Nie zmarnować ani słowa

Nie zmarnować ani słowa
fot. cathopic.com

Dlatego tak istotne jest, byśmy ważyli słowa, które kierujemy do innych lub którymi innych opisujemy. Można łatwo kogoś zranić, sprawić komuś ból. A rany zadane sercu przez złe słowa są dużo trudniejsze do wyleczenia niż rany ciała.

W dzisiejszym pierwszym czytaniu padają bardzo ciekawe słowa, które łatwo przeoczyć: „Samuel dorastał, a Pan był z nim. Nie pozwolił upaść żadnemu jego słowu na ziemię” (1 Sm 3,19). Co w nich takiego ważnego? Ano wszystko. Wyrażają one w sposób niezwykle prosty i jasny złożoność relacji Bóg-człowiek. Pan jest Towarzyszem człowieka w jego rozwoju, człowiek natomiast ma strzec każdego słowa, które pada z ust Bożych. Dobrze, ale co to konkretnie znaczy? Z pomocą przychodzi nam pytanie, które zadają Jezusowi dwaj z uczniów Jana Chrzciciela: „Nauczycielu, gdzie mieszkasz?” (J 1,38). Chcą oni poznać Jezusa w całości, od podszewki. Chcą nie tylko słuchać Jego słów, ale poznać Jego codzienność, zobaczyć, gdzie mieszka, by nic z Jego życia im nie umknęło. Wiedzą, że znaleźli Mesjasza, kogoś od dawna wyczekiwanego, kogoś ważnego. Owszem, ciągle mają swoje wyobrażenia o tym, kim On jest, jednak nadal dociekają prawdy o Nim.

W relacji z uczniami Jezus nie jest tym, któremu oni towarzyszą, ale to On towarzyszy swoim uczniom w ich duchowym wzrastaniu. To On ich kształtuje, nadając ich rozwojowi odpowiedni kierunek. W naszej relacji z Panem czasem chcielibyśmy być tymi, którzy „rozdają karty”: teraz jest czas na pracę i obowiązki, potem będzie na modlitwę i poznawanie Boga. Tymczasem Jezus jest Bogiem, który mówi nieustannie! Zadaniem chrześcijanina jest rozwijać swoją wrażliwość na obecność Pana w jego życiu. A ta obecność jest stała: „Samuel dorastał, a Pan był z nim”. Ten, kto wierzy, nie może pozwolić upaść żadnemu ze słów wypowiadanych przez Boga nie tylko w Biblii, ale także w wydarzeniach dnia codziennego. Ba! Sam chrześcijanin jest słowem Pana dla innych, bo przecież jego ciało jest przybytkiem Ducha Świętego: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest przybytkiem Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za wielką bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!” (1 Kor 6,19-20).

Ciało jest naszym łącznikiem z Bogiem i z innymi ludźmi. Jest narzędziem, przez które możemy się komunikować z innymi osobami. Jesteśmy stworzeni do relacji z innymi i ze światem stworzonym. Te relacje nas kształtują. Nie można mówić o nas, nie mówiąc o tych, którzy są nam bliscy, nie wspominając o miejscu na ziemi, w którym toczy się nasze życie. Dlatego potrzeba, byśmy wierząc w to, że nasze ciało jest świątynią Ducha Świętego, pozwalali Bogu działać za jego pośrednictwem. Chodzi o zwyczajne czynienie dobra. Dobra małego i codziennego. Takiego, które łatwo przeoczyć, ale bez którego trudno żyć. Takie dobro jest jak sól, która nadaje życiu smak. Bóg stworzył cię z rękami? Podaj więc komuś pomocną dłoń. Wyciągnij do kogoś rękę na zgodę. Dał ci nogi? Pójdź do kogoś, kto jest bardzo samotny. Nie uciekaj od innych, lecz wychodź im na spotkanie. Masz buzię? Obdarz więc kogoś dobrym słowem. Zadzwoń i zapytaj, co słychać. Uszy też masz? To wysłuchaj czyjejś historii, bo może ona pozwoli ci spojrzeć na tego, którego znieść nie możesz, z większą cierpliwością i zrozumieniem. Bo oczy też ci Bóg dał. Nie po to, żebyś oceniał i osądzał, ale po to, byś wiedział, gdzie jeszcze potrzeba Bożej łaski.

