Ratowali Jezusa, nie chronili chłopca

Ratowali Jezusa, nie chronili chłopca
(fot. Michał Lewandowski)

Sytuacja w Bełchatowie powinna być potraktowana jako interwencja kryzysowa, a nie była tak przeprowadzona - ze szkodą dla wszystkich.

Sytuacja z kradzieżą hostii w Bełchatowie budzi wiele emocji po obu stronach, bo mamy do czynienia z dwoma typami wrażliwości, które niekoniecznie na siebie zachodzą. Pierwsza to wrażliwość religijna, która zwraca uwagę na fakt, że w kościele mogło dojść do świętokradztwa, a w dalszej konsekwencji do profanacji hostii. Z drugiej strony mamy ludzi, których wrażliwość została ukąszona przez fakt, że potraktowano dziecko w taki sposób jakby był przestępcą, nie biorąc pod uwagę ani jego wieku, ani prawa do obrony zgodnie z wymogami prawa świeckiego. Wygląda więc na to, że w Bełchatowie doszło do sytuacji, w której miała miejsce koluzja dwóch porządków - religijnego i świeckiego z powodu nieadekwatnej reakcji zarówno duchownych, jak i policji. Dodatkowo w komentarzach pojawia się niezrozumienie dla faktu, że dla osób wierzących mogło dojść do obrazy uczuć religijnych, gdyby rzeczywiście chłopak ten w świadomy sposób chciał dokonać świętokradztwa i profanacji.

Nie dziwi mnie to, że ksiądz zareagował, gdy zobaczył, że chłopak wypluł i schował konsekrowany komunikant do kieszeni. Trzynastolatek z Bełchatowa zrobił coś, czego zrobić nie wolno katolikowi, zatem nie tylko ksiądz, ale każdy wierzący powinien w takiej sytuacji zareagować. Wierzymy, że konsekrowana hostia to nie jest jakiś zwykły chleb, dlatego nie można przejść obok tej rzeczywistości traktując ją w symboliczny sposób. Podkreślam, że nie zaskakuje mnie błyskawiczna reakcja księży, ani przekonanie, że muszą "zainterweniować", bo obojętność nie wchodzi tu w grę. Problem jednak mam z tym jakich dobrano środków, aby sytuację właściwie rozwiązać. Powinna być ona potraktowana jako interwencja kryzysowa, a nie była tak przeprowadzona - ze szkodą dla wszystkich.

Zacznijmy od tego, że chłopak zachował się w nieodpowiedzialny sposób i jeśli robił to świadomie, to mógł popełnić grzech ciężki. W tym wypadku zadaniem księdza jest pouczenie go w ramach rozmowy duszpasterskiej o powadze jego czynu. Jednak czymś innym jest zatrzymanie chłopca w celu odbycia z nim takiej rozmowy, a czymś innym przeistoczenie jej w przesłuchanie, oparte na przekonaniu, że chłopiec z pewnością miał złe intencje i musi być potraktowany jak przyłapany na uczynku przestępca. Mam wrażenie, że tu leży główny problem. Księża wezwali policję, bo założyli, że dojdzie do profanacji hostii, a co za tym idzie do obrazy uczuć religijnych, ale pomysł z wezwaniem władz powinien pojawić się na samym końcu, a nie jako pierwsze rozwiązanie.

Gdy sprawcą czynu jest osoba małoletnia, to nie wystarczy mieć w głowie paragraf, że istnieje coś takiego jak obraza uczuć religijnych, która jest przestępstwem w prawie cywilnym. Jeśli składam zawiadomienie na policję o zatrzymaniu osoby niepełnoletniej pod zarzutem obrazy uczuć religijnych, to muszę pamiętać, że nie mam prawa jej przesłuchiwać, ani jej grozić zmuszając ją w ten sposób do uległości. Kodeks prawa karnego precyzuje kryteria takiego przesłuchania, a zwłaszcza to kto może brać w nim udział i jest tam napisane, że takich praw nie mają księża. Nie wolno dokonać przesłuchania domniemanego sprawcy bez obecności psychologa i rodzica. Ponieważ nie znamy dokładnego przebiegu wydarzeń, które miały miejsce przed przyjazdem policji, dobrze, że w tej sprawie wypowiedziała się kuria archidiecezji łódzkiej, stwierdzając, że "zachowanie księży w Bełchatowie było po prostu nie na miejscu".

