Singiel szuka singielki... w Kościele

Singiel szuka singielki... w Kościele
(Fot. shutterstock.com)
4 lata temu
KAI / Maria Jernajczyk / br

"Singli jest coraz więcej", "lawinowo wzrasta liczba jednoosobowych gospodarstw domowych", "ludzie nie chcą, albo nie potrafią się wiązać" - mówią socjologowie i psychologowie, a za nimi media. Jak to jest być singlem w Kościele?

Kiedyś jego miejsce wydawało się jasne. W czasie Wielkiego Postu uczestniczył w rekolekcjach dla młodzieży. Potem przez wiele lat jeździł do innej parafii na rekolekcje akademickie. Tak było jeszcze kilka lat po studiach, aż do momentu, gdy uświadomił sobie, że te kilka lat to już prawie dziesięć. W ostatnią niedzielę w parafii zapowiadano rekolekcje. "Na godzinę 19 zaproszone są małżeństwa, na 20 - młodzież. Samotni i emeryci - na 9 rano". Nie przyjdzie. O 9 rano musi być w pracy, gdzie zresztą spędza większość dnia. Poza tym nie jest samotny - po prostu nie założył rodziny i nie jest w żadnym związku. Chciałby, ale jak na razie to się nie udało. Takich ludzi jest już w Polsce 5 milionów.

"Singli jest coraz więcej", "lawinowo wzrasta liczba jednoosobowych gospodarstw domowych", "ludzie nie chcą, albo nie potrafią się wiązać" - mówią socjologowie i psychologowie, a za nimi media. Według narodowego spisu powszechnego z 2002 r. w stosunku do roku 1988 liczba samotnych mężczyzn wzrosła o 32 proc, a samotnych kobiet - o 38 proc. Ta tendencja będzie się utrzymywać. Socjologowie prognozują, że w 2030 r. w Polsce będzie już 7 mln. singli w wieku od 25 do 40 lat. Podobnie jest w Europie. Eurostat podaje, że 160 mln. Europejczyków żyje bez partnera lub partnerki. Singlem jest co trzeci Amerykanin.

Singiel szuka powołania

Jak to jest być singlem w Kościele? "Czasem trudno jest odnaleźć swoją duchowość, własny styl duchowości", "singiel w Kościele to taki ktoś 'bez przydziału', "niełatwo jest mu odnaleźć własną tożsamość", "po prostu nie bardzo wiadomo, jak realizować swoje powołanie" - mówią ludzie. Czy jest powołanie do samotności? - to pytanie w dziesiątkach wersji przewija się na rozmaitych katolickich forach internetowych. Część singli to osoby, które odkrywają w sobie powołanie do miłości realizowane poprzez zaangażowanie społeczne, przyjaźnie czy pracę. Często jednak pytanie to zadają ci, którzy głęboko pragną założenia rodziny, a jednak z różnych względów nie mogą tego pragnienia zrealizować. Bycie singlem traktują jako nieznośnie przedłużający się stan przejściowy, stan zawieszenia, rodzący szereg psychologicznych i duchowych trudności, w których z reguły brak im duszpasterskiego wsparcia.

"Księża się nami denerwują" - mówi Ania z Warszawy. "Może dlatego, że nie za bardzo wiedzą, co zrobić. Ja np. spotykałam się z naciskami, żeby w końcu coś postanowić: albo wychodzisz za mąż, albo decydujesz się na życie konsekrowane...Ale przecież nie mogę wstąpić do zakonu dlatego, że 'już najwyższy czas coś postanowić', albo założyć, że w ciągu najbliższego roku znajdę męża" - dodaje.

Jak się odnaleźć?

"Widzę, jakie dramaty towarzyszą często młodym poszukującym kogoś, kogo mogliby uczynić swoją najbliższą osobą" - twierdzi ks. Jarosław Szymczak z Instytutu Studiów nad Rodziną. Podkreśla, że ze szczególnymi trudnościami borykają się właśnie ci, którym nie wystarcza partner "na jedną noc", albo "na trochę", tacy, którzy pragną zbudować rodzinę opartą na trwałych wartościach. "We współczesnym świecie takim ludziom coraz trudniej się odnaleźć" - zwraca uwagę kapłan. "Może jeszcze łatwo spotkać się katolikom w Warszawie, gdzie działa tyle duszpasterstw akademickich, czy ruchów. Ale na prowincji? Przy parafii często zupełnie nic się nie dzieje, a młodzi jeżdżą po miasteczkach poszukując miłości na poziomie pubowo - dyskotekowym. Co mają robić?" - mówi ks. Szymczak.

Okazuje się jednak, że w dużych miastach wcale nie jest prosto. "Brakuje środowisk, w których ludzie mogliby nawiązywać relacje prowadzące do małżeństwa, więzi, które mogłyby się rozwinąć w małżeństwo." - twierdzi o. Mirosław Pilśniak OP, duszpasterz młodzieży i duszpasterz rodzin. Zwraca uwagę, że rolę takich środowisk mogłyby pełnić chociażby duszpasterstwa akademickie, ale doświadczenie pokazuje, że tak nie jest. Niewielki procent członków duszpasterstw nawiązuje tam przyjaźnie prowadzące do małżeństwa. "Oczywiście, ludzie mają potrzebę budowania takich relacji, ale jakby nie umieją" - podkreśla.

