Święci bez posągów

Święci bez posągów
(fot. depositphotos.com)

Ci święci bez posągów to nasi dziadkowie, rodzice, siostry i bracia, przyjaciele, sąsiedzi, koledzy ze szkoły. Tymi świętymi możemy być także my. Niełatwe. Realne.

Słuchając dzisiaj Jezusa, który jako nowy Mojżesz wychodzi na górę, by przekazać ludowi prawo błogosławieństw wypisane już nie na tablicach kamiennych, lecz na tablicach serc, możemy odnieść wrażenie, że słowa Zbawiciela, choć piękne w swojej istocie, są jednak mało atrakcyjne, bo bardzo wymagające i niosące ryzyko odrzucenia przez świat tych, którzy będą chcieli je wprowadzać w życie. Św. Jan swoimi stwierdzeniami zdaje się to potwierdzać: „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego” (1 J 3,1). Z jednej strony jesteśmy dziećmi Boga, co daje wielką nadzieję, z drugiej strony świat nas nie zna i często nie chce znać, nie chce wchodzić z nami w interakcję, nie chce słuchać o Ewangelii i o powodach, dla których staramy się za nią każdego dnia podążać, bo uznaje nas za ludzi z innej planety. A przecież do tej pory nie odkryto życia poza Ziemią…

Wybranie drogi pójścia za Jezusem wiąże się z pewnego rodzaju wyalienowaniem. Wybór Chrystusa jako Pana i Zbawiciela, jak każdy wybór, jest rezygnacją z czegoś. Droga pokory, którą Jezus w Kazaniu na Górze (por. Mt 5,1-7,29) proponuje słuchaczom, prowadzi do uznania w sobie pewnych braków. „Błogosławiony” często znaczy po prostu „wybrakowany”. Jednak człowiek wiary, świadomy swoich niedoskonałości wie, że „otrzyma błogosławieństwo od Pana i zapłatę od Boga, swego Zbawcy” (Ps 24,5). Każde z błogosławieństw, odwołując się do rzeczywistości niedoskonałej, którą bez problemu dostrzeżemy w nas samych, zawiera w sobie jednocześnie obietnicę wypełnienia tego, co w nas puste. Nie jesteśmy przecież całkiem ubodzy w duchu, ale obietnica Królestwa ma nas do takiego ubóstwa zmotywować. Smucimy się i cierpimy, nie dowierzając w to, że czeka na nas świat pełen radości. Nie jesteśmy cisi, lecz często krzykiem chcemy posiąść ziemię. Chrystus obiecuje nam jednak inną Ziemię, w której zamieszkają pokorni. Pragniemy sprawiedliwości, ale nie zawsze tej Bożej, którą opacznie pojmujemy. Nie zawsze jesteśmy miłosierni wobec innych, choć oczekujemy miłosierdzia dla siebie. Nasze serce jest nieczyste, a dziwimy się, że nie potrafimy dostrzec Boga w drugim człowieku i w stworzeniu. Pragniemy pokoju, choć sami niewiele robimy, żeby go wprowadzić najpierw w swoim sercu, które roztrzęsione szuka utulenia wszędzie, tylko nie w Bogu.

Czujemy się odrzuceni przez swoje otoczenie z powodu pójścia za Jezusem i niezrozumiani, niekiedy z tego powodu biadolimy, zapominając, że... wszystko jest w porządku. Jasne, że pragniemy akceptacji innych, ale nie możemy o nią zabiegać kosztem wyparcia się Tego, który jako jedyny „wiary dochowuje na wieki” (Ps 146,6). To, że w oczach innych nie jesteś „na czasie”, że jesteś uważany za „zacofanego”, nie czyni cię gorszym, bo wiesz, że „nagroda wielka jest w niebie” (Mt 5,12). Jednak to, że inni ciebie nie rozumieją, uważając siebie za idących „z duchem czasu”, nie może zrodzić w tobie pogardy wobec nich. Nie może sprawić, że uznasz się za „lepszego” i za „posiadacza prawdy”. Przychodzą mi w tym momencie na myśl słowa, które napisał mi kiedyś Grzegorz Kramer SJ: „Nauczyłem się, że w proroku budzi się okropna pokusa, by uważać siebie za prześladowanego z powodu prawdy. By budować w sobie narrację, że jestem wyjątkowy, bo przynoszę prawdę. Tego się strzeż”. Zbyt rzadko wychodzimy na spotkanie tym, których spojrzenia na świat nie potrafimy pojąć. Nieraz sami odrzucamy innych, nie widząc w nich sióstr i braci, dzieci tego samego Ojca. I to musi się w nas zmienić, jeśli rzeczywiście ewangeliczne prawo błogosławieństw, czyli nic innego jak prawo miłości, jest tym, któremu chcemy podporządkować nasze życie.