Zakładam, że księża mieli dobre intencje, ale nie do końca dobrze im to wyszło. Nie pomogła im w tym także policja, której interwencja też budzi wątpliwości. Moim zdaniem duchownym zabrakło zrozumienia złożoności sytuacji, w której brali udział, a która z braku odpowiedniej wiedzy i być może również kwalifikacji doprowadziła do dylematu albo-albo: albo "ratujemy Jezusa", albo "chronimy chłopaka" - tak jakby jedno wykluczało drugie. Zabrakło adekwatnego zachowania wynikającego ze zrozumienia, że stanęli wobec sytuacji kryzysowej wymagającej szczególnej wrażliwości na religijny i prawny aspekt podejmowanych przez nich czynów.

Nic nie wiemy o tym chłopcu, który został potraktowany jak domniemany przestępca, a nie członek tej wspólnoty wiernych. Nie wiemy czy on zrobił to w wyniku ignorancji, czy w celu prowokacji. Nawet jeśli wiedział, że popełnia grzech ciężki, to jestem niemal pewien, że nie wiedział, że jego zachowanie może być potraktowane jako przestępstwo. Z pewnością nie był przygotowany na to, że znajdzie się w sytuacji przypominającej przesłuchanie i możemy się jedynie domyślać czy cała sytuacja nie wywołała w nim traumy duchowej bądź psychologicznej.

Nie wystarczy myśleć, że „musimy zareagować, aby nie doszło do profanacji”, ale raczej „musimy zareagować w sprawie powstrzymania profanacji tak, żeby nie doszło do popełnienia innego przestępstwa”. Z wypowiedzi księży można wnioskować silny lęk i z góry założoną tezę o powiązaniu chłopca z satanistami. To przejaw szerszego problemu związanego z bezrefleksyjnym podejściem do zagadnienia zagrożeń duchowych i rozszerzenia paniki moralnej, a z drugiej strony nieświadomością zaostrzenia w prawie karnym kwestii dotyczących obrazy uczuć religijnych - zwłaszcza w przypadku postępowania wobec osób nieletnich. Nie wystarczy, że ksiądz chce wiedzieć dlaczego chłopak nie spożył hostii. Musi także wiedzieć co może zrobić w takim przypadku, a czego mu nie wolno. Wszystko wskazuje na to, że ci księża nie byli tego świadomi, a to sygnał abyśmy na podstawie tego przykrego zajścia głębiej zreflektowali nasze strategie duszpasterskie.

W Bełchatowie księża nie tyle interweniowali, co reagowali na gorąco z przekonaniem, że wszystkie kroki podejmują zgodnie z prawem. Okazuje się, co potwierdziła kuria, że byli w błędzie. Chłopiec został potraktowany przedmiotowo. Pozostaje bowiem pytanie z jaką intencją i w jakich okolicznościach, czy nie pod wpływem przymusu psychicznego i w pewny sensie fizycznego, spożył hostię? Cieszę się, że arcybiskup Ryś właściwie ocenił powagę sytuacji z Bełchatowa. Mam nadzieję, że dzięki temu zarówno chłopiec i jego rodzice, jak i wszyscy zgorszeni postępowaniem księży, widzą że problem nie został zlekceważony. Ufam, że wyniknie z niego większe dobro, a sami księżą w tym przypadku nie zostaną potraktowani jako przestępcy.

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Tomáš Špidlík
15,75 zł
17,50 zł

Ojcowie Kościoła uważali Eucharystię za źródło wszystkiego: Kościoła, zbawienia naszego ciała, powołania stworzenia i materii. Lekarstwo nieśmiertelności, żarzący się węgiel - to niektóre metafory, za pomocą których bywa opisywana. Jest ona największą tajemnicą, jaka została...

Skomentuj artykuł

Ratowali Jezusa, nie chronili chłopca
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.