Dobra wola i... bezradność

Jego zdaniem pęknięcie specyficznej aury, jaką społeczeństwo niegdyś otaczało relacje damsko - męskie dotyka, choć w innym wymiarze, również Kościoła i ludzi wierzących. "Jeszcze sto lat temu sama znajomość między chłopakiem a dziewczyną otoczona była w odbiorze społecznym jakby matrymonialną aurą. Zakładała możliwość wejścia w relację małżeńską" - stwierdza o. Pilśniak. "Dziś taka znajomość może być totalna, można przebywać ze sobą, mieszkać razem, współżyć, mieć razem dzieci - i jeszcze niektórym na myśl nie przychodzi, że można zawrzeć małżeństwo.

Nawet nie traktują tego jako narzeczeństwo, bo przecież nie wiadomo, czy się pobiorą, czy będą razem" - dodaje. "Żyjemy w świecie relacji płytkich, więzi ludzkich na poziomie spotkania przy piwie. Takie są często relacje między kobietą a mężczyzną, także w sferze seksu. Jeśli ktoś jest zdecydowany współżyć na drugiej randce, to oznacza, że utracił zdolność rozumienia, czym jest spotkanie z drugim człowiekiem" - mówi duszpasterz.

Zwraca uwagę, że wiele osób wierzących nie akceptuje takiego stylu życia. Chcą budować głębsze relacje, ale nie mają wyraźnych wzorów. Dom rodzinny bywa albo antywzorem lub wzorem niedoskonałym. Wyraźnych odniesień brakuje także w ludziach widzianych w Kościele.

"Mam wrażenie, że w naszych duszpasterstwach następuje nadmierne przesunięcie akcentów. Aktywność i relacje przyjacielskie promowane są być może w odpowiedzi na zepsucie otaczającego świata. Często buduje się tam relacje między mężczyznami i kobietami z założenia przyjacielskie i tylko przyjacielskie. I to piękne, że są czyste przyjaźnie, w których ludzie po prostu starają się być razem, współpracować i niekoniecznie są nastawieni na relacje erotyczne, ale jednak dobrze jeśli znajomości damsko - męskie są w jakiś sposób otwarte na małżeństwo, a nie zamknięte na tę perspektywę" - podkreśla o. Pilśniak.

Błędy formacji?

Uwrażliwienie na te kwestie jest, według o. Pilśniaka, ważnym zadaniem dla duszpasterzy. Mogą pomagać młodym w nabywaniu umiejętności budowania relacji otwartych na poważny związek jako zamiar realizacji powołania życiowego. "W duszpasterstwach kładzie się nacisk na modlitwę, wiedzę religijną i społeczną, wykształcenie i relacje towarzyskie. Brakuje chyba jednak więzi, w których ludzie decydują się walczyć razem o głębszą, prawdziwszą relację. Wiara pomaga człowiekowi zapragnąć głębokiego związku, ale nie zastąpi pracy nad sztuką budowania związku, a wreszcie - nie zastąpi trudu budowania relacji" - zaznacza dominikanin.

"Ja jestem owocem dziesięcioletniej formacji w jednym z ruchów katolickich - zwierza się Ania z Warszawy - i tak się złożyło, że w tym ruchu nie spotkałam kogoś, z kim mogłabym się związać na całe życie. Natomiast stałam się osobą bardzo zaangażowaną w Kościół. I przez te wszystkie lata osoby, które mnie formowały, księża, duszpasterze mówili, że właśnie o to chodzi, że bardzo dobrze, że trzeba być zaangażowanym, podejmować odpowiedzialność itp.

Natomiast czas mijał i w pewnym momencie - pamiętam tę rozmowę... - jeden kapłan mi powiedział: Ania, jeśli chcesz wyjść za mąż, to będzie ci trudno w tym ruchu znaleźć mężczyznę, ponieważ zachowujesz się jak 'kościelna matka', zachowujesz się jak osoba konsekrowana... Nie chcę niczego 'zwalać' na tę formację, choć w pewnym sensie to ona doprowadziła do takiej sytuacji. Wiem, że nie ma nic trudniejszego, niż formowanie człowieka, ale faktem jest, że w takim prowadzeniu, przy najlepszych intencjach, można coś bardzo ważnego przegapić" - podkreśla dziewczyna.

Osobną sprawą pozostaje fakt, że w większości duszpasterstw, ruchów i wspólnot znaczący procent stanowią kobiety. "Niektórzy śmieją się, że nasz Kościół jest żeńskokatolicki" - stwierdza ks. Jarosław Szymczak. - "Coś w tym jest. Co więcej wydaje się, że wśród świeckich zaangażowanych w Kościół kobiety stają się coraz silniejsze, a mężczyźni coraz słabsi. Tacy mężczyźni reagują lękowo na kobiecą dominację" - zwraca uwagę kapłan.

Oddolna inicjatywa internetowa: prawie dwieście zakochanych par!