Fragment mówiący o błogosławieństwach rozważamy również w kontekście Uroczystości Wszystkich Świętych, która dziś przypada. Przypomina nam ona o tym, że celem naszego istnienia nie jest śmierć, ale życie wieczne! Apostoł Jan pisze, że „jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się to objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jaki jest” (1 J 3,2). Święci, przyjaciele Boga, zapewniają nas, że ta obietnica to nie gruszki na wierzbie. Święci ani nie są superludźmi, ani nie urodzili się doskonali. Są jak każdy z nas. Zanim osiągnęli chwałę nieba, prowadzili normalne życie, z radościami i smutkami, wysiłkami i nadziejami. Ale co zmieniło ich życie? Gdy poznali miłość Boga, poszli za nią z całego serca. Spędzili swoje życie w służbie innym, znosili cierpienia i trudności, nie nienawidząc, ale odpowiadając na zło dobrem, szerząc radość i pokój. To jest życie świętych. Święci to mężczyźni i kobiety, którzy mają w sercu radość i przekazują ją innym. Nigdy nie nienawidź, ale służ innym, najbardziej potrzebującym! Módl się i żyj w radości! To jest ścieżka świętości!

Uroczystość Wszystkich Świętych jest bardzo mocna w swoim wyrazie! Znani święci, ci, którzy mają posągi w kościołach lub na placach, są bardzo ważni, ale mogą też wzbudzać pewien niepokój: „Oni dokonali wielkich cudów, stawili czoła ogromnym niebezpieczeństwom, a nawet ponieśli śmierć dla imienia Chrystusa. Wspaniali! Ale kto z nas może być taki jak oni?”. Świętość nie jest przywilejem nielicznych, nie jest powołaniem niektórych. Każdy z nas na chrzcie otrzymał łaskę, czyli siłę do tego, żeby być świętym. Świętość to nasze wspólne powołanie. Święci pierwszego listopada to wszyscy, którzy żyli na co dzień wiarą w Zmartwychwstałego, ale nie zrobili nic sensacyjnego ani nadzwyczajnego, ani heroicznego. To ci, którzy kochali ubogich. To ci, którzy wyciągali pierwsi rękę na zgodę. To ci, którzy czynili dobro, nawet jeśli inni się z nich naśmiewali. To ci, którzy potrafili wybaczyć. To ci, którzy nigdy nie uciekali się do przemocy. To ci, którzy akceptowali tych, którzy nie myśleli i nie żyli według tych samych zasad, co oni. To ci, którzy bez oklasków i rozgłosu w mediach zrealizowali wezwanie Jezusa, by kochać Boga i innych. Ci święci bez posągów to nasi dziadkowie, rodzice, siostry i bracia, przyjaciele, sąsiedzi, koledzy ze szkoły. Tymi świętymi możemy być także my. Niełatwe. Realne.

Kapłan archidiecezji gdańskiej. Student teologii dogmatycznej na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Rzecznik Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Współtwórca kanałów "Inny wymiar" i "KatOlizator".

Tworzymy DEON.pl dla Ciebie
Tu możesz nas wesprzeć.
Wojciech Bonowicz
54,99 zł

Pierwsza pełna biografia księdza Józefa Tischnera.
Jest to nie tylko oparta na faktach, rzetelna relacja o życiu i kształtowaniu się wybitnego filozofa, ale przede wszystkim pasjonujący reportaż biograficzny, którego autor dociera do najbardziej zaskakujących...

Skomentuj artykuł

Święci bez posągów
Wystąpił problem podczas pobierania komentarzy.
Nikt jeszcze nie skomentował tego wpisu.