Cud? Nie, dziękuję, innym razem.

Cud? Nie, dziękuję, innym razem.
(źr. wikipedia.pl)
9 lat temu

Kiedy w końcu po wielu miesiącach milczenia Bóg - który wcześniej zamknął usta Zachariasza - pozwolił mu się odezwać, z ust starca nie popłynęły zwykłe słowa, ale hymn, który podziwem i trwogą napełnił serca wszystkich tam zebranych.

Przyszli do Zachariasza i Elżbiety, aby postąpić zgodnie z prawem i zwyczajem: aby obrzezać ich dziecko. Miała to być celebracja uroczysta, ale zwykła, w jakiej brali udział już wiele razy wcześniej. Każdy z nich wiedział, jak rzecz będzie przebiegać, nie spodziewał się niczego niezwykłego. Ot, zwykły znak posłuszeństwa Bogu, który dawno temu przemówił do swego ludu. Wprawdzie znak powtarzany niezmiennie od pokoleń, Tradycja, ale w rzeczywistości tylko znak...

Tymczasem cud uzdrowienia Zachariasza i przejmujące słowa uwielbienia Boga, a w końcu proroctwo odnoszące się do dziecka uświadomiło wszystkim dokoła, że to, co się tu dzieje, to nie tylko znak, ale coś więcej. Tylko co?... (por. Łk 1, 67.79).

Patrząc na wszystkich tych uczestników rodzinnej uroczystości w domu Zachariasza, widzimy kolejną grupę osób, które doświadczyły czegoś niezwykłego, a teraz - jakby pozostawiona sam na sam z cudem - zastanawiają się, co zrobić z tak wielkim darem. Wracają powoli do domów, trochę milczą, trochę ze sobą dyskutują, wymieniają opinie, niejednemu jakoś "straszno" się robi. Czy to możliwe, żeby znak nie był tylko znakiem, ale prawdziwą, realną obecnością? Czy to możliwe, aby oni sami stali się świadkami cudownych zdarzeń? Jak o tym wszystkim mówić innym ludziom, aby nas nie wyśmiali i nie uznali nas za pomylonych wariatów?

W końcu uznali - idąc za sugestią słów modlitwy samego Zachariasza - że dziecko, któremu właśnie nadali imię Jan, będzie kimś niezwykłym. Ciekawe, kim?

Na nieszczęście Bóg długo kazał im czekać na wyjaśnienie tej zagadki: prawie trzydzieści lat. W tym czasie umarł Zachariasz i Pan też zamknął oczy Elżbiecie (już w momencie narodzenia dziecka byli starzy), odeszli co starsi sąsiedzi, a niektórzy pozapominali... Jan udał się na pustynię i dopiero kiedy zaczęły gromadzić się wokół niego tłumy, ktoś sobie przypomniał o tym, co wydarzyło się wiele lat wcześniej. Okazało się, że z perspektywy czasu wszystko zaczyna wyglądać inaczej i dopiero wtedy jasno widać, że kiedyś wydarzył się cud.

Dla nas, realistów, ludzi praktycznych, czarne zawsze jest czarne, białe jest białe, duże jest duże, a małe jest małe. I nikt nam nie wmówi, że jest inaczej. Stąd jeśli zdarzy nam się być świadkami czegoś niezwykłego, to za wszelką cenę staramy się sobie to wytłumaczyć, wyjaśnić i uzasadnić - a jeśli już w żaden sposób nie znajdujemy logicznego wytłumaczenia, to zwykle potrafimy się zdobyć najwyżej na stwierdzenie: "Hmm... Ciekawe...". Innymi słowy, pomimo upływającego czasu wciąż bardzo jesteśmy podobni do ludzi pokolenia Starego Testamentu, którzy wyczuwali wprawdzie, że dzieje się coś niezwykłego ("pałały w nich serca"), ale nie potrafili sobie odpowiedzieć, co to takiego.

Dziś w nocy weźmiemy udział w niezwykłej Eucharystii. Tradycyjnie zaczniemy ją od śpiewania "Wśród nocnej ciszy...", a potem w rytm poloneza udamy się do stajenki, pełni zadziwienia, że "Bóg się rodzi, moc truchleje...". Co bardziej niecierpliwi pobiegną przodem, skocznie podśpiewując: "Przystąpmy do szopy, uściskajmy stopy...". A kiedy staniemy już nad żłóbkiem, przejęci nędzą Boga zanucimy kołysankę: "Lulajże, Jezuniu, moja perełko...".

Te pieśni będą "znakiem" naszej radości - a może nie tylko znakiem?

Ta Eucharystia będzie "znakiem" naszej wiary - a może nie tylko znakiem? Może we wszystkich tych symbolach dane nam będzie dostrzec rzeczywistość, jakiej nie widzi się gołym okiem, ale jaka pośród nas trwa, nadając sens i smak naszemu życiu. Bóg nas ukochał nad życie - to radosny fakt, dlatego w tej radości życzę wszystkim "Wesołych Świąt".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Skomentuj artykuł

Cud? Nie, dziękuję, innym razem.
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.