"Byłem sam. Chciałem to zmienić, ale zależało mi na tym, żeby poznać wierzącą dziewczynę, żebyśmy mieli jakąś wspólnotę wartości. I to wcale nie było takie proste..." - opowiada Maciej Koper, który na pewno nie należy do mężczyzn zalęknionych. Być może dlatego właśnie, wraz z dwójką innych singli, zdecydował się, by w tej niełatwej sytuacji "coś zrobić". Inspiracją była amerykańska strona internetowa Avemariasingles.com, serwis powołany po to, by kojarzyć samotnych, którzy pragną zbudować chrześcijańskie małżeństwo.

Portal Przeznaczeni.pl powstał we wrześniu 2005 r. Bilans tej już ponad półtorarocznej działalności to 15 małżeństw, 68 planowanych ślubów i prawie 200 zakochanych par. Przez ten czas w portalu określanym też jako "Strefa ludzi z wartościami" zarejestrowało się ok. 20 tys. osób czyli prawie dwa razy więcej niż w portalu Avemiariasingles.

"Są to ludzie bardzo zróżnicowani. Bogactwem tego miejsca jest m.in. właśnie niesłychana różnorodność osób" - podkreśla Agnieszka Rogalska, współtwórczyni portalu, która dzięki strefie poznała swego męża. Dolną granicą wieku dopuszczalności rejestracji w strefie jest 18 lat. Górnej bariery nie ma, zdarza się więc, że w portalu rejestrują się i siedemdziesięciolatkowie. Najwięcej strefowiczów to jednak osoby między 25 a 35 rokiem życia, najczęściej po studiach wyższych. "Strefowicze są finansistami, lekarzami, dziennikarzami, nauczycielami. To często osoby bardzo aktywne zawodowo i maksymalnie zabiegane! Często nie mają czasu, żeby ułożyć sobie życie, choć pragną stworzyć chrześcijańską rodzinę" - podkreśla Maciej Koper.

Chcemy tworzyć świat pełen szczęśliwych małżeństw

Twórcy serwisu dedykują go Janowi Pawłowi II. "Chcemy tworzyć świat pełen szczęśliwych małżeństw i rodzin zbudowanych na dojrzałej miłości ludzkiej i na Bogu, który sam jest Miłością." - stwierdzając, podkreślając, że ich działanie jest odpowiedzią na apele, jakie kierował do młodych Ojciec Święty. Dlatego portal nie jest zwykłym serwisem randkowym. "Jeśli szukasz wielu przypadkowych znajomości, łatwej rozrywki, przyjemnych flirtów, zabawy w "miłość", partnera do seksu jeśli wiara i religia nie mają dla Ciebie znaczenia i z założenia odrzucasz Kościół katolicki albo wybiórczo akceptujesz Jego nauczanie jeśli już masz za sobą ślub kościelny i rozwód cywilny to źle trafiłeś." - piszą twórcy portalu. Sfera przeznaczona jest przede wszystkim dla tych, którzy szukają współmałżonka, pragną i mogą zawrzeć małżeństwo w Kościele katolickim.

Trzeba się spotkać naprawdę

"Kiedy myśleliśmy o tym, jak urządzić ten portal, poszukiwaliśmy rozmaitych inspiracji. Szukaliśmy też wiele w tekstach Jana Pawła II. Tam było bardzo wyraźnie napisane, że docieranie do ludzi jedynie przez Internet - to za mało. W Internecie nie nawiążą się relacje, dlatego z Internetu trzeba jak najszybciej wyjść - do świata realnego. Tak narodził się pomysł na Kalendarz Spotkań" - opowiada Agnieszka Rogalska. Kalendarz umożliwia każdemu ze strefowiczów zaproponowanie jakiegoś spotkania lub dopisanie się do spotkania, czy inicjatywy organizowanej przez kogoś innego. Są to inicjatywy przeróżne - od towarzyskich rozmów przy kawie, po wspólne Msze św., wspólne wyjazdy, wyprawy rowerowe, kajaki, wycieczki piesze, czy górskie wspinaczki. "W ciągu 14 miesięcy działania Kalendarza odbyło się już 600 takich spotkań - wymyślonych, zaproponowanych, zorganizowanych i zrealizowanych oddolnie, przez samych strefowiczów" - podkreśla Maciej Koper.

Zwraca uwagę, że niejako "produktem ubocznym" strefy jest powstanie zwartego środowiska, charakteryzującego się określoną tożsamością i być może zdolnego do twórczej obecności w społeczeństwie - poprzez dawanie świadectwa i manifestację swoich poglądów. Na co dzień w strefie aktywnie działa ok. 6 tys. osób. "Tam niesamowicie widać bogactwo Kościoła, jego różnorodność" - opowiada strefowiczka Ania Olesiak.

"Dziś Internet jest miejscem spotkań jak każde inne. Strefa jest szansą. Stworzeniem szansy do spotkania dla określonej grupy ludzi o określonych wartościach. I tyle. Reszta należy do nich samych i do Pana Boga." - stwierdza Ania Olesiak. Zwraca uwagę, że problemy ludzi, którzy poznają się w strefie są takie same, jak tych, którzy poznają się przy innych okazjach, ale jest jeden plus: "Zaczynamy rozmowę z pewnej płaszczyzny. Na takim podstawowym poziomie wiemy, jakie są nasze oczekiwania, pragnienia i wyznawane wartości - i że zasadniczo są one zbieżne" - podkreśla.