Dlatego tak istotne jest, byśmy ważyli słowa, które kierujemy do innych lub którymi innych opisujemy. Można łatwo kogoś zranić, sprawić komuś ból. A rany zadane sercu przez złe słowa są dużo trudniejsze do wyleczenia niż rany ciała. Zanim coś powiem, powinienem najpierw dużo słuchać. Słuchać innych. Słuchać cierpliwie. Bez uprzedzeń. Do końca. Nie przerywać. Nie dopowiadać. Boję się tych, którzy nie pytają, bo już wiedzą. Boję się tych, którzy nie słuchają, bo mają przecież tak dużo do powiedzenia. Boję się tych, którzy znają odpowiedź, choć jeszcze nie padło pytanie. Boję się tych, którzy nie chcą się spotkać, bo szkoda im czasu. Boję się tych, którzy nie próbują poznać drugiego, bo przecież niczym ich nie zaskoczy. Boję się tych, dla których wszystko jest oczywiste. Boję się tych, którzy patrzą tylko przed siebie, nie zwracając uwagi na to, co za nimi, pod nimi i nad nimi. Boję się tych, którzy tak naprawdę boją się zmierzyć z nowością. I będę się ich bać. Proszę tylko Boga o to, żeby mnie ten strach nie sparaliżował i nie zniechęcił do spotkania z człowiekiem. Bo wówczas to i siebie samego powinienem zacząć się bać.

Jednak przede wszystkim muszę słuchać Słowa Boga. Z wielką czujnością, cierpliwością i otwartością – jak Samuel. Będąc świadomym, że Pan jest ze mną. Trzeba być dokładnym w odbiorze Słowa, żeby dobrze je zrozumieć, a potem być gotowym do wprowadzania go w życie. Nasza codzienność jest weryfikatorem przyjęcia i wypełniania Słowa. Wystarczy zadać sobie proste pytanie o miejsce modlitwy w moim codziennym życiu. Czy w ogóle mam na nią czas? A jeśli już staję do modlitwy, to czy jest ona pełna skupienia i poświęcenia uwagi tylko Bogu? Może jednak traktuję ją jak pacierz, który muszę „zaliczyć” i „mieć z głowy”? Jasne, że czasem trudno jest nam się skupić, bo tyle spraw zaprząta nam głowę. Nie jesteśmy zadowoleni z takiej modlitwy. Chcielibyśmy, żeby była „lepszej jakości”. Ale bardzo ważne jest, żeby z tego powodu z niej nie rezygnować! Najpierw liczy się wierność w modlitwie, potem przyjdzie jakość. Liczy się to, że walczę o nią, że próbuję otworzyć przed Panem moje serce i usłyszeć, co do mnie mówi. Przyjdzie czas, że będę Boga uwielbiać w modlitwie pełnej radości i pokoju: „Z nadzieją czekałem na Pana, a On się pochylił nade mną i wysłuchał mego wołania. (…) Włożył mi w usta pieśń nową, śpiew dla naszego Boga” (Ps 40,2.4).

Jeśli nadal zastanawiam się, czy słucham Słowa Bożego i je wypełniam, to mogę zapytać o kompatybilność moich słów i deklaracji z moimi czynami. Jak żyję? Czy mógłbym bez skrępowania pokazać innym moją codzienność (pokazać, gdzie mieszkam – jak Jezus pokazał uczniom)? Czy byłoby to świadectwo mojej wiary i ważnego miejsca, jakie w moim życiu zajmuje? Uczniowie zobaczyli, jak mieszka Jezus, i to ich przekonało o tym, że jest On wyczekiwanym Chrystusem: „Znaleźliśmy Mesjasza” (J 1,41). I przyprowadzili innych do Niego. Co zobaczyli u Niego w domu? Możemy nazwać to roboczo „codziennością Wcielonego Słowa”. Bardzo tajemniczo to brzmi i tak niewiele nam mówi, ale dla uczniów to, co zobaczyli, choć było bardzo codzienne (wyobrażam sobie, że w przeciwnym razie Ewangelista Jan napisałby o tym w szczegółach), było też wystarczające, by nabrać przekonania o prawdziwości misji i Bożego posłannictwa Chrystusa. „Chodźcie, a zobaczycie” (J 1,39) – nas też Jezus chce przekonać do siebie. Pójdziesz zobaczyć, gdzie mieszka? Może już tam byłeś. Przyprowadzisz więc innych do Niego?

Kapłan archidiecezji gdańskiej, student teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Współtwórca vloga "Inny wymiar". FB: https://www.facebook.com/InnyWymiarMTPL

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Wojciech Bonowicz
54,99 zł

Pierwsza pełna biografia księdza Józefa Tischnera.
Jest to nie tylko oparta na faktach, rzetelna relacja o życiu i kształtowaniu się wybitnego filozofa, ale przede wszystkim pasjonujący reportaż biograficzny, którego autor dociera do najbardziej zaskakujących...

Skomentuj artykuł

Nie zmarnować ani słowa
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.