nim przyszłego papieża. W 106. rocznicę urodzin Karola Wojtyły przypominamy, jak Sobór Watykański II otworzył drogę do pontyfikatu Jana Pawła II.
Papieżem powinien być Wojtyła. Niestety, to niemożliwe. On jest bez szans - tak myślał jezuita Henri de Lubac, jeden z najwybitniejszych teologów XX wieku, słuchając wystąpień bpa Karola Wojtyły podczas Soboru Watykańskiego II. Historia okazała się jednak przewrotna. To, co wydawało się niemożliwe, spełniło się po latach. Doświadczenia soborowe Karola Wojtyły nadały kształt pontyfikatowi Jana Pawła II.
Doświadczenie, które zaowocowało w posłudze
Udział Karola Wojtyły w Soborze Watykańskim II był jednym z najważniejszych doświadczeń w jego życiu kapłańskim i biskupim. Po latach sam Jan Paweł II wspominał ten czas jako proces stopniowego dojrzewania i coraz bardziej twórczego zaangażowania w prace Kościoła powszechnego: „rozpoczynałem swe uczestnictwo w Soborze jako młody biskup. (…) Stopniowo doszedłem do dojrzalszej i bardziej twórczej formy uczestnictwa w Soborze. Tak więc już podczas trzeciej sesji znalazłem się w zespole przygotowującym Gaudium et spes, i mogłem uczestniczyć w niezwykle ciekawych pracach tego zespołu”.
Słowa te dobrze oddają drogę, jaką przeszedł krakowski biskup w czasie czterech lat obrad soborowych. Do Rzymu przybył jako hierarcha zza żelaznej kurtyny, niemal nieznany w międzynarodowym środowisku teologicznym. Sobór zakończył jednak jako jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci młodego pokolenia biskupów.
Soborowe wzrastanie
Proces ten dobrze oddają zapiski dominikanina Yvesa Congara, jednego z najwybitniejszych teologów Soboru. Podczas pierwszej sesji Congar zanotował z pewnym dystansem, „[Michael] Schmaus uniemożliwia mi przysłuchanie się temu, co mówi bp [Wilhelm] Bekkers, potem jakiś Polak oraz bp [Peter] van Bekkum, którego udaje mi się usłyszeć tylko po części”.
Wojtyła był wtedy jednym z wielu biskupów zabierających głos w auli soborowej i nie wyróżniał się jeszcze szczególnie na tle innych uczestników. Jeszcze w czasie drugiej sesji Congar oceniał jego teksty krytycznie. W swoich notatkach zapisał: „jeden polski biskup (wikariusz kapitulny z Krakowa) podtyka mi pewne zredagowane przez siebie teksty, dość chaotyczne, pełne nieścisłości, wręcz błędów i niedoskonałości”.
Sytuacja zmieniła się jednak wyraźnie podczas prac nad tzw. Schematem XIII, który później stał się konstytucją Gaudium et Spes. Właśnie wtedy Congar ponownie zetknął się z Wojtyłą i jego ocena na temat krakowskiego biskupa była już zupełnie inna: „zrobił znakomite wrażenie. Ma dominującą osobowość. W jego osobie jest jakieś ożywienie, magnetyczna siła, profetyczna moc, pełna pokoju i nie do odparcia”. Tekst przygotowany przez krakowskiego biskupa francuski teolog określił tym razem jako „wspaniały i rzetelnie udokumentowany”. Zapiski Congara pokazują, jak szybko rosła pozycja Wojtyły w środowisku soborowym.
Podobne wrażenie odniósł również jezuita Henri de Lubac, jeden z najwybitniejszych teologów XX wieku, którego Jan Paweł II po latach wyniósł do godności kardynalskiej. De Lubac wspominał: „nie trzeba było zbyt długo się przyglądać, by odkryć w nim osobowość najwyższej próby. (…). Jeśli pewnego dnia potrzebować będziemy papieża, mój kandydat jest jeden: Wojtyła! Niestety, to niemożliwe. On jest bez szans”. Słowa te, wypowiedziane jeszcze w czasie Soboru, okazały się po latach niezwykle prorocze.
Soborowy rekord?
Naturalną formą udziału w pracach Soboru było zabieranie głosu w dyskusjach. Karol Wojtyła należał do najbardziej aktywnych mówców. Pozostawił po sobie 24 wystąpienia, z których część została przekazana jedynie w formie pisemnej. Dla porównania przeciętny ojciec soborowy zabierał głos około dwóch razy. Niewątpliwie młody biskup Wojtyła był jednym z wybijających się uczestników Vaticanum II.
Przemówienia w auli soborowej były bardzo krótkie i nie mogły przekraczać dziesięciu minut. Zwykle rozpoczynały się od tradycyjnej formuły „Venerabiles Patres” (Czcigodni Ojcowie), natomiast bp Wojtyła raz rozszerzył ją jednak o słowa „Fratres et Sorores” (Bracia i Siostry), doceniając obecność świeckich audytorów uczestniczących w obradach. Wystąpienia kończyły się lakonicznym „Dixit”, co można rozumieć jako podkreślenie: „taka jest moja opinia”. Podczas jednego z bardziej dynamicznych wystąpień Wojtyły moderator przerwał mu nawet okrzykiem: „Tempus exhaustum est!”, tzn. „czas się skończył”.
Sobór jako szkoła dla przyszłego papieża
Dla Karola Wojtyły Sobór Watykański II był prawdziwą szkołą myślenia o Kościele i świecie. To właśnie wtedy ukształtowała się jego refleksja nad godnością osoby ludzkiej, wolnością religijną i misją Kościoła w świecie współczesnym. Nic więc dziwnego, że wiele idei obecnych w dokumentach soborowych powróci później w nauczaniu papieskim Jana Pawła II. Sobór stał się dla niego nie tylko wydarzeniem historycznym, lecz także fundamentem jednego z najbardziej wpływowych pontyfikatów w dziejach Kościoła.
Skomentuj artykuł