"Łączenie określonej grupy społecznej, ludzi wyznających te same wartości i pragnących nawiązania trwałych więzi jest niewątpliwie zaletą portalu, wiążą się z tym też jednak pewne słabości" - stwierdza o. Mirosław Pilśniak. "Strefa w nieunikniony sposób gromadzi ludzi o podobnych problemach" - wyjaśnia.

Przytulny kącik, czy praca nad sobą?

Zdanie o. Pilśniaka potwierdza Maciej Koper: "Strefa nie jest lekiem na całe zło. Jeśli ktoś ma problemy, żeby wyjść do innych, żeby się przełamać, dojrzeć, podejść poważnie do związku - to może się nawet 5 razy zalogować w strefie i do niczego to nie doprowadzi" - zaznacza. "O tym, że są problemy świadczy chociażby proporcja między liczbą zalogowanych, a tych, którym udało się w strefie szczęśliwie zakochać..." - dodaje Ania Olesiak. Jedna ze strefowiczek zwraca uwagę, że wiele osób rejestrujących się w portalu bardzo się tego wstydzi.

"Trudno jest im się przyznać otwarcie, że szukają pomocy. Logują się, ale trochę tak, jakby to nie dotyczyło ich samych" - podkreśla. "To nie ułatwia przełamywania internetowej anonimowości. Niestety, w takiej sytuacji łatwo jest ranić innych i również samemu zostać zranionym" - dodaje.

"A jednak obserwujemy, że sama obecność w strefie jest dla wielu ludzi katalizatorem rozwoju" - zauważa Agnieszka Rogalska. "Po pierwsze w jakiś sposób zdobywają się na odwagę, by przyznać się przed sobą i innymi, że czegoś potrzebują, że nie chcą się wpisywać w kulturę singli, nie chcą być sami, pragną prawdziwej rodziny. Po drugie mają szansę w jakiś sposób przewartościować swoje życie, zastanowić się, jak znaleźć czas dla drugiej osoby i jak wyjść z getta myślenia o sobie jako o kimś, kto na pewno nikogo nie znajdzie" - zaznacza.

Zdaniem twórców portalu osoby samotne i poszukujące współmałżonka cierpią z powodu zbyt małego wsparcia duszpasterskiego w Kościele, a jednak wsparcie to należy im zaofiarować w sposób mądry. Nie chodzi o tworzenie zakonserwowanych duszpasterstw, w których ludzie mają możliwość schować się przed światem, ale raczej zachęcenie do formacji, która pozwoliłaby wyjść na zewnątrz. "To w ogóle jest pytanie o nasze myślenie na temat tego, czym jest dla nas wspólnota Kościoła" - podkreśla Maciej Koper. "Czy to ma być miejsce, w którym ja czuję się dobrze ze wszystkimi moimi kompleksami, bo nikt mi nie dokucza, a wszyscy wokół tworzą ciepłe, przyjazne środowisko, które zapewnia, że wszystko jest ze mną ok., bo Pan Bóg mnie kocha? Czy też raczej wspólnota to źródło, z którego czerpię siły do działania, do zmieniania siebie i otaczającego mnie świata na lepsze?" - pyta. Zdaniem Ani Olesiak coraz częstsze "wypychanie" z duszpasterstw akademickich osób, które już skończyły studia jest zjawiskiem bardzo pozytywnym. "Księża się orientują, że to jest czas na wychodzenie, zakładanie rodziny, a nie chowanie się w duszpasterstwie" - stwierdza.

Gdy singiel nie potrafi szukać

O. Mirosław Pilśniak podkreśla jednak, że w tej i w innych sytuacjach "grupa wsparcia" bywa bardzo potrzebna. "Oczywiście grupa wparcia rozumiana nie jako "grajdołek" ale miejsce, gdzie świadomie pracuje się nad pewnym problemem" - zaznacza.

Przykładem takich grup mogą być jego zdaniem niektóre duszpasterstwa postakademickie, które często, niejako naturalnie ewoluują w stronę duszpasterstw singli. "Na takich ludzi wywierane są rozmaite presje - rodziny, otoczenia. Pojawia się też presja wewnętrzna i związany z nią lęk podjęcia ryzyka, które może nie przynieść spodziewanego rezultatu; lęk okazania się nieskutecznym; lęk, że straci się uciekający nieubłaganie czas" - podkreśla. Stwierdza, ze tego rodzaju presje bardzo ograniczają wolność w budowaniu związku i dlatego osoby poddawane naciskom wsparcia potrzebują. "Taką grupą wsparcia jest też portal Przeznaczeni.pl" - dodaje zakonnik.

"Zależy nam, by w perspektywie jednego czy półtora roku strefa była nie tylko miejscem, gdzie ludzie mogą się poznać, ale też konkretnie pracować nad sobą, nad wychodzeniem do innych, nad nawiązywaniem relacji" - podkreśla Maciej Koper. "Chcielibyśmy np. proponować profesjonalne warsztaty, dla wszystkich chętnych, myślimy o stworzeniu własnej grupy pielgrzymkowej itp. Już teraz promujemy rozmaite pojawiające się coraz częściej inicjatywy pomocy osobom, które odkrywają swoje powołanie do małżeństwa, ale nie mogą się w nim bezpośrednio realizować" - dodaje.

Jedną z takich inicjatyw jest np. Mistrzowska Akademia Miłości pomyślana jako "latający uniwersytet" poświęcony m.in. właściwemu przeżywaniu kobiecości i męskości, a także budowaniu relacji. "To mają być rozmowy z osobami, które są świadkami żywej miłości" - twierdzi Mira Jankowska, pomysłodawczyni Akademii, dziennikarka radia Józef i m.in. autorka "Fitnessu duchowego", popularnego dodatku do tygodnika Ozon. - Chcemy, żeby ludzie, którzy żyją w małżeństwach, albo byli długo samotni i wreszcie się odnaleźli i umieją o tym opowiadać, podzielili się tym doświadczeniem" - dodaje.

Zdaniem Miry Jankowskiej pytania o kobiecość i męskość są stawiane zdecydowanie za rzadko. "Również w Kościele o tych sprawach mówi się przede wszystkim językiem filozoficznym lub w kontekście płodności" - podkreśla. Brakuje natomiast podejścia prostego, egzystencjalnego, które dotykałoby podstawowych potrzeb i podstawowych pytań człowieka. Okazuje się, że zapotrzebowanie na tego rodzaju warsztaty jest olbrzymie. Na spotkanie pt. "Singiel szuka singielki" zorganizowane w ramach Akademii 8 marca w Warszawie przyszło kilkaset osób.

Singli jest coraz więcej. Z punktu widzenia rynku to znakomicie. Są doskonałymi konsumentami, kreują nowe potrzeby, na które skwapliwie odpowiada rynek poprzez kursy gotowania w pojedynkę, czy wycieczki dla samotnych. A jak na te potrzeby powinien odpowiadać Kościół?

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.

Tematy w artykule

Skomentuj artykuł

Singiel szuka singielki... w Kościele
Komentarze (42)
WW
Wiktoria W,
27 września 2016, 08:24
"Księża się nami denerwują " -mówi Ania z Warszawy "Może dlatego,że nie za bardzo wiedzą ,co zrobić. Księża się denerwują bo jest coraz mniej ślubów.
WW
Wiktoria W,
7 lutego 2016, 06:38
Taka prawda ,że single są bardziej dyspozycyjne niż małżonkowie. Oni nie muszą wybierać pomiędzy wspólnotą a rodziną.
M
M.
15 maja 2015, 14:44
Byłam zarejestrowana na tym portalu, totalna porażka. Trzeba płacić wysoki abonament a do tego nic się tam nie dzieje. Dużo lepszy jest serwis zapisanisobie.pl - opłata dużo niższa, organizowane są spotkania, ja byłam już na kilku wyjazdach właśnie z "ZS" i było naprawdę super. Można spotkać "w realu" świetnych ludzi
ML
Małgorzata Lipiec
27 stycznia 2016, 20:57
To ja polecam Tobi i innym portal darmowy i bardzo wartościowy, katolicki i wyjątkowy oraz oczywiście randkowy www.betania.pl
J
Jola
15 maja 2015, 14:07
W Kościele trudno jest przedewszystkim samodzielnym(nie samotnym) aktywnym zawodowo ojcom i matkom,którzy mają już dorosłe dzieci, starszym singlom. Popatrzcie na rekolekcje w przeciętnej parafii. Nauki są dla małżeństw, rodziców, starych, chorych, młodzieży, dzieci. Ci ww zepchnięci są na margines Kościoła.
M
Mamba_nera
11 maja 2015, 20:46
Dokładnie za członkostwo w przeznaczonych.pl trzeba bulić kasę więc wcale nie jest to takie super, skoro tak im zależy żeby kojarzyć pary itd, itp 
M
mężczyzna
9 maja 2015, 19:37
prosze zwrócić uwagę że w powyższym artykule dużo  się mówi że jest portal taki jak przeznaczeni.pl ale nic się nie wspomina że on kosztuję i trzeba płacić jakieś abonamenty żeby zwykły list napisać WSTYD! owszem portal trzeba utrzymać i wymaga kosztów ale niech zapłacą ci  którym ta samotność najwięcej przeszkadza  a nie robią sobie dodatkowej reklamy a jeśli nie przeszkadza to niech chociaż pomogą :)
G
Gienek
10 maja 2015, 08:25
O i to jest mentalność. Jak cos z Kocioła to a być za darmo. rzeciz tam luzie pracują - trzeba to utrzmać. Może dlateo jeses sam bo jests skąpy i żal ci pannę na randkzabrac bo to kosztuje
C
celine
9 maja 2015, 16:23
Jest Duszpasterstwo Osób Stanu Wolnego, grupa 33 w którym jestem już ponad 10 lat.  
N
natalia
9 maja 2015, 19:36
tak w katowicach przy kościelr mariackim, są tam są fajni ludzie najbliższe spotkanie  jest 19 maja o 18.30, a potem w krypcie katedry Chrystusa Króla w Katowicach 2 czerwca o 19.00
K
kawaler
10 maja 2015, 23:14
duszpasterstwo osob stanu wolnego działa i w Będzinie w parafii Najswiętszego Serca Pana Jezusa. Najbliższe spotkanie w niedzielę 17 maja o g. 19.oo.
C
celine
11 maja 2015, 21:29
tak, wiem, tam działają Kasia, Agnieszka i Ewa, ale wszystkie rejony ze Śląska spotykają się oprócz tego w krypcie Katedry Chrystusa Króla o 19.00 w każdy pierwszy wtorek miesiąca, zapraszamy Będzin!!!
K
Kasia
9 maja 2015, 07:15
Wszystkim singlom gorąco polecam wykład o. Adama Szustaka "Młodość mija a ja niczyja". W Kościele jest wbrew pozorom miejsce dla każdego i każdy człowiek jest potrzebny. Podobne problemy z określeniem swojego miejsca we wspólnotach mają bezdzietne małżeństwa, które nie odczuwają powołania do adopcji, młodzi wdowcy i wdowy... Tyle tylko, że nie jest to wina Kościoła, a naszej - często przesadzonej - skrupulatności. Stanowimy mniejszość, ale nie znaczy to, że niepotrzebną
M
Mamba_nera
11 maja 2015, 20:49
Polecać komuś ten wykład jest totalną porażką przecież ten Szustak to zupełnie pozbawiony empatii i bez serca człowiek skoro może gdać takie rzeczy jak w tej konferencji
S
sin
8 maja 2015, 23:55
Znowu artykuł o kojarzeniu małżeństw a nie o singlach ;(
H
HUA
10 maja 2015, 08:27
a kto to jest singiel znam ich trochę - jedna z nich jest z wyboru - reszta niemoże znależć albo jest .. dziwna ?
:
:(
8 maja 2015, 22:41
Czytam, czytam - początek nawet ciekawy, ale środek wątpliwy. To jest moim zdaniem kryptoreklama pewnej firmy zarabiającej na singlach szukających drugiej połówki, szczególnie tych katolickich. Firma zaczynała jako młodzi katolicy, ale potem ... "k" zniknęło, a zamiast niego pojawiły się bliżej nieokreślone "wartości", no i zaczęły krążyć pewne historie. Uważam, że reklama powinna pozostać reklamą, a sprawy wiary sprawami wiary. A co do samej firmy i wspomnianego portalu, to warto popytać znajomych o opinie i poszperać w internecie. Wtedy człowiek wie, za co płaci i czego tak naprawdę można oczekiwać. Wtedy nie będzie rozczarowań. Ja uważam, że reklama powinna pozostać reklamą. A sprawy wiary sprawami wiary. A co do samej firmy i wspomnianego portalu, to warto popytać znajomych o opinie i poszperać w internecie. Wtedy człowiek wie, za co płaci i czego można oczekiwać. I jeszcze jedno, jeśli już pozwalamy na reklamę, to tylko rzeczy naprawdę sprawdzonych.
C
corgie
8 maja 2015, 22:29
Single w Kościele? Po jednej stronie fajne ładne inteligentne dziewczyny, po drugiej popaprańcy w zaciasnych spodniach, którzy się pocą na sam widok tych pierwszych.zaliczyłam parę imprez katolickich dla singli.koniec.fajni katolicy są.w habitach i sutannach.reszcie potrzeba terapii i kierownika duchowego. po pracy idę na rower, do ulubionej knajpki, nad jezioro.w weekend realizuje swoje pasje. przestaję liczyć, że będę ze zdrowym psychicznie, dojrzałym w wierze katolikiem.myśle że będę sama. a przeznaczeni.pl? kojarzy te same grupy o których wspomniałam na początku.3 lata kasy wyrzuconej w błoto. no chyba że potwornie się mylę Panowie,i jestem już taka stara rozgoryczona panna.mój skype: corgie86. chętnie pogadam ze mężczyzną który podejmie się wyzwania żeby pokazać jak bardzo się mylę.
TG
telepiacy galotami
9 maja 2015, 18:32
Sprawiasz pozytywne wrazenie:) Dziwie sie czasem, ze takie osoby pozostaja same. Zadzwonilbym moze nawet, ale nie chce pogarszac sprawy i tylko utwierdzac cie w przekonaniach;D Zamiast tego zycze powodzenia i mysle, ze poznasz w koncu kogos odpowiedniego.
C
corgie
9 maja 2015, 21:06
nie chcesz pogarszać sprawy, czy sie boisz i dlatego telepiesz galotami?
C
corgie
9 maja 2015, 21:19
opcja 1. należysz do grupy o zaciasnych spodniach-kolejna osoba nie pogorszy sprawy raczej potwierdzi regułę opcja 2. okaże się że nosisz prawidłowy rozmiar, a ja się zdziwię pozytywnie.tak pozytywnie że moze się nawet ciekawa rozmowa wywiąże.
TG
telepiacy galotami
11 maja 2015, 23:38
Nie, nie zdziwisz się
L
lsand
17 maja 2015, 17:46
Żyjesz w jakimś świecie równoległym. Wielu dziewczynom z duszpasterstwa można te zarzucić to i owo.
C
corgie
19 maja 2015, 22:47
nie jestem dziewczyną z duszpasterstwa
M
monia
8 maja 2015, 21:32
W oczach szacownych mężatek jestem godną pożałowania i to publicznego- starą panną , ze wskazaniem potencjalnego męża ,wokól ktorego jak się zakręcę to mnie weźmie (autentyk) . Ciekawe czy ktoś się pyta małonków - czemu jesteście razem, bo nie było lepszego/lepszej ? Z jednej strony chcą niby mojego "szczescia" a z drugiej radzą uczepic się pierwszego wolnego albo isc do zakonu . I nie chodzi mi o lepszego-nieistniejacy ideał ale o faceta ktory mi sie zwyczajnie podoba i go lubię z wzajemnoscią. Czy to tak trzeba się tłumaczyć ze zdawałoby się oczywistych rzeczy?
Y
yia
8 maja 2015, 22:46
Zawsze warto czekać, bo później idziesz z kimś przez całe życie. Przynajmniej ja to tak widzę z perspektywy czasu. Sama nigdy się nie spieszyłam, modliłam się. Warto było poczekać, być w zgodzie z własnym sumieniem, ze sobą. Trzeba się czuć dobrze ze samym sobą, nigdy nic nie zakładać. I lepiej być samemu niż z kimś nieodpowiednim lub na siłę. A Bóg daje niespodzianki, wtedy gdy się tego nie spodziewasz.
A
Agi
9 maja 2015, 06:49
To prawda, ale trzeba być gotowym, że trzeba będzie iść w pojedynkę przez całe życie. Też uważam, że lepiej być samemu niż iść na kompropmis typu "z braku laku..." i unieszcześliwić kogoś i siebie. 
B
B
10 maja 2015, 01:13
A mi parę osób ze starszego pokolenia powiedziało życzliwie (!) ''Ty, to będziesz musiała mieć męża który będzie Cię bardzo mocno bił....'' Odpowiedziałam że wolę być starą panną do końca życia.
B
Bratkowa
8 maja 2015, 20:15
Wolne żarty. Portal przeznaczeni.pl już dawno się skomercjalizował i bynajmniej nie jest to miejsce dające gwarancje poznania osoby wierzącej. Przyjmują nawet rozwodników (po slubach kościelnych i bez stwierdzenia nieważności) czyli osoby, które zgodnie z nauką Jezusa ślubu wiąć nie mogą, bo są żonate. (Można też ponać oszusta - deklarował się jako wierzący i oczywiście praktykujący, po niewczasie odkryłam, że Boga ma w poważaniu, ja takiego poznałam, ale cóż, wariografu przecież nie kupię.)
K
Krist
8 maja 2015, 22:07
Zgadzam się. Sama poznałam na przeznaczonych osobę, która wpisłą nie prawdę w profilu, po burzliwych przjściach i dopytywaniach dowiedziałam się prawdy. Poinformaowałam portal o profilu tej osoby i nikt nie zareagował... wypisałam się z portalu, skoro nikt nie reaguje...
M
marylka
8 maja 2015, 19:22
czy ktoś wie, czy w Polsce jest gdzieś Duszpasterstwo Osób Stanu Wolnego?  Marylka 
A
Agi
9 maja 2015, 06:57
Nie wiem, ale warto, żeby było. Tworzenie portali wprost kojarzących małżeństwa może to dal kogoś dobre, może dla praktyków, ale nie dla romantyków. Istotne jest, żeby były miejsca gdzie ludziemogą się spotkać, wspólnie spędzać czas, realizować swoje pasje, nawiązywąć przyjaźnie w różnym wieku. A jak ma być z tego coś więcej to będzie. Dla romantyków nie ma nic gorszego niż takie wyłożenie "kawy na ławę". Część osób się w tym odnajdzie, ale  bawiam się, że w przypadku wielu innych zniszczy to co na pierwszym etapie znajomości między kobietą i mężczyzną jest najpiękniejsze
C
celine
9 maja 2015, 16:48
Marylko, przyjdz do grupy 33 na spotkania
C
czestochowa
9 maja 2015, 19:44
Od stycznia tego roku coś na kształt takiego duszpasterstwa powstało w Częstochowie. Spotkania są w każdą ostatnią sobotę miesiąca w Dolinie Miłosierdzia (ul. o.Kordeckiego 49). Rozpoczynamy Mszą św.o godz 18. Potem wspólne spotkanie integracyjne i kończymy wspólną kawą/herbatą.
T
Teresa
10 maja 2015, 11:10
Msze oraz spotkania dla singli są przy parafiii pw. Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa na Ursusie (Niedźwiadku) w Warszawie, prowadzone przez ks. Stanisława Szlassę -www.przystanrozwoju.pl oraz przy parafii pw. Wniebowstąpienia Pańskiego w Warszawie na Ursynowie. Polecam.
S
Singel
8 maja 2015, 16:37
Nawiązując do cytowanej w artykule wypowiedzi jednego z księży powiem tak - Lękowo na kobiety w Kościele reagują głównie KSIĘŻA  bie zupełenie  nie wiedzą jak się zachowć a zwykłym facetom po prostu się nie chce i w ogóle nie przychodzą ... wolą mecze i piwo! Kobietom też zaczyna się nie chcieć i wolą być same bo po co brać sobie na głowę nieudacznika w postaci męża który głównie wymaga obsługi bo sam nic nie potrafi/nie chce /nie umie zrobić !!!  
A
andrzej
8 maja 2015, 16:06
A może są to po prostu ukryte dla nas prawa natury. Gdy wielkość populacji homosapiens lawinowo wzrasta, kurczą się naturalne zasoby Ziemi. W obliczu przeludnienia Ziemia się wypali, a my ją wyeksploatujemy. Tym samym zagrożona staje się cała populacja ludzkości na tej planecie. Może powinniśmy się pogodzić z takim stanem, bez stanu i uczyć się jak żyć w harmonii z naturą. Wielu naukowców wierzy, że tam gdzieś w kosmosie są inne planety, na których istnieją inne życia. To nawet bardzo możliwe. Jednak ja obawiam się, że tamte życia mogły by nas ludzi bardzo łatwo zniszczyć włącznie z naszą planetą. Człowiek jest wyjątkowo delikatną formą życia. Wystarczy porównać sobie owady ich różnorodność oraz ich potężne budowy ciał, by zrozumieć, że w obliczu innych istot nasze ciała mogą być za słabe do przetrwania na innych planetach. O wyjątkowości zasobów wody i pożywienia na Ziemi też można by długo pisać. Powszechnie wiadomo jest, iż człowiek bez wody długo nie przeżyje. Jednak o wyjątkowym składzie tej naszej ziemskiej wody już niewielu wie. Człowiek nie przeżyje na wodzie z Marsa, czy innych planet choćby z powodu ich napromieniowania. Tym samym ziemska woda stanowi dla nas łańcuch niczym smycz na psa, która nie pozwoli nam na większą eksplorację kosmosu, a tym samym przesiedlanie ludzkości na inne planety. Urodziliśmy się na tej planecie i nasze życie najprawdopodobniej jest związane jedynie z zasobami z Ziemi. Reszta to marzenia i iluzje, które w obliczu konkretnych rozwiązań najprawdopodobniej będą przynosić śmierć. Chciałbym się mylić, ale doczesne badania i kulisy ich wyników obnażają iluzoryczność fantastyki naukowej. Jedyna możliwość w kwestii ewentualnej eksploracji otwiera się na nowy gatunek człowieka oraz istoty cybernetyczne wytworzone przez przyszłe gałęzie inżynierii genetycznej oraz kwantotechnologii. A do tego czasu musimy jakoś powstrzymać przeludnienie tej planety. Czy wobec powyższego stan singlostwa jest nadal taki dziwny?
A
Ania
8 maja 2015, 17:27
Andrzeju, zyj sobie w zgodzie z naturą. Ja mimo wszystko chcę żyć w małżeństwie.
A
andrzej
11 maja 2015, 23:41
Czy nie przemawia przez Ciebie egoizm? czy Bóg chciałby, żebyśmy przejedli do szczętu całą Ziemię którą nam dał?
P
Paweł
8 maja 2015, 15:54
Niestety, w dzisiejszych czasach to pieniądz odgrywa zasadniczą rolę w naszym życiu. Dziś ludzie długo się uczą, studiują kilka kierunków, nierzadko robią doktoraty by móc w przyszłości zapewnić byt sobie i rodzinie. Wszystko to wymaga czasu i poświęceń, stąd też znalezienie drugiej połówki schodzi na dalszy plan. Później jednak okazuje się, że i tak nie ma pracy albo jest za taką pensję, z której w ogóle nie można się utrzymać. Zatem zakładanie rodziny w takiej sytuacji byłoby po prostu lekkomyślne. Nikt przecież nie chciałby życia niedostatku dla najbliższych mu osób. Myślę, że gdyby w Polsce było więcej pracy za godziwe pieniądze, łatwiejszy dostęp do mieszkań, to i małżeństw byłoby więcej. Przecież Polacy chcą mieć żony/mężow i dzieci, ale nie są nieodpowiedzialni, dlatego też wybierają nierzadko samotność by nikogo nie skrzywdzić. Smutne to, ale prawdziwe.
M
mięta
8 maja 2015, 19:53
Zgadzam się, co z tego że będę mieć męża, pojawi się dziecko, a do garnka nie będzie co włożyć... studiuje 2 kierunki, jeden kończę (pedagogika) i na razie dostałm propozycje pracy w zawodzie 8h/dzennie za 1200 zł. żyjąc  w mieście nie będę w stanie za te pieniądze się utrzymać, ale z rodzicami jakoś przetrwam. dodatkowo myślę że na wzrost singielstwa wpływa różnica wykształcenia, większość dziewczyn ze wsi kończy studia w wiekszych miastach, wracają do swoich stron a tam mężczyźni po zawodówkach, technikach - inny poziom intelektualny, inna obyczajowość i nie ma o czym rozmawiać, A ci co studiują są albo już zajęci, albo siedzą przed komputerami i brak im odwagi by wyjść na miasto, do ludzi
N
napatrzony
8 maja 2015, 22:55
Tak kobiety kończą studia w różnych szkołach wyższych np. "Językoznawstwa i turystyki", w których studentów się przepędza przez różne formy zajęć i zaliczeń jak trzodę przez pastwisko. Z takim dyplomem w torebce niewiele więcej potrafią, poza oczywiście wypowiadaniem obcobrzmiących słów, których do końca nie rozumieją, no i odwoływania się do różnych teorii, które psu na budę się nie przydają. Z takim wyższym "wykształceniem" nie potrafią nawiązać kontaktu z chłopakami z okolicy, wcześniejszymi znajomymi i swoimi rodzicami. No i zostaje im samotna wegetacja w mieście z "zawodem" pomocy przy dzieciach za 1200.

Skomentuj artykuł

Singiel szuka singielki... w Kościele